Adam Wysocki - Raz się żyje Stanisław Grzesiuk - Kaziu nie bądź kiep Józef Lipski, Władysław Szlengel
Kaziu, nie bądź kiep
I stuknijże się w łeb
Bo czemu psujesz fajrant miną swą
Czyś pod rynnę wpadł
Ot, może byś coś zjadł
Lub zabawił jakąś grą
I miłych gości tłum
I w główce lekki szum
Bo czym jest życie, kiedy umiesz pić
I nie mów ach i ech
Lecz powiedz sobie, niech
Wiedz, że z humorkiem trzeba żyć
Człowiek żyje raz
I umiera tylko raz
Szkoda tracić czas
Szkoda tracić czas
Gdy muzyczka gra
To ma frajer nawet gaz
Małe rendez-vous i lu
Blondyna ruda zezuje do mnie
I piwne ślipki spuszcza skromnie
A kataryniarz, najstarszy rangą
Na bębnie tango solo rżnie
Człowiek żyje raz
Więc wesoło trzeba żyć
Z biglem trzeba żyć
Z rajcem trzeba żyć
Po fajrancie siup, w tango
Po co talent kryć
Głębszą gość se zrób i siup... Fotografie:
Adam Wysocki
Ryszard Sielicki (komp.)
Stanisław Grzesiuk
Syn ulicy, przeklęty apasz, zbój
Który od najmłodszych lat
Postrach siał, rabował, kradł
Aż w urocze sidła pięknej ulicznicy wpadł
I o nią stoczył ze zbirami krwawy bój
Do spelunki swej sprowadził ją
I ociekając krwią, cicho szeptał on
Dla ciebie pragnę żyć, dla ciebie też kraść
Dla ciebie walczyć z całym światem
Dla ciebie, gdy czas przyjdzie, zgodzę się paść
I schylić kark przed katem
Ty jesteś wiarą moją i bóstwem mym
Bez ciebie świat jest szary.
Zaprzedam duszę dla ciebie swą
Duszę hardą, duszę złą
Piosenka o niezwykłej wprost popularności na obszarze Generalnej Guberni. Śpiewano ją na placach i ulicach, w tramwajach i głównie w pociągach. Wykorzystując melodię z przedwojennego szlagieru Koniokrad, bezimienny autor, względnie autorzy, stworzył rymowaną opowieść o ludziach, którzy mimo niemieckich zakazów przewozili do Warszawy „rąbankę” – mięso i w ten sposób nielegalnie zaopatrywali mieszkańców w żywność. Co pewien czas żandarmi urządzali na dworcach lub w pociągach obławy i wówczas konfiskowali przewożone towary, a „szmuglerów” zamykali niekiedy w więzieniach, albo też kierowali do obozów koncentracyjnych. Wiele źródeł podaje, iż utwór powstał na bazie hiszpańskiej pieśni ludowej pt. Cielito Lindo, której autorem jest Quirino Mendoza y Cortés. To właśnie on spopularyzował melodię na terenie Ameryki Południowej, która w błyskawicznym tempie rozpowszechniła się także w Europie, dając podstawę do muzycznych i tekstowych wariacji. (Źródło: Biblioteka Polskiej Piosenki).
Teraz jest wojna - Stanisław Grzesiuk
Na dworze jest mrok
W pociągu jest tłok
Zaczyna się więc sielanka
On objął ją w pół
Ona gruba jak wół
Pod Paltem schowana rąbanka
Teraz jest wojna
Kto handluje ten żyje
Jak sprzedam rąbankę, słoninę, kaszankę
To bimbru się też napiję
Spod serca kap kap
Rąbanka i schab
A pociąg mknie jak szalony
Schaboszczak i kicha to dobra zagrycha
Pod ławką dwa salcesony
Teraz jest wojna...
Nim on się przekona czym handluje ona
To pociąg na dworcu staje
Żandarmi wsiadają, wszystko zabierają
I nic się już nie zostaje
Teraz jest wojna
Kto nie handluje - nie zbiera
Zabrali rąbankę, słoninę, kaszankę
Niech weźmie ich jasna cholera!
Tadeusz Faliszewski - Bal u starego Joska
Stanisław Grzesiuk - Bal na Gnojnej
Julian Krzewiński, Leopold Brodziński
Nieprzespanej nocy znojnej
Jeszcze mam na ustach ślad U Grubego Joska na ulicy Gnojnej
Zebrał się ferajny kwiat
Bez jedzenia i bez spania
Byle by co było pić
Kiedy na harmonii Feluś zaiwania
Trzeba tańczyć, trzeba żyć
Harmonia na trzy czwarte z cicha rżnie
Ferajna tańczy, wszystko z drogi
Z szacunkiem, bo się może skończyć źle
Gdy na Gnojnej bawimy się
Kto zna Antka czuje mojrę
Ale jeden nie znał jej
I naraził się dlatego na dintojrę
Skończył się z przyczyny mej
Jak latarnie ciemno świcą
Smutno gwiżdże nocny stróż
A kat Maciejowski tam pod szubienicą
Na Antosia czeka już
Harmonia na trzy czwarte z cicha gra
Ferajna tańczy, ja nie tańczę
Dlaczego bal na Gnojnej jak co dnia
Gdy niejednej pary dziś brak
Muzyka: Fanny Gordon
Stanisław Grzesiuk, Jan Młynarski Czarna Mańka Czesław Gumkowski
Zwano ją Czarną Mańkąwśród ulicy
Znali ją wszyscy wszerz i w krąg
Nęcił czar jakiś, spogląd jej źrenicy
Choć przechodziła ot, tak - z rąk do rąk
Miłość obłędną i zawrotną siała
Była uliczną taką, bo i cóż
Durzy się wMańceWoli pół bez mała
Niejeden o nią zakrwawił się nóż
Na Czerniakowskiej, Górnej, na Woli
W ciemnych spelunkach, gdzie życie wre
Hej tam w kompanii często do woli
Noc całą Mańka bawiła się.
Lecz czasem coś ją tak za serce ściśnie
I sama nie wie, czemu się to cni
Psiakrew, aż szklanka rzucona pryśnie
Hej, cóż to, Mańka, w oczach twych łzy
Lecz raz poznała ulicy syna,
Co żył wśród nocy z noża lub też kradł
I pokochała dzika go dziewczyna
Bez niego dla niej już nie istniał świat
Stała się jego korną niewolnicą
Dawnych kompanii porzuciła gwar
Czyś na mnie rzucił jaki urok, czy co
Pyta go nieraz, czyś mi zadał czar
Na Czerniakowskiej, Górnej, na Woli
W ciemnych spelunkach, gdzie życie wre
Hej, tam gdzie dawniej często do woli
Noc całą Mańka bawiła się
Dziś jej nie spotkasz ni w dzień, ni w nocy.
Niejeden bez niej wolałby sczeźć
Psiakrew, aż wyrżnie w stół z całej mocy
Ech, co tam, poszła, pal że ją sześć
A wkrótce prysnął sen o szczęściu złoty
Porzucił Mańkę ów kochanek raz
Nie zważał wcale na łzy ni pieszczoty
Nawet jej nie bił - zimny był jak głaz
Poszedł, nie wrócił, jak to w życiu bywa
Ale bez niego ona nie chce żyć
W szale rozpaczy truciznę zażywa
Przerwana życia Czarnej Mańki nić
Na Czerniakowskiej, Górnej, na Woli
Pośród spelunek dziś cicho tam
Hej, czyj to pogrzeb sunie powoli
To Czarnej Mańki, jednej z tych „dam”
Wśród kwiatów leży blada i cicha
I płynie z wolna tam, gdzie nasz kres
Psiakrew, ot życie - historia licha
Ech, co tam zresztą, nie trzeba łez
Stanisław Grzesiuk Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka Albert Harris
Alejami, wycackany, szedł se jakiś gość
Facjata niby owszem, może być
Nagle potknął się o kamień rycząc - och, psiakość
Jak oni mogą w tej Warszawie żyć
I ciut nie zalała mnie zła krew
Więc go na perłowo w tenże śpiew
Nie bądź za cwany, w Unrę odziany
To może mieć dla ciebie skutek opłakany
Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka
Który by mógł go wziąć pod bajer lub pod pic
Możesz mnie chamem zwać, możesz mi w mordę dać
Lecz od stolicy wont, bo krew się będzie lać
Wiec znakiem tego, nie bądź lebiegą
Przyhamuj buzię i nie gadaj więcej nic
Jeden był specjalnie na Warszawę straszny pies
Już mówił nawet: „Warschau ist kaputt!"
Lecz pomylił się łachudra, rozczarował fest
I próżny był majchrowy jego trud
Mówić nawet nie potrafię, ach
I dzisiaj mu śpiewamy tak
Chciałeś być cwany, w ząbek czesany
To teraz gnijesz, draniu, w błocie pochowany
My, Warszawiacy, jesteśmy tacy
Kto nam na odcisk, to już pisz pan: zimny trup
I niechaj każdy wie, kto na nas szarpnie się
To mu to zaraz bokiem wyjdzie, może nie
Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka
Chcesz z nami zacząć to se przedtem trumnę kup
Apaszem Stasiek był
W krąg znały go ulice
W spelunkach ciemnych
Tam gdzie podłe życie wre
Kochanką jego była zwykła ulicznica
Co gdzieś na rogu sprzedaje ciało swe
Pomimo to Stach kochał swoją Hankę
Choć nieraz bił, skatował aż do krwi
Lecz kiedy znów przepraszał swą bogdankę
To to tak do niej szeptał czułe słowa te
Hanko, o tobie marzę wśród bezsennych nocy
Hanko, ja bez ciebie nie potrafię żyć
I wciąż bym się wpatrywał w twoje oczy
I przy twym boku ja tylko chciałbym być
Hanko, twe ciało słodko pręży się, przegina
Hanko, daj usta niech przeminie ból i żal
Że w oczach łzy to wiem, że moja wina
Że życie płynie wśród tak burzliwych fal
Gdy Stach przekonał się, że Hanka go zdradziła
To się roześmiał swym okrutnym ha ha ha
W spelunkach, tam gdzie granda wódkę piła
I Stasiek pił, choć serce z bólu łka
Po roku znów Stach spotkał swoją Hankę
I w ręku błysnął długi, ostry nóż
I nożem w serce pchnął swoją bogdankę
A nad jej trupem szeptał, cóż jam zrobił, cóż