Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psy. Pokaż wszystkie posty

Herbowa zwierzyna - Irena Solińska


Jarema Stępowski
Herbowa zwierzyna

Irena Solińska


Do mopsa, do foksa
I gładkie, i w kratkę
I w groszki, i w kropki
Ratlery, pinczery
Foksteriery
I tylko, i tylko tu

Herbowa zwierzyna
Dla córki, dla syna
Spójrz pan na tę mordkę i kup
Na flaczki i zrazy
Pan pryśniesz z nim razem
Alibi przed starą po grób

O wiele zagrychę
Przekąsisz kielichem
W pielesze zawiedzie cię pies
Ten fason dla pana
Co wabi się Diana
Pan widzisz, że wybór tu jest

Tak swoją reklamę codziennie powtarzał
Gdzie kiedyś Wołówka - tak bazar się zwał
Z bon tonem klientów obsłużył ze stu
Pan Oleś, sprzedawca psów

Herbowa zwierzyna
Dla córki, dla syna
Spójrz pan na ten okaz i weź
Po mamci medale
Po tacie detale
A lorda w familii miał też

Teściowę wyprosi
Lebiegów tarmosi
Za stówę cieć-anioł nie pies
Bo Oleś w tym fachu
Nie lubi obciachu
Pod chajrem, pół darmo, mam gest

Tak swoją reklamę codziennie powtarza
Choć inny już bazar, Warszawa nie ta
Z bon tonem klientów obsłuży i tu
Pan Oleś, sprzedawca psów

Herbowa zwierzyna...

O jakie metrykę się rozchodzi?
Znaczy się, że pan podejrzewa co?
Oj, nie będę się przy ludziach o panu wyrażać
Teraz sputniki świecą zakochanym, a tu takie trucie
Nie bądź pan mamut, panie ładny

Do mopsa, do foksa...

Herbowa zwierzyna
Dla córki, dla syna
Za stówę cieć-anioł nie pies
Bo Oleś w tym fachu
Nie lubi obciachu
Pod chajrem, pół darmo, mam gest

Hau hau - Marek Koterski


Robert Rozmus - Hau hau

Marek Koterski


Idzie lato, wtedy wy
Wyganiacie, porzucacie swoje psy
Oto my, wasze psy
Już niechciane, odtrącone
Niekochane już, zdradzone
Jak te psy, jak te psy

Czy pamiętasz ten lasek w oddali
Gdzieśmy sobie co wieczór biegali?
Czy pamiętasz ten szczególny palik
Gdzieśmy sobie zawsze razem lali?

To my, psy, do schroniska oddane
To my, psy, wywiezione w nieznane
Porzucone daleko od domu
Z dnia na dzień niepotrzebne nikomu
Zostawione przy rozstajnych drogach
Wygłodniałe, na ostatnich nogach
Udręczone tułaczym pragnieniem
Pod nagłego sieroctwa brzemieniem
Przeganiane kamieniami
Znacząc drogę psimi łzami
Powrócimy do was, państwo
By ukarać wasze draństwo

Czy pamiętasz ten lasek w oddali
Gdzieśmy sobie razem wariowali?
Czy pamiętasz to niezwykłe drzewo
Gdzieśmy mieli zwyczaj się odlewać?

My ratlerki i setery
Dobermany, foksteriery
Dogi, wyżły i boksery
Mastify i rottweilery
Owczarki i bulteriery
Ogary i sznaucery
Bernardyny i jamniki I czau-czauy, i pointery
Buldogi i dalmatyńczyki Mopsy i pekińczyki
Szpice, charty lub greyhoundy
Pudle i nowofundlandy
Oraz kundle wszystkich ras
Przyszczekamy pomścić nas

Wyrzuciłeś mnie na ulicę
Aż się śmiały ze mnie kundlice
To okrutne, to podłość, zniewaga!
Zawsze twoja - spanielica Aga

Hau, hau, hau
Kto będzie o mnie dbał?
Hau, hau, hau
Kto będzie o mnie dbał?
Hau, hau, hau
Z kim będę rano lal?

My, rozrywkowe psy sezonowe
My, wyrzucone z aut na out
Wykopane z samochodów
Zrzucone z wysokich schodów
Z zadzierzgniętą na szyi pętelką
Z przyczepioną do ogona belką
Przywiązane do latarni
Ludzie, jacyście marni!
Jacyście podli i bezduszni
No, kto mnie posmyra za uszkiem?
Kto mnie po brzuszku podrapie?
Kto poda dłoń mojej łapie?
Jak podam łapę twej dłoni
Ufając, że mnie nie wygonisz

Hau hau hau
Nikt się przecież do was nie pchał!

Facet i pies - Andrzej Brzeski


Facet i pies

Andrzej Brzeski


Pod sklepem siedział jakiś gość
Na krawężniku wino pił
Może wszystkiego miał już dość
I już nie wiedział po co żył
Listopad to jest pora zła
Bezdomny pies pod murem szedł
Wziął facet na kolana psa
I patrząc w oczy tak mu rzekł

Słotna jesień to nie siostra ni dziewczyna
Kapitalizm to nie kumpel ani brat
Komu trzeba szczyty ostre, nam dolina
Komu trzeba koktajl z ostryg, a nam wiatr
Słotna jesień to nie żona ni kochanka
Kapitalizm nie brat łata ani druh
Czasem starczy pożyczona jedna szklanka
Byle można było wypić z niej we dwóch

Do domu człowiek kundla wziął
Dał mu do miski co tam miał
Choć z pustych puszek to był dom
I gdzieś pod wysypiskiem stał
Później otworzył z dykty drzwi
Choć był listopad, pora zła
Przestało padać psie, więc idź
Wszak jesteś wolny tak jak ja

Słotna jesień...

A kiedy życia przyszedł kres
W listopadowej siwej mgle
Na cmentarz wbiegł kulawy pies
Na grobie pana zwinął się
Smutna historia jakich sto
I krucha jak zdeptany liść
Że nawet jak się widzi dno
Zawsze dla kogoś warto żyć

Słotna jesień...

Weź psa - Stanisława Celińska


Stanisława Celińska
Weź psa


W schroniskach siedzą przerażone
Uczucia twego są spragnione
I każdy myśli, ma nadzieję
Dziś przyjdzie ktoś, kto mnie ogrzeje
Kołderką ciepłą i miłością
Obdarzy czasem nawet kością
Zostanę przy nim aż do końca
Przyjaciel jestem i obrońca

Gdy w nocy budzi cię strach
Policzki toną we łzach
Samotność zżera jak rdza
Weź psa, weź psa
Gdy wszystko ciebie złości
Na nerwy chcesz się leczyć
Weź psa - on cię na pewno
Uczłowieczy...

Do domu wracasz, a tu pustka
Pogadać chcesz - to mów do lustra
Od progu ciebie nikt nie wita
I wszędzie cisza, głucha cisza
Nie znajdziesz nigdzie śladu życia
Podłoga nie wymaga mycia
Dywany czyste i pościele
Lecz czy w muzeum jest weselej?

Gdy w nocy budzi cię strach...

Nie musisz jechać gdzieś na wyspy
W dalekie kraje egzotyczne
Każdego dnia oglądać możesz
Pieskowy uśmiechnięty pyszczek
Gdy spojrzy ci z oddaniem w oczy
I chętnie poda śliczną łapkę
Poczujesz wtedy w głębi serca
Jak wielki spotkał ciebie zaszczyt

Gdy w nocy budzi cię strach...

Dom, pies i on - Andrzej Kuryło...


Bogusław Mec - Dom, pies i on

Andrzej Kuryło, Bogusław Mec

Żył sam pod lasem, ciekawość budząc
Żył sam jak palec, szeptali ludzie:
"Kim on jest i skąd się wziął?"
Miał psa przy sobie, żonę w Chicago
Córki do miasta wygnała moda
I został sam - dom, pies i on

Przy niedzieli dobre słowo
Mruknął na dzień dobry ktoś
A on, milcząc, kiwał głową, dziwny gość
Z listonoszem w sieni postał
Z dziećmi w kucanego grał
Stary krzyż przy drodze podparł
Gdy się chylił z dnia na dzień, tak jakby mdlał

Wiosną z ptakami wychodził w pole
I tak od rana aż do wieczora
Pies i on - dom, pies i on
Zimą zamykał świat swój na skobel
Czasem gajowy skinął na zdrowie
I żyli wciąż: dom, pies i on

Nie zabrakło na wsi plotek
Ktoś go nawet swatać chciał
Bo w potrzebie biedną wdowę groszem wsparł
Dajcie spokój, dobrzy ludzie
Bo nie wiecie o nim nic
Każdy chciałby czasem uciec
Innym życiem zacząć żyć, ze sobą żyć

Gdy rozejrzysz się dokładnie
Gdy usłyszysz: "Dziwny gość"
Zawsze się pod ręką znajdzie taki ktoś
Gdy rozejrzysz się uważnie
To zobaczysz może jak
Ktoś w pobliżu jest naprawdę
Z samotnością za pan brat od wielu lat

On za mną lata - Kaszkur i Zapert

Helena Majdaniec
On za mną lata


Zbigniew Kaszkur, Zbigniew Zapert

On za mną lata, on za mną biega
Z całego świata, on tylko mnie dostrzega
Niejedna już musiała odchodzić z koszem
Gdy namawiała, by z nią na spacer poszedł

Każdego dnia, świt, czy zmierzch
Tam gdzie ja, on zaraz też
Lecz przy nim iść nie jest źle
Złego nic nie spotka mnie

Dla innych nieprzystępny i nieugięty
A dla mnie miękki, po prostu jada z ręki
Po „Przekrój” dla mnie chodzi
Aż trudno wierzyć
W koszyczku co dzień
Przynosi chlebek świeży

Dla niego nikt, tylko ja, tylko ja
Czy ktoś z was ma, takiego psa

Lipuś - Renata Maklakiewicz


Jarema Stępowski
Lipuś

Renata Maklakiewicz


Kiedyś błądziłem w zakątkach
Warszawskich ulic i domów
Szczeniak się do mnie przybłąkał
Więc wziąłem pieska ze sobą

Nos miał jak bokser, uszy ratlerka
Ogon wilczura, nogi pinczerka
Sierść jak bernardyn, tors jak jamniki
Imię mu dałem "Lipuś" - od lipy

Był niemożebny pokraka
I może właśnie dlatego
Bardzo lubiłem szczeniaka
Stale mówiłem do niego

Lipuś, do nogi, Lipuś, nie szczekaj
Kość sobie ogryź, napij się mleka
Lipuś, na spacer, Lipuś, do domu
Lipuś, zjedz kaszkę i idź się połóż

Lipuś polubił mnie także
Po roku zginął bez wieści
Biegnę więc w lot do redakcji
Dać ogłoszenie tej treści

Nos miał jak bokser, uszy ratlerka
Ogon wilczura, nogi pinczerka
Sierść jak bernardyn, tors jak jamniki
Imię miał ładne - "Lipuś" - od lipy

Życie straciło swój urok
Lipusia śladu ni znaku
Aż kiedyś przyszedł wraz z suką
I czwórką małych szczeniaków
Takich małych

Nosy - bokserów, uszy - ratlerków
Ogony - wilków, nogi - pinczerków
Sierść bernardynów, torsy jamników
Całą rodziną jest u mnie Lipuś

Ach, Lipuś, z całą ferajną
Co one robią te szczeniaki
Ojej, Lipuś, tu, tam, ach

Obrazy: Sally Muir

Sic - Julian Tuwim


Bohdan Łazuka
Krystyna Sienkieiwcz
SIC!

Julian Tuwim

Szła Nowym Światem z pieskiem
(Ratlerek. Wabił się Smyk),
Oczy miała niebieskie
A piesek – czarne (sic).

Widzę – dziewczyna klasa,
I wdzięk, i urok, i szyk…
– „Przepraszam, jaka to rasa?”
Odrzekła: „Ratler” (sic).

– „Ratler? To dziwne”, wtrącam,
„Myślałem, że fiat lub buick”…
Mrużąc oczęta od słońca
Szepnęła: „Możliwe”… (sic).

Chwyciłem dziewczynę za biodro
(Mój stary nerwowy tik),
Spojrzała słodko i modro,
A piesek – zaszczekał (sic).

– „Czy chcesz być moją?” Chciała.
Świat mi sprzed oczu znikł!
Co wszystko mogą dwa ciała!
Nie licząc pieska (sic).

Chwila pędziła za chwilą:
To całus, to wódki łyk.
„Kocham cię, kocham, Marylo”.
Maryla jej było (sic).

Rozkoszą nienasycony,
Jak dzik, jak żbik i jak byk
Wyłem: „Co znaczą miliony,
Kiedy mam ciebie!!” (sic).

A miły piesek w kąciku
Uśmiechnął się na ten krzyk,
Coś sobie mruknął po cichu
I podniósł nóżkę i… (sik).

Dwaj przyjaciele - Janusz Kondratowicz


Mieczysław Wojnicki
Dwaj przyjaciele

Janusz Kondratowicz

Nie czekał na mnie nigdy nikt
Nikt mnie nie pytał o mój los
Tę parę butów miałem i ten pusty trzos
Przed siebie szedłem, byle iść
Piosenek niosłem pełną garść
Za ludzkie serce każdą z nich
Śpiewałem wam

Piosenki dobre, tkliwe, złe
Dla wszystkich miałem, co kto chce
Dla siebie tylko, co tu kryć, nie miałem nic
Nie czekał na mnie nigdzie nikt
Śpiewałem, gdzie mnie rzucił los
Tę parę butów miałem i donośny głos

Gdzie dobranoc mówi diabeł, tam gdzie licho śpi
Tylko pies mi spojrzał w oczy swoim żalem psim
Pokochałem psa i odtąd przyjaciela mam
Wędrujemy teraz razem, on i ja

Piosenki dobre, tkliwe, złe
Dla wszystkich mamy - bierzcie je
Dla siebie tylko, co tu kryć, nie mamy nic
Nie czeka na nas nigdzie nikt
Idziemy, gdzie nas wiedzie los

Tę parę butów mamy i ten zawsze pusty trzos
Idziemy naprzód w świt czy zmierzch
Przejdziemy świat i wzdłuż, i wszerz
Nie czeka na nas nigdzie nikt
Szukamy wciąż nie naszych szczęść
Ja - pędziwiatr, i ty - mój pies, mój wierny pies

Pies i kot - Jacek Janczarski


Jan Kobuszewski
Pies i kot

Jacek Janczarski

Sąsiadów pies wylewał łzy
W bezsenne noce szlochał
Bowiem sposobu nie miał by
Kot pewien go pokochał

Choć miał przyjaciół innych moc
W tym zagranicznych gości
Cóż z tego, kiedy przyszła noc
Umierał wprost z miłości

W tabletkach tran mu chętnie dał
Gdy kota męczył katar
Bez skutku - wtedy wpadał w szał
I prał go, prał po łapach

Kiedyś mu przyniósł myszy dwie
W pułapce na dodatek
Kot odpowiadał - nie i nie
I miał go wciąż za szmatę

Nie działa, gdy kot nie chce psa
Ni prośba, ni zaklęcie
Przeciw naturze próżna gra
Prawdziwe pieskie szczęście

Mieć przyjaciela - ważna rzecz
To jakby alter ego
Nie zmusisz go by tak chciał mieć
On ciebie jak ty jego...

Oda do psa Blacka - Agnieszka Osiecka

Zofia Hertz, Jerzy Giedroyć i Black
Agnieszka Osiecka
Oda do psa Blacka
zamieszkałego przy ulicy P.

Zofii

Szanowny Blacku, psie-syntezo
(wdzięku i innych zalet psich)
psia ekscelencjo, co choć chez-hommes,
lecz nie nabrałeś manier złych,
Psie-filozofie, psie ozdobo,
pozwól mi dzisiaj pomówić z tobą.

Melancholijna mordo czarna,
którą by szczycił się psi Parnas,
ucho zaklęte w kształt patelni,
oko, co patrzy jak najwierniej,
wzorze kosmaty na dywanie,
pobudko dobra przed śniadaniem,
szanowny Blacku mój i panie,
pozwól, że zadam ci pytanie:

Gdy twoja pani razem z panem
swoją poranną chłepcą kawę-
o czym ty myślisz w takiej chwili?
Gdy żeby jakoś czas umilić
kurzą niebieskie gauloisy,
mówią, że ktoś tam chce mieć azyl,
że ktoś tam znowu nie miał racji,
że bardzo długo do kolacji,
że wszystkich nas wyniszczy grypa
i że czyjś wiersz to był niewypał-
o czym ty myślisz sobie wtedy?
Może żałujesz nas lub słuchasz,
może pojmujesz nasze biedy,
może ty rady dla nas szukasz?

Lecz ty się nudzisz, miły Blacku,
myślisz per szczeniak o człowieku
i gdy pijemy rano kawę, wzdychasz:
„Jakie to nieciekawe”

Dlaczego - Agnieszka Osiecka


Seweryn Krajewski
Dlaczego?


Agnieszka Osiecka

Dlaczego pies, towarzysz miły
Umiera zwykle w pół dialogu
Zanim się nasze sny dośniły
Zanim cień śmierci stanął w progu

Czy bogów błąd czy figiel czarci
Tak nas odziera z naszych bliskich
My jeszcze silni, jeszcze zwarci
Oni odchodzą drogą wszystkich

Odchodzi pies w głąb tego lasu
Z którego już nie dotrze głos
I nigdy jak za dawnych czasów
Twej dłoni nie tknie mokry nos
I nigdy jak za dawnych czasów
Twej dłoni nie tknie mokry nos

Gwoździk - Marian Hemar

Tadeusz Styka
Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Gwoździk

Gwoździk był sentymentalny
po końce obwisłych uszu.
Był cienką czarną struną
straszliwie napiętej miłości.
Bezładnym szaleństwem ogonka,
spojrzeniem z czarnego pluszu -
Na próżno próbował sprostać
cudownej twej obecności.

Wszystek był tylko po to,
żeby przy tobie siedzieć,
Żeby się patrzeć na ciebie,
żebyś go brała na ręce.
Gdyby umiał rozmawiać -
nic by nie mógł powiedzieć,
Tylko, że ciebie kocha.
Nic więcej, nic więcej.

Lecz ty go jakoś lubiłaś nie bardzo.
A on to rozumiał. I gryzł się -
może dlatego dziś po nim płaczesz z miłości.
Gdyby to wiedział, napisałby taki do ciebie list
(gdyby umiał):

„Jakie to szczenście, rze mnie ukradli,
Z koro hoć za to mnie kohasz -
Twuj Gwoździk."

Jacuś-Malutek - Marian Hemar

Maud Earl
Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Jacuś-Malutek

A Jacuś znowuż był hardy,
I aroganta kawał.
Nie, żeby państwa nie lubił.
Lubił.
Tylko się głaskać nie dawał.

Gdy się go chciało pogłaskać,
To za karę uciekał.
Kiedy pani wracała do domu
Trochę tam zawsze poskakał
Z radości.
Ale nie szczekał.

Czasem, gdyśmy siedzieli w kącie
I szeptali o swoich strapieniach,
Przybiegał
Niby zupełnie przypadkiem -
I kładł się u twoich nóg.
A myśmy szept przerywali
I mrugali na siebie ukradkiem,
Że tak przyszedł. Żeby nie spostrzegł.
Boby zawstydzić się mógł.

A pewnego dnia, od rana -
Jakby go odmienili!
Gramolił się sam na kolana,
Weselił się, czulił się, milił,
Pantofle żartem obgryzał,
Do lustra sztywnie się wdzięczył,
Aż się okropnie zmęczył

I nagle - pamiętasz kochana?
Po ręku cię nawet polizał!
Cóż to była za radość!
Jaka w domu pociecha!
I tego dnia, wieczorem,
Samochód go przejechał.
Pochowałeś go w nocy,
Pod krzakiem w ogródku.
Mało jest ludzi, o których myślę tak często,
Jak o Jacusiu-Malutku.

Mickey - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Mickey

Czy poznałabyś mnie jeszcze mała Miki?
Ja za wzór cię zawsze stawiam wszystkim psom!
W czarnych oczkach miałaś złote płomyki
I biegałaś, taka ruchliwa,
Zwinna, wścibska, zapobiegliwa,
Taka niezbędna, choć mała,
Jak gdybyś pracować musiała.
Tym bieganiem na cały dom!
A czasami - nieruchomy niezgrabiasz,
Śmiesznym zezem patrzałaś z ukosa,
Sztywnołapa i ostrowłosa -

Jak wyglądasz teraz? Co porabiasz?

Po śmierci Jacusia przyniosłem cię, drżącą pod połą płaszcza -
Miałaś cztery tygodnie, a może i tyle nie -
I przed drzwiami zdjęła nas trwoga oboje, a zwłaszcza
Mnie.

Jak nas przyjmą? Czy zaczną znów po Jacusiu szlochać?

Bałem się więcej niż ty, bo tak się jakoś złożyło,
Że ciebie jednak nie można było nie kochać.
A mnie można było.

Jakże ten wieczór jest wciąż niedaleki, jakże jest bliski,
Kiedy pięcioro pierwszych urodziłaś dzieci!
Piszczały cieniutko ślepe, żałosne łyski.
Chodziliśmy wszyscy wzruszeni,
Tacy dumni, tacy twoim zmęczeniem zmęczeni,
Tacy krewni wszyscy...
Ach, jak czas leci!

Pierwszy twój synek nazywał się Snobi.

Obrazy: Louise Brown, Hazel Morgan

Snobi - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Snobi

Snobik był całkiem nieznośny.
Ale każdy najbardziej go lubił.
Nie było w domu nikogo, co nie płakał głośno,
Kiedy Snobik się zgubił.

Właśnie nie wiedzieć jak - zawsze był taki niegrzeczny!
Może gdzie pognał i sam już nie umiał wrócić?
Może uciekł, bo zląkł się, że znów co przeskrobał?
Może go zabrał kto - bo wszystkim się przecie podobał...?
Dosyć, że zniknął. O mój Boże serdeczny!

Jakżeśmy go szukali!
Na Wołówce, na Kercelaku -
A nigdzie ani znaku!
Jak myśmy się nalatali,
- o rakarza, do wszystkich handlarzy psów,
Żeby znaleźć, żeby odkupić, żeby w domu był znów!

Wszyscyśmy potem po sobie patrzyli z wyrzutem,
Każdy miał żal do drugiego, że nie pilnował Snobika.
każdy siadał do stołu z sercem żałością strutem,
Ze zabrakło nieznośnego promyka.
Daliśmy kilka ogłoszeń w "Kurierze", potem coraz to jakieś
kobiety dzwoniły,
Przyprowadzano nam różne pieski zgubione,
(Smutny ruch w domu się zrobił).

Niektóre miłe... właściwie każdy piesek jest miły.
Ale co Snobi, to Snobi.

A długo potem - już nawet zaczął przycichać żal -
Znalazła Snobika jakaś dobra wróżka-staruszka.
Snobi był bardzo znędzniały. (Wałęsał się koło Hal).
Był schudły i brudny.
Ach - nikt nie zna psiego serduszka -

Kiedy pierwszy raz znowu zobaczył panią -
Pani zbladła ze wzruszenia - siedziała na brzeżku kanapy -
Piesek rzucił się ku niej, nie dał się tknąć, wtulił się w nią,
Wyprężył łapy

I tylko dygotał. I po tym poznać było, że w ogóle żyje.
I tak jakoś mówił: Już jestem! Już jestem.
Już jestem - bezpieczny.
Już nie otworzę oczu. Bo jeśli to nie jest prawda,
To chyba mnie rozpacz zabije!

Ale na drugi dzień już był znowu okropnie niegrzeczny.

John - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
John

John ma oczy brązowe,
Czyste jak ludzkie sumienie.
(W tej chwili przekrzywił głowę
I oparł o mnie spojrzenie,
Bo usłyszał, że pisząc szepnąłem: John).

Przeciągnął się, śliczny i duży,
położył się na uboczu
I ze mnie, w którym wierszami
Wieczór wiosenny się burzy,
Uważnych nie spuszcza oczu.

Kochamy się, nie inaczej,
Lecz istotą naszego stosunku
Jest ufność wzajemna raczej
I skarb wzajemnego szacunku.

Nie daj Bóg, żebym go kiedy
Uderzył niesłusznie -
Nawet nie z całej siły,
Ale gdy nie zasłużył.
Podniósłby na mnie z głębi dobroci
Czyste, zdziwione spojrzenie,
Już bym oczu tej nocy ze wstydu
Nie zmrużył.

Puma - Marian Hemar

Katya Minkina
Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Puma

Wierna starucha Puma
Chodzi po domu, duma.
Nie służy byle tam komu.
Wie, jaka ważna jest w domu.

Kto by pomyślał, że w nocy
Grzebie dziurę pod parkanem
I wybiega na pole i zajączki dusi!
Potem wraca zziajana,
Pokrwawiona, nad ranem -
Tłuką ją. (Jak tłuką!) Ale Puma musi.

Przykro świszcze rzemień ogrodnika!
Dobrzy ludzie! Przecież Puma nie psoci!
Może musi być po nocy dzika,
Żeby mogła w dzień wytrwać w dobroci?

Teraz kładzie się płasko na ziemi,
Patrzy w oczy oczami ciemnem i -
Ludzie dobrzy - powiada - na duszę!
Przecież mam już jedenaście lat,
Kopę dzieci wydałam na świat,
Harowałam, służyłam,
Swoje w życiu zrobiłam,
Już wnet posłużę Bogu,
Już mi nie brońcie nałogu -
Skoro muszę...

Voss - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Voss

Tak jak Voss - tak właśnie powinien się ruszać, tak właśnie wyglądać
Prawdziwy dżentelmen pies: na ulicy, w parku, w pokoju.
Nikomu nie przyszłoby na myśl, jakiej sztuczki od Vossa zażądać,
Jakiegoś tam podawania łapki, albo służenia.
Voss jest psem innego pokroju.

Pan Vossa jest zakochany w nim nieszczęśliwie,
Bo Voss nie doznaje uczuć gwałtownych - jest wierny, lecz chłodny.
A w panu miłość się pali.
Gryźć się z nim, tarzać. Chciałby przemóc chłód psa.
Właściwie są biedni. Obaj się nieodpowiednio dobrali.

Chodzą na spacer, poważni, czasem spojrzą na siebie z ukosa
I w obu ściskają się serca, i bezradnie idą na obiad.
Voss cierpi - nie może być inny. A pan ma kompleks Vossa -
Pije, zabija się pracą, szuka miłości niewiernych kobiet.

Obraz: Lee Mitchelson

Pies dingo - Choiński i Gałkowski


Cezary Fabiński
Pies dingo

Bogusław Choiński, Jan Gałkowski

Pies, mówią, że pies
Nerwowy jak pies - dingo
Prawie że lis
A rudy jak lew - dingo
Dziwny to pies
A może to jest
Lord Mayor George Eleven - yes

Pies, może i pies
Ponury jak deszcz - dingo
Rudy ma łeb
Nie głaszcze więc też nikt go
Może, kto wie
Przebywa w tym psie
Lord Mayor George Eleven - he

Chart, wyżeł, szpic i bernardyn
Ach, mają smycz i kokardy
A on nic, a on nic, a on nic, a on nie...