Pytasz mnie, jak powstrzymać ten czas
Pędzi tak, jakby wpadł w jakiś trans
Powiem ci, na ciężkie czasy
Horacy radził tak, radził tak 👉👉👉
Chwytaj dzień
Tak by znaleźć swój rytm
Chwytaj dzień
Ciesz się chwilą i żyj
Zawsze idź za głosem serca
A dojdziesz tam, gdzie chcesz
Tam, gdzie chcesz
Chwytaj dzień
Z całej siły go łap
Chwytaj dzień
Aby czuć życia smak
Nie martw się o własny finał
I klaruj wina swe
Chwytaj dzień
Apoteozę świata w domu sobie zrób raz-dwa
I pod narkozą nieba pięknie, lekko trwaj i trwaj
Nie kochaj się w przedmiotach, nie pożądaj zła
Trzymaj się w życiu tego, co nietrwałe
Co łagodne, co pogodne, co ci w duszy gra
Patrz poranek już i pora kończyć zabawę
Nad parkietem kurz, ostatni grają nam hit
Zanim więc rozpłynę się we mgle
Zapamiętaj, że
Mam na każdą noc dostępu, inny kod
84790*5
Do sejfu marzeń i snów jedyny klucz
Jedno zaklęcie
I wierzę święcie, że to będzie raj i już
Kraina wrzosów i róż, ocean burz
W moim talencie
Świat zwariował i w cyfrowej płynie powodzi
Jak policzyć dni, które wyznaczył los
Zanim więc odlecieć przyjdzie nam
Do błękitnych sań
Wbijam na ten lot dostępu, nowy kod
Zbigniew Wodecki Dobrze, że słońce
Leszek Aleksander Moczulski
Dobrze, że słońce, dobrze,że deszcz
Dobrze,że jesteś, być ze mną chcesz
Dobrze, że w życiu jak chleb jak sól
Dobrze, że radość, nawet,że ból
Dobrze pomilczeć wśród ciszy i burz
Zacząć od nowa, co było już
Jestem dla ciebie
Jesteś dla mnie ty
Wiem to na pewno
To co wiesz i ty
I cisza
Po to serce i niebo jest tu
By powiedzieć, że tym wszystkim
Że tym wszystkim jesteś ty
Cisza mówi
Wszystko mówi
Dobrze, że jesteś...
Jesteś mym o życiu snem
Akacjami, różą, bzem
W dłoniach srebrną wstążką mgły
Jesteś ty, tylko ty
Tylko ty - powtarza wiatr
Bo usłyszał, no i skradł
Skradł piosenkę z sylab kilku
Tylko ty...
Tylko ty księżyca blask
Gasisz, każąc, żeby zgasł
Na twój rozkaz świerszcze milkną
Tylko ty, ty jedna masz
Wstążkę z mgły, z nocy płaszcz
I w turkusy zamieniasz łzy
Tylko ty...
Tylko ty
Wierzysz wciąż z całych sił
Że nie świt to a gwiezdny pył
I że w porę się nam zdarzyła ta miłość
Wiem, że obok jesteś tuż
Choćby siedem gór i mórz
Chociaż głos w słuchawce drży
Jesteś ty, tylko ty
Z nieba sfruwa Wielki Wóz
Bo chcesz, żeby piosnkę zwiózł
Tę piosenkę z sylab kilku
Tylko ty...
Tylko ty naprawdę wiesz
Jak radosny bywa zmierzch
Jak się cieszyć każdą chwilką
Tylko ty, ty jedna masz
Wstążkę z mgły, z nocy płaszcz
I w turkusy zamieniasz łzy
Tylko ty...
Tylko ty
Wierzysz wciąż z całych sił
Że nie świt to a gwiezdny pył
I że w porę się nam zdarzyła ta miłość
Sobą być
Jak słowa - słowem, twarzą - twarz, żartem - żart
Nie dzielić prawd pół na pół
Nie wyprzeć się nim trzeci kur
I najmniej słów rzucać możnym do stóp na wiatr
Drogą iść najzwyklejszą z dróg
Lecz co dziś zostaje z tego nam?
Sobą być
Jak drzewo - szumem, wilkiem - noc, nocą - wilk
Samotnie tak brnąć wśród słów
I krzykiem własne płoszyć sny
Bo innych prawd ktoś na murach nie pisze już
Lśni żałosny miesiąca grosz
Lecz co dziś zostaje z tego nam?
Płacimy za Ewy błąd, zły gust
Liczymy Adama dług, za gest ponad stan
Bo innych prawd ktoś na murach nie pisze już
Lśni żałosny miesiąca grosz
Lecz co dziś zostaje z tego nam?
Płacimy za cudzy szlem, bez kart
Liczymy na losu żart nowy
Płacimy za Ewy błąd...
Płacimy
Za to, co już za mgłą
Liczymy na tych, co są i chcą sobą być...
Zbigniew Wodecki
Już teraz sam
Janusz Kondratowicz
Już teraz sam, sam
Świat biorę w ramiona, jaki jest
Już teraz sam, sam
Odkrywam pejzaże chwil i miejsc
Sam rzucam się w nurt innych spraw
Lecz ty budzisz mnie
Jak kiedyś ty, ty
Wracają obrazy z dawnych lat
Mijają dni, dni
I w oczach pięknieje cały świat
Znów widzę dom, otwieram drzwi
I ty stoisz w nich - nieśmiała
Jest w tobie światło
Jest w tobie cień
Jest pamięć moja, niepamięć
Szalony biegnę w za krótki sen
Jest w tobie światło
Jest w tobie cień...
Już teraz sam, sam
Tak żyję, by został tylko ślad
Już teraz sam, sam
Nie liczę sukcesów ani strat
Wiem, czego chcę, nie patrzę wstecz
Lecz ty budzisz mnie, ty budzisz mnie
W ziemi gwera rdza zeżera
Oręż dziadzia oficera
Szabla smętnie w pochwie drzemie
Wspominając dawne plemię
Hand-granaty – dar od taty
Zawinięte pięknie w szmaty
Marzą, leżąc na podeście
Żeby się rozerwać wreszcie
Masz gotowość i masz wolę
Żeby jutro ruszyć w pole
I przywalić z siłą gromu
Tylko w mordę nie ma komu
Trwoga, ludzie, wielka trwoga
Trzeba nam wyznaczyć wroga
Bo inaczej, Panie, Pany
Same się powyrzynamy
Ociepliła się historia
Wszędzie miłość i euforia
Nikt nikogo nie opluje
Tylko cięgiem negocjuje
Jakieś kurde konsensusy
Interesy robią Rusy
Drepcze Szwab przyjaźni mostem
Już mu przeszło "Drang nach Osten"
Czasem jakiś Osetyńczyk
Wyjmie z szopy karabińczyk
A świat robi się na bóstwo
Wszędzie ruja i poróbstwo
Trwoga, ludzie...
Więc przed laskę marszałkowską
Naród składa z wielką troską
Apel - niech się w Sejmie ziści
Podkomisja nienawiści
Lecz nim dali to pod głosy
Już targali się za włosy
Więc chwilowo rada w radę
Ustaliliśmy z sąsiadem
Że od środy on mi wrogiem
Do soboty ja mu mogę
A w niedzielę, jak w niedzielę
Spotykamy się w kościele
Czujesz jak mroczna strona
Kontrapunkt nieba - smoła i rogi
Wyciąga chciwe ramiona
I w dół cię ciągnie za nogi
I już cię czarny spowija dym
Już jesteś nim
Diabeł, diabeł siedzi w nas...
Wolę ci wyssał i duszę
Piekieł kapitan - pierwszy po Bogu
I krzyczysz "nie chcę, lecz muszę"
Gdy spycha cię z dróg dekalogu
I już cię czarny spowija dym
Już jesteś nim
Diabeł...
Świat ci się w piekło obrócił
Żona i dzieci wszystko diablęta
I myślą - nie ma gdzie wrócić
Bo pamięć już nie pamięta
I już cię czarny spowija dym
Już jesteś nim
Diabeł...
Gdy wkoło nicość i matnia
Ty słonym szeptem błagaj w pokorze
"W tobie nadzieja ostatnia
Ojcze nasz - Dyrektorze"
Bo już mnie czarny spowija dym
Już jestem nim
Cieniutką strugą w nas
Obok nas sączy się czas
Nic nie trwa długo
Wszystko jest jeden raz
Więc pozwól Boże
Wśród zwykłych spraw
Wśród ziemskich męk
Rozgryźć ten orzech bez narażania szczęk
Lecz zanim ducha oczyścisz w nas, nim siądzie dym
Rozlicz komucha, styropianusza z nim
Dokoła bida, jeden jak pies, inny ma fest
Przepytać Żyda jak to z tą bidą jest
Drodzy rodacy, szanowni bliźni
Niech się w nas goi, niech się zabliźni
Znów buta pruska wpycha nas w dół, my ją na pół
A potem ruska i karty wio na stół
I na sztorc kosa, całus od pań, konie do sań
Na Eskimosa, bo to jest zimny drań
Drodzy rodacy...
Gdy z plam wyprana historia już
I opadł kurz
W mordę Stefana, bo on jest wszarz i wzdłuż
Doświadczenie jest poniekąd kwestią wieku,
wiek wyznacza doświadczenia kategorię,
z wiekiem także nagromadza się w człowieku
dość przesłanek, aby wysnuć z nich teorię.
I ja właśnie mam teorię taką jedną,
nieomylną, empiryczną prawdą tchnącą
i bezbłędnie trafiającą w samo sedno,
a teoria owa brzmi następująco:
Że każda, każda blondynka
niewinna, łagodna i cicha,
każda, każda blondynka
na męską niedolę czyha
i wady jej – nie zalety,
przechylają wad i zalet wagę,
i każda, każda blondynka, niestety,
jest przeze mnie brana pod uwagę…
Mam kolegę, co ma sporo blond doświadczeń
i sprzed nosa już czterdziecha mu ucieka,
mówi: „Stary, powiem ci, jak na to patrzę,
ja w blondynce chcę dokopać się człowieka.
Nieodmiennie tak wciąż go już obserwuję
i rezultat jego zmagań tak bym ujął,
że nie on się w nich człowieka dokopuje,
ile one jemu strasznie dokopują.
Bo każda, każda blondynka,
gołąbka bladolica
to siedmiu nieszczęść kuzynka
i pecha siostrzenica,
i wierzyć jej będę jak kretyn,
a ona we mnie każdą wmówi blagę,
i każda, każda blondynka, niestety,
jest przeze mnie brana pod uwagę…
Ilem fotografii na kawałki pociął
i nie cieszy mnie to ani odrobinę,
że największy, najgorętszy w piekle kocioł
jest specjalnie przeznaczony dla blondynek.
To jest chwila, jedna chwila, w chwili tejże,
choćbym nawet gardził sobą przeogromnie,
ja za blond warkoczem muszę się obejrzeć
i oglądam się raz jeszcze. I jest po mnie.
Bo każda, każda blondynka,
gołąbka bladolica,
to siedmiu nieszczęść kuzynka
i pecha siostrzenica
i będę przez nią aż do dna
mój marny los jak cierpką pił Alpagę,
i każda, każda blondynka, niestety,
jest przeze mnie brana pod uwagę…
Mogłoby zostać jak jest
W tle gdzieś czeremcha i bez
W liści witrażach niech trwa
Zielona msza
Płomyk wiewiórki wśród traw
Ludzi łagodność i spraw
Mogłoby zostać, jak jest
Jaśmin i bez
Bywa, że świat się nam łasi do nóg
Pewny znak, że gdzieś blisko jest Bóg
Więc codzienność jest dziś bardziej odświętna
Gdy znów, w dali wita nas świat
W takim świecie się nam daj zapamiętać
I kręć się powoli, byś żył, żeby starczyło ci sił
Czasie, pogromco nasz, hodowco wspomnień
Ten jeden raz, zapomnij o mnie
Mogłoby zostać jak jest
W tle gdzieś czeremcha i bez
W liści witrażach niech trwa zielona msza
Bo czasem świat nam się łasi do nóg
Pewny znak, że gdzieś blisko jest Bóg
Więc mi mądrzy i tak, zupełnie jak nie my
Pieśń w nas się rodzi i wiersz
I wierzymy znów, że spełniają się nam sny
A w tle czeremcha i bez
Mogłoby zostać jak jest
Ot tak, jak jest
Do pełnego szczęścia
Nie brakuje nam
Poza rolls-royce'em nic, kochanie
Kupiłbym go w częściach
Potem złożył sam
Bo to wypada znacznie taniej
Tak niewiele trzeba
Jakaś mała rzecz
Rejs własnym jachtem na Hawaje
Przebacz, miła, przebacz
Tak niewiele chcę
Jestem skromniejszy, niż się zdaje
Do pełnego szczęścia
Nie brakuje nic
Nic, chociaż są niebrzydkie zamki
Cały projekt wnętrza
Obmyślony mam
Po co nam zaraz złote klamki
Umiar przede wszystkim
Powściągliwy smak
To właśnie czyni świat powabnym
Dobra stara whisky
Smoking, czasem frak
Jeżeli szampan to wytrawny
Do pełnego szczęścia
Nie brakuje nam
Nic, poza wiernym, dobrym sługą
Wita nas u wejścia
Ma na imię Jan
Choć ja na niego wołam Hugo
Pełnia szczęścia blisko
Mam konkretny plan
I nie przesadzam przy tym wcale
Zostań realistką
Przecież tak jak ja
Lubisz oglądać te seriale
Zbigniew Wodecki
Zdzisława Sośnicka
Z tobą chcę oglądać świat
Z tobą chcę oglądać świat
Wśród wysokich błądzić traw
Wtedy to wszystko to, to co widzę, czuję
Naprawdę jest
Kwitnie sad, powiał wiatr
Tak jak śnieg sypnął kwiat
Wszystko to naprawdę jest
Z tobą chcę oglądać świat
Jaki piękny księżyc, patrz
Widzisz to, to co ja, jakie to jest proste
Wystarczy być
Jaki świt, jaki blask, jaki śpiew, jaki ptak
Wszystko to, to wszystko w nas
Gdy ty i ja, cały świat jest dla nas
Gdy ty i ja
Zapach łąk, plaży piach, nocy mrok
Światło dnia
Wszystko to, gdy ty i ja
Nie jest ze mną, moi mili, jeszcze całkiem źle
Jeszcze śpiewam, jeszcze tańczę, jeszcze mi się chce
Robić te ucieszne miny do dość kiepskiej gry
Jeszcze serce nie siwieje, jeszcze coś się śni
A gdy rano budzi słonko, w głowie świta myśl
Że ten dzień to w pewnym sensie jeszcze jeden bis
Dlatego śpiewam na cały głos
I mimo wszystko wciąż nie mam dość
Dlatego śpiewam wam siebie
Dlatego śpiewam radość i łzy
Bo póki żyję, darujcie mi
Muszę wyśpiewać wszystko to
Co gdzieś w duszy gra
Może łatwiej jest w duecie lub gdy wspiera chór
Lecz ja jednak wolę solo, solo w moll i w dur
I choć wkoło coraz więcej rozśpiewanych pań
Nadal będę robić swoje, choćby pękła krtań
Dlatego śpiewam…
Dzięki Bogu, nie jest ze mną jeszcze całkiem źle
Jeszcze śpiewam, jeszcze tańczę, jeszcze mi się chce
Może w jakiś senny piątek wszystko trafi szlag
I nie zdąży nikt uprzedzić, bo właściwie jak
Ale po co tym się trapić, głowić nad tym, gdy
W swingującym rytmie serce ciągle bije mi
Dlatego śpiewam…
A gdy rano budzi słonko, w głowie świta myśl
Każdy dzień to w pewnym sensie jeszcze jeden bis
Dlatego śpiewam