Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomorski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomorski. Pokaż wszystkie posty

Jaskółka - Osip Mandelsztam


Ласточка - Jaskółka

Osip Mandelsztam - Adam Pomorski

Nie wiem, co chciałem mówić, słowa zapomniałem.
Do zjaw pałacu ślepa jaskółka powróci
Ze skrzydłami ściętymi, przezroczystym ciałem
Noc w niepamięci swą piosenkę nuci.
Nieśmiertelnik nie kwitnie. Ptaków się nie słyszy.
Koni wśród nocy przezroczysta grzywa.
Płynie po rzece puste czółno ciszy,
A słowo niepamięci wśród świerszczy zażywa.
Wydźwiga się jak namiot czy świątyni stropy,
By nagle obłąkaną upaść Antygoną,
Lub jak martwa jaskółka rzucić się pod stopy
Ze stygijską czułością i wicią zieloną.
Gdybyż jasnowidzący wstyd przywrócić rękom,
Wypukłą radość poznawania.
Tak bardzo się Aonid łkania lękam,
Rozziewu, mgiełki, podzwaniania.
W palcach śmiertelnych dźwięk się staje ciałem,
Kochać, poznawać - wszystko to w ich mocy.
Ale ja nie pamiętam, co powiedzieć chciałem,
A myśl bez ciała wróci do pałacu nocy.
Tylko szeptać od rzeczy sądzono z pośpiechem
Jaskółce, przyjaciółce, Antygonie...
Dzwonienia stygijskiego przypomnienie echem
Jak czarny lód na wargach płonie.

Wenus - Nikołaj Gumiłow


Agnieszka Chrzanowska
Wenus

Nikołaj Gumiłow
На далекой звезде Венере

Adam Pomorski, Witold Dąbrowski

Na dalekiej planecie Wenus
Słońce świeci stokroć złociściej,
Tam na Wenus, ach, tam na Wenus
Drzewa mają błękitne liście.

Śpiewne, nieujarzmione wody,
Wodospady, gejzery, rzeki
W dzień śpiewają wolności ody,
W nocy świecą jak ognik lekki.

Tam na Wenus, ach, tam na Wenus
Nie ma władczych słów ani szorstkich,
Bo narzecze aniołów z Wenus
Same tylko zna samogłoski.

Jeśli mówią ea i ai -
Jest obietnic w tym słodkie drżenie,
Uo, ao - o starym raju
Pozłocistym nęci wspomnieniem.

Tam na Wenus, ach, tam na Wenus
Przedśmiertnego nie ma cierpienia,
Jeśli kto umiera na Wenus -
To się w parę wodną zamienia.

I wędrują złotawe dymy
W chaszczach zmierzchu błękitniejących
Lub jak dobrotliwe pielgrzymy
Nawiedzają jeszcze żyjących.

Fragm. wiersza "Las" - "Лес"

A to było, a to było w owe lata,
Z których śladu nie zostało w pustce świata,

A to była, a to była ta kraina,
Która nawet we śnie się nie przypomina.

Może las ten, to jest dusza twoja,
Może las ten, to jest miłość moja,

Umierając może właśnie tego czasu,
Odejdziemy razem do owego lasu.

Może las ten, to jest dusza twoja,
Może las ten, to jest miłość.

Obrazy: Francois Fressinier

List do matki - Siergiej Jesienin


List do matki - Письмо матери

Adam Pomorski


Żyjesz jeszcze, moja starowinko?
I ja żyję. Kłaniam ci się, kłaniam!
Niech rozlewa się nad twą chatynką
Ta nieziemska jasność przed zmierzchaniem.

Napisali mi, że kryjesz trwogę,
Że się o mnie trapisz niepokojem,
Często też wysuwasz się na drogę
W staromodnym kaftaniku swoim.

I w tym zmroku szafirowo-ciemnym
Jedno się zwiduje nad rozdrożem:
Jakby w porachunku gdzieś karczemnym
Pchnął mnie ktoś pod żebro fińskim nożem.

Cóż ci to, rodzona? Dajże spokój!
Wstrętny majak tak ci się napiera.
Już nie taki ze mnie podły opój,
Co bez ciebie Bóg wie gdzie umiera!

Jestem cichy tak jak byłem. Nie inaczej
Marzę tylko i jedynie o tym,
Żebym prędzej już po dniach rozpaczy
Dom niziutki ujrzeć mógł z powrotem.

Wrócę tam, gdy znowu wiosną stanie
Ogród nasz w białości rozpostarty.
Tylko ty już teraz przed świtaniem
Nie budź mnie jak przed ośmioma laty.

Nie budź tego, co się przemarzyło,
Nie mąć snu, co w prawdę się nie zmienia —
Nazbyt wcześnie mi się przydarzyło
Zaznać i zatraty, i znużenia.

Nie ucz mnie też modlić się. To rzecz nie moja.
To, co zgasło, to musiało zgasnąć.
Tyś mi jedna pomoc i ostoja,
Tyś mi jedna ta nieziemska jasność.

Wyrzuć więc z pamięci swoją trwogę,
Nie myśl o mnie z takim niepokojem.
I już tak nie wychodź na tę drogę
W staromodnym kaftaniku swoim.

Tristia - Osip Mandelsztam

Inna Czurikowa
Romans z filmu "Moskiewska saga"

Osip Mandelsztam - Tristia


Adam Pomorski

Pojąłem, czego uczy mnie rozstanie
W nocnych lamentach z włosem potarganym.
Przeżuwa wół i dłuży się czekanie —
Wigilij miejskich mija czas nad ranem.
Tamtej koguciej spełniam obrzęd nocy:
Wędrówki ból się na powiekach wieszał
I w dal patrzały zapłakane oczy,
Ze śpiewem Muz kobiecy płacz się mieszał.

Któż może wiedzieć słysząc o rozstaniu,
Jakiej rozłąki zaznać nam sądzono,
Co wieści kogut piejąc o świtaniu,
Gdy w Akropolu jeszcze ognie płoną,
A kiedy wschodzi jakieś nowe życie,
W sieni leniwie żuje wół w pomroce,
Czemuż to kogut głosząc nowe życie
Na murach miejskich z krzykiem się trzepoce?

Mnie także miłe obyczaje przędzy:
Wrzeciono bzyka, snuje nić czółenko.
A na spotkanie, patrz, jak puch łabędzi
Już bosą nóżką Delia frunie miękko.
Ach, kanwa życia jak szarzyzną nuży,
Mowa radości jakże jest uboga!
Wszystko już było, wszystko się powtórzy,
Jedynie chwila poznawania błoga.

Niech przezroczysta jawi się figurka
W czystym naczyniu z wypalonej gliny
Jak popielicy rozpostarta skórka,
Nad woskiem skroń pochyla się dziewczyny.
Nie nam się godzi wróżyć o Erebie,
Kobietom wosk, mężczyznom spiż przystoi.
Nam śmierć na wojnie przeznaczono w niebie,
One przy wróżbie umierają swojej.

Życie to oszustwo - Siergiej Jesienin

Жизнь - обман...
Życie to oszustwo...

Adam Pomorski


Życie to oszustwo - czar z udręką,
A dlatego pełne mocy takiej,
Że to ono swą grubiańską ręką
Przeznaczenia wypisuje znaki.

Zamykając oczy więc powtarzam:
Niech wzruszenie w sercu się obudzi,
Życie to oszustwo, lecz się zdarza,
Że cię szczęścia pozorami łudzi.

Księżycowi z dala w twarz spoglądaj,
I z siwego losy wróżąc nieba,
Śmiertelniku, ucisz się, nie żądaj
Owej prawdy, której ci nie trzeba.

Dobrze jest w zawiei czeremchowej
Myśleć sobie, że to życie - ścieżka.
Przyjaciele odwrócili głowy,
Przyjaciółka zdradzić nie omieszka.

Czułych jeszcze nie żałują zwrotów,
Złe języki ostrzą niby brzytwy -
Ja na wszystko z dawna jestem gotów,
I wszystkiego obojętnie zwykły.


Mróz przenika na tych wyżyn zimnie,
Światło gwiazd mi ciepła nie udzieli.
Tych, których kochałem, nie ma przy mnie,
Ci, którymi żyłem - zapomnieli.

Tak czy siak, ścigany, odpychany,
Zapatrzony w zorzy płomienisko,
Na tej ziemi, bliskiej i kochanej,
Temu życiu dzięki ślę za wszystko.

Już nie błąkać się po burzanach - Siergiej Jesienin

Andrew Atroshenko
Не бродить,
не мять в кустах багряных...


Adam Pomorski

Już nie błąkać się, już po burzanach
Krwawych ziół nie szukać wiatru w polu.
Ze snopami włosów twych owsianych
Cicho się prześniłaś i bez bólu.

Z tym na skórze ciemnym sokiem jagód,
Najpiękniejsza, najdelikatniejsza,
Cała byłaś jak różowy zachód,
Od białego śniegu promienniejsza.

Zwiędły oczy, osypały się w ziarenka,
Drobne imię roztajało dźwiękiem,
Zachowała szala fałda miękka
Miodny zapach twej niewinnej ręki.

Gdy się zorza w przedwieczorną ciszę
Niby kot na dachu wylizuje,
To o tobie gwarzy woda, słyszę,
W pustych ulach z wiatrem pogwizduje.

Choćby wieczór szeptem jął się dziwić —
Byłaś tylko pieśnią i marzeniem —
Ten, kto zmyślił twe ramiona, giętką kibić,
Tajemnicę jasną musnął tchnieniem.

Już nie błąkać się, już po burzanach
Krwawych ziół nie szukać wiatru w polu.
Ze snopami włosów twych owsianych
Cicho się prześniłaś i bez bólu.

Motywy perskie - Siergiej Jesienin


Сергей Безруков. Стихи Сергея Есенина

Siergiej Biezrukow. Wiersze Siergieja Jesienina

Я спросил сегодня у менялы,
Что дает за полтумана по рублю,
Как сказать мне для прекрасной Лалы
По-персидски нежное «люблю»?

Я спросил сегодня у менялы
Легче ветра, тише Ванских струй,
Как назвать мне для прекрасной Лалы
Слово ласковое «поцелуй»?
И еще спросил я у менялы,
В сердце робость глубже притая,
Как сказать мне для прекрасной Лалы,
Как сказать ей, что она «моя»?

И ответил мне меняла кратко:
О любви в словах не говорят,
О любви вздыхают лишь украдкой,
Да глаза, как яхонты, горят.

Поцелуй названья не имеет.
Поцелуй не надпись на гробах.
Красной розой поцелуи веют,
Лепестками тая на губах.

От любви не требуют поруки,
С нею знают радость и беду.
«Ты моя» сказать лишь могут руки,
Что срывали черную чадру.

Zapytałem dzisiaj straganiarza,
Swą nieśmiałość w sercu kryjąc płochym,
Jak po persku słowem się wyraża —
Pięknej Lali jak powiedzieć: kocham?

Zapytałem dzisiaj straganiarza
Lżej niż wiatr, niż Wanu fal rysunek,
Jak po persku słowem się wyraża,
Pięknej Lali jak powiedzieć: pocałunek?

Zapytałem dzisiaj straganiarza,
U którego pół tumana ruble stoją,
Jak po persku słowem się wyraża —
Pięknej Lali jak powiedzieć, że jest moją?

Odpowiedział mi straganiarz z cicha:
O miłości mówić nie sądzono,
O miłości się ukradkiem wzdycha,
Tylko oczy jak rubiny płoną.

Pocałunek nie wie, co to imię,
Pocałunek nie nagrobny kamień.
Pocałunki tchną różami czerwonymi
I na wargach rozwiewają się płatkami.

Miłość nie przyjmuje słów w poręce,
Radość w niej i rozpacz się zwarły.
„Moja” – mogłyby powiedzieć ręce,
Co zdzierały z twarzy czador czarny

Ты сказала, что Саади
Целовал лишь только в грудь.
Подожди ты, Бога ради,
Обучусь когда-нибудь!

Ты пропела: «За Ефратом
Розы лучше смертных дев».
Если был бы я богатым,
То другой сложил напев.

Я б порезал розы эти,
Ведь одна отрада мне —
Чтобы не было на свете
Лучше милой Шаганэ.

И не мучь меня заветом,
У меня заветов нет.
Коль родился я поэтом,
То целуюсь, как поэт.

Powiedziałaś, moja droga:
Tylko w pierś całował Saadi.
Ach, poczekaj, w imię Boga,
Nauczę się, nie ma rady.

Wyśpiewałaś: Za Eufratem
Róże piękniejsze od panien.
Gdybym ja był kimś bogatym
Inne złożyłbym śpiewanie.

Róże posiekałbym zaraz —
Jedna mi pociecha przecie,
By piękniejszej nikt nie znalazł
Niźli Szagane na świecie.

Prawem nie dręcz mnie, kobieto,
Przykazań się nie pilnuję.
Urodziłem się poetą
I jak poeta całuję.

Шаганэ ты моя, Шаганэ!

Потому что я с севера, что ли,
Я готов рассказать тебе поле,
Про волнистую рожь при луне.
Шаганэ ты моя, Шаганэ.

Потому что я с севера, что ли,
Что луна там огромней в сто раз,
Как бы ни был красив Шираз,
Он не лучше рязанских раздолий.
Потому что я с севера, что ли?

Я готов рассказать тебе поле,
Эти волосы взял я у ржи,
Если хочешь, на палец вяжи —
Я нисколько не чувствую боли.
Я готов рассказать тебе поле.

Про волнистую рожь при луне
По кудрям ты моим догадайся.
Дорогая, шути, улыбайся,
Не буди только память во мне
Про волнистую рожь при луне.

Шаганэ ты моя, Шаганэ!
Там, на севере, девушка тоже,
На тебя она страшно похожа,
Может, думает обо мне...
Шаганэ ты моя, Шаганэ!

Szagane, moja ty Szagane,
Ja z Północy, to dlatego może
Falujące opowiadam ci zboże,
O księżycu nad polem we śnie,
Szagane, moja ty Szagane.

Ja z Północy, to dlatego może,
Że tam księżyc sto razy większy,
Choćby Szyraz był najpiękniejszy,
Zawsze piękniej w riazańskim przestworze:
Ja z Północy, to dlatego może.

Falujące opowiadam ci zboże,
Ja te włosy wziąłem od żyta,
Jeśli zechcesz, na palec chwytaj,
Żaden ból mnie dotknąć nie może,
Falujące opowiadam ci zboże.

O księżycu nad polem we śnie
Pomyśl, bawiąc się moim kędziorem,
I uśmiechaj się do mnie wieczorem,
Tylko pamięć pozostaw na dnie
O księżycu nad polem we śnie.

Szagane, moja ty Szagane,
Na Północy też jest dziewczyna,
Co tak bardzo ciebie przypomina,
Może także pamięta mnie…
Szagane, moja ty Szagane.

Przełożył: Adam Pomorski

Nigdym taki zmęczony nie był - Siergiej Jesienin


Я усталым таким еще не был

Adam Pomorski


Nigdym taki zmęczony nie był.
W ten ziąb szary i ślizgawicę
Śniło mi się riazańskie niebo
I to moje niezdarzone życie.

Wielu byłem kobietom miły
I jam także niejedną kochał.
Czy dlatego mi ciemne siły
Podsuwały cierpki alkohol?

Nieskończoność pijackich nocy
I zgryzota, co z nich wyziera!
Czy dlatego mi robak oczy
Jak niebieskie liście wyżera?

Żadna zdrada już nie przeraża
I nie cieszą łatwe zwycięstwa.
W szarą barwę się przeobraża
Tamtych włosów złocista gęstwa.

Przeobraża się w popiół i wodę,
Gdy jesienna cedzi pluchota.
Cóż mi po was, moje lata młode —
Wracać do was mi nie ochota.
Bezcelowych udręk mam dosyć
I z przedziwnym uśmiechem w oku
W lekkim ciele lubię unosić
Umarłego światłość i spokój....

Od zamtuza się wlec do zamtuza —
Teraz nawet i to rzecz łatwa.
W betonowych przyrodę kluzach
W bezpieczeństwa wiążemy kaftan.

Tymże jestem posłuszny prawom,
Obłęd gaśnie dawnym zapałem.
Ale nadal kłaniam się trawom,
Tamtym polom, które kochałem,

Tamtym stronom, gdziem rósł pod klonem,
Gdzie igrałem na żółtej łące.
Wróblom kłaniam się dziś i wronom,
Sowie, w ciemną noc szlochającej.

Krzyczę do nich w wiosenne dale:
„Ptaki miłe, w drżącym przestworzu,
Nieście wieść, że skreślam skandale —
Niech przynajmniej wiatr dziś zadaje
Cios za ciosem pod żebra zbożu".

Śni się sen... - Siergiej Jesienin

Jesienin - 2005
Вижу сон

Adam Pomorski

Śni się sen. Droga bita.
Biały koń. Rwą kopyta.
I przez noc na tym koniu
Jedzie miła po błoniu.
Jedzie, jedzie do rana,
Miła, a niekochana.

Ech, ty, brzozo ruska!
Wąska droga-dróżka.
Przed miłą, przed snem płochym,
Dla tej jednej, którą kocham,
Rozkrzyżuj się konarami
Jak zwinnymi ramionami.

Świeci miesiąc. Sen po lesie.
Dobry koń drogą niesie.
Blask tajemnej godziny
Jak dla jednej jedynej,
W której taż światłość świeci,
Której nie ma na świecie.

Chuligan ja, chuligan,
Z tego się nie wymigam.
Choć wierszem się upiję,
Lecz serca nie zabiję,
Za te ruskie brzozy w drodze
Z niekochaną się pogodzę

Jedna mi została zabawa - Siergiej Jesienin

Jesienin - 2005

Aleksandr Malinin, Siergiej Biezrukow
Мне осталась одна забава

Adam Pomorski


Jedna mi została zabawa:
Cztery palce do ust — i świstaj!
Poszła o mnie marna osława,
Żem rozpustnik i skandalista.
Śmiechu warte! A to ci trwoga!
Za ten cały męt i niedosyt,
Wyruszając z nim w strony inne,
Chcę w ostatnią godzinę prosić
Tych, co będą czuwali przy mnie —

Za te wszystkie śmiertelne grzechy,
Niedowiarstwo, życie hulaszcze,
Popod ruską ikoną niechby
Dali umrzeć w chłopskiej rubaszce.

Też zmartwienie — na płacz się zbiera.
Wstyd mi dziś, że wierzyłem w Boga,
Gorzko mi, że nie wierzę teraz.

Ech, wy, złote, dalekie dale!
Świat w powszednim ohydztwie gaśnie.
Ta rozpusta i te skandale
Były po to, bym płonął jaśniej.

Dar poety — radlić i pragnąć. 
Przeznaczenia znaczy go pieczęć.
Białą różę z ropuchą czarną
Na tej ziemi chciałem zaręczyć.
Nie sprawdziły się, nie ziściły
Te marzenia wiosny różowej.
Że się diabły w duszy gnieździły —
Więc mieszkali też aniołowie.

Grajże, graj... - Siergiej Jesienin


Пой же, пой. На проклятой гитаре...

Adam Pomorski


Grajże, graj. Po gitarze przeklętej
W półkolistym palce mkną ruchu.
Raz zadusić by się tym mętem,
Mój ostatni, jedyny druhu.

Nie patrz się na jej bransolety
I ramiona spływające atłasem.
Chciałem szczęścia od tej kobiety,
Niespodzianie zagładę znalazłem.

Nie wiedziałem, że miłość — zaraza.
Nie wiedziałem, że miłość — dżuma.
Tylko oczy zmrużyła — od razu
W chuliganie rozsądek umarł.

Grajże, druhu. Po wieku długim
Wskrześ nam świtu bujną urodę.
A ta niech się całuje z drugim,
Ścierwo takie, piękne i młode.

Ach, poczekaj. Ja jej nie ubliżę.
Ach, poczekaj.
Ja nie przeklnę jej słowem.
Daj, o sobie ci zagram — najniżej,
Na tej jednej strunie basowej.

Z dni kopuły różowość spływa.
Złote sny noszę w sercu-torbie.
Wielem dziewczyn już obmacywał,
Wielem ściskał po kątach kobiet.

Tak! jest gorzka tej ziemi prawda,
Podpatrzyłem chłopięcym okiem:
Po kolei psy z dawien dawna
Liżą sukę cieknącą sokiem.

No i czegóż bym takiej zazdrościł,
No i czegóż łzami bym kropił.
Życie nasze — wyro i pościel.
Życie nasze — pocałunek i w topiel.

Grajże, graj! W tym tragicznym dymie
Rozmach ręki w tragiczną godzinę.
Tylko wiesz, co ci powiem? Chuj z nimi.
Ja tam nigdy, bracie, nie zginę.