Zdzisława Sośnicka
Jeśli mnie serce oszuka
Bogdan Olewicz
Gdzieś ty był
Przez wszystkie lata, gdy cię nie znałam
Gdzieś ty był, gdzieś był, gdzieś był
Wiesz, czasem dawniej dzień przepłakałam
Przyjaciół w sumie wielu nie miałam
Że będę sama bardzo się bałam - ja, o ja
O tak zakochać chciałam się
Tyle lat czekałam na ten dzień
O, już na oślep chciałam biec
Z byle kim podzielić życie swe
Gdy nagle
Ziemia spod stóp mi uciekła
By zaprzeczyć zabrakło mi sił
Wciąż pytałam, to jedno pamiętam
Gdzieś ty był, gdzieś ty był
O, tak, tak zakochałam się
Jeśli mnie serce oszuka
A jeżeli mnie serce oszuka
Będzie źle, będzie źle, będzie źle
Gdzieś ty był
Przez wszystkie lata, gdy mnie nie znałeś
Gdzieś ty był, gdzieś był, gdzieś był
Wiesz, dawniej często zasnąć nie mogłam
I przez telefon nocy pół plotłam
Wiedziałam jednak - muszę cię spotkać
Ja, o ja
O tak zakochać chciałam się...
O, tak, tak zakochałam się
Jeśli mnie serce oszuka
Komu szalik robiony na drutach
Komu dam
Zdzisława Sośnicka
Idę przed siebie
Janusz Kondratowicz
Pod szczęśliwą gwiazdą nowy wita mnie dzień
Przez otwarte miasto niosę światło i cień
Początek drogi - ludziom spojrzeć chcę w twarz
Początek drogi - nie stracę swych szans
Co jutro mi da, czy ważne, gdzie ty, a gdzie ja
Idę przed siebie - z tobą, bez ciebie
Mam tyle własnych spraw
Budzę spojrzeniem niebo i ziemię
Pejzaż, śródmiejski gwar
Dzień dobry mówię ludziom, których nie znam
Ulice biegną pośród aut
Nieważne kogo witam, kogo żegnam
Nie zmieni się przez to świat
Idę przed siebie - z tobą, bez ciebie
Błądzę i wracam znów
Nic nie poradzę, mam cię i tracę
Co mi przyniesiesz dniu
Może zgubię serce wolne jeszcze od trosk
Może weźmiesz w ręce niespokojny mój los
Początek drogi - przed oczami by był
Początek drogi - czy starczy mi sił
Co jutro mi da, czy ważne, gdzie ty, a gdzie ja
Gdy przeglądam czasem
Drugie strony gazet
Na mniej ważny patrzę świat
Tutaj król, tam błazen
Temu w oczy wieje wiatr
Za firanką złudzeń
Co dzień inni ludzie
Co dzień inny układ scen
Ach, jak mało o nich wiem
Złote samochody
I pokazy mody
I wideo gwiazdy mit
Pewnie złej pogody
Nigdy tu nie przeżył nikt
Stroi się orkiestra
Już zajęte miejsca
Już za fleszem błyska flesz
Hej, spójrz tylko kto tu jest
Ja, zawsze taki nieśmiały
Ja, zawsze bielszy niż śnieg
Ja, taki słodki i mały
Jambo jet - żyjący z pensji i diet
Tak jak w iluzjonie
Wyobraźnia plonie
Łzami gasi pożar serc
Ale to nie koniec
To początek twoich klęsk
Bo przy tobie będę
Mitem, gwiazdą, księciem
Aranżerem snów i bzdur
Ja, zły szeląg, ale twój
Zegary biją "bim bom"
Mój smutek zaszył się w kąt
Od krzyków chwieje się dom
No to co? Niech się zawali
Zegary biją "bim bom"
Nade mną rodzinny sąd
A ja nie ruszę się stąd
O nie, co mi tam
Ja na przekór wszystkim będę spać
I nie dam się obudzić
We śnie o wiele lepszy bywa świat
Nietęskno wcale mi do ludzi
Ja na przekór wszystkim będę spać
I proszę mnie nie budzić
We śnie o wiele lepszy bywa świat
Nie budźcie, proszę, nie budźcie mnie ze snu
Na stole róże i bez
W pudełkach confetti deszcz
Na rożnie kręci się gęś
Welon już powiewa w oknie
Za oknem orkiestra gra
Pan młody wygładza frak
Weselnych gości tłum, gwar
A ja? Co mi tam
Nim przytuli je piasek złoty
Zanim zalśni w oczach lica blask
Nim się panów kłopoty
Zaczną raz po raz
Zanim pierwszych wyznań przyjdzie czas
Zu-Zuzanny jeszcze śpią, jeszcze śpią
Jeszcze słodko śpią
Jeszcze na sposobów sto kryją urodę swą
Nieustanny westchnień cel
Westchnień cel, męskich westchnień cel
Od Nicei aż po Hel, od Nicei po Hel
Zu-Zuzanny jeszcze śpią, jeszcze śpią
Śpią spokojnym snem
Mądre panny, nie ma co
Już ja coś o tym wiem
Łączą w miękki senny gest
Dłonie dwie niby z rymem rym
Zu-zupełnie obcy jest
Wszelki pośpiech im
Wkrótce się niejedna zabieli
Chmurka troski wokół męskich czół
Przez Zuzannę w kąpieli pan niejeden czuł
Serca drżenie i marzenia snu
A chwilowo one śpią, jeszcze śpią
Śpią spokojnym snem
Mądre panny, nie ma co
Już ja coś o tym wiem
Łączą w miękki senny gest
Dłonie dwie niby z rymem rym
Zu-zupełnie obcy jest
Wszelki pośpiech im
Lecz gdy plażę słońca krąg
Będzie miał wreszcie w mocy swej
Zu-Zuzanny spojrzą w krąg
Zu-zuchwale, że hej
Dojrzą wokół panów dość
Lecz i dość koszów bądź co bądź
Zdąży kosza każdy pan od Zuzanny wziąć
Bądź moim natchnieniem,
że świat zmienię przeświadczeniem
pięknym bądź, bo skąd mam je wziąć?
Zły czas unieważnij,
daj blask mojej wyobraźni,
myślom mym bądź jak czuły rym!
Improwizacją kolorową rządź,
ekranizacją moich marzeń bądź.
Bądź grą gdzie co los to fant,
bądź listem na poste restante,
blondynką mi bądź niedużą
i moją wielką muzą!
Ja gram, śpiewam, tworzę,
a ty, hoże me niebożę,
przy mnie siądź,
natchnieniem mym bądź!
Ja jestem facet, co w saksofon dmie,
taką mam pracę, nie najlżejszą, nie,
kłopoty mam w moll i w dur,
potrzeba mi chmur i piór,
by niosły mnie swingu skrzydła,
by fraza mi nie brzydła.
Więc bądź moją muzą
bądź mi blondyneczką niedużą,
w skwar czy deszcz,
co robić masz – wiesz.
Co masz robić – wiesz:
smaż, gotuj, zmywaj, pierz,
a przytul czasem też,
artystom takich muz
potrzeba i już!
Nigdy nie jest tak źle
By powiedzieć, że wiesz
Już wszystko
A nadzieja to jest
Dowcip śmieszny do łez
Suchych łez
Tyle dni, tyle lat była w nas
W codziennej żegludze
Bo kochać bez złudzeń
Nie da się
Nigdy nie jest tak źle
By zapomnieć, że chcesz
Miłości
Szukać jej, wierzyć w nią
To naiwność, to błąd
Zwykły błąd
Przyszła do nas, gdy nie było nic
Żegluga bez celu
Między czernią a bielą
Dotąd - stąd
Coraz bliżej brzeg
Nasz ląd i nasz dom
Tam żeglugi kres
Już widać go stąd
Coraz bliżej brzeg
Dobry sprzyja wiatr
Nasze szczęście w nas
Przed nami nasz świat
Nigdy nie jest tak źle
By powiedzieć, że wiesz
Już wszystko
Nie zaskoczy cię nic
Twa tęsknota już śpi
Martwo śpi
Tyle dni, tyle lat była w nas
W codziennej żegludze
W jesiennej szarudze
Wciąż pod wiatr
Nigdy nie jest tak źle
By zapomnieć, że chcesz
Mieć kogoś
Ten ktoś jest, z tobą jest
I na dobre, na złe
Z tobą jest
Podzielone na pół: radość, ból
W żegludze ku portom
Nadziei aortą
Płynie krew...
Chciałbym umieć
Być jak wiatr
I rozumieć cały świat
Obok drogi
Słuchać długo
Co mi powie
Szelest traw
Chciałbym odejść
Odejść tam
Gdzie naprawdę będę sam
Nad płynącą wolno strugą
Swoich dni obmyśleć plan
Być wszędzie
Gdzie nas nie ma
To temat na poemat
Tam gdzie nas nie ma
Staje czas
Być wszędzie
Gdzie nas nie ma
Tęsknota jest
Jak trema
Wpisuje w schemat
Wolny wiatr
Gdzie mnie nie ma
Pójdę tam
Do stracenia wiele mam
Swą bezsenność w wielkim bloku
Szary bezsens swoich spraw
Kiedyś pójdę
Minę próg
Nagie pole
Siana stóg
Uspokoję swój niepokój
Moja drogą
Wiele dróg
Pomyliłem adres, drzwi
Znów autobus uciekł mi
Za kołnierzem mokry śnieg
Mój cudowny pech
Aż tak źle nie może być
Żeby przestać śnić
Wierzę w swój
Pochyły los
Trzeba brać go wprost
Wiem dobrze
Czasami pech się uśmiecha
Odmienia swe zwyczaje złe
Szukania szczęścia zaniecham
Wierzyłem w nie
Przegrałem nieraz
Czasami pech się uśmiecha
Nie przewiduję, jak i gdzie
Postawię na swego pecha
Znajdę cię
Bogusław Mec Coś śmiesznego Jacek Korczakowski 👉👉👉
Na ogół smutku mamy w bród
Lecz prawie co dzień zdarza się cud
Coś śmiesznego, coś takiego
O czym długo opowiada potem lud
Wciąż nie śpi ktoś, by spać mógł ktoś
W bezsenną noc obmyśla nam coś
Coś śmiesznego, coś takiego,
Że się brzuchy nawet głuchym będą trząść
Znaszli ten kraj, znaszli ten ląd
Gdzie pięknie tak wyrasta żart
Dojrzewa żart, urasta w błąd
Nie pytaj mnie, czy uda się normalnie żyć
Wiem, że jeszcze śmieszniej może być
Jest na to czas, jest wiara w nas
Że jeszcze nam się zdarzy nie raz
Coś śmiesznego, coś takiego
Na co nie wpadł Harold Lloyd, ni bracia Marx
Znaszli ten kraj, znaszli ten ląd…
Więc bawi nas to - póki co
Lecz kiedyś może rozlec się krzyk
Gdy się zdarzy coś takiego
Że ze śmiechu nie pozbiera się już nikt
Coś śmiesznego, coś takiego,
Że ze śmiechu nie pozbiera się już nikt
Ostrygi żarł, dzwoniły mu ostrogi
Przepiórek ślad zostawiał na serwecie
Ach to był czas, to czas był, Boże drogi
I jeszcze dziś, gdy wspomnę, serce łka
Szesnaście dań, trzy zupy, cztery mięsa
Na wety zaś melony i arbuzy
A potem noc, pijany puchar szczęścia
Przez jeden rok folwarki poszły dwa
Gdzie moja junost, gdzie mój restoran
Gdzie te homary i gdzie wina dzban
Gdzie stary cygan, gdzie rotmistrza wąs
Szału buzdygan i rozpusty pląs
Gdzie moja junost, gdzie mój restoran
Gdzie te szampany i gdzie zmysłów tan
Szlag wszystko trafił, trafił, nie trafił
Nie zadźwięczy szkło
Z kim tu się napić? - Dno serdeńko, dno
Ty duszko wiedz, ja tobie szczerze mówię
Urody blask me całe ciało krasił
Brylancik był i futra i obuwie
Przez jedną noc ja miałam randki trzy
U moich stóp jak psy się oni wili
Mówiłam precz i w łeb sobie strzelali
Bukiety róż od rana mi znosili
A jeden z nich pod oknem wył
Trzy, sześć, sześć, sześć, sześć dni
Poniedziałek, wtorek, środa
Czwartek, piątek, w wolną sobotę
To była pracująca, ty durny
Gdzie moja junost...
A dzisiaj, cóż, ja jestem emerytka
Ostatni mąż z państwowej żył posady
Dorobił się, by nie powiedzieć brzydko
Ruptury i na spodniach paru łat
Stójkowy mnie co jakiś czas nachodzi
Obywatelka gra na patefonie
To ja się pytam – co to komu szkodzi
Że ktoś wspomina swej młodości kwiat
Każda miłość w końcu ma swój kres
Są mężczyźni, których stać na gest
Przy rozstaniu wręczą bukiet róż
Zwrócą klucz i adieu
Różnie takim w życiu wiedzie się
Smutek kryją w sercu gdzieś na dnie
Z żalu wzdycha, a nie powie nic
Ma ten gest, ma ten styl
A ty wrócisz, wrócisz, wrócisz, wrócisz
Wszystko rzucisz, wrócisz ja wiem
Będziesz kłamał i skakał, i błagał, i płakał
I przepraszał będziesz mnie
Będziesz nudził, nudził, nudził, nudził
Ze snu budził, skomlał aż po świt
Będziesz chodził i zwodził, i groził
I prosił - przebacz mi
Może wpadnie mi do głowy plan
Że spodoba mi się inny pan
Twoje rzeczy w mig ozdobią sień
Ma swój wdzięk taki pan
Gdy mi z tamtym panem będzie źle
Nie poskąpię nad mym losem łez
Sprzątnę i uchylę znowu drzwi
Ludzie w śmiech, taki wstyd
Czekamy na wyrok
Czy będzie tak
Czy krwawą szmirą
Skończy się czas
Nie wierzę, nie wierzcie
Że dobry jest los
Ogromna jest przestrzeń
W niej umiera nasz głos
Czekamy na wyrok
Bezsilni jak pył
Pancernym motylom
Potrzebny dym
Codzienność jest szara
Banałem jest lęk
I zbrodnia, i kara Utraciły swój sens
Każdy chce żyć bez strachu ciężkich chmur
Czasem braknie sił lęk dźwigać dzień po dniu
Zawsze tkwi w źrenicy cierń
Kiedy kocham, jem, kiedy śpię
Uciec w niepamięć nie da się
Nadzieja się spala
Słyszycie ten jęk
I zbrodnia, i kara
Straciły swój sens
Czekamy na wyrok
Gdy niemy jest sąd
Czy zbawi nas miłość
Czy zabije czyjś błąd
Każdy chce żyć...
Czekamy na wyrok
Nasz głos - mysi pisk
Czy świata zawiłość
Zmieni się w wielki błysk... Majka Jeżowska, Krystyna Prońko, Piotr Schulz