Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nohavica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nohavica. Pokaż wszystkie posty

Nohavica - Poniedzielski - Kiedy i mnie sieknie


KIEDY I MNIE SIEKNIE


Andrzej Poniedzielski


A kiedy już założę buty papierowe czarne
I budzić mnie do pracy zda się już na marne
Przyjdzie dużo ludzi smutnych po osobie
No i drugie tyle smutnych ot tak sobie
Kiedy wreszcie mnie sieknie
Pięknie, fajnie i pięknie
Będzie jak mnie definitywnie już sieknie

Niechże wyjdzie na to, że mi ludzie byli radzi
Bo i gulasz ostry, baby płaczą, muzyka nie wadzi
Ja dobrą robotę tak ceniłem sobie
Nie po to by z tego rezygnować w grobie
No i to będzie pięknie
Pięknie, fajnie i pięknie
Będzie jak mnie definitywnie już sieknie

Nie wiedzą niektórzy jak mają tu dożyć
Pod na ile młodą kołdrą się ułożyć
Ja gdybym cokolwiek śmierci mógł podszepnąć
Sieknij, bym powiedział, chyba masz czym sieknąć
No i to będzie pięknie...

Papierosów paczki dwie zabiorę tam i trunek
Dwie, bo jedną sobie, drugą na częstunek
Trunek, wszystko jedno, pójdę nawet z rumem
Bo tam to już chyba pije się z rozumem
No i to będzie pięknie...

Boże, gdybyś był to wiem, że możesz jednym ruchem
Sprawić bym się spotkał tam z mym starym druhem
Razem bywaliśmy pod niebem pod gazem
To by wypadało też i nie żyć razem
No i to będzie pięknie...

Kiedy już założę buty papierowe czarne
I budzić mnie do pracy zda się już na marne
Co by tu nie robić, co by się nie śniło
To mogło być gorzej, a jednak nie było
Aż tu i mnie sieknie
Co by tu nie robić, co by się nie śniło
To mogło być gorzej, a jednak nie było
Aż tu i mnie?!...

Marian Opania, Jaromir Nohavica

👉 TUTAJ w przekładzie Antoniego Murackiego

Zabłądziła moja łódź - Jaromír Nohavica

Jaromír Nohavica - Zbloudilý koráb
Marian Opania - Zabłądziła moja łódź

Antoni Muracki


Ocean wokół mnie, a ponad głową błękit
Daleko został brzeg, na oślep płynę gdzieś
Busolę trafił szlag, zapadam się w odmęty
A diabeł waha się – ocalić mnie, czy nie

Zabłądziła moja łódź, unoszona biegiem fal
Zapomniałem już jak o pomoc wołać mam
Zabłądziła moja łódź, gna w cyklonu czarną kadź
I ciężko, gdy upadnę, będzie wstać

Spienione grzywy fal, jak burza twoich włosów
Gdy zdobyć chciałem świat, jak rycerz Scaramouche
Na sercu noszę znak, pamiątkę naszych losów
Tamtych szczęśliwych lat, które nie powrócą już...

Zabłądziła moja łódź…

Za widnokręgu mgłą, choć nie wiem gdzie dokładnie
Już czeka nowy ląd, poznam triumfu smak
Czy chybotliwa łódź wytrwa, czy legnie na dnie
Przeżyje tylko ten, kto przed śmiercią skryje strach

Moja mała wojna - Jaromir Nohavica

Antoni Muracki

Jaromir Nohavica - Moje malá válka
Antoni Muracki - Moja mała wojna

Wetknąłem dzisiaj w klapę orderów wstążki strojne,
by odejść przed wieczorem na swoją małą wojnę.
I choć jej nie oznajmił edykt cesarza pana,
nie będzie już odwrotu, gdy krwawi pierwsza rana.

Tamburyn mego serca bije o skóry pancerz
We mnie chorągiew hufca łopoce przed wymarszem.
Ja – wieczny zgody piewca, miłości przednie straże
Dziś kreślę trupią główkę pastelą na sztandarze.

Trzymajcie za mnie kciuki, bo boję się ogromnie
A wiele krwi popłynie na mojej małej wojnie
I wspominajcie dobrze – nim przyjdą wieści z frontu,
bo ja odchodzę bronić myślowych horyzontów.

Bronić tej piędzi ziemi, nie większej niż pół metra,
Wystarczy dla mnie miejsca, dla czapki, butów, swetra.
Gdy moje, moje biorą, pod wieczór ruszam pieszo
Na moją małą wojnę, z mieczem – przeciwko mieczom.

Silueta - Sylwetka - Jaromír Nohavica


Jaromír Nohavica - Silueta
Sylwetka

Antoni Muracki

Z mego okna dobrze widać pani dom
Pani szyby za zasłoną
Cały wieczór w świetle toną

I tak trudno mi się poddać własnym snom
Gdy na okna biały ekran
Pani postać noc wyświetla

Pani mąż podjechał i już idę spać
Wiercę się na lewym boku
W sercu smutek i niepokój

Pani nie wie co bym chciał jej dzisiaj dać
Tyś jak rana ma śmiertelna
Czysta i nieskazitelna, miłość

Hlídač krav - Pastuch - Jaromir Nohavica

Jaromír Nohavica - Hlídač krav - Pastuch
Antoni Muracki

Gdy byłem mały wciąż mi mówił tata
że jeszcze zrobi ze mnie adwokata
więc paragrafy musiałem wbijać do głowy

Taki adwokat grubą forsę kosi
siedzi w fotelu i dłubie palcem w nosie
a ja mu na to, że wolę wypasać krowy

Ja chciałbym
Mieć czapkę z pomponem z boku
jeść ulęgałki, pływać w potoku
i śpiewać przez cały dzień
refrenik ten, tak śpiewać

pam pam padam pam pada dam
pam pam padam pam pada dam
pam pa da da dam pa da da da-am

Stosy książek pod choinkę dawali mi
ale nadal nie umiałem odnaleźć w nich
prostej instrukcji – jak wypasa się krowy

Pytałem starszych, lecz każdy się śmiał
i telefon do lekarza podać mi chciał
i pytał czy poza tym w domu wszyscy są zdrowi

Ja chciałbym…

Dziś choć podrosłem i swoje już wiem
parę rzeczy mogę zmienić, a paru nie
to gdy mi smutno w mokrej kładę się trawie

Z dłońmi za głową sobie leżę, a co!
gapię się w granatowe nieba tło,
gdzie wśród obłoków moje łaciate krowy się bawią

Fotbal - Futbol - Jaromír Nohavica


Jaromír Nohavica - Fotbal
Futbol

Antoni Muracki

Niedziela, piąta pięć
stadion Banika
Dwa piwka wprowadzę –
-lubię przykirać
Nie gap się, frajerze,
bo bedzie kicha,
jak który mnie wkurzy
dostaję świra

Sie stoi, no bo jak
Nie pchaj się, wale!
Spartanie, hak wam w smak!
Ostrawa, dalej!
Całe trybuny wrą,
te, zamknij paszcze!
Witamy. vivat sport,
a futbol zwłaszcza.

Na rogi zero trzy
lecz nie ma gola
Skoście go, chłopaki!
Liga to liga.
W robocie druga zmiana,
więc żem to olał,
hej, koleś, nie zasłaniaj!
Dajcie dwa piwa.

Trawa zielona jest,
hej, sędzia, czyś pan ślepy?
Ostrawa dalej, fest,
Nasz Kula gra najlepiej
Dychę za bilet chcą,
więc im pokażcie!
Witamy, vivat sport,
a futbol zwłaszcza.

Gdzie leziesz, łachmyto
Chovanec – kartka
Ale mu sprzedał sito!
Walcie na bramkę!
Dokopcie Prażanom,
chromolić Spartę!
Po trupach, iść na całość –
pięć żółtych kartek

Ja razem z kibicami,
bo w końcu to mój klub.
Spalony ?– nie ma bramy?
Sędziemu rozbić dziób!
Już autokarów rząd
stoi na kapciach.
Witamy, vivat sport,
a futbol zwłaszcza.

Ty łajzo, zamknij twarz,
no ty, w tym ortalionie,
gówno się na tym znasz,
znalazł się, kurna, Boniek
Mógłbyś już cicho siedzieć,
nim coś się stanie,
a w ogóle – wypad, zgredzie,
bo strzelę w banię!

Po meczu, oczywiście,
pije kto umie pić
Hej, kelner – można szybciej,
sześć wódek, ino w mig!
Partacze, niech ich czort,
skopać im kuper!
Witamy, vivat sport,
futbol jest super

Darmodziej - Jaromir Nohavica

Jaromír Nohavica - Darmoděj
Stanisław Sojka - Darmodziej

Antoni Muracki

Słyszałem jego krok
Wzdłuż mojej kamienicy
Utkwiłem chciwy wzrok
Gdy kroczył po ulicy
Chorałem flet mu brzmiał
donośnie - niczym dzwon
I był w tym cały żal
i czerń tysiąca wron
I wtedy zrozumiałem nagle
Że to on

Na boso zbiegłem w dół
Wyszedłem mu naprzeciw
W podwórzu głodny szczur
Buszował w stercie śmieci
Przy bokach ciepłych żon
Gdzie chuć z miłością śpi
Wtuleni w kołdry schron
Rodzinny grali film
A ja tak chciałem znać odpowiedź
Dokąd iść

Po bruku gnałem w dół
Żeby mu zabiec drogę
Miał płaszcz z wężowych skór
I wokół wiało chłodem
Obrócił ku mnie twarz
Swe oczy pełne wron
A blizny dawny blask
skrywały niby szron
I wtedy zrozumiałem nagle
Kim był on

Ze strachu ledwo szedł
I słaniał się jak kloszard
Do ust przykładał flet
Od Hieronima Boscha
W niebie się księżyc tlił
Jak lampa w ciemną noc
Jak mój sumienia krzyk
Gdy rzyga schlane w sztok
I że to jest Darmodziej
Czułem, że to właśnie on

Mój Darmodziej, miłość gra
Wierny naszym losom
Bard, który zna wszystkie sny
I przemyka nocą
Mój Darmodziej, słodki grzech
Z jadem pod językiem
Gdy sprzedać chce to co ma
Igły ze słownikiem

Przez miasto wczoraj szedł
Ot - zwykły domokrążca
A drogi jego kres
Znaczyła krwawa wstążka
Flet jego wziąłem ja
A brzmiał mi niczym dzwon
I był w nim cały żal
I czerń tysiąca wron
I wtedy już wiedziałem
Że ja to on

Divoké koně - Dzikie konie - Jaromír Nohavica


Jaromír Nohavica - Divoké koně
Pamięci Włodzimierza Wysockiego

Dzikie konie

Antoni Muracki


Widziałem dziś dzikie konie
Jak biegły poprzez mrok
W krąg unosiła się woń tytoniu
Niczym smog.

W galopie bez uzdy, w galopie bez siodła,
Przez rzeki, pośród gór.
Diabeł wie, jaka tęsknota je tu wiodła
W tuman chmur.

Morze przestwór nad przestworzem
Albo wieczności pył.
Nie umieraj wiaro, fruń jak orzeł,
Gdy dość sił.

Słodka woń klaczy syci nozdrza,
Jezioro brzegiem tnie.
Pożądanie to pieśń wieczorna,
Dzika pieśń.

Rozpuszczają włosy trawy
I stają w jeden rząd.
Król ze świtą nad zbójcami krwawy
Czynią sąd.

Chciałbym jak dziki koń gnać, biec po lesie,
Nigdy nie wracać już.
Handlarzom koni – wara, niech ich niesie
Drogi kurz...

Plebs blues - Jaromir Nohavica

Jaromir Nohavica - Plebs blues

Antoni Muracki

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem piramidy
W Cheopsa czy Ramzesa chciałem splunąć twarz
Roboczy wół z miliona innych ledwie żywych
Co na czyjś rozkaz musi dźwigać każdy głaz
A oni mają wizję skrzydlatego Sfinksa
By po wsze czasy wysławiano ich
Ja do pershingów wkręcam jakieś świństwa
I kiedy coś się schrzani – pierwszy biorę w pysk

To jest mój plebs blues, plebs blues, plebs blues…

I jestem wdzięczny za pęk brukwi czy cebuli
Ja –pajac dziejów, bezimienny widz
Włócznia Cezara, wykałaczka Kaliguli
Skaza na negatywie, którą łatwo zmyć
I co podnoszę głowę –czuję chłód nagana
Reżim czy demokracja –dla mnie jeden pies!
Więc wątpię w miłosierną moc Chrystusa Pana
I w to, czy w ogóle jakiś Chrystus jest

Ja na swym krzyżu ponoć dźwigam losy świata
Chociaż na co dzień mam ze światem pański krzyż
Co z tego, że na księżyc człowiek może latać
Gdy ja niezmiennie w gnoju muszę tkwić
Ja przecież też mam serce, serce które płonie
Myślicie, że wystarczy chlebem zatkać dziób
Popatrzcie tylko na me spracowane dłonie
Czemu nikt nie chce słuchać moich słów

Nie wierzę w puste słowa, wierzę tylko w siebie
Bo czego nie zagarnę – nie będę miał
Raj mi po śmierci, głupcy, obiecują w niebie
A ja tu żyję i tu chciałbym mieć swój raj
Choć jestem tylko jednym z bitych i przegranych
Ja –kółko w maszynerii, w końcu mówię –nie!
Te głupie piramidy wznoście sobie sami
Możecie mnie dziś wszyscy pocałować w de..

Pijte vodu - Pijcie wodę - Jaromir Nohavica

Jaromir Nohavica - Pijte vodu
Pijcie wodę

Antoni Muracki

Pijcie wodę, pijcie pitną wodę
Pijcie wodę a nie tylko rum
Pijcie wodę, pijcie pitną wodę
Pijcie wodę a nie tylko rum

Raz kolejarz smutny poczuł chęć
Ajerkoniak wypić na peronie pięć
Cały mu się zlepił dziób
Wtem nadjechał elektrowóz…no i łup

Każdy zna Becherów klan
Becherowkę prosto z dzbana piją tam
Więc Becherzy, sam pan wisz
Narzekają na wątrobę oraz krzyż

Piłem wódkę marki Gorbaczow
Potem coś wykrzykiwałem na nasz rząd
A od dziś będę w cieniu krat
Chlorowane ścieki pijał przez pięć lat

Mysmy sou chlapci z Ostrawy
Jedeme za robotou do Varsavy
Ctiri lahti vodky a moc piv
Velmi fajny kolektiv

W Ameryce pewien gość
Serią drinków został osłabiony dość
Winien ten ostatni drink
Że zarzygał całą Piątą Avenue





Stanice Jiřího z Poděbrad - Na stacji Jerzego z Podebrad - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Stanice Jiřího z Poděbrad
Na stacji Jerzego z Podebrad

Antoni Muracki

Widzimy się co dzień na schodach w metrze,
gdy ona jedzie na dół – ja na powierzchnię
Ja wracam z nocnej zmiany,
a ty pracujesz rano
Ja jestem niewyspany,
ty z twarzą zatroskaną

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad

Praga o szóstej jeszcze sennie ziewa
i tylko my naiwni – robimy co trzeba
Ja spieszę się z kliniki,
gna do kiosku ona
Zmęczone dwa trybiki,
dwie wyspy wśród miliona

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Choć o tej samej porze - randki są ruchome,
bo w tym tandemie każdy jedzie w swoją stronę
Ja w lewo, ona w prawo
nie ma odwrotu
ją czeka Rude pravo
a na mnie pusty pokój

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Na czarodziejskich schodach czuję w sercu drżenie,
gdy kioskareczka Ewa śle mi swe spojrzenie
W pospiechu ledwie zdążę
powiedzieć - „witam z rana”,
bo całowania w biegu
surowo się zabrania

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad

A Praga drzemie i nic jeszcze nie wie
o dwojgu zakochanych, zapatrzonych w siebie
Już tęsknią nasze włosy
pędem rozwiane
do tego, co nas czeka
do tego, co nieznane

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Hrdina nebo dezertér - Bohater albo tchórz - Jaromir Nohavica


Jaromír Nohavica
Hrdina nebo dezertér

Bohater albo tchórz

Antoni Muracki

Nad ziemią w bliznach okopów latają wrony,
dżdżownice po deszczu wylazły z podziemnych bruzd.
Mężczyźni zastygli na miejscu,
niepewność zawisła w powietrzu
I który z nas to bohater, a który tchórz?

Sercu, co wali jak młot, kazać cykać miarowo.
Czapkę ozdobić wachlarzem z bojarskich piór.
Trafionym już mówić nie muszę,
że mam na ramieniu swą duszę
I nie wiem, czy bohater ze mnie, czy też tchórz.

W kieszonce plecaka zawsze mam zdjęcia swych bliskich.
Na północ, a nie na południe obrano kurs.
Szaleństwo nad nami plon zbiera,
a ja jeszcze nie chcę umierać,
ani jak bohater, ani też jak tchórz

Przeklęta era miłości i nienawiści
Dotknij i bierz - mówił Faust - przeszkody krusz.
Po dłoni pełznie dżdżownica,
a ja jeszcze chwytam się życia,
trochę jak bohater, a może i jak tchórz.

Odwagi mam dość, choć skulona, przeczekać chce w błocie,
maleńki wierzchołek rozległych lodowych wzgórz.
W oczach mam rozpacz - więc krzyczę,
gdzie jest, gdzie jest mój zbawiciel,
który mi powie, że bohater ze mnie, a nie tchórz.

Zatimco se koupes - Gdy się miła kąpiesz - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica
Zatimco se koupes

Gdy się miła kąpiesz

Antoni Muracki

Gdy się kąpiesz w wannie,
Myjesz sobie plecy
Złupiłbym starannie
Twą istotę rzeczy...
Gdy się tak oddajesz wodzie,
Chciałbym móc cię wziąć jak złodziej.

Myśl przekracza krawędź
Przezroczystej ścianki
Piję drugą kawę
Nerwowo palę fajki
A za bardzo cienką ścianą,
Słyszę, jak się mydlisz pianą.

Woda jak to woda
Spokojnie sobie ciecze
Tylko dziko tęskni moja tęsknota
A czas się wolno wlecze
Fajka się dopala
Kawa stygnie
Krew się spienia.
Byłoby wspaniale
Gdyby serce popędliwe
Można mieć z kamienia.

Gdy się, miła, kąpiesz,
Myjesz sobie plecy,
Świat mną nieźle tąpie
I wszystko mi z rąk leci
Gdy ujrzę ciało twe półnagie -
Wszystkie pieniądze oddam za odwagę.

Moskiewska wirtualka - Jaromír Nohavica


Jaromir Nohavica
Moskiewska wirtualka

Jerzy Marek

Twerskim Bulwarem chodzę sam
Płyt szukam z marnym skutkiem
Dolar się z rublem ściska a
Coś miesza z whisky wódkę

Na Plac Czerwony wkroczy znów
Wojskowa defilada
Zwyczaj czy wymóg czasów już
W mym wieku nie przeszkadza

Z pomnika Bułat patrzy na
Łamańce hip-hopowe
Dla wszystkich na tej ziemi czas
Tę samą ma wymowę

Tu na deptaku już od lat
Stary trolejbus stoi
Po desperatach został ślad
Słów pieśni ton melodii

To czego pragniesz znajdziesz gdzieś
Mówi mi śliczna Tania
Wiarę nadzieję miłość więc
Tymczasem do swidanja

Jeszcze matrioszkę kupić chcę
Co przetrwa wszystkie chwile
Na murku napis wyryć że
Jerry was here i tyle

Mikymauz - Myszka Miki - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Mikymauz - Myszka Miki

Antoni Muracki

Budzę się szarym świtem i chwytam się za serce
czy coś tam jeszcze bije, czyżbym miał jeszcze szczęście?
A może już po mnie, bo mam buty woskowane
ku śmierci kołowrotek, bezsensowny ten sam ranek.

Nie ma z kim, nie ma o czym, nie ma co i nie ma jak
nie ma gdzie i nie ma po co, każdy jest z sobą sam.
Wychudły Don Kichot siodła swą Rozynantę,
a ślepy bóg za sterem prowadzi nasza łajbę.

Telefon niech milczy - nagranych uczuć dramat,
złe wieści jak bezpieka także przychodzą z rana.
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki,
mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Ranki bym zniszczył.

W radiu gra Chick Corea - prezenter dobry człowiek -
zaprawdę jest wesoło niczym w rodzinnym grobie.
Uśmiecham się jak mumia, mam wory pod oczami,
różowy świt mnie nudzi, dzień nowy już nie mami.

Coś mówisz o tym, co byś znów ze mną robić chciała,
pomału stygnie pościel, dołki po rozgrzanych ciałach.
Wszystko oblekła szarość - jak orzec czyjąś winę,
drwal machnął swą siekierą, łączącą przeciął linę.

Dwa łóżka jak dwa kraje dzielą pograniczne słupy,
wzdłuż ozdób na tapecie ciągną się kolczaste druty.
Gdy sen nadejdzie błogi, już nie męczą żadne zmory.
wszak była we mnie miłość - dziś pusta złość i gorycz.
Druty bym zniszczył.

Przeklęta ta godzina, moment, tej chwile przelot,
gdy rzeczy się wahają pomiędzy czernią a bielą,
gdy jeszcze półmrok toczy odwieczną wojnę z brzaskiem,
bezsenność jest cierpieniem, palącym oczy piaskiem.

A wszystko huczy w głowie i tępo kłuje w boku,
chciałbym na dobre zasnąć, nie myśleć i mieć spokój.
Z łokciami na kolanach - słucham, jak łzy twe płyną
Na życie już za późno - za wcześnie, żeby ginąć.

Co było jeszcze wczoraj, niepotrzebne dziś nikomu,
Ostatni kawy łyk, bo nie ma więcej kawy w domu.
Wszak przyjdzie, co przyjść musi, nadejdzie nieproszone,
Chleb z masłem zawsze spada nie na tę, co chcesz stronę
Masło bym zniszczył

Mówisz mi o nadziei i siecią słów oplatasz,
co jak szpiegowskie sondy krążą dookoła świata.
Rozebrać się z piżamy może bym umiał jeszcze,
dwadzieścia lat mówiłem, dziś już mi się mówić nie chce.

Z plakatu w ubikacji knur spasły do mnie mruga,
Pędząc zabiera wszystko spienionej wody struga.
Spłukuje to, co było i niesie wprost do ścieku,
a mnie tu przyjdzie zostać, nim zbraknie mi oddechu.

Macam się po nadgarstku, na dworze prawie świta,
zegar godziny bije i pogodnym dniem nas wita.
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki,
mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Miłość bym zniszczył.

Jako jelen když vodu chce pít - Niczym jeleń - Jaromír Nohavica

Jaromír Nohavica - Jako jelen když vodu chce pít
Elżbieta Wojnowska - Niczym jeleń

Antoni Muracki


Niczym jeleń, gdy wodę chce pić
szuka w lesie źródła ukrytego
niczym jeleń, gdy wodę chce pić

Wciąż pragnę przy tobie być
smutek serca - serca samotnego
wciąż pragnę przy tobie być

W samotności - pomóż mi
w moim życiu - pomóż mi
pomóż mojej opuszczonej duszy
ja w każdą noc do ciebie wołam
ja w każdą noc o pomoc wołam

Głęboka rozpacz za serce trzyma
mrok zasnuł oczy - w moich oczach zima
głęboka rozpacz za serce trzyma

Nigdy tak nie być samotnym - jak dziś
zza muru pychy, zza zamkniętych drzwi
nigdy tak nie być samotnym - jak dziś

Wierzę, że tak się stanie
i wbrew wszystkiemu usłyszysz me wołanie
wierzę, że tak się stanie

Liście z osiki zrywa już jesień
w pokorze przyjmę co mi los przyniesie
liście z osiki zrywa już jesień 

Milionář - Milionerzy - Jromir Nohavica


Jaromir Nohavica
Milionář - Milionerzy

Renata Putzlacher

W naszym domu mówią o mnie łebski Franek
bo mam olej w głowie i poukładane
kiedy ktoś nie kontaktuje
gdy mu główka nie pracuje
wpada wnet po mądre słowo drukowane

Kumpel, który widział sto teleturniejów
mówi: Z taką głową wygrasz "Milionerów"
Pomyślunek masz niezgorszy
w telewizji tyle forsy
wszystko zgarniesz, kiedy siądziesz przed kamerą

I już siedzę w wielkim studiu z całą zgrają
tam poczułem, że mi nerwy nawalają
z przyciskami miałem biedę
nacisnąłem ABeCeDe
już mnie za stolikiem kurwa upychają

Ledwo żyję, Hubert pyta jak się czuję
mini wywiad, ile jaram i tankuję
parę danych o mej dniówce
włos zjeżyło mu na główce
"koło ratunkowe" go nie poratuje

Gdy poczułem się w tym studiu trochę śmielej
Hubert spytał co to znaczy ukulele
w głowie pustka, że aż miło
to mnie całkiem pogrążyło
mówię: Chcę się skonsultować z przyjacielem

Bodzio w mordę miał przepity głos i chrypę
znowu chlał, a będzie twierdził, że miał grypę
Słychać było jak tam dyszy
kilkadziesiąt sekund ciszy
marny wynik kiedy kumpel wstawia lipę

Moja stara przed ekranem sfiksowała
cały naród patrzył jak tam daję ciała
Ludzie gryźli odbiorniki
i czekali na wyniki
pewnie ukulele to bułgarska skała

Już "pięćdziesiąt na pięćdziesiąt" ekran świeci
za A piszą, że to jakieś polne kwiecie
za Be instrument strunowy
nic nie wpada mi do głowy
więc publiczność błagam: Ludzie pomożecie?

Luźny Hubert ciągle machał banknotami
mówię: Skup się stary nie daj się omamić
Głowę mam nie od parady
ale chcę zasięgnąć rady
Niech się ciemna masa męczy z przyciskami

Sam ciekawy byłem, co też widz wybierze
przecież można się pomylić w dobrej wierze
Be ma dziewięćdziesiąt procent
jednoznaczna skala ocen
gdy coś nie jest na sto dwa, to szlag mnie bierze

Jestem twardziel i uznaję racje święte
ryzykuję, choćbym zginąć miał ze szczętem
Choć na maksa się zesrałem
Hubert wrzeszczał, że wygrałem
ukulele jest hawajskim instrumentem

Ludzie skandowali: Franek tęga głowa
Hubert stówkę pokazywał, tłum falował
Trochę nadrabiałem gestem
bo ja przecież ze wsi jestem
lecz dopiąłem swego, dotrzymałem słowa

Mówię: Panie prezenterze, trudna rada
biorę stówę, bo już zwinąć się wypada
Pora wracać do Ostrawy
Hubert jęknął: Nie ma sprawy
i widziałem jak na glebę gość upada

Zaszalałem, wykupiłem przedział śliczny
w zajebistym Intercity elektrycznym
Całą resztę, datek skromny
oddam w domu na bezdomnych
bo Ostrawa jest regionem specyficznym

Pochod Marodů - Pochód zdechlaków - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Pochod Marodů
Pochód zdechlaków

Antoni Muracki

Dwadzieścia fajek w mig
i do kawy rum, rum, rum...
Dwie czyste, gorzkiej łyk
- a ty doktorku spójrz, spójrz, spójrz.
Coś szpetnie w piersiach gra
- cóż za odkrywczy fakt
W karetkach znają nas
- a każdy jak brat, brat, brat.

Twych nerek dobry los
nie wróci do łask, łask, łask.
Zatkanych tętnic splot
już stracił swój blask, blask, blask
Serce ma dziwny dźwięk
- sam nie wiem, co to jest?
Wszystko to głupstwo, więc
- żyjesz fest, fest, fest.

Cyrhoza, tromboza, gruźliczy kaszel,
tuberkuloza, tak - to wszystko nasze
Neuroza, skleroza, skrzypienie w plerach,
paradontoza, nie!, no to już afera.

Danse macabre - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica, Akurat - Danse macabre

Dla Leonarda Cohena

Jerzy Marek

Sześć milionów serc uleciało przez kominy
Nasze małe kłamstwa dziś sobie wybaczymy
Będziemy śmiać się tańcząc na rynku z wieśniakami
Teraz już wiem
Kocham cię

Miłość i nienawiść różnią się niewiele
Woźnica trzaska z bicza, jedziemy na wesele
W czerwonej bluzce z aksamitu
Marię i Ewę przypominasz mi
A mnie zabiją dziś

Dzieci to pojęły, patrzą na mnie smutno
Na czole trzecie oko straszy zimną pustką
Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina
I poszedł spać
Inaczej sensu brak