Andrzej Bogucki i Chór Czejanda
Kilka słów serdecznych Kazimierz Winkler
Rano startuję z wypchaną torbą listów
A razem ze mną pociągów biegnie gwizd
Ludziom roznoszę no po prostu wszystko
Radość i smutek zamknięte w biały list
Kilka słów serdecznych
W kopercie z małym znaczkiem
Rozchmurzy twoje oczy
Radością w nich zapłonie
I jakaś ona o nim
Pomyśli z biciem serca
I jakiś on z westchnieniem
Powróci myślą do niej
Bo kilka słów z daleka
Masz ciągle przed oczami
A kiedy noc nadejdzie
Przeczytasz je wśród gwiazd
Te słowa są serdecznym
Pomostem między wami
Posyłam ci swe serce
PS i słońca blask
Z piętra na piętro, z ulicy na ulicę
Dzień dobry - właśnie oczekiwany list
Wiosna czy jesień, październik czy tam styczeń
Uśmiech przynoszę, otworzyć proszę drzwi...
Na pewno znasz, miły przechodniu
Ten dawny wdzięk starych uliczek
Kiedy mrok otula miasto
Gasząc słońca nikły blask
Kroki twe w uliczce cichej
Budzą ze snu cienie lat
I znowu walc naszej babuni
Kołysze nas w sennej zadumie
I płynie wśród gazowych lamp
Jak serca rytm ten dawny walc
Przez siwy zmierzch starych uliczek
Chór Czejanda Jedziemy na wczasy Jan Szczerbiński (Marek Sart)
Po szynach wagony ze wszystkich stron świata
We wszystkie mkną strony do słońca, do lata
W wagonach tych ludzie
Po pracy, po trudzie
Śpiewają melodię tę
Jedziemy na wczasy z piosenką
Do lasów, nad morze, do gór
Więc miastom na drogę skiń ręką
Niech wznoszą się dalej do chmur
Jedziemy po szynach w błękity
Po drodze stalowej bez złud
Świat w słońce i kwiaty spowity
To przecież nie żaden cud
Świat w słońce i kwiaty spowity
To przecież rąk naszych trud
Za oknem wagonu przez pięć linii drutów
Jaskółki, jak gamy składają się w nuty
Ktoś nagle w zachwycie
Te nutki pochwycił
I piosnka powstała ta
Jedziemy na wczasy z piosenką
Do lasów, nad morze, do gór
Więc miastom na drogę skiń ręką
Niech wznoszą się dalej do chmur
Jedziemy po szynach w błękity
Po drodze stalowej bez złud
Świat w słońce i kwiaty spowity
To przecież nie żaden cud
Świat w słońce i kwiaty spowity
To przecież rąk naszych trud
Jedziemy na wczasy z piosenką
Po drodze stalowej bez złud
Świat w słońce i kwiaty spowity
To przecież nie żaden cud
Świat w słońce i kwiaty spowity
To przecież rąk naszych trud
Któż nie kochał się w kobiecie choćby raz
Każdy w sercu miłość dla niej miał
Wydarzyło się, że właśnie wszystkich nas
Ach, wszystkich czterech ten opętał szał
Szał to był tak dziwny, niesłychany
Ona jedna, czterech nas i mgła
W naszych oczach tęsknie rozkochanych
Kocham ją - i ja, i ja, i ja
W każdym z nas, pomyślcie, jeszcze dziś
Dla niej serce w piersi drży, jak liść
Taka, ot, skromniutka, drobna, mała
Nie wiem, jak, lecz stało się i już
Wszystkich nas w niewolę swą zabrała
Teraz żyć już bez niej ani rusz
Ja chodziłem do teatru zawsze z nią
Ja do kina i na dancing też
Ja pisałem dla niej wiersze własną krwią
Ja się chciałem żenić z nią, wszak wiesz
Każdy chciał, lecz śmiała się nam w oczy
To chwilami była nawet zła
Tyś się na mnie dwa tygodnie boczył
Oświadczyłeś się, no tak, i ja, i ja, i ja
W każdym z nas, pomyślcie, jeszcze dziś
Dla niej serce w piersi drży, jak liść
No i raz, pomyślcie, przyszła do nas
Rzekła nam: odjeżdżam, czołem, cześć
Wrócę i zostanę tego żoną
Który mi zaśpiewa cudną pieśń
Tęskno tak ogromnie było za nią nam
Każdy w sercu miłość dla niej miał
Każdy z nas na świecie czuł się teraz sam
Bo każdy z nas za żonę mieć ją chciał
Szał to był tak dziwny, niesłychany
Ona jedna, czterech nas i mgła
W naszych oczach tęsknie rozkochanych
Kocham ją - i ja, i ja, i ja
Mija czas, tak bardzo nam jej brak
Chciała pieśni, więc śpiewajmy tak
Stał się cud, panienka nasza mała
Właśnie dziś wróciła na nasz zew
Wprost z wesela do nas przyjechała
Męża ma i kocha go, psiakrew Obrazy: Marcel Dyf
Przez las, gdzie wiatr sosny kołysze do snu
Wśród wzgórz, gdzie dymi biała mgła
Przez las, ciepłą dróżką puszystą od mchu
Dziś znów powraca miła ma
O, słyszę na dróżce znajomy jej krok
Gdy w chmurach zagaśnie ostatni już blask
I aby zielony nie trwożył jej mrok
Będziemy już razem wędrować przez las
Przez las, gdzie przydrożny czerwieni się głóg
Przez las, powraca miła ma
Nie raz u rozstajnych spotkamy się dróg
Gdy wiatr, gdy wiatr poczyna grać...
Fala falę, fala falę goni
Księżyc płynie z falą i nie tonie
W naszej sieci nie ma ryb
Stary ojciec będzie zły
Gdy nas w domu ujrzy po powrocie
Ajajaj
To rybacka skarga, której nikt nie słucha
Ajajaj
Któż siwego ojca teraz udobrucha
Pusto w naszej starej, dobrej sieci
Rybia łuska srebrem w niej nie świeci
Tylko jeden mały dorsz
Schował się na łodzi dno
I się cieszy, że jest sam bez flądry tam...
Chór Czejanda Miłość wschodzi jak słońce Kazimierz Winkler
Zdawałoby się, że oczy, cóż, jak oczy
Zielone albo siwawe tak jak zmierzch
A przecież właśnie w nich i tylko w nich migocze
Iskierka, która tak bliska sercu jest
Zdawałoby się, że włosy, cóż, jak włosy
A przecież kiedy od Wisły dmuchnie wiatr
To tak falują i tak złocą się jak kłosy
W rosnącym świetle zbudzonego dnia
Bo miłość wschodzi jak słońce
Ogarnia ciepłem, zapala w oczach blask
Odtąd nie zegar, lecz serca dwa bijące
Odmierzać będą wspólny czas
I jesień wtedy weselsza
Każdy człowiek to najbliższy przyjaciel
Każde słowo, dźwięk każdy melodią zagra wiersza
Usłyszycie, gdy się sami zakochacie
Zdawałoby się, że człowiek tak jak każdy
A przecież właśnie z nim łączyć chcesz swój los
Pracować razem i spoglądać razem w gwiazdy
A o miłości swej mówić w oczy wprost
Zdawałoby się, że wszystko kiedyś było
I tyle uczuć potężnych zna już świat
A jednak trafisz i ty także na swą miłość
Na swojej Julii czy Romea ślad