Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michnikowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michnikowski. Pokaż wszystkie posty

Inwokacja - Bez ciebie - Jeremi Przybora

Wiesław Michnikowski
Inwokacja

Jeremi Przybora


Bez ciebie jestem tak smutny,
jak kondukt w deszczu pod wiatr.
Bez ciebie jestem wyzuty
z ochoty całej na świat.
Bez ciebie jestem nieładny,
bez żadnej szansy u pań.
Bez ciebie jestem bezradny
jak piesek, co wypadł z sań.
Bez ciebie jestem za krótki
na długą drogę przez świat.
Bez ciebie jestem malutki
i wytłuc może mnie grad.
Bez ciebie jestem tak nudny
jak festiwale na pieśń.
Bez ciebie jestem tak trudny,
że trudno siebie mnie znieść.
Bez ciebie jestem niepełny
jak czegoś ćwierć albo pół.
Bez ciebie jestem zupełny
chomąt, łachudra i wół.
Kimkolwiek jesteś - włóż
na siebie coś i rusz!
Od stołu wstań, z imienin wyjdź,
zrezygnuj z dań
i przyjdź!

Przy tobie będę pogodny -
bo skąd bym smutek brać miał?
Przy tobie będę podobny
strukturą torsu do skał.
Przy tobie będę upojny
jeżeli idzie o głos.
Przy tobie będę przystojny
urodą silną jak cios.
Przy tobie będę subtelny
jak woń łubinu wśród pól.
Przy tobie będę tak dzielny
jak ten co zginął nam, król.
Przy tobie będę artystą
wzruszeniem duszy do łez.
Przy tobie będę z umysłu
inteligentny jak bies.
Przy Tobie w jednej osobie
Efebem będę ja, bądź
poetą, mędrcem... A z kobiet -
dużą blondyną ty bądź!
Więc kim byś była - włóż
na siebie coś i rusz!
Jeżeliś w śnie - z pościeli wyjdź,
przeciągnij sięi przyjdź!


Piotr Machalica
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory
listy na wyczerpanym papierze

Zwracam panu Kalorynę - Jeremi Przybora


Roman Frankl
Wiesław Michnikowski
Siostry Winiarskie

Zwracam panu Kalorynę

Jeremi Przybora

– Niech pan bierze Kalorynę,
może pan jej szczęście da.
Ja sam bez niej raczej zginę,
lecz niech pan ją za mnie ma.
Wspominajcie odrobinę
tego, który odszedł w cień,
żeby pan mógł Kalorynę…
żeby pan mógł Kalorynę
miewać choćby i co dzień.
– Żebym ja mógł Kalorynę?
– Żeby pan mógł Kalorynę
miewać choćby i co dzień!

– Gdym zabierał Kalorynę,
pan tak tępo patrzał w dal,
tak tragiczną miał pan minę,
że zrobiło mi się żal…
Pan się może stoczyć krzynę,
wykoleić, spić i zgrać –
więc ja zwracam Kalorynę,
zwracam panu Kalorynę,
którą pan mi zechciał dać.
– Pan mi zwraca Kalorynę?
– Zwracam panu Kalorynę,
którą pan mi zechciał dać.

– Gdym zabierał Kalorynę,
pan miał taki smutny wzrok,
jak jednostka, co przed kinem
spotka pogrzeb własnych zwłok…
Niech ja, proszę pana, zginę,
jeśli ja to mogę znieść.
Zwracam panu Kalorynę,
zwracam panu Kalorynę,
utraconą życia treść!
– Pan mi zwraca Kalorynę?
– Zwracam panu Kalorynę,
utraconą życia treść…

– Po nieświeżej wołowinie
źle poczuła mi się i…
już po naszej Kalorynie!
Pustką wieje zza tych drzwi!
– Po nieświeżej wołowinie
źle poczuła się i… i…
już po naszej Kalorynie?
– Już po naszej Kalorynie!
– Pustką wieje zza tych drzwi!

– Się zdziwicie odrobinę,
lecz w dobroci swojej, ot,
Bóg wam zwraca Kalorynę.
Proszę pokwitować zwrot.
– Moment… Niech pomyślę krzynę…
Więc w dobroci swojej, ot,
Bóg nam zwraca Kalorynę?
– Bóg wam zwraca Kalorynę.
Proszę pokwitować zwrot.
– Bóg nam zwraca Kalorynę?
– Zwraca panom Kalorynę.
Proszę pokwitować zwrot!

Już kąpiesz się nie dla mnie - Jeremi Przybora


Wiesław Michnikowski - Już kąpiesz się nie dla mnie

Jeremi Przybora


Już kąpiesz się nie dla mnie
w pieszczocie pian.
Nie dla mnie już przy wannie
odkręcasz kran.
Nie dla mnie już natryskiem
zraszasz czary swe wszystkie.
Wiem, że czeka, aż wyschniesz,
już inny pan.
Korzystasz już nie dla mnie
ze stacji pomp.
Lecz choć ból w otchłań pcha mnie,
to kąp się, kąp!
Chcę, by schludność twa kwitła -
kąpiel tobie nie stygła -
choć podcięłaś mi skrzydła,
strąciłaś w głąb.
I tylko pomyśl sobie w dogodniejszej porze
o tym, co już bez ciebie kąpać się nie może.
Boże!

Już kąpiel twa nie dla mnie -
nie dla mnie plusk.
Każda kropla w twej wannie
mój drąży mózg.
Smukłe ciało trąc frotem,
nie pamiętasz już o tem -
jak czekałem z łopotem
spragnionych ust.

To nie do wiary, że niedawno tak to było -
w słuchawce głos: "Kochany, dzwonisz - jak to miło!",
A gdy spytałem, czy to z kranu gdzieś tak siąpie?
Mówiła: "Tak, bo ja się często kąpię".
Tak jeszcze wczoraj powiedziałabyś,
Tak jeszcze wczoraj, bo już dziś...

Ty kąpiesz się nie dla mnie...

1. Kabaret jeszcze Starszych Panów
Głos w słuchawce: Kalina Jędrusik

2. Kabaret Starszych Panów
Głos w słuchawce: Krystyna Walczak

A ma Pola - Jeremi Przybora



Alfredo Kraus - Amapola
Wiesław Michnikowski

A ma Pola

Jeremi Przybora


Apo-
lonia, którą w skrócie Polą zwą,
Apo-
lonia wlała gorycz w duszę mą.
Błaga-
łem ją: Polu, ty mi szczęście stwórz!
Dawałem jej róż!
U drzwi stałem do zórz!

A ma Pola
wolała Anatola,
czempiona od futbola
z Tarnopola.
Mądra Ola
radziła Poli: – Hola!
To nie dla ciebie rola
taka dola!
Z Anatola
jest negatywny Polak,
lowelas i żigolak, żuan don!
A ma Pola, a ma Pola
nie słuchała, powtarzała: – Tylko on!

Nim rok
minął, już na Polę cios ten spadł.
Nim rok
minął, Anatolek czmychnął w świat.
Nim rok
minął, ja suszyłem łez jej ślad
i ciała jej kwiat
pielęgnuję dziś rad.

A ma Pola
wspomina Anatola,
czempiona od futbola
z Tarnopola.
Dobra wola
nie starczy – mawia Pola –
dotrzymać czynom pola
Anatola!
Aureola
dokoła Anatola
zaćmiewa moich pieszczot skromny blask…
A ma Pola, a ma Pola
o nim marzy, gdy mnie darzy szczyptą łask!

Addio pomidory - Jeremi Przybora



"To było w czasach kiedy pomidory jadało się raz do roku. Pyszne, pachnące, czasami wylegiwały się na okiennym parapecie aby jeszcze dojrzeć. Tęsknię za nimi. Teraz mogę je jeść nawet zimą. Tylko po co? Brak im słońca i słodyczy. Poczekam do lata".  Z takim komentarzem zamieściłam tę piosenkę trzy lata temu. W październiku odszedł jej niezrównany wykonawca, Wiesław Michnikowski...

Wiesław Michnikowski - Addio, pomidory!

Jeremi Przybora


Minął sierpień, minął wrzesień -
znów październik i ta jesień
rozpostarła melancholii mglisty woal...
Nie żałuję letnich dzionków -
róż, poziomek i skowronków,
lecz jednego jedynego jest mi żal...

Addio, pomidory!
Addio ulubione!
Słoneczka zachodzące
za mój zimowy stół!
Nadchodzą znów wieczory
sałatki nie jedzonej -
tęsknoty dojmującej
i łzy przełkniętej wpół.
To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
gdy pomnę wciąż
wasz świeży miąższ
w te witaminy przebogaty.
Addio, pomidory!
Addio, utracone!
Przez długie złe miesiące
wasz zapach będę czuł.

Owszem - była i dziewczyna,
i miłości pajęczyna,
co oplotła drżący dwukwiat naszych ciał.
Porwał dziewczę zdrady poryw
i zabrała pomidory -
te ostatnie, com schowane przed nią miał.

Addio, pomidory!
Addio ulubione!
Słoneczka zachodzące
za mój zimowy stół!
Nadchodzą znów wieczory
sałatki nie jedzonej -
tęsknoty dojmującej
i łzy przełkniętej wpół.
To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
gdy pomnę wciąż
wasz świeży miąższ
w te witaminy przebogaty.
Addio, pomidory!
Addio, utracone!
Przez długie złe miesiące
wasz zapach będę czuł.

Brudzia - Jeremi Przybora


M. Kociniak, B. Łazuka, W. Pokora
W. Gołas, W. Michnikowski, J. Kobuszewski

Brudzia

Jeremi Przybora

Brudzia!
Niech z wódzią skrzyżuje się wódzia!
Brudzia!
Wypijmy ze sobą na ty!
Brudzia, brudzia!
W tykaniu chcę pana mieć udział.
Ja wolę to nawet od „wy”.

Weź pan ćwierć!
Ja – na śmierć…
Zostaw pan –
to nie ten stan!

Brudzia!
Nie!
Brudzia!
Fe!
Weź pan szkło
i puść pan go!

Brudzia!
W tykaniu ten sposób jest lepszy.
Brudzia!
Do jagód twych warga mi drży.
Brudzia, brudzia!
Pogadać, pocieszyć, opieprzyć
możliwe jest tylko na „ty”.

Weź pan ćwierć...

Brudzia!
Ty byku, ty mordo, ty brachu!
Brudzia!
Chcę tak pieszczotliwie cię zwać…
Brudzia, brudzia!
Ty chamie! Baranie! Ty łachu!
Co?! Gardzisz rodakiem, psiamać?!...

Różowy walczyk - Piotr Łosowski


Wiesław Michnikowski
Różowy walczyk

Piotr Łosowski

Jest kataryniarz na Starym Mieście
Co zakochanym przynosi szczęście
Nad dumnym Zamkiem, nad starym Rynkiem
Jak dawniej słychać dziś katarynkę

A kiedy zabrzmi różowy walczyk
Róże do dłoni biorą kwiaciarki
By wyczarować z nich w sekund parę
Barwne postacie Warszawy starej

Tańczy książę mazowiecki i poczet rycerzy
Król Stanisław Poniatowski, tańczą szwoleżerzy
Nawet dzielny król Sobieski do walczyka rusza
Choć mu trochę przeszkadzają poły u kontusza

Płyną niebieskie chwile nad miastem
Świt rodzi słońce, zmierzch niesie gwiazdę
I po Starówce codziennie chodzi
Pan kataryniarz - stary czarodziej

A kiedy zabrzmi różowy walczyk
Nawet król Zygmunt z kwiaciarką tańczy
Nawet Kiliński lekko na palcach
Tańczy z kwiaciarką szarmancko walca...

Obrazy: Siergiej Kropiwinskij

Smutny deszczyk - Jeremi Przybora


Wiesław Michnikowski - Smutny deszczyk

Jeremi Przybora


Choć w dali niebo jeszcze się niebieszczy -
smutny deszczyk
sobie mży.

Ten facet, z którym szłaś, to znów był
Grzeszczyk -
smutny deszczyk
sobie mży.
Podobno ryb łowienie nerwy leczy,
więc łowię ryby, lecz cóż z tego, gdy
nie trafia się szczupaczek ani leszczyk -
smutny deszczyk
sobie mży.


Spokojnie jest i cicho pośród leszczyn -
smutny deszczyk
sobie mży.
A mordę idiotyczną ma ten Grzeszczyk -
smutny deszczyk
sobie mży.
W tej rzece chyba wcale nie ma leszczy -
głęboka za to i ciekawe, czy...
potrafi pływać w palcie taki Grzeszczyk -
smutny deszczyk
sobie mży.

Już chyba pójdę, bo dostałem dreszczy -
smutny deszczyk
sobie mży.
Nie złowię nic, a w stawach aż mi trzeszczy -
smutny deszczyk
sobie mży.
Unikać raczej powinienem deszczy -
i - ciebie, bo tak jak mi szkodzisz ty -
to tobie może szkodzić tylko Grzeszczyk -
smutny deszczyk
sobie mży.

Wuja całuj z dubeltówki - Jeremi Przybora

Wiesław Michnikowski
Wuja całuj z dubeltówki

Jeremi Przybora


Gdy całować się rozpędzasz,
to różnicuj pocałunki:
z chęci dziewczę,
ze czci księdza,
wuja całuj z dubeltówki!

Pach, pach, panie dziejaszku!
Z dubeltówki, z dubeltówki!
Pach, pach, panie dziejaszku!
Wuja całuj z dubeltówki!

Narzeczoną swą z miłości -
kurtyzanę z żądzy krótkiej -
pomoc w domu z oszczędności -
wuja całuj z dubeltówki!

Pach, pach...

Jak przejezdna - to z peronu -
pływającą całuj z łódki -
przewoźnika całuj z promu -
wuja całuj z dubeltówki!

Pach, pach...

A gdy wuj jest tak nadziany,
że  się sypią zeń złotówki -
wtedy, chłopcze - w krzak schowany -
w wuja celuj z dubeltówki!

Puf, puf, panie dziejaszku!
Z dubeltówki, z dubeltówki!
Puf, puf, panie dziejaszku!
W wuja celuj z dubeltówki!

Pani mnie oswoi, Madame - Jeremi Przybora


Wiesław Michnikowski
Pani mnie oswoi, Madame
Pieśń dzikiego lokatora

Jeremi Przybora

Pani mnie oswoi,
Madame! -
wpuści do pokoi,
Madame! -
Karmi mnie i poi,
słodko mnie nastroi
i do nowych boi,
moją chęć podwoi!
Pani mnie oswoi,
Madame! -
o me zdrowie stoi,
Madame! -
się nie niepokoi
co do planów moich -
w szczęście mnie uzbroi,
Madame!

Jam lokator dziki,
Madame! -
mam ja swe swe wybryki,
Madame! -
może strzelam byki,
mieszam pani szyki -
stąd są te wyniki
zdrowej twej krytyki!
Lecz lokator dziki,
Monsieur! -
serca nie ma w nikim,
Monsieur! -
a tak jak słowiki
w ramach specyfiki -
ciągle do liryki
on lgnie!

Pani mnie oswoi,
Madame! -
rany me wygoi,
Madame! -
tak jak cień sekwoi
chroni mnie i koi -
karci, lecz nie łoi,
gdybym czasem zbroił.
Pani mnie oswoi,
Madame! -
i niech się nie boi
Madame! -
szczęście, co je roim,
wkrótce nas upoi
aż do paranoi,
Madame!

Pod twoim oknem - Jeremi Przybora

Wiesław Michnikowski, Andrzej Bogucki
Pod twoim oknem

Jeremi Przybora


Pod twoim oknem co nocy stoję -
przybłęda z dzielnic zacnych bourgeois.
Dokoła szumi swym niepokojem
twoja dzielnica, dzielnica zła.

Pod twoim oknem chodzą oprychy -
pod twoim oknem pijacy klną.
Więc ty nie słyszysz canzony cichej,
co jest szkatułką z miłością mą.

Pod twoim oknem kwitną rumianki -
gwiazdki strącone w lamentach ros,
a w twoim oknie - na tle firanki -
widzę twój profil i mój zły los.

Pod twoim oknem - gościa pod pachę
prowadzi dziewka na zmięty koc,
nad twoim oknem lśni księżyc jak majcher,
którym mi grozi przedmiejska noc.

Na twoim oknie cień twój lirycznie
z drugim złączony w miłosny fresk,
a ja tu stoję, a ja nie krzyczę
i tylko za mnie gdzieś wyje pies.

Pod twoim oknem nożem dostanę
i wcale serca nie będę krył.
A potem potknie się o mnie ranek
i facet, który u ciebie był.

Dziecię tkaczy - Jeremi Przybora

Wiesław Michnikowski
Dziecię tkaczy

Jeremi Przybora


Tata z mamą w domku naszym,
by dobrobyt zawsze trwał,
cichy warsztat na poddaszu
mieli, który głośno tkał.
Pomagała tkać im praczka,
którą czkawki wstrząsał szok.
Gdy pełzałem na czworaczkach
już nade mną cały rok...

Tatka tka i matka tka,
a praczka czka
i też tam tka.

Rosłem sobie na smarkaczka
nerwowego, bo wśród gier
cichy warsztat głośno warczał
i zadręczał mnie ten szmer!
Na dobitkę praczki czkawki
nie ustają, jak na złość.
Z rączek lecą mi zabawki,
bo nade mną wciąż, psiakość!

Tatka tka...

Gdym na tyle był dojrzały,
by do dziewcząt trochę lgnąć,
Dziunię oczy me ujrzały
i nie mogłem ich z niej zdjąć.
Czas na łąkach się pędziło,
chociaż nieraz zimno nam.
No bo w domu - jak by było?
Tutaj wielbię ją, a tam...

Tatka tka...

Gdy dożyliśmy tej chwili,
kiedy ślub nam przyszło brać,
to rodzice się zgodzili,
lecz zaczęli więcej tkać.
Tylko trochę jadła skubną
i już pędzą wątek pleść.
I na przykład - w noc poślubną,
nagle, tuż nad nami - cześć!

Tatka tka...

W kilka lat zrządzeniem losu,
pracowity tata zgasł,
potem mama w ten sam sposób
z praczką opuściły nas.
Potem żona po kryjomu
znikła z panem z vis a vis.
Może teraz spokój w domu?
Gówno! W nocy straszą i...

Tatka tka...

Jeżeli kochać - Jeremi Przybora


Wiesław Michnikowski
Jeżeli kochać, to nie indywidualnie

Jeremi Przybora


Jeżeli kochać, jeżeli kochać, jeżeli kochać!

Jeżeli kochać - to nie indywidualnie!
Jak się zakochać - to tylko we dwóch!
Czy platonicznie pragniesz jej, czy już sypialnie,
niech w uczuciu wspiera wierny cię druh.
Bo pojedynczo się z dziewczyną nie upora
ni dyplomata, ni mędrzec, ni wódz -
więc ty drugiego sobie dobierz amatora
i - wespół w zespół, by żądz moc móc wzmóc!
I - wespół w zespół, wespół w zespół,
by żądz moc móc zmóc!...

Bo kiedy sam w zmysłów trwasz zawierusze,
to wszystek czas ci pochłonie i zdrowie,
lecz gdy z oddanym kolegą, to tuszę,
że tylko w połowie.

Wniosek:
Jeżeli kochać...

Jeżeli kochać, to dlaczego nie z kolegą -
dziewczynę wespół uwielbiać jest lżej.
Co niebezpieczne dla mężczyzny samotnego -
to z kolegą niebezpiecznym jest mniej.
Jeżeli kochać, to nie indywidualnie,
jak się zakochać, to tylko we dwóch.
Czy platonicznie pragniesz jej,
czy już sypialnie,
niech w uczuciu wspiera wierny cię druh.
I - wespół w zespół....

A kiedy rzuci cię w szczęścia południe,
kobieta z pięknym bezdusznym obliczem -
dla samotnego to cios aż zadudni -
dla dwóch zaś to prztyczek...

Bo we mnie jest seks - Jeremi Przybora


Wiesław Michnikowski
Bo we mnie jest sex

Jeremi Przybora

Bo we mnie jest seks
gorący jak samum.
Bo we mnie jest seks,
któż oprzeć się ma mu?
Obezwładnia kobietę
od bioder po biust,
żar sączy do ust.
Bo we mnie jest seks,
co pali i niszczy.
Dziesiątki już serc
wypalił do zgliszczy.
Kiedy zmysłów pożogą
ogarnia ten bies -
nierzadko jej kres
wśród bólu i łez.
Lecz gdy ofiarę
mą trawię żarem
to stwierdzić muszę,
że choć me ciało
ją opętało -
to oprócz ciała
mam przecież i duszę.
A we mnie ten seks
jak chwast ją zagłusza.
Nikt nie wie, że jest
pod sexem i dusza
Więc o takiej wciąż marzę -
co całość ogarnie
i duszy latarnie
ze zmysłów wygarnie.
Ach, takiej ja oddam wśród łez
i duszę i seks!...

Dlaczego stale
zły losu palec
dotyka mnie tym nadmiarem?
Za jakie grzechy
płci mojej cechy
zmysłowym dręczą oparem?
Gdy musnę damę
spojrzeniem samem -
już damski ściele się trup.
Gdy chodzę, brodzę
wśród serc po drodze
i rzężą żądze u stóp!...

Odrobina mężczyzny - Jeremi Przybora


Wiesław Michnikowski, Barbara Krafftówna
Odrobina mężczyzny na co dzień

Jeremi Przybora


Myślę nie raz i nie dwa:
Cóż po ciele jak jedwab?
Cóż po talii jak dalii łodyga?
Cóż po kuchni twej świetnej –
i po duszy szlachetnej,
gdy na jednym jedynym ci zbywa?

Odrobina mężczyzny na co dzień –
jakże życia odmieni ci tło!
Z odrobiną mężczyzny na co dzień
wszystko będzie inaczej ci szło.

Może nawet cię nie brać na ręce,
gdyby na to on nie miał sił –
byle rano zaśpiewał w łazience,
lubił rosół i tkliwym on był.

Zanim spojrzysz na panów,
ty się wszakże zastanów
i od wzrostu po prostu zacznijże.
Nadmiar mięśni i kości
czyż nie spłyci miłości?
Czy do chuci uczuć ci nie zniży?

Odrobina mężczyzny na co dzień
mały męski akcencik czy ton.
Odrobina mężczyzny na co dzień
od przesytu uchroni złych stron.

Przenocujesz w niedużej go wnęce –
dniem on w biurze będzie tkwił.
Kilogramów pięćdziesiąt, nie więcej,
które strzepniesz - gdy znudzą - jak pył.

Mija mi - Wojciech Młynarski

Wiesław Michnikowski
Mija mi


Wojciech Młynarski

Widząc mych oczu wyraz niewinny,
nikt z Państwa nie przypuszcza, że
jestem inny, całkiem inny,
wulkan sił we mnie wre,
coś mnie gnębi, coś tu w głębi
kłębi się na dnie!

I choć na ten stan nie wskazuje
powierzchowności mojej żaden rys,
wciąż coś wzbiera i pulsuje,
powołanie jakieś czuję,
więc rozpędzam się i...
Już za chwilę to mija mi...

Czasem już jestem tuż,
czasem już prawie uszczk-
nąłem coś
i nagle jak na złość
na nic ten zryw i skok,
bo choć płonie mi wzrok,
zawsze coś mówi mi stop!

Kucyk - Wojciech Młynarski


Wiesław Michnikowski
Kucyk

Wojciech Młynarski

Historyjka ta jest prosta,
chociaż głębszy sens zawiera:
burza włosów mi wyrosła,
więc poszedłem do fryzjera.
Fryzjer, fakt, że jakiś nowy,
rzekł mi, bom wyglądał sennie:
„Ja się zajmę pańską głową,
a pan się  tymczasem zdrzemnie...”.
Po czym szczęknął nożycami
z góry, z dołu, tam cyk, tu cyk
i gdym przysnął, za uszami
wystrzygł mi był taki kucyk...
Obudziłem się na koniec,
patrzę w lustro, ziewam błogo,
czoło dobrze, dobrze skronie,
z tyłu jakby mysi ogon!
Mówię: „Chyba pan oszalał?
Tnij pan to, bo czasu szkoda!”.
Fryzjer się rumieńcem zalał,
mówiąc – „Mistrzu... taka moda...”.
„Tnij pan – mówię – nie uchodzi
robić z siebie pośmiewisko,
niech kucki noszą młodzi!”.
Na co on rzekł: „Artysto,
Pańska czaszka to antyczna
rzeźba, która aż się prosi,
władcza i majestatyczna,
żeby taki kucyk nosić!”.
Mówię: „Przestań pan wydziwiać
i robić mi z mózgu wodę.
i w ogóle uszczęśliwiać,
nie pytając mnie o zgodę!
Proszę wziąć do ręki brzytwę
ciąć i nie truć głupstw na próżno!”.
Fryzjer stoczył z sobą bitwę,
lecz mi w końcu kucyk urżnął.
Następnego dnia o świcie,
gdy na stole stygła kaszka,
popatrzyłem w
swe odbicie:
rzeczywiście... grecka czaszka...
Odstawiłem talerz pusty,
w radio szedł reportaż z Hradczan,
a ja zyrk ukradkiem w lustro:
rzeczywiście... czaszka władcza...
Brew zmarszczywszy, w lustro patrzę,
opuściłem ją... uniosłem...
co ja robię w tym teatrze,
powinienem zostać posłem.
Albo lepiej senatorem,
mieć dyplomatyczny paszport,
w rządzie miałbym szanse spore
rzeczywiście... z taką czaszką...
A rozsadek – milcz kretynie –
szydzi i mną poniewiera,
myślę jednak, gdy czas minie,
znów do tego pójść fryzjera.
Do fryzjera skoczę chyżo
i w te czasy głupio-smutne,
niech mi znowu co wystrzyże...
ja to potem i tak utnę...
Ale przedtem zły, czy chmurny
fryzjerowi naddam ucha –
komplementów, nawet bzdurnych,
strasznie się przyjemnie słucha...

Jak ci amanci - Wojciech Młynarski


Wiesław Michnikowski - Jak ci amanci

Wojciech Młynarski

Ona w okienko małe wpatrzona
Czeka wtulona w poczty kąt
Powiatowego Marlon Brandona
Który ją przyjdzie zabrać stąd

I nie dostrzega, że stoję obok
Tak pełen troski, jak śmieci kosz
Bo w mym uczuciu pragnę być sobą
A nie amantem za psi grosz

Lecz mnie wreszcie wzięła cholera
Gdy wiosną bzy, czy pierwszy bąk
Więc niech raz trzaśnie, co we mnie wzbiera
Oto mój całkiem nowy sąd

Ja przecież gdybym tylko chciał
Sukcesów bym na kopy miał
Pogrążał serca, wzniecał szał
Jak ci amanci

Wilgotnym wzrokiem toczył w krąg
Na sercu złożył dwoje rąk
W uśmiechu ust rozchylił pąk
Jak ci amanci

Pożoga płonie we mnie tu
Na zewnątrz dyszy dwoje nózdrz
I wierzysz mi od zaraz już
Że miłość dam ci

Wyrozumiały dla twych skarg
Prowadzę cię przez pusty park
By spaść na dwoje świeżych warg
Jak ci amanci

Pytania zadaję sam sobie
W noc letnią i w deszczu jesieni
Dlaczego ja tego nie robię, dlaczego
Dlaczego nie umiem się zmienić

A zwłaszcza, gdy ma się ku wiośnie
Nad mym zastanawiam się losem
Jak raz już opinia do kogoś przyrośnie
To zmienić jej potem nie sposób

Doprawdy, czasem słów mi brak
I ciężki już mnie trafi szlag
Przecież ja też potrafię tak
Jak amanci ci

Wyruszyć w Polskę, w Busk czy Wrzeszcz
I szeptać każdej – miła, wrzesz
Więc grzesz, gdy wrzesz - zaszeptać też
Jak amanci ci

I wiedział, wiedziałbym, że hej
Gdyby zechciała bronić się
Czy pucio, pucio szeptać jej
Czy kici, kici

I każda zmiękłaby jak wosk
I w me ramiona wpadła wprost
A ja ją w dekolt lub za włos
Jak amanci ci