Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimna. Pokaż wszystkie posty

Wysocki - Zimna - Troja


Песня о вещей Кассандре - Troja

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Długo Troję niepokoił wróg uparty,
Ale twierdza się przed wrogiem nie ugięła,
Gdyby tylko wysłuchała słów Kasandry,
Może z mapy by w ogóle nie zniknęła.

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie,
Zgotował Troi już zagładę podły los!",
Coś przepowiedzieć, albo też za dużo wiedzieć
To jak świat światem oznaczało - iść na stos...

I kiedy nocą wnętrze konia drewnianego
Śmierć, wietrząc zdobycz łatwą, opuściła,
Z tłumu, zdobywców twardą ręką karanego,
Ktoś nagle krzyknął: „To ta wiedźma zawiniła!"

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie...

W dniu strasznej klęski, w dniu zagłady nieuchronnej,
Który zgodnością z przepowiednią wielu zdziwił,
Tłum by na pewno wypowiedział własną wojnę,
Aby wymierzyć tradycyjnie sprawiedliwość.

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie...

Koniec historii można ująć w kilku słowach:
Gdy jakiś Grek się wreszcie dostał do jej domu.
Nie jak Kasandrę ją niestety potraktował,
Lecz jak zwycięzca - prosty i nienasycony.

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie...


Grzegorz Wiśniewski

Wysocki - Zimna - Pieśń o przyjacielu


Песня о друге - Pieśń o przyjacielu

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Gdy w twym życiu się zjawił ktoś,
Kto wygląda jak równy gość,
Ale nie wiesz, czy szczery jest,
Czy na pokaz ma gest.
Weź go w góry na stromy stok,
Nie odstępuj go tam na krok.
Jedna lina niech łączy was -
Dla was dwóch to w sam raz.

Gdy zobaczysz, że stchórzył, bo
Od początku mu kiepsko szło,
A gdy dłoń skaleczoną miał,
Wniebogłosy się darł.
Lepiej pogoń go precz raz-dwa,
Na niewiele się taki zda,
Takich w góry nie warto wieść,
I nie o nich ta pieśń.

Jeśli druh twój przez całe dnie
Ani razu nie skarżył się,
A gdy spadłeś, to właśnie on
Zaraz podał ci dłoń.
Jeśli dzielnie przy tobie stał,
Jak do boju na szczyt się rwał,
Wiedz, że odtąd przez cały czas
Przyjaciela w nim masz.

Wyk. Mirosław Baka

👉TUTAJ w przekładzie Pawła Orkisza


Вертикаль (1967) - Vertikal'

Wysocki - Zimna - Moja cygańska


Моя цыганская - В сон мне - желтые огни
Moja cygańska

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

I znów jakiś żółty blask
Nocą mi się przyśnił.
Krzyczę przez sen: Jeszcze czas!
Rano coś wymyślisz.
Ale rano znów ten sam
Smutek do mnie wraca.
Palę na czczo, dwieście gram
Piję, lecząc kaca.

Da, ech raz, da, jeszczo raz,
Da, jeszczo mnogo-mnogo-mnogo-mnogo raz...
Da, jeszczo raz, piję, lecząc kaca.

W szynku biały obrus, stół
I zielone sukno.
Błazen by tam rozkosz czuł,
A mnie źle i smutno.
W cerkwi półmrok, światła brak,
Bicie dzwonów z wieży.
W cerkwi wszystko też nie tak,
Nie tak, jak należy.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Nie tak jak należy.



Pnę się, własny gubiąc cień,
Ścieżką kamienistą,
A tam tylko olchy pień,
Razem z lichą wiśnią.
Gdyby nawet piął się bluszcz
Tym ponurym zboczem,
Żebym nie powtarzał już:
Wszystko źle się toczy.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Wszystko źle się toczy.

Na spotkanie z Bogiem gnam,
Znaleźć go nie mogę,
Mam przed sobą ciemny las
I w nieznane drogę.
W lesie licho ma swój dom,
Baba Jaga pokój,
A u kresu drogi są:
Szafot, kat i topór.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Szafot, kat i topór.

Jakiś jeździec szuka dnia,
Lecz i tak nie znajdzie.
Nie ma sensu droga ta,
A jej kres - tym bardziej.
W cerkwi, w szynku, tu, czy tam,
Ciemno, źle i zimno.
Nie tak wszystko, mówię wam,
Nie tak, jak powinno.

Da, ech raz, da, jeszczo raz...
Nie tak, jak powinno.

Włodzimierz Wysocki, Siergiej Biezrukow
Mirosław Czyżykiewicz

👉TUTAJ w przekładzie Pawła Orkisza

Wysocki - Zimna - Piosenka rozbójnicza


Разбойничья песня - Piosenka rozbójnicza

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Tam, gdzie wściekle wyje wiatr,
W ciemnej, złej guberni
Zbierał sobie pewien chwat
Kolce oraz ciernie.

I garściami smutek pił,
Kiepsko mu się wiodło.
Gorzki jego żywot był -
Gorzej być nie mogło.

Pij truciznę, pij, nie żałuj!
Ona nie kosztuje nic.
Sznurek kręci się pomału,
Lecz i tak się skręci w bicz!

Los przegranych goni wciąż
Hen, po Bożym świecie!
Życie toczy się jak grosz,
Pajęczyna rwie się.

A kto nie żałował nóg, swoich nóg
Kto się wiatru napił,
Tego w końcu wicher zmógł,
Ten do lochu trafił.

Prędzej się spodziewaj śmierci,
Niż współczucia - taki świat!
Sznurek się powoli kręci,
Lecz i tak się skręci w bat!

To doprawdy dziwny kraj,
Tutaj na człowieka
Szubienica, albo pal,
Albo sznurek czeka.

A wisielcom diabeł sam
Liże gołe pięty.
Co za życie - mówię wam! -
Smutek i udręka!

Nie rozpaczaj i nie żałuj,
Łzy tu biorą za zły znak.
Sznurek kręci się pomału,
Lecz powieszą cię i tak!

W nocy młotka słychać stuk -
Nie próżnuje cieśla.
Jeszcze ujrzysz słońca wschód -
Tu się wcześnie wiesza.

Gdyby przełożono kaźń, twoją kaźń
Co by ci to dało?!
Tak czy owak minął czas,
Nic ci nie zostało!

Lepiej w celi sobie poleż,
Lepiej już zaciśnij pięść,
Sznurek kręci się powoli,
Ale zawsze niesie śmierć!

Beata Lerach, Anna Ozner
Magda Piotrowska, Margita Ślizowska


👉TUTAJ w przekładzie Michała B. Jagiełły

Wysocki - Zimna - Gdyby wódkę pić sam...


Если б водка была на одного
Gdyby wódkę pić sam człowiek mógł


Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Gdyby wódkę pić sam człowiek mógł,
To by na tym skorzystał,
Ale zawsze pragnienie ktoś ma,
Ale zawsze ktoś spyta: „A ja?”,
A dla siebie samego masz grób,
Tylko grób i kołyskę.

Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom,
Lata były tłuste,
Teraz został pusty dom
I ulica pusta.
Fiński nóż pokrył kurz
Na zawsze chyba już.

Tylko tobie twą żonę dał Bóg,
Niby rzecz oczywista,
Ale czasem urzeknie ją ktoś,
A czasami i dwóch nie ma dość,
A dla siebie samego masz grób,
Tylko grób i kołyskę.

Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom...

Ilu to chłopców przychodzi na świat,
Ilu ich śpiewać potrafi,
Ilu piosenki nuci zza krat,
Ilu ich jeszcze tam trafi...
Fiński nóż pokrył kurz
Na zawsze chyba już.

Śpiewa: Adam Nowak

Wysocki - Zimna - Ballada o krótkim szczęściu


Баллада о коротком счастье (О двух погибших лебедях)
Ballada o krótkim szczęściu (Piosenka o dwóch zabitych łabędziach)


Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Gdybym miał królestwo w nurcie fal
Wystarczyłoby mi kilka twoich słów
Wówczas cały ten podwodny raj
Bez namysłu rzuciłbym do twoich stóp

Nie porównałbym do ciebie żadnej z dam
Choćby nawet stał przy tobie cały dwór
Bo ty jedna budzisz, muszę przyznać sam
Jak Madonna Rafaela zachwyt mój

Przy twym domu kryształowym mógłbym stać
Uwiązany na łańcuchu niczym pies
Chciałbym wszystkie srebrne źródła tobie dać
Chciałbym, żeby cię obsypał złoty deszcz

....................................................................

Na polowanie wzywa róg
I ogień w sercach płonie
Po suchym piasku krętych dróg
Myśliwych niosą konie
Ale też cel ktoś w życiu ma
Zabić łabędzie białe dwa!
Już poleciały strzały.
Po to, by życia przerwać nić
A te łabędzie właśnie dziś
Dziś właśnie się spotkały

Ona nuciła swoją pieśń
Gdzie jasnych gwiazd jest mrowie
Gdzie tylko ptak się może wznieść
I gdzie nie może człowiek
Wysoko skrzydła niosły ją
W niebieską, jasną, gęstą toń
I brzmiała pieśń wesoła
Tam, gdzie najwcześniej wstaje świt
Gdzie dotrzeć nie potrafi nikt
Prócz ptaków i aniołów



Lecz on ją dojrzał w gęstej mgle
Odnalazłby ją wszędzie
Nie wiedział wtedy jeszcze, że
To był ich śpiew łabędzi
I jak anioły białe dwa
Natchnione, czyste, niczym łza
Do ziemi się zbliżyły
Myśliwi nie wypadną z gry
I dopilnują tego, by
Ich szczęście krótkie było

Rękawem z twarzy wytrą pot
Nad ogniem się pochylą
Nie pożałują, że ten lot
Trwał tylko jedną chwilę
Lecz nie ucichnie tamta pieśń
I w świat daleko pójdzie wieść
O szczęściu niesłychanym
Bo nie rozłączy żadna dal
I nawet ten śmiertelny strzał
Szczęśliwych zakochanych

Beata Lerach, Anna Ozner
Magdalena Piotrowska, Margita Ślizowska


Strzały Robin Hooda -1975
Стрелы Робин Гуда

Wysocki - Zimna - Od dymu


Так дымно, что в зеркале нет отраженья - Od dymu...

Włodzimierz Wysocki -
Marlena Zimna

Od dymu już lustra na sali sczerniały
I wzroku błędnego nie sposób już znieść
I tańcem już dawno zmęczyły się pary.
Ja jednak dośpiewam do końca swą pieśń
I tańcem już dawno zmęczyły się pary.
Ja jednak dośpiewam swą pieśń

Orkiestra już setki melodii zagrała
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Więc lepiej wypiję kieliszek bez słów
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Wypiję kieliszek bez słów




Pól roku już wiosna z nadejściem swym zwleka
Sumienia i dusze pokryła już pleśń
Na próżno, aż ludzie przebudzą się, czekam
Ja jednak dośpiewam do końca swą pieśń
Na próżno, aż ludzie przebudzą się, czekam
Ja jednak dośpiewam swą pieśń

Orkiestra już setki melodii zagrała
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Więc lepiej wypiję kieliszek bez słów
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Wypiję kieliszek bez słów


Orkiestra o końcu koncertu już marzy
Szydercze szemranie rozlega się gdzieś
Spokojnie odejdę z uśmiechem na twarzy
Lecz przedtem dośpiewam swą pieśń

Orkiestra już setki melodii zagrała
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało
Nikt słowa dobrego nie powie i tak
Wypiję i wyjdę stąd wolna jak ptak
Nikt słowa dobrego nie powie i tak
Nie... Zbiję ten kielich bez dna

Śpiewają:
Marina Vlady, Michał Konstrat i Piotr K. Matczuk
Włodzimierz Wysocki


Fot. M. Vlady, W. Wysocki

Wysocki - Zimna - Nieszczęście


Я несла свою беду - Nieszczęście

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Gdy Nieszczęście niosłam swe
Po wiosennej kruchej krze,
Lód pode mną złamał się,
Po czym pękł jak szkło.
Dusza, płacząc cały czas,
W dół runęła, niczym głaz,
A Nieszczęściu ostry lód
Nie dał pójść na dno....

I od tego właśnie dnia
Znów wędrówka moja trwa,
Me Nieszczęście szuka mnie,
Szuka w noc i w dzień,
Że nie wciągnął mnie nurt fal,
Wie jedynie leśna dal
I pokryty dzikim mchem
Zapomniany pień...



Komu z nich dziękować mam?
Jak dowiedział się mój Pan?
Ktoś na pewno zdradził mnie,
Ktoś mnie wydał mu.
I Nieszczęście z biegiem lat
Odnalazło jego ślad,
Gdy po świecie szukał mnie
Do utraty tchu...

Wreszcie siodło z konia zdjął,
Objął mnie, na ręce wziął
I Nieszczęście jego łzom przyglądało się.
Krótko ze mną zostać mógł,
Znów przemierza setki dróg,
A Nieszczęście odtąd już
Nie opuszcza mnie.

Śpiewają:
Marina Vlady, Kamila Pieńkos, Jelena Vaenga

Wysocki - Zimna - Przez wiele godzin...


У нас вчера с позавчера

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Przez wiele godzin każdy z nas trwał przy stole cały czas
Kart nie znaczył nikt, więc każdy był w porządku
I gdy dzień dopalał się kończyliśmy naszą grę
Żeby rano znów ją zacząć od początku

Oni „Dzień dobry!" mówią i nasz spokój burzą
Przyszli tu sami, choć zamknięty był nasz krąg
No a w talii, jak wiadomo, kart jest dużo
I te najlepsze dziś trafiły do ich rąk

I już kilka godzin trwa nieudana całkiem gra
Ma być cicho i niech drzwiami nikt nie trzaska
Im nie grozi dzisiaj krach, nas sparaliżował strach
Ale w kartach można przebić nawet asa

Oni „Dzień dobry!" mówią…

Nie wychodzi nam ta gra - dzisiaj szuler szczęście ma
Im się wiedzie, my nie wiemy już co robić
Grają aż się sypie kurz, ręce zacierają już
Pewnie chcieliby już zacząć dzielić zdobycz

Oni „Dzień dobry!" mówią…

Ale popełnili błąd - nazbyt pewni siebie są
Czemu noc dzisiejsza jest bezksiężycowa
Czas najwyższy skończyć z tym, dziś fortuna sprzyja im
Ale z fortuną też się można porachować

Oni „Dzień dobry!" mówią i nasz spokój burzą
Przyszli tu sami, choć zamknięty był nasz krąg
No a w talii, jak wiadomo, kart jest dużo
I te najlepsze dziś do naszych trafią rąk

Wysocki - Zimna - Tak to jest


Так оно и есть - Tak to jest

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Takie życie jest,
Już od lat, już od lat:
Kto sprzeciwiał się -
W obcy świat, w obcy świat.
Kto z kradzieży żył -
Z kratą dom, z kratą dom,
A kto zbyt mądry był -
Kula w skroń, kula w skroń.

Smutnej doli więziennej i życia marnego
Miałem dość, miałem dość,
Lecz trafiłem niestety do miasta dziwnego
Jak na złość, jak na złość.

Chodzą ludzie wokoło niepodobni do ludzi,
Obojętni i źli.
Ja zaglądam im w oczy, nadzieją się łudzę
Tyle dni, tyle dni.

Takie życie jest,
Już od lat, już od lat:
Kto sprzeciwiał się -
W obcy świat, w obcy świat.
Kto z kradzieży żył -
Z kratą dom, z kratą dom,
A kto zbyt mądry był -
Kula w skroń, kula w skroń.

No i po co marzyłem bez przerwy, by znowu
Wolnym być, wolnym być?
No i po co tak bardzo na wolność z obozów
Chciałem wyjść, chciałem wyjść?

Chodzą ludzie wokoło niepodobni do ludzi,
Obojętni i źli.
Ja zaglądam im w oczy, nadzieją się łudzę
Tyle dni, tyle dni.

Wysocki - Zimna - Ej, szofer...


Włodzimierz Wysocki
Эй, шофер, вези в бутырский хутор

Marlena Zimna

 - Taksówkarzu, jeśli się nie mylę,
to gdzieś tu więzienie musi stać.
- Pomyliłeś się, kolego, to więzienie już zburzyli,
zostawili na tym miejscu pusty plac.

 - Masz ci los, a ja przypomnieć sobie chciałem
stare mury, gdzie spędziłem tyle lat,
Ale w końcu, przyjacielu, w Rosji więzień jest niemało,
i z Tagańskim byłem za pan brat.

- To więzienie także rozebrali,
wyburzyli po fundament sam.
- Wielka szkoda, przyjacielu, szczęście mi nie dopisało,
Już nie ujrzę tamtych starych bram.

Ale nic, po jednym wypijemy,
Albo pijąc powitamy świt.
Piję za to, by zniknęły z Rosji łagry i więzienia,
Żeby więcej już nie trafił do nich nikt!

Wysocki - Zimna - On o niej wciąż rozmawiać chce


Włodzimierz Wysocki, Grigorij Leps
Твердил он нам: "Моя она!" (Счетчик щелкает)

Marlena Zimna

On o niej wciąż rozmawiać chce,
I o niej mówi: “Teraz jest już moja!”
No przestań już, upiłeś się...
Jak nie przestaniesz, sam cię uspokoję.

A on mi o niej mówi jeszcze raz.
“Taksówkę bierz! Po mieście pojeździmy!”
A licznik stuka, stuka cały czas,
Jak wysiądziemy, to się policzymy.

On blady jest i cały drży,
I opowiadać o niej chce na nowo.
Takich jak on nie szkoda mi -
Zapłaci dziś za każde swoje słowo.

Z zadumy wyrwał mnie swym głosem, jak ze snu,
I krew w mej głowie się zmieszała z winem.
Zdławionym głosem powiedziałem mu:
“Jak wysiądziemy, to się policzymy”.

Popluję w dłoń, zacisnę pięść,
Nie wzruszą łzy i prośby mnie niczyje.
I chcesz czy nie, i chcesz czy nie,
Zapłacisz dzisiaj za to, co mówiłeś.

Taksówkarz kaszle i naciska gaz,
Życie się toczy niczym w niemym kinie.
A licznik stuka, stuka cały czas.
Jak wysiądziemy, to się policzymy.

Fot.2 - Grigorij Leps

Wysocki - Zimna - Piosenka Marii


Марьюшка - Piosenka Marii

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Czemu nie rzuciłaś, Mario, się w rzeki toń...
Jak umiałaś, Mario, znieść, taką mękę,
Kiedy powołano go pod broń, go pod broń,
Gdy odchodził miły twój na żołnierkę?!

Ja wymyję łzami dom aż po sień, aż po sień,
I nie wejdzie więcej nikt już do środka.
Tam, gdzie staw, jak wierzba, skłonię się, schylę się
Może woda powie mi, co cię spotka.

Trawa tu bez ciebie łamie się, łamie się,
Tak bez ciebie tutaj źle, wicher wieje,
A żołnierski los niełatwy jest, straszny jest,
Jeśli kula trafi cię, oszaleję!

Wypatrywać będę cię pośród pól, pośród pól,
I weselny wianek swój splotę z róż,
I zachować zdołam warkocz swój, warkocz swój,
Do podłogi długi aż, siwy już...

Biorą znów obrączkę mą, wróżą mi wieści złe,
Z korowodu krzyczą mi: „Bój się, bój!”
Niech życzenia me spełnią się, spełnią się,
Niech o brzasku wróci tu luby mój!

Miły mój, ty do mnie wróć. Czuły gest, czuły gest,
I, jak dawniej, słowo czułe dla mnie miej.
Narzeczonej los niełatwy jest, straszny jest,
Czarny staw, Marysiu, już czeka cię!..

Marina Vlady

Wysocki - Zimna - Kryształowy dom


Włodzimierz Wysocki
Дом хрустальный
Kryształowy dom

Marlena Zimna

Marinie

Gdybym miał królestwo w nurcie fal
Wystarczyłoby mi kilka twoich słów
Wówczas cały ten podwodny raj
Bez namysłu rzuciłbym do twoich stóp

Przy twym domu kryształowym mógłbym stać
Na łańcuchu, uwiązany, niczym pies
Chciałbym wszystkie srebrne źródła tobie dać
Chciałbym, żeby cię obsypał złoty deszcz

Gdybym nędznie żył, jak ów bezpański pies
Co na własnej skórze poznał chłód i głód
Wówczas Boga los mój wzruszyłby do łez
Nie pozwoliłby, bym taki żywot wiódł

Przy twym domu kryształowym mógłbym stać
Na łańcuchu, uwiązany, niczym pies
Chciałbym wszystkie srebrne źródła tobie dać
Chciałbym, żeby cię obsypał złoty deszcz

Nie porównałbym do ciebie żadnej z dam
Choćby nawet stał przy tobie cały dwór
Bo ty jedna budzisz - muszę przyznać sam
Jak Madonna Rafaela zachwyt mój

Przy twym domu kryształowym mógłbym stać
Na łańcuchu, uwiązany, niczym pies
Chciałbym wszystkie srebrne źródła tobie dać
Chciałbym, żeby cię obsypał złoty deszcz

Wysocki - Zimna - W mieście ciemność zapadła


Город уши заткнул

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

W mieście ciemność zapadła, zakończył się dzień,
Pochowali się ludzie w swych norach.
Zanim spać się położysz, zanim zmorzy cię sen,
Posprawdzaj zamki i zaciągnij story.

Nie pomoże ci jednak żaden zamek czy płot,
I nie zaśniesz spokojnie w swym domu,
Bo na twoje mieszkanie chcę zrobić dziś skok -
Z pękiem kluczy już idę i z łomem.

Choćby miało strażników pilnować cię stu,
Chociaż światła specjalnie nie gasisz,
Ja już dawno do zamka dorobiony mam klucz,
A więc cały majątek dziś stracisz.

Będziesz słyszał wyraźnie jak otworzę twe drzwi,
Ale zanim się zdążysz pozbierać,
Zwinę to, co mam zwinąć i ulotnię się, by
Szybko zanieść ten chłam do pasera.

No a potem do rana będę pić, hulać, jeść,
Głośno klnąc, w karty grać - wszystko naraz.
No a potem na długo zaszyję się gdzieś,
Żeby żaden mnie gliniarz nie znalazł.

Gdy zapada już zmrok, kiedy miasto już śpi,
Ja dopiero zaczynam robotę...
Spijcie w ciepłych mieszkankach, zaryglujcie swe drzwi.
Dobrej nocy! Do następnej soboty!

Wysocki - Zimna - Gdy nad nadbrzeżem...


Баллада о юнге

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Gdy nad nadbrzeżem szary zapadł zmierzch,
Na bladym niebie krwawe słońce zaszło,
Marzyciel - junga ruszył w pierwszy rejs, -
W piracki rejs, pod flagą z trupią czaszką.

Głośno fale szumiały i w żagle wiał wiatr,
Bezustannie trzy maszty skrzypiały,
Junga płakał ze szczęścia, promieniał i bladł,
Silne dłonie z wrażenia mu drżały.

Surowy szyper pierwszy przerwał długą ciszę, -
Poradził jundze: „Chłopcze, co tu kryć,
Bądź dżentelmenem, gdy ci los dopisze,
Bo jak bez szczęścia dżentelmenem być?“

Żaglowiec pływał, wielkie łupy kradł,
Nie szczędząc tych, z kim spotkać mu się przyszło.
Niejeden statek i niejeden jacht
Musiał z pokorą uznać jego wyższość.

Kiedy bitwa kolejna skończyła się już,
Łup zdobyty już leżał na stole,
Junga zbladł niespodzianie i chwycił za nóż,
Bo za małą przyznano mu dolę.

Jakiejś dziewczyny krzyk podziwu słysząc,
Junga pomyśleć zdążył: „Co tu kryć,
Bądź dżentelmenem, gdy ci los dopisze,
Bo jak bez szczęścia dżentelmenem być?“

I choć w nieszczęściu był zupełnie sam
(Nawet kapitan nie chciał igrać z losem),
To nie dostrzegał swych krwawiących ran
I swoim wrogom wciąż zadawał ciosy.

Jego okrzyk dziewczynie ostatnim się zdał,
Więc westchnęła i dłonie złożyła, -
Wyskoczyła za burtę i z miejsca wśród fal
Po wsze czasy jej ciało się skryło.

To widząc, junga broń przystawił do swej głowy,
Na spust nacisnął i gdy martwy padł, -
Ostatni z dżentelmenów tym sposobem
W jego osobie nasz opuścił świat.

Wysocki - Zimna - Białe milczenie


Белое безмолвие
Białe milczenie

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Tak od wieków na świecie przyjęło się już:
W cieple, ciszy, spokoju chce każdy mieć dom.
Czemu zatem te ptaki tam lecą, gdzie mróz,
Jeśli winny do ciepłych udawać się stron?

Splendor, chwała - nic dla nich nie znaczą,
Lecz wysiłek ich musi mieć kres,
I w nagrodę za lot swój zobaczą
Kraj bez granic, bez trwogi, i łez.

A dlaczego nam znudził się ciepły nasz kąt?
Czemu nagle przed siebie pognało coś nas?
Może droga w nieznane to tylko nasz błąd,
Skoro żaden w nagrodę nie urzekł nas blask...

Mewy, jak błyskawice, na niebie,
A my pustką karmimy je z rąk,
Lecz po latach milczenia i gniewu
Dźwięk na pewno rozlegnie się stąd.

Białe sny nam wywróżą i drogę i cel,
Inne barwy śnieg przykrył, i pada już rok...
Oślepiła nas dawno ta światłość i biel,
Ale cal czarnej ziemi przywróci nam wzrok.

Nie zagrozi nam zmowa milczenia,
Nasze lęki przepadną jak cień,
I nagrodą za noce cierpienia
Będzie wieczny polarny dzień.

Wolna Północ jest całkiem jak miasto bez bram,
Śnieg bez błota, jak życie bez kłamstwa i zła.
Ptaki źrenic przez noc nie wydziobią tu nam,
Bo od wieków nie zjawił się tu żaden ptak.

Kto nie słuchał złych proroctw i przestróg,
Trwał i czekał, gdy ogień już zgasł,
Ten w nagrodę za życie w tym zmierzchu
Spotka kogoś wśród lawin i zasp...


72 градуса ниже нуля - 1976
72 Celsius degrees below zero

Wysocki - Zimna - Srebrne struny

Włodzimierz Wysocki - Серебряные струны
Artur Jackowski - Srebrne struny


Marlena Zimna

Mej gitary cichy płacz mury burzyć może,
Wolność do mnie nie chce przyjść
Nie chce też fortuna.
Gardło poderżnijcie mi, w pierś ugodźcie nożem,
Lecz oszczędźcie, proszę, moje srebrne struny.

Ziemia mnie pokryje, zginę w mgnieniu oka,
Nad mym młodym życiem nikt się nie zlituje.
Duszę moją depczą, a ja proszę Boga,
Aby oszczędzili moje srebrne struny.

Wolność i gitarę mi odebrali wkrótce,
Prześladował ich mój krzyk: „Łotry! Dranie! Zbóje!
W czarne błoto wdepczcie mnie i do wody wrzućcie,
Lecz oszczędźcie, błagam, moje srebrne struny!”

Już nie ujrzę nigdy lazurowej dali,
Widać za odwagę płacę dziś rachunek.
Zmarnowali życie me, wolność odebrali,
I zniszczyli również moje srebrne struny.

Wysocki - Zimna - Właśnie się rozeszły drogi dwie


Вот и разошлись пути-дороги
Właśnie się rozeszły drogi dwie...

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Właśnie się rozeszły drogi dwie
Tę drugą nagie z oczu tracę
Przykro mi, gdy mój opuszcza mnie
Przyjaciel, przyjaciel

Ktoś mówi: Płakać nie należy
Że odszedł - no cóż
Niech sobie mówi, a ja w przyjaźń wierzę
I już

Przepadł bezpowrotnie spokój mój
Nad moją duszą hula zamieć
W sercu się zagnieździł żal i ból
A w głowie zamęt, w głowie zamęt

Ktoś mówi…

Gdy przyjaciel wróci do mnie znów
Rozterki znikną, żal przepadnie
Z miejsca zrozumiemy się bez słów
Jak dawniej, jak dawniej

Ktoś mówi…