Wojciech Pokora Zwierzenia minimalisty Anna Borowa
Życie jest piękne i nie pojmuję czemu
Jest tylu ludzi niezadowolonych
Skąd ta zbiorowa psychoza zmęczenia
Jakież przyczyny frustracji masowych
Mnie się powiodło
Mieszkanie mam większe niż beczka Diogenesa
I kwaterunkowe
Kilka bibliotek publicznych, gdy zechcę
Miewam romanse w wydaniu książkowym
Jak spojrzeć z dołu, to kawał ze mnie chłopa
Tysiące gorszych chodzą po ulicy
Noszę się schludnie, a że nie najmodniej
Ja się nie wstydzę, nie przejmuję niczym
Nikt mną nie rządzi z wyjątkiem dość licznej
Rodziny sympatycznej, która ma mnie za nic
Lecz kiedy zasnę najpóźniej ze wszystkich
Piękne wychodne miewam godzinami
Co mi tam przymus społecznej umowy
Bezdroża praw, granice, zakazy
Dla mnie paragraf kluczem wiolinowym
Nie ma cenzury w mojej wyobraźni
Jestem doprawdy duchowy mocarzem
Nie pojmiesz mojej władzy, nie obejmiesz włości
Na jawie brak mi jedynie drobiazgów
Czasu, pieniędzy, zdrowia i miłości
Idzie pociąg osobowy
A za oknem pejzaż leci
Gwiżdże pociąg jakby ziewał
Już za późno by się zmienić
Już nie wpadnie na ten pomysł
Żeby się choć jednym kołem
Wykoleić
Wiatr szalony złote gruszki
Strąca z wierzby rozczochranej
Chuda szkapa trawę skubie
Pomyślałam, że cię lubię
Ale głośno powiedziałam
O, baranek
Idzie pociąg osobowy
A za oknem pejzaż leci
Cienką ścieżką lezie baba
Tłusta, gruba i wąsata
Ruda krowa krótki łańcuch
Kontempluje okiem szklanym
Pies dogonił własny ogon
I potoczył się do rowu
Jak pijany
Od koloru oczy bolą
Tyle wszędzie kwiatów polnych
W których leżeć by nam trzeba
Tobie by z dziewczyną piękną
A mnie lepiej z twarzą w niebo
Albo w piekło
Myślę o tobie coraz częściej
Jak nierozsądny jesteś jeszcze
I choć bez ciebie żyć mi się nie chce
To chyba dziś mnie nie zechcesz
Miej sobie teraz dziewczyny, jak z żurnala
A do mnie zadzwoń, gdy będę stara
Już stara
Umówmy się na stare lata
Odnajdę cię na końcu świata
Czas światopogląd nam uzdrowi
Stworzy warunki do rozmowy
Odnajdziesz we mnie bratnią duszę
I platonicznych tyle wzruszeń
Umówmy się na stare lata
Odnajdę cię na końcu świata
Gdy trzeba, zioła będę parzyć
I poprowadzę do lekarzy
Aleją pośród lip
Myślę o tobie coraz trzeźwiej
Ile masz czasu do stracenia
Ile atrakcji do zaliczenia
Więc jeszcze dziś ciebie nie chcę
Miej sobie teraz tysiąc przygód i skandali
A mną się zajmij, gdy będziesz stary
Już stary
Umówmy się na stare lata
Odnajdę cię na końcu świata
O swych sukcesach mi opowiesz
I będę dbać o twoje zdrowie,
I pielęgnować twoją duszę
Najdowcipniejsza ze staruszek
Umówmy się na stare lata
Odnajdę cię na końcu świata
A kiedy serce ci się wzmocni
Strzelimy sobie spacer nocny
Aleją pośród lip
Jerzy Wasowski, Wojciech Siemion
Freuda teoria - znów Anna Borowa
Choć swe libido pogrzebałem na dnie serca
Teoria Freuda podświadomość mą zwycięża
Co noc się męczę, jeżdżę konno albo fruwam
To znowu spadam, coś otwieram, coś zasuwam
Jakieś naczynia mi się śnią wypukło-wklęsłe
Po przebudzeniu często trzęsą mi się ręce
To z winy pana, panie Freud
Pańska teoria to był szok
Zaledwie zasnę, zaraz palę się ze wstydu
Bo każdy sen mój to alibi dla libido
Ostatnio krzyżyk postawiłem na te rzeczy
Już mi się nie chce ani kobiet, ani mężczyzn
Gdy lekarzowi się zwierzyłem z tego stanu
Zabronił snu, barbituranów i baranów
Bym zaś nie zasnął ze zmęczenia lub z nawyku
Zalecił mi lekturę nocną dzienników
Pan mnie wykończył, panie Freud
Lecz mam przeciwko panu broń
Teraz nie zasnę nieświadomy i bezmyślny
A jeśli zasnę, co innego mi się przyśni
Sen pozytywny miałem wreszcie, fantastyczny
Trybuny śniłem i kominów las fabrycznych
I betoniarkę, i transparent przeogromny
Krążyły nad tym jakieś ptaki, chyba orły
Gdzieś była wojna i armata na klepisku
Co z groźnej lufy wyrzucała moc pocisków
I co pan na to, panie Freud?
Pańska teoria to jest dno
Rumieniec wstydu nie zakwitnie na mej twarzy
Nareszcie z panem nic już mi się nie skojarzy
Nagle spostrzegłem, że przedwczesny był entuzjazm
W każdym detalu snu czaiła się aluzja
Bo ten transparent - z przeproszeniem - miał dwa kije
A betoniarka - kamuflarka - też naczynie
A już te ptaki - Matko Boska - toż to lata
A ta armata to po prostu pornografia
Ja z panem skończę, panie Freud
Pańska teoria pójdzie won
Choć symbolistów było wielu rozmaitych
To jednak żaden nie był tak nieprzyzwoity
Irena Santor i Jerzy Wasowski Trzy pejzaże ze snu Anna Borowa
Pod nieboskłonem pionowym
Błękitne i fioletowe
Pole łubinu van Gogha
Zapachem kwiatów umyka
Rój wirujących płomyków
A fiolet zmienia się w kobalt
Ten dziwny pejzaż letni
Snuliśmy pełni nadziei
Tak niskim szliśmy lotem
Że stopy czuły chłód ziemi
To było piękne i proste
Lecz pejzaż nagle się zmienił
Nad głową czarne konary
Syczące sykiem węży
Stwory ohydnie splątane
W strasznej malignie secesji
Nagle nas osaczyły
Gałęzi szpony i macki
Staliśmy porażeni
Po twarzach biły nas ptaki
Ślepe jak nietoperze
A pejzaż nie chciał się zmienić
Wtedy z kieszeni wyjęłam
Moneta czy też Sisleya
Pocztówkę z pustym pejzażem
Krzyknęłam stłumionym szeptem
Niechaj się stanie ta przestrzeń
Ta cisza niech się wymaże
A potem, siłą woli
Przez zaciśnięte powieki
Chowaliśmy ten pejzaż
Tacy spokoju spragnieni
Cierpliwą była nadzieja
Lecz pejzaż nie mógł się zmienić
Łucja Prus - Pod śliwką - Andrzej Zieliński Anna Borowa
Idzie diabeł ścieżką krzywą, pełen myśli złych.
Nie pożyczył mu na piwo, nie pożyczył nikt.
Słońce smaży go od rana, wiatr gorący dmucha.
Diabeł się z pragnienia słania, w ten piekielny upał.
Idzie anioł wśród zieleni, dobrze mu się wiedzie.
Pełno drobnych ma w kieszeni, i przyjaciół wszędzie.
Nagle przystanęli obaj przy drodze pod śliwką.
Zobaczyli, że im browar wyszedł naprzeciwko.
Nie ma szczęścia na tym świecie, ni sprawiedliwości.
Anioł pije piwo trzecie, diabeł mu zazdrości
Mówi diabeł: "postaw kufla, Bóg ci wynagrodzi,
My artyści w taki upał żyć musimy w zgodzie".
Na to anioł zatrzepotał skrzydeł pióropuszem
I powiedział: "dam ci dychę w zamian za twą duszę".
Musiał diabeł duszę wściekłą aniołowi sprzedać.
I stworzyli razem piekło z odrobiną nieba.
Jestem dzisiaj jak śnięta rybka
I rozkojarzona, cała w nerwach
Już mnie tylko Waleria Nainoziemcowa
Zdoła scalić i rozerwać
Dolo, moja dolo, rolo, moja rolo
Drugorzędna, życiowa
Sztuka mnie nie wzrusza
Gdy dorabiać muszę
Jako pomoc willowa
Nie pamiętam jak ze mną
Gdy grał Grand Valse Brillante
Zamiatałeś podeszwą
Ale ciąży mi szczotka
Odkąd cię wymiotłam
Uczuć mych ambiwalencją
Dolo, moja dolo, rolo, moja rolo
Drugorzędna, życiowa
Co mi po miłości
Drogi do wolności
Szuka pomoc willowa
Chciałoby się mieć kota (Kotta?)
Rwińskiego (?) albo van de Velda pod ręką
Czytać „Traktat o dobrej robocie”
I wówczas czas by wtenczas
Wlókł się prędko
Dolo, moja dolo, rolo, moja rolo
Drugorzędna, życiowa
Praca mnie nie cieszy
Gdy dorabiać śpieszę
Jako pomoc willowa
Oj, dolo, dolo...