Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagiełło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagiełło. Pokaż wszystkie posty

Wysocki - Jagiełło - Pomnik


Памятник - Pomnik

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło


W życiu zawsze mierzyłem wysoko,
Nie lękałem się słowa, ni kuli,
Mocny miałem charakter i głos,
Lecz po śmierci zrobili mi cokół
I za piętę do niego przykuli,
Oblekając mnie w marmur i brąz.

Chciałbym strząsnąć to mięso kamienne,
Kopniakami rozrzucić stos wieńców,
Wyrwać z nogi raniący ją pręt -
Ale stoję, zalany cementem,
I nie mogę poruszyć się z miejsca,
Tylko dreszcz mi przebiega przez pręt.

Byłem twardy i żyłem naprawdę, pełną piersią,
Nie wiedziałem, że w łapy im wpadnę tuż po śmierci,
Upychali mnie w trumnie na siłę, byle prędzej,
By mieć pewność, że już nie ożyję nigdy więcej.

Krewni gipsu kupili zawczasu,
Pośpieszyli się z maską pośmiertną,
Zanim jeszcze zatrzymał się puls,
Moją twarz, wykrzywioną grymasem,
Przerobili na gładką i piękną,
Przykleili mi uśmiech do ust.

Póki żyłem, tępiłem i podłość, i łajdactwo,
Zwykłą miarą mnie zmierzyć nie mogli,
Zwłaszcza własną,
I dopiero gdy zmarłem na amen - odetchnęli.
Przyszli do mnie z calówką drewnianą, miarę zdjęli.

A po roku stanąłem na skwerze -
Nieszkodliwy, pokorny baranek,
Dzieci kwiaty zaczęły mi kłaść,
Ze ślepaków strzelali żołnierze,
I dla licznie zebranych wybranych
Moje pieśni rozległy się z taśm.

I patrzyłem ze swego pomnika,
Jak wzruszenie ogarnia słuchaczy,
Jak ze łzami błagają o bis;
Tylko ktoś coś przerobił w głośnikach -
Głos rozdarty, ochrypły z rozpaczy,
W melodyjny zamienił się pisk.

Pod całunem leżałem bez ruchu - ja, nieboszczyk -
I śpiewałem falsetem eunucha publiczności,
Wpasowałem się w ramy trumienne - chodźcie, zmierzcie!
Teraz dumni możecie być ze mnie -
No, nareszcie!

Nie, nie dla mnie piedestał i cokół,
Komandora wezwałem na pomoc
I zrobiłem to samo co on -
Tłumy gapiów uciekły w popłochu,
Kiedy stopy wyrwałem z betonu,
I spiżowy posypał się złom.

I na ziemię zwaliłem się z hukiem,
Marmurowe strząsałem ostatki,
Każdy mięsień napiąłem i nerw
Krzesząc iskry podpełzłem po bruku,
I w głośniki strzaskane upadkiem
Wychrypiałem: "Ja żyję, psiakrew!"

Mirosław Baka, Artur Barciś
Mirosław Czyżykiewicz, Mariusz Kiljan
Adam Nowak, Artur Żmijewski

Wysocki - Jagiełło - Niepozorny facet


Личность в штатском - Перед выездом в загранку
Niepozorny facet

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło


Przed wyjazdem zagranicznym
Formularze składasz liczne -
Tak powinno być i już.
Ale zawsze z delegacją
Jedzie niepozorny facet -
Anioł stróż.

Zaś na miesiąc przed wojażem
Wysłuchujesz instruktarzu -
Mowa trawa i bon ton.
Jak należy się zachować,
A co do kontaktów płciowych -
Boże broń!

Niepozorny, gdzieś w Paryżu
Tak się jakoś do mnie zbliżył -
Nikodem jestem - mówi - czołem cześć!
Miły, dobrze wychowany,
Dziad Rosjanin, syn Rosjanin -
Fajnie jest.

Akuratny wprost nad podziw;
Obowiązki wszystkie godził -
Służył mi pomocą cały czas.
Uśmiechając się służbowo,
Przyjaźń swoją deklarował -
Raz po raz.

Kiedyś, nie wiem sam dlaczego,
Chciałem zwiedzić Rzym bez niego -
Pisał długo w noc i zmógł go sen.
Lecz niestety, mój znajomy
Boksem się zajmował w domu -
Teraz wiem!

Ze mną mieszkał, ze mną jadał;
Ciągle chodził moim śladem -
Jakby nie miał innych spraw.
Aż dorwałem raz przypadkiem
Jego zeszyt i notatki -
Niech go szlag!

Pisał bestia, że w Paryżu
Chciałem komuś naubliżać -
Żem merowi mordę skuł.
Że ciągnęło mnie do dziwek,
Że dostałem się pod wpływy -
Wrogich kół.

Wniosek się nasuwa prosty:
Podejrzenie o szpiegostwo -
Po powrocie łomot w drzwi.
Żegnaj Rzymie i Paryżu,
Pryczo, gdzie mnie pluskwy gryzą -
Witaj mi…

Śpiewa: Tomasz Stockinger

Obrazy: Vasya Lozhkin

Wysocki - Jagiełło - Miszka Szyfman


Мишка Шифман - Miszka Szyfman - Artur Barciś

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło

Miszka Szyfman, równy gość,
Mówi do mnie: Wiesz ty co,
Ja chromolę taki los -
Nudy, w telewizji dno,
Człowiek żyje z dnia na dzień,
Łazi z kąta w kąt,
Ja do Izraela chcę,
Chodź, wyemigrujmy stąd!

Miszka to, wiadomo, Żyd,
On tam od ZSRR
Woli izraelski wikt
I tę ichnią Goldę Meir,
Opowiadał, jak tam jest,
Tak barwnie i żywo,
Że i mnie wciągnęły też
Szpony Tel-Aviwu.

Miałem w czubie, ale tu
Nie zgodziłem ja się z nim,
Mosze Dajan - mówię mu -
To jest wredny sukinsyn.
Agresywny gość i zły,
Jakby giez go gryzł,
Razem powinniśmy my
Dać łachudrze w pysk!

Miszka jednak popadł w trans
Po wypiciu dwustu gram:
A z Egiptu wygnał nas - mówi
Ramzes któryś tam,
Takich, kurczę, trzeba bić,
Ja to pomścić muszę,
Czas też hańbę naszą zmyć
Z tej grandy z Chrystusem.

Tutaj Miszka zmarszczył brwi
I powiada: Wiesz, mam myśl:
Jedźmy razem, ja i ty,
No co, nie pojechałbyś?
Jesteś kumpel albo nie?
Tak? To grabę daj.
Razem wyprawimy się
W izraelski kraj!

Miszka - mówię - daj ty żyć,
Chcesz, to sobie jedź,
Ja do Żydów nie mam nic,
Bo co mógłbym mieć?
Ale ja nie jestem Żyd,
Ja jestem Rosjanin,
I w rodzinie mojej nikt
Nie był obrzezany!

Miszka, owszem, Żyd jak dąb,
Widać to na parę wiorst,
Nieskażony obcą krwią,
Okaz ewidentny wprost.
Dziadek siedział dziesięć lat -
Lekarz i truciciel,
Mój zaś ojciec, stryj i brat -
To antysemici.

Miszka się podrapał w kark,
Chociaż lekarz też, mówi do mnie:
Kola, wiesz, w Izraelu ciężko jest.
Bezrobocie, pełny stres,
A lekarzy tam jak psów,
Takie ich tam krocie są,
Że dentyści - szkoda słów -
Sami sobie zęby rwą!

Tutaj się podrapał w kark,
Golnął szklankę aż do dna
I powiada: Tak czy siak,
Jakoś się tam radę da!
Pomyślałem: Żyd nie Żyd,
Ale kumpla szkoda!
Wychyliłem jeszcze łyk
I krzyknąłem: Zgoda!

Staliśmy przez noce dwie
W gęstym tłumie żądnym wiz,
Miszce powiedzieli „Nie",
A mnie: „Jedź pan choćby dziś!"
Miszka krzyczy: „No co jest?
Żyd to ja, nie on!"
Urząd na to: „Płaszcz pan bierz
I wy....dalaj stąd!"

Miszka chodzi teraz zły,
Kombinuje cały czas,
Gdzie odmowy powód tkwi
I skąd te szykany władz,
Wódkę pije, głośno klnie
I narzeka: „To już szczyt,
Oni nie puścili mnie,
Bo ja jestem Żyd!"

Wysocki - Jagiełło - Satyra na kiepski kryminał


Пародия на плохой детектив - Satyra na kiepski kryminał

Włodzimierz Wysocki - Michał Jagiełło

Kryjąc się przed kontrwywiadem, unikając zbędnych wpadek,
Pod angielskim pseudonimem „Mister John Lancaster Peck",
Zawsze w białych rękawiczkach, pamiętając o odciskach,
Żył w radzieckim raz hotelu  nieradziecki całkiem człek.

John Lancaster potajemnie, głównie podczas nocy ciemnej,
W podczerwieni trzaskał cichcem jakieś zdjęcie albo slajd,
Potem przy normalnym świetle wychodziło bardzo szpetnie
Wszystko to, co tak cenimy, czym się chlubił cały kraj.

Dom Kultury, duma nasza, stał się czymś w rodzaju sracza,
Nowoczesny rynek w centrum przypominał brudny skład:
Nawet GUM na mikrofilmie mikro wypadł coś i dziwnie,
A już wspomnieć nie wypada, jak wyglądał teatr MCHAT.

Lecz pracować bez podwładnych, to dla szpiega frajda żadna:
Wróg pomyślał, wróg wymyślił, chytrze z prawdą mieszał fałsz,
I w lokalu gdzieś nad ranem towarzysza Jepifana
Tak omotał, tak skołował, że się złamał człowiek nasz.



Zdawał się Jepifan chętnym i pazernym, i pojętnym,
Nie znał miary, wielki pociąg miał do piwa i do pań,
W szczególności do wywiadu znakomicie mógł się nadać:
Spotkać może to każdego, jeśli mięczak jest i drań.

„Teraz słuchaj mnie uważnie: O piętnastej obok łaźni
Na postoju weź taksówkę, podaj kurs, zatrzaśnij drzwi,
Zwiąż kierowcę, zabierz utarg, potem szybko wracaj tutaj -
Potem wieść o tej aferze poda radio BBC.

Jutro włóż koszulę świeżą, do Maneżu idź - w Maneżu
Facet spyta: „Chcesz pan wiśni?” - Ty odpowiesz:, „Czemu nie?” -
Wiśnia arbuz ma ukryty, nadziewany dynamitem,
Ty natychmiast po spotkaniu arbuz ten przekażesz mnie.

„Gdy wykonasz już zadania”, mówił szpieg do Jepifana,
„Będzie forsa, kupa dziewczyn, dom w Chicago, albo dwa..."
Gdybyż wiedział, komu zlecił agent swą robotę krecią!
Wzorowemu wywiadowcy, co majorem jest w Czeka.

Świetnie znał profesję własną as wywiadu, John Lancaster,
Lecz okrutnie się przeliczył w swych rachubach mister Peck,
Został unieszkodliwiony, osądzony, ostrzyżony,
A w hotelu mieszka teraz cichy i spokojny Grek.

Artur Barciś, Leonard Pietraszak

Wysocki - Jagiełło - Pieśń rozbójnicza

Włodzimierz Wysocki - Разбойничья песня
Wojciech Młynarski - Pieśń rozbójnicza


Michał B. Jagiełło

W smutnym kraju pełnym trosk
W dalekiej guberni
Nie oszczędzał chłopcu los
Kolców ani cierni

Poznał chłopak krzywdy smak
Opił się nieszczęściem
Cięgi zbierał i to tak
Że nie można więcej

Pij truciznę do zatraty
Tego dobra mają w bród
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w knut

Kto przegrywa, musi iść
Z torbami przez ramię
Życie jak pajęcza nić
Rwie się pod palcami

Tych zaś, których wywiódł świat
Na rozstajne drogi
Porwał, poniósł, cisnął wiatr
Za więzienne progi

Nie wypuszczą, choćbyś płakał
Zatnij zęby, cierp i milcz
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w bicz

Nocą słychać piły zgrzyt
Nie próżnują cieśle
Kat przychodzi skoro świt
Wiele za wcześnie

Machnij ręką póki czas
Nie teraz to później
Wyszykują sznur w sam raz
Wygodny i luźny

Śpij spokojnie, na swój szafot
Jeszcze się nie spóźnił nikt
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w stryk

👉TUTAJ w przekładzie Marleny Zimnej

Wokół drogi smoleńskiej - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - По Смоленской дороге
Wojciech Malajkat - Wokół drogi smoleńskiej

Michał B. Jagiełło


Wokół drogi smoleńskiej wciąż las i las, i las,
Na przewodach zawieja przeciągle gra i gra,
Ponad drogą smoleńską jak oczu twoich blask,
niskich gwiazd światło drga, przeznaczenia moje dwa.

Tyle spraw nas wygania na mróz, na chłód, na ziąb,
Iść drogami nam każe pod wiatr, pod wiatr, pod wiatr.
Może gdyby łaskawszy był ramion twoich krąg,
Czas podróży do ciebie nie dłużyłby się tak.

Wokół drogi smoleńskiej wciąż las i las, i las,
Ponad drogą smoleńską wichura dmie i dmie.
Ponad drogą smoleńską błękitny, mroźny blask,
Gwiazdy dwie, oczy twe, poprzez mrok prowadzą mnie.

Wiktor Woroszylski


Wokół drogi smoleńskiej - wciąż las i las, i las,
wokół drogi smoleńskiej wciąż noc i noc, i noc,
tylko z góry, jak oczy twe - para błękitnych gwiazd,
w które patrzę i widzę mój los, mój los, mój los.

Wokół drogi smoleńskiej - zawieja dmie i dmie,
naszych zbędnych wędrówek zasypie, zatrze ślad...
Gdyby w pierścień się splotły twe dłonie gorące dwie,
może krótszy i lżejszy przede mną by leżał szlak.

Wokół drogi smoleńskiej - wciąż las i las, i las,
wokół drogi smoleńskiej - ten szum, i szum, i szum.
Tylko z góry, jak oczy twe chłodnych błękitnych gwiazd
już nie para spogląda lecz gwiazd obojętnych tłum...


Piotr Garlicki, Sława Przybylska
Po smoleńskiej drodze

Ziemowit Fedecki

Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk tak gęsty stoi las.
Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk - tak długi słupów sznur.
Nad tą drogą na Smoleńsk dwóch gwiazd się sączy blask,
Jak twe oczy dalekich, wieczornych gwiazd zza chmur.

Na tej drodze na Smoleńsk zacina wicher w twarz.
Czemu ciepły rzuciłem swój kąt? Ach, któż to wie?
Może nigdy daleki nie skusiłby mnie marsz,
Gdyby szyję oplotły choć raz mi ręce dwie...

Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk - milczący pusty las.
Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk - samotnych słupów sznur.
Nad tą drogą na Smoleńsk dwóch gwiazd się sączy blask,
Jak twe oczy dalekich i zimnych gwiazd zza chmur.

Pieśń Wereszczagina - Bułat Okudżawa

Песня Верещагина - Pieśń Wereszczagina
Wojciech Malajkat - Aleksandr Marszał


Bułat Okudżawa - Michał B. Jagiełło

Ech, Wasza Wysokość, Wielmożna Rozłąko
Sprytnie udawałaś słodkie niewiniątko
Oszczędź list w kopercie, zostaw wspomnień garść
Nie mam szczęścia w śmierci, będę w miłość grać
Oszczędź list w kopercie, zostaw wspomnień garść
Nie mam szczęścia w śmierci. będę w miłość grać

Ech, Wasza Wysokość Wielmożna Obczyzno
Oszczędź sobie zaklęć i miłosnych wyznań
Twej jedwabnej sierści nie chcę więcej znać
Nie mam szczęścia w śmierci, będę w miłość grać
Twej jedwabnej sierści nie chcę więcej znać
Nie mam szczęścia w śmierci, będę w miłość grać

Ech, Wasza Wysokość, Wielmożna Fortuno
Lubisz jednym sprzyjać, innym w oczy splunąć
Lecz ja z kulą w piersi nie chcę jeszcze paść
Nie mam szczęścia w śmierci, będę w miłość grać
Lecz ja z kulą w piersi nie chcę jeszcze paść
Nie mam szczęścia w śmierci, będę w miłość grać

Ech, Wasza Wysokość, Wielmożna Wiktorio
Do diabła z laurami i z wojenną glorią

Zapędom morderczym lepiej spokój dać
Nie mam szczęścia w śmierci, będę w miłość grać
Zapędom morderczym lepiej spokój dać
Nie mam szczęścia w śmierci, będę w miłość grać


Paweł Orkisz
Wasza Ekscelencjo


Wasza Ekscelencjo, Pani ma, Rozłąko,
myśmy z sobą za pan brat, tak jak z niebem słonko.
Słów w kopercie parę, po cóż Ci je rwać?
Śmierć nie daje szczęścia, miłość musi dać.

Wasza Ekscelencjo, Boskie Powodzenie,
każdy Ciebie pragnie, a zdobywa szaleniec.
Dziewięć gramów w serce, po cóż Ci ich chcieć?
Śmierć nie daje szczęścia, miłość da Ci je.

Wasza Ekscelencjo, Obczyzno wspaniała,
pięknie oddawałaś się, ale nie kochałaś.
W swej jedwabnej sieci po cóż Ci nas mieć?
Śmierć nie daje szczęścia, miłość da Ci je.

Wasza Ekscelencjo, Przepyszne Zwycięstwo,
pieśni nie skończyłem, lecz czyż to jest klęska?
Nie próbujcie czarci przysięgami łgać.
Śmierć nie daje szczęścia, miłość musi dać.

Белое солнце пустыни - Białe słońce pustyni - 1970

Trzy siostry - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Три сестры 💛
Marian Opania - Trzy siostry


Michał B. Jagiełło

Zaciągnijcie w oknach zasłonę błękitną.
Siostro proszę nie wpuszczać lekarzy za próg.

Oto trzej wierzyciele zjawili się przy mnie.
Wiara, Miłość, Nadzieja — po swój przyszły dług.

Chętnie zwróciłbym długi i nowe i stare,
Ale w trzosie dziurawym ni grosza na dnie...
Nie bądź smutna, nie złorzecz, nie gniewaj się Wiaro,
Jeszcze wielu dłużników wszak masz oprócz mnie.

Patrzeć w twarz nie ośmielam się swym wierzycielom.
Chcę z pokorą i skruchą im przypaść do rąk.
Nie bądź smutna, nie gniewaj się matko Nadziejo,
Jeszcze twoi synowie na świecie tym są!

Ku Miłości posyłam niepewne spojrzenie,
Znad wezgłowia łagodny dobiega jej głos:
— Rozdawałam się sama w twoim imieniu,
Nic nie jesteś mi winien. Dostałam już dość.

Za twych uczuć i wzruszeń porywy namiętne,
Za szaleństwo, co spokój odbiera i sen.
Odpłaciła mi ludzka obmowa z procentem,
Przecież wiesz, że za dobro odpłaca się złem.

Rozgrzeszony zasypiam w szarości przedświtu,
Po pościeli plamami rozlewa się brzask.
Siostry trzy, żony trzy, trzej sędziowie
Kredytu ostatniego udzielić mi chcą jeszcze raz.
Siostry trzy, żony trzy, trzej sędziowie
Kredytu bezzwrotnego udzielić mi chcą jeszcze raz. 

Jerzy Czech

Zaciągnijcie na oknie niebieską zasłonę,
Siostro, leki stąd weź, niepotrzebne mi są.
Wiara, Miłość, Nadzieja — poznaję, to one,
Moje trzy wierzycielki odwiedzić mnie chcą.

Krótki pobyt na ziemi opłacić przystoi,
Ale pustą sakiewkę dziś mam, jak na złość...
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, o Wiaro ty moja,
Pewnie jeszcze dłużników zostało ci dość.

Resztką sił się obrócę do drugiej z kolei,
By w ramionach jej ukryć skruszoną swą twarz:
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, o matko Nadziejo,
Niejednego wszak syna na ziemi tu masz!

A gdy usta przycisnę do dłoni tej trzeciej,
Słyszę, jaką czułością głos cichy jej drga:
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, ja sama się przecież
Zamiast ciebie musiałam roztrwonić do cna.

Czyjekolwiek cię w życiu ramiona tuliły,
Jakikolwiek nieziemski ogarnąłby żar,
Dług twój ludzkie oszczerstwa w trójnasób spłaciły,
Więc oczyszczam cię z win i uwalniam od kar.

Leżę czysty jak łza w pierwszym świtu przypływie,
Biała flaga pościeli powita mdły brzask.
Trzy sędziny, trzy matki, trzy siostry cierpliwe
Otwierają mi kredyt ostami już raz.

Obrazy: Angela Betta Casale

Huzarzy - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Солнышко сияет, музыка играет
Wojciech Malajkat - Huzarzy

Michał B. Jagiełło
 Pogoda przepiękna, gra orkiestra dęta,
Skąd ta trwoga w sercu niepojęta?
Tam na środku rynku gapie się zebrali,
Pułk huzarów stoi w pełnej gali.

Panny się rumienią, bal się pannom marzy,
Boże jacy śliczni ci huzarzy...

Lecz pułkownik stary na koniu cisawym,
Mówi „nie czas teraz na zabawy.
Bale są we środy, dziś niedziela – wymarsz,
A we czwartek wojna się zaczyna”.

Tam na polu bitwy gęsto świszczą kule.
Może nie wrócimy już w ogóle? ...

Panny marszczą brewki, żadna mu nie wierzy.
Któż by śmiał zabijać ich tancerzy?
Idźcie na tę wojnę, bawcie się w podchody,
Tylko wróćcie do następnej środy.

Tam na polu bitwy gęsto świszczą kule.
Może nie wrócimy już w ogóle? ...

Pogoda przepiękna, gra orkiestra dęta,
Skąd ta trwoga w sercu niepojęta?

Józef Czech

Słoneczko przygrzewa.
Muzyka rozbrzmiewa;
Czemu serce z żalu tak omdlewa?

Za wsią, przy gościńcu
Stoi pułk żołnierzy,
Chmara panien ku nim wnet pobieży.

Wszystkie się radują:
Pójdą dzisiaj w tany,
Każdy chłopak zaś - jak malowany!

Ale pan pułkownik
Na bułanym koniu
„Hola, moje panny!" - woła do nich.

„W środę były tańce,
Dziś niedzielę mamy,
W czwartek zaś na wojnę wyruszamy!

Śmierć zatańczy z nami,
Jak to na wojence,
Może nas już nie ujrzycie więcej!"

Cóż on opowiada,
Panny mu nie wierzą,
Tylko ślą uśmiechy ku żołnierzom.

„Panowie wojacy,
Jedźcie, kędy wola,
Tylko wróćcie z bitewnego pola!"

Słoneczko przygrzewa,
Muzyka rozbrzmiewa;
Czemu serce z żalu tak omdlewa?

Wysocki - Jagiełło - Ten, który nie strzelał


Тот, который не стрелял - Ten, który nie strzelał

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło


Choć brzmi to może głupio
Lecz się na wszystko klnę
Egzekucyjny pluton
Rozstrzelał rankiem mnie

A za co tak pod ścianę
Na wprost tych sześciu luf?
Nie powiem, bo bym skłamał
A zresztą szkoda słów

Dowódca mnie ratować nawet chciał
Lecz wyrok już polowy wydał sąd
I pluton mój ochoczo salwę dał
A spustu nie nacisnął tylko on

Los się nade mną znęcał
Już od najmłodszych lat
Jak raz złapałem Niemca
To wziął i uciekł, gad

Przez tego właśnie gada
Kontrwywiad wprost się wściekł
I major z kontrwywiadu
Aferze nadał bieg

Zapisał w nim papierów cały plik
Żem zdrajca, tchórz, dezerter - słowem wróg
I pomoc mi już odtąd nie mógł nikt
I tylko ten, co nie wystrzelił - mógł

Dowódca machnął chustką
I rozkaz „Ognia!” padł,
I pluton mi przepustkę
Na tamten wydał świat

Wtem „Żyje! O, cholera!”
Zdumiony słyszę wrzask
A prawo nie pozwala
Rozstrzelać drugi raz

W szpitalu mnie latali wzdłuż i wszerz
Jodynę lekarz na postrzały lał
A mnie się wciąż marzyła jedna rzecz
Spotkać się z tym, który markował strzał

Lizałem potem rany
I kantowałem śmierć
W szpitalu uwielbiany
Przez całą babską płeć

I kwitło uwielbienie
Wokół osoby mej
„Ej ty, niedostrzeleniec!
Na zastrzyk! Portki zdejm!”

Batalion nasz obsadzał krymski front
A ja glukozę słałem tam na gwałt
By wrzątek mógł osłodzić sobie on
Ten jeden, co markował wtedy strzał

W szpitalu było miło
I żyłem jak ten pan
Aż mi się zabliźniło
Pięć postrzałowych ran

Do swoich powróciłem,
Dowódca mówi: „Cześć,
Jak cię nie dostrzelili,
To ty się, bracie, ciesz!”

Nie cieszę się - łbem tłuc o ścianę chcę
Najchętniej bym na cały głos się darł
Niemiecki snajper właśnie dobił mnie
Bo zginął ten, który markował strzał

Wysocki - Jagiełło - Rozstrzelanie górskiego echa


Włodzimierz Wysocki, Grigorij Leps
Расстрел горного эха - Rozstrzelanie górskiego echa

Michał B. Jagiełło

Piosenka o rozstrzelanym echu

Na górskiej przełęczy, w sąsiedztwie obłoków i smreków,
Wśród skał niedostępnych i stromych, gdzie nie wspiął się nikt,
Mieszkało wesołe, wesołe, figlarne, śmiejące się echo,
Gotowe jak druh odpowiedzieć na krzyk, ludzki krzyk.

Gdy jesteś samotny i widzisz, że szlak się urywa,
Gdy jęk o ratunek w kamienną potoczy się toń,
Pochwyci go echo, uniesie, zaniesie troskliwie
Do tych, którzy ruszą na pomoc, by podać ci dłoń.

I co jest przyczyną, czy szalej, czy piołun, czy blekot,
Że obłęd ogarnia w człowieku i serce, i mózg?
Zjawili się ludzie, by zabić wesołe, przyjazne im echo,
Związali je mocno, i knebel wcisnęli do ust.

I mieli zabawę, i mieli mordercy uciechę,
A ono milczało, choć klęli i bili do krwi:
A rankiem, gdy poszli rozstrzelać bezbronne, ucichłe już echo,
Ze skał poranionych trysnęły kamienie, jak łzy...

Wysocki - Jagiełło - Dialog przed telewizorem

Диалог у телевизора - Dialog przed telewizorem

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło

Oj, Wań, nie mogę, ale clowny!
Jeden drugiemu kopa dał,
Na gębie szminką upaćkany,
A gada tak, jakby się schlał,
A ten wygląda, spójrz no, Wań,
Jak szwagier, całkiem taki sam:
Pijacka morda, nos jak kran,
No popatrz, Wań!

- Ty, Zin, od szwagra to się odczep!
Jaki by nie był - ale brat!
Sama się w lustrze przejrzyj, dobrze?
Skubana miss na cały świat!
Zamiast się cieszyć byle czym -
Do sklepu byś skoczyła, Zin,
Wyłącz ten cyrk, cholera, Zin,
Rusz tyłek, Zin!



- Oj, Wań, leliput, ale fajny!
W ścieralnym dżinsie - to jest szyk!
Takiego dżinsa w naszej tkalni
Na pewno by nie utkał nikt!
A twoi koleżkowie, Wań,
To takie łajzy - jak ty sam!
„Brzozową” chodzą chlać do bram
Od rana, Wań!

- Ty na kolegów mi nie gadaj,
Lepiej swojego nosa patrz!
Żaden rodziny nie okrada,
A pije to, na co go stać!
To twój znajomy, słyszysz, Zin,
Ten, co na kurs chodziłaś z nim,
Chlał nawet hamulcowy płyn,
Pamiętasz, Zin?

- Oj, Wań, papużki gadające,
Obśmiałam się, aż boli brzuch!
A co ona takie ma błyszczące?
Wiadomo - zagraniczny ciuch!
W końcu kwartału, słyszysz, Wań?
Musisz mi sprawić taki sam,
Co mówisz, Wań? Cham jesteś, Wań!
No kup mi, Wań!

- A forsa skąd? Może ukradnę?
Dyrektor mi na premię wszedł!
Było ci pisać na mnie skargę?
Przecież pisałaś, może nie?!
A zresztą pomyśl sama, Zin,
Twe gabaryty w takim czymś?
Sześć metrów kupić musiałbym,
Daj spokój, Zin!

- Oj, Wań, nie mogę, akrobaci!
Na te ich sztuki patrzeć strach...
Jeden zmianowy od nas z pracy
W klubie z kinkietu zwisał tak!
A ty z roboty wrócisz, Wań,
Uwalisz się jak jaki pan
I śpisz. I co ja z życia mam?
Nic nie mam, Wań!

- Ty chyba chcesz się mnie narazić!
Sama pchasz palec między drzwi!
Od rana zapieprz na zakładzie,
A potem w domu jeszcze ty.
A ty się głupio dziwisz, Zin,
Że idę wypić z byle kim,
Jakbym miał z tobą siedzieć,
Zin, zwariowałbym!

Ta gimnastyczka - fakt, do rzeczy,
Niezła, choć swoje lata ma.
Kelnerka w jednym barze mlecznym
Też fikła tak któregoś dnia.
A twoje przyjaciółki, Zin,
Plotkują tylko - kto i z kim
Od tych ich idiotycznych min
Skręca mnie, Zin.

Głupoty gadasz, a Irina,
Ta referentka z PZU?
To do niej raz na imieninach
Oczka świeciły się jak psu!
Niedługo urlop, wiesz, co, Wań,
Pojedźmy zwiedzić Jerewań...
Co mówisz, Wań? Cham jesteś, Wań!
Smutno mi, Wań!

Dmitrij Charatjan i Nonna Griszajewa
Leonard Pietraszak

Wysocki - Jagiełło - Napięta lina


Канатоходец - Napięta lina

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło

Nie za chwilę taniego poklasku,
Lecz za uśmiech i wzruszenie
Po linie się wspinał co dnia.
Tańczył cień chybotliwy na piasku,
Jakby sprawdzał na arenie
Jak skończy się dziś ta gra?

Linoskoczek - Voila!
Akrobata - Allez!
Siatkę zdjąć, s’il vous plait!
On ryzyka smak zna!

Balans w lewo - i w przód...
Mały krok, potem dwa...
Balans w prawo - to cud!
Coute que coute! Pas a pas!
Encore! Choć lina wrogo drga!

Widział oczy i gęby otwarte -
Ze zdziwienia, z przerażenia:
Wciąż wyżej rozciągał swój sznur...
Przeszkadzały mu brawa uparte,
Pragnął ciszy i skupienia,
Zagubić się chciał wśród chmur.

Linoskoczek…

Karkołomne pragnienie wolności -
Śmierć lub życie w trzy minuty!
W napięciu czekali by spadł...
Patrząc w dół poznał format ludzkości:
Gnomy, karły, liliputy...
Zamienił się w cyrk ten świat!

Obrazy: Eric Zener