Odkąd tylko jesteś ze mną
Noszę w sobie radosne odkrycie
Przyszła do mnie zupełnie inna
Nowa pora mojego życia
Najspokojniej, najpiękniej na świecie
Płynę rzeką mych marzeń przy tobie
Przez jesienie, lata i wiosny
I przez zimy zawiane drogi
Mijam wyspy i lądy nadziei
Wszystko wkoło zaś jakby mówiło
Że niedługo już może za chwilę
Dosięgniemy to co się śniło
Ty przynosisz mi myśli płomienne
Patrzą na mnie uważnie twe oczy
Każdą chwilę mi w porę przepowiesz
Żadna chwila mnie źle nie zaskoczy
Jesteś latem w zimowe ochłody
Jesteś wiosną w jesienne półmroki
Pierwszym słońca po deszczu promieniem
Pierwszym nieba po burzy obłokiem
I zostaniesz tak w tej podróży
Mego świata najmilszą ozdobą
Na te cztery pory niepewne
Piątą porą na każdy rok z tobą
Dorożki mokrej w deszczu wrak
Spoczął na dnie wielkiej kałuży
Wydęty ciszą żagla garb
Wspomina chwile wielkiej burzy
Wiatr zawiał woźnica zbladł
Zawarczał stwór i światła zmrużył
A pod podkowy szczęścia spadł
Ciernisty deszczyk wiotkiej róży
Koń zwiesił smutnie mokry kark
Uszami strzyże dymu mgiełka
Czeka aż ktoś tu nura da
Pod czarną muszlę, po perełkę
Łezkę co toczy się powoli
W okrutnej szybce mdłej latarni
Zetrze ją i podkręci płomień
Złocistą rybkę, mgieł akwarium
Przez wszystkie cztery pory roku
Tkwią w wodzie cztery chude koła
Ciernisty deszczyk na nie pada
To katarynka niewesoła
Dorożki mokrej w deszczu wrak
Spoczął na dnie wielkiej kałuży
Wydęty ciszą żagla garb
Wspomina chwile wielkiej burzy
Marek Grechuta, Michał Bajor Wiosna - ach to ty
Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało - wiosna, wiosna - ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna - ach to ty...
Dni mijały coraz dłuższe, coraz cieplej było u mnie
Coraz lżejsze miała suknie, lekko płynął wiosny strumień
Wreszcie nocy raz czerwcowej zobaczyłem ją jak śpi
Bez niczego. Zrozumiałem - lato, lato - ech że ty
Lato, lato, lato - ech że ty...
Od gorąca twych promieni zapłonęły liście drzew
Od zieleni do czerwieni krąży lata senny lew
Mała chmurka nad jej czołem, mała łezka - smutku znak
Pociemniało, poszarzało - jesień, jesień - jak to tak
Jesień, jesień, jesień - jak to tak
Białe wiatry już zawiały, wiosny, lata, wszystkie znaki
Po niej tylko pozostały przymarznięte dwa leżaki
Stoję w oknie, wypatruję, nagle dzwonek u mych drzwi
Zima, zima wchodźże szybciej, ogrzej się na parę chwil
Wiosna, wiosna, wiosna - ach to ty...
Lato, lato, lato - ech że ty
Wiosna, wiosna, wiosna - ech że ty...
Jesień, jesień, jesień - jak to tak...
Wiosna, wiosna, wiosna - jak to tak...
Nad oknem, na murze, a liście takie duże - zielone, zielone
dzikie wino zielone.
O każdej godzinie wiatr szumi w dzikim winie - zielone, zielone... Uroda przyroda za nic byś jej nie oddał - zielone, zielone... Za siedmiu morzami napełni oczy łzami - zielone, zielone... I we śnie przypłynie dom cały w dzikim winie - zielone, zielone... I niebo, i księżyc, i wino się rozsrebrzy - zielone, zielone... Zaszepce na szybie, myślisz, że słuchasz skrzypiec - zielone, zielone... Pod serce jak nuta. I powiesz: tak, to tutaj - zielone, zielone... Ten dach i te okna, i noc jak narzeczona - zielone, zielone...
Aa, a, kotki dwa,
Szarobure obydwa.
Aa, a, kotki trzy,
Zjadły mózgi szare wszy,
Aa, a, kotki cztery,
Poszedł papa do hetery.
Aa, a, kotków pięć,
Mama czuje dziwną chęć!