Białe kartki, białe listy, śnieg
Białe sanie, koń srebrzysty, bieg
U ołtarzy białe panny
I dźwięk dzwonów nieustanny
Za oknami pada, pada śnieg
Biały dziad i biała baba, wiek
Już tak którąś zimę gadać chce
Kot się wspina po firankach
Stygnie mleko w filiżankach
Za oknami pada, pada śnieg
Brniemy w śniegu po kolana, ech
Pan tak do mnie, ja do pana - niech
By nie zabrnąć za daleko
Bo odpłynie ciepłą rzeką
Niech już lepiej pada, pada śnieg
Nie odjeżdżaj do cieplejszych miejsc
Tam marzenia mają inny sens
Weź dzieciaka na kolana
Widzisz, żona taka ładna
Za oknami pada, pada śnieg
Białe kartki, białe listy, śnieg
Białe sanie, koń srebrzysty, bieg
U ołtarzy białe panny
I dźwięk dzwonów nieustanny
Za oknami pada, pada śnieg
Gdy mnie będziesz miała dosyć,
to wystarczy mnie wyprosić,
raz pokazać drzwi,
pokazać drzwi.
Ale - jeśli Bóg pozwoli - nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak,
powoli tak.
Muskularni są rodacy,
miły jest kolega z pracy,
przyjdzie na twój znak,
na twój znak.
Tylko - jeśli los pozwoli -
nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak.
Są kobiety wampiryczne,
którym pachnie świat,
i są światy bardziej śliczne
niż na przykład ja.
Idź, lecz - jeśli Bóg pozwoli -
nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak,
powoli tak.
Skoro wiesz, że nie ma piekła,
dobrze będzie, byś uciekła
z byle kim, byle jak.
Tylko - jeśli Bóg pozwoli -
nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak.
Byłem tobie mężem, bratem,
teraz pora być mi katem,
nie wiem, czy to źle,
czy to źle.
Ale - jeśli Bóg pozwoli -
nie zabiję cię powoli,
nie zabiję cię powoli, nie,
nie zabiję cię, nie.
Nie zabiję cię, nie zabiję, nie...
Biało na Giewoncie, na Kasprowym biało
Ej, góry i doliny śniegiem zasypało
Dzwonią dzwonki sanek, skrzypi śnieg pod butem
Ej, będą tego roku święta bardzo sute
Przyjdą po kolędzie z szopką do chałupy
Ej, będą wyśpiewywać kolędy pastuchy
Zrodził się tej nocy Pan nieba i ziemi
Ej, góry wyśpiewują, a my razem z nimi
Biało na Giewoncie, na Kasprowym biało
Ej, góry i doliny śniegiem zasypało
Na hali, na hali podmuchują wiatry
Hej, w Boże Narodzenie kłaniają się Tatry
Na hali, na hali podmuchują wiatry
Hej, w Boże Narodzenie kłaniają się Tatry
Sierpień - astry
Sierpień - gwiazdy
Sierpień - grona
Winorośli i jarzębin Rudych - sierpień!
Mocy pełnym, łaski pełnym
Jabłkiem swoim cesarzowym
Bawisz się jak dziecko, sierpniu,
I jak ręką gładzisz serce
Swym imieniem cesarzowym:
Sierpień - Serce!
Powolutku, po cichutku
Rośnie róża nam w ogródku
Rośnie taka duża róża
Co się w blasku słońca nurza
A gdy na nią pochuchamy
Zatańczymy, zaśpiewamy
To zapachnie wonią taką
Że odpadną skrzydła ptakom
Że się zwęglą wszystkie drzewa
Że umilknie to co śpiewa
Nie dojrzeje co dojrzewa
Róża z siłą niemożliwą
Będzie dzwonić jak żeliwo
Gdy ją trącisz ciszę zmącisz
A w tej ciszy taka susza
Nawet motyl się nie rusza
Spadną myśli osmalone
Wróble zlecą też z jabłonek
Róża wielkim ogniem płonie
Przypomina pelargonię
Pękną mury przepalone
Roztopnieją rozżarzone
Wyjdź, wyjdź
Wyjdź zobaczyć płomień taki
Ale może tak się zdarzyć
Że się możesz ogniem sparzyć
Gdy ci padnie blask na twarzy
W takim razie trudno cóż
Nie dotykaj dzikich róż
No to cóż, no to cóż
Nie dotykaj dzikich róż
Płonących róż
Skaldowie, Barbara Szczepańska Ballada o jesiennych drzewach Barbara Szczepańska
Na ławce w parku w pewnym mieście
Gdzie raczej rzadko obcy bywa
Siadła raz pani nie z tej ziemi
Przy panu, który spadł z księżyca
Było to wczesne popołudnie
Dość na tę porę roku ciepłe
Pan miał garnitur jak spod igły
Oraz maniery staroświeckie
Pani nie pierwszej już młodości
Lecz ten typ kobiet, co na pewno
Z wiekiem zyskuje i zadziwia
Jak dobre wino albo srebro
"Ładnie dzisiaj, pani pozwoli, zagadam
W miarę słońca, wiatru w miarę, deszcz nie pada
Tylko liści, doprawdy, mniej, że aż szkoda
Cóż, przemija tak drzew naszych wciąż uroda"
"Lecą liście, niech pani spojrzy, jak ze złota
Tamte z brązu, a tutaj jakby miedzią potarł
Szkoda barw tych, co tak spadają gdzieś na ziemię
Potem giną już dla nikogo niepotrzebne
Potem giną już dla nikogo niepotrzebne"
Wiał lekki wietrzyk, a wśród liści
Ruda wiewiórka gryzła orzech
Pani słuchała wciąż uważnie
Jak gdyby nieobecna trochę
Wreszcie odrzekła, poprawiając
Kosmyk swych kasztanowych włosów:
"Słuszna uwaga, ma pan rację
Choć ja to widzę w inny sposób"
Znów popatrzyła gdzieś przed siebie
Profil swój ukazując śliczny -
"Ja to ujęłabym dogłębniej
Pogląd mój jest metafizyczny"
"Bo my także jesteśmy przecież jak drzewa
Tuż przy ziemi i tak trochę aż do nieba
Silne burze, ulewne deszcze wciąż nam szkodzą
Zostawiamy innym smutek nasz, odchodząc"
"Bo my także jesteśmy przecież jak te drzewa
Tuż przy ziemi i tak trochę aż do nieba
Bo my także dojdziemy kiedyś do jesieni
Poszumimy i poskrzypimy, przystaniemy"...
Na ławce w parku w pewnym mieście
Gdzie raczej rzadko obcy bywa
Siadła raz pani nie z tej ziemi
Przy panu, który spadł z księżyca
Tyle wiedziano o nich tutaj
Przyszli, odeszli gdzieś dyskretnie
Tylko na ławce wciąż leżały
Dwa złote liście obok siebie
I nic poza tym się nie działo
I pewnie dziać się już nie będzie
Prócz zwiędłych liści dwóch na ławce
Jesień po prostu i nic więcej...
Zapomniane słowa, niewygrane dźwięki
Zbudzone w taką noc czarowną
Wibrują w twoim sercu
Słuchaj jak migocą gwiazdy z księżycami
Nie pozwól zgasnąć im, niech ta muzyka brzmi
Wtopiona w naszą harmonię
Ja z tobą, ty ze mną i jasna nawet ciemność
Dwa serca w zachwycie, a wkoło samo życie
Nie porzucajmy słów, słów, którymi oddychamy
Nie zostawiajmy snów
Przecież białymi są żaglowcami
Nie zatapiajmy ich, do brzegu kiedyś dopływamy
Przed nami piękne dni, co po nas, co nad nami
Ile takich chwil, kiedy czujesz
Jak zapadasz w dobry sen, spokojny
Symfonia twego ciepła
Kiedy słońce budzi kwiaty z dziewczynami
Nie pozwól zwiędnąć im, niech ta muzyka brzmi
Wtopiona w świata harmonię
To jest najcichsza z piosenek
Tak cicha, że nie wiesz
Czy jest ona, czy też nie jest
To jest najkrótsza z piosenek
Tak krótka, że nie wiesz
Czy trwa ona, czy koniec już jest
Piosenka, co nie chce oklasków
Piosenka bez puenty i blasku
Piosenka, co nie chce pouczeń
Piosenka bez śmiechu i wzruszeń
Piosenka za żadne pieniądze
Piosence tej obce są żądze
Piosenka, co nie jest na czasie
Piosenkę tę nucić też da się
Piosenka, co nie chce oklasków…
Piosenka ta nie jest hitem
Piosenka ta nie jest mitem
Piosenka ta szepcze do ucha
Kocham cię, a więc mnie słuchaj
Nie siedem gór, nie siedem mórz
Nie jutro, a tutaj, dzisiaj, już
Zamknięty świat choćby na klucz
A będę biegł do rąk i ust
Nie siedem słów, nie siedem pauz
Ja twoje znam, ty moje znasz
Lecz słońca blask ty w oczach masz
Baśń czy nie baśń, jaźń czy nie jaźń
Ten i nie ten mój z tobą dzień
I nawet mrok, i nawet cień
Nie siedem róż, nie siedem zórz
Świat cały daj, ty świat mi złóż
Rozstań aż sześć też trzeba przejść
By poznać się, by szczęście mieć
Ten siódmy raz to szczęsny czas
Ust, rąk i serc wspólny już świat
Obraz: Michael Garmash
Skaldowie Przechodząc obok siebie Leszek Aleksander Moczulski
Dzień dobry ci, ptaku
Przez wszystkie śpiewaj dni
Dzień dobry ci, wyspo
Nieznana w słońcu mi
Dzień dobry dla wszystkich
Którzy umieją uwierzyć
Nagle bez powodu
I którzy wciąż czekają
I milczą, i krzyczą Śpiewają, wołają dziś
Niech świat odpowie
Dzień dobry ci!
Niech odpowie tobie ktoś
Przez wrzawę świata, odgłosy miast
Usłysz ten przyjazny głos
Niech ten wiatr daleki
Od nieznanych tobie wysp
Niech dzień dobry odpowie ci
Dzień dobry odpowie ci
Dla wszystkich, dla których
Bez daty mija dzień
Dla wszystkich, co nagle
W niebo zapatrzą się
Dzień dobry dla wszystkich
Którym się świat zmienia
Na wszystko patrzą przez marzenia
I idą wciąż przed siebie
I milczą, i krzyczą
Śpiewają, wołają dziś
Skaldowie - Oddychać i kochać Leszek Aleksander Moczulski
Jak ty, jak ty - powietrze
Oddychać i kochać
Ciągle razem w swym cieniu
Więdnie kwiat poranny wieczorem
Lecz nie miłość, gdy jest - nie mija
Choć nam nieraz uwierzyć w to trudno
Uwierzyć trudno
Tak jak rzeka w dolinie
Co płynie przed siebie
W niej odbite obłoki
I nasz głos się niesie z falami
Na nic pytać - po co - gdy kochasz
Komuś jesteś tym wszystkim, co widzisz
Wszystkim, co widzisz
Jak ty, jak ty - powietrze
Bez niego nie da się żyć
Tak jak mnie bez ciebie
Wieje wiatr i nasz ślad się gubi
Co zostaje, co jest - to miłość
Choć tak trudno nam nieraz uwierzyć
Trudno uwierzyć
Skaldowie Morskie Oko - dwa zachwyty Leszek Aleksander Moczulski
Morskie Oko, Morskie Oko
Blisko nieba i obłoków
Ogień i woda się wykluczają
Góry i woda się przeglądają
W dniach, co wysokie
W głębokiej nocy
A ty, dziewczyno
Masz piękne oczy
Morskie Oko, Morskie Oko
Blisko nieba i obłoków
Woda i góra tutaj spór wiodą
Czy będziesz ze mną, czy będę z tobą
Przepaść i fale
Bezmiar i szczyty
Czy wspólny jeden
Czy dwa zachwyty
Morskie Oko, Morskie Oko
Blisko nieba i obłoków
Wiatr marszczy fale, ty chcesz i ja chcę
A czy ten uśmiech jest już na zawsze
Góry, góry, fale, fale
Kochaj zawsze albo wcale