Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fedecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fedecki. Pokaż wszystkie posty

Wysocki - Fedecki - Maratończyk


Марафон - Maratończyk

Włodzimierz Wysocki - Ziemowit Fedecki


Biegnę, biegnę wciąż przed siebie gdzieś,
Zasuwam po tartanie,
A regulamin pić i jeść,
I spać mi też zabrania.

Może właśnie teraz poszedłbym na spacer nucąc jakąś pieśń
Lub skoczył na śniadanie.
A guzik! Biegnę, biegnę wciąż przed siebie gdzieś,
Zasuwam po tartanie.

Abisyńczyk Sem Bruch
Za wirażem znikł jak duch,
A jeszcze dziś trenerów dwóch
Mówiło mi, że Sem Bruch
To nasz - tak mówili - abisyński druh.

No proszę, do przodu druh jak burza gna,
Ja pocę się i sapię,
Lecz się pocieszam, że raz-dwa
Swój drugi oddech złapię.

W razie czego poczekam na trzeci dech,
Choć schnie mi w gardle ślina,
A już na czwartym czy piątym, choćbym zdechł,
Dogonię Abisyna.

Ładnie to tak? Prawdziwy druh
Nie ucieka, kiedy kolega spuchł.
A jeszcze dziś trenerów dwóch
Mówiło mi, że Sem Bruch
To nasz - tak mówili - abisyński druh.

W termometrze skacze rtęć,
Przegrana z góry walka.
Dla Sema kilometrów pięć
W upale to normalka.

Na takiej Syberii, jakby jeszcze padał śnieg,
Tam na klimacie by się naciął.
Tutaj, jak chce, wygrywa ze mną bieg,
A ja co? Ja nic! Tylko go rugam macią.

Mało mu jeszcze? Niech to jasny szlag!
Zdublował mnie skubany, hak mu w smak!
Szkoda słów, ładny mi druh!
Jak mu tam, zapomniałem, Acha, Sem Bruch -
Nasz abisyński druh.

Wysocki - Fedecki - Na ten chłód



В ХОЛОДА... - NA TEN CHŁÓD

Włodzimierz Wysocki - Ziemowit Fedecki


(Tak od wieków na świecie przyjęło się już
W cieple, ciszy, spokoju chce każdy mieć dom
Czemu zatem te ptaki tam lecą gdzie mróz
Jeśli winny do ciepłych udawać się stron

A dlaczego nam znudził się ciepły nasz kąt
Czemu nagle na oślep pognało coś nas
Może droga w nieznane to tylko nasz błąd
Skoro żaden nie urzekł nas blask)

Na ten chłód, na ten ziąb
Co tak goni nas gdzieś?
Co tak ciągnie wciąż dalej i w głąb?
Trzeba ruszać, pal sześć
Na ten chłód, na ten ziąb



Dziwna rzecz, dziwna rzecz
Od topoli, od brzóz
Odchodzimy na Północ, hen precz
Czy tam cieplej, gdzie mróz?
Dziwna rzecz, dziwna rzecz

Ciepły mieliśmy kąt
Lecz ruszyliśmy w świat
Pewno jakiś w nas samych tkwi błąd
Bo tak zawsze - pod wiatr
Bo tak zawsze - pod prąd

Do powrotu ten sam
Naraz wzywa nas głos
Co na oślep w dal gnać kazał nam
Gdzie ów szczęsny jest los?
Może tu, może tam?

Mirosław Baka, Aleksandr Domogarow (na fot.)

👉TUTAJ w przekładzie R. Kołakowskiego

Kapitanowie - Nowełła Matwiejewa


Wiktor Łufierow - Братья капитаны
Kabaret Olgi Lipińskiej - Kapitanowie

Nowełła Matwiejewa - Ziemowit Fedecki

Nad zorzą w kłębach chmur czerwone wyrwy
Srebrzysta mewa, rejsu towarzyszka
Z czerwonych fal wyjmuje szybko ryby
Niczym płonące głownie wprost z ogniska

Dwa prądy starły się jak dwa brzeszczoty
Za rufą pusta skrzynka tańczy walca
Przy kotłach w świetle purpurowo-złotym
Czerwony palacz stanął już jak władca

Kapitanowie, myśmy wydeptali
Niejeden szlak w oceanicznej fali
Myśmy rozpruli dziarskim kilem morze
I oczyścili dno z podwodnych traw

Ale okręty, сo za nami płyną
Z tą samą będą zmagać się głębiną
Ten sam dręczący ból je w końcu zmoże
Gdy na te same wpadną ostrza raf

Na cztery nogi kuty jest nasz bosman
Ale сo chwila pot ociera z twarzy
Jaką mieliznę jeszcze zdarzy los nam
Jaką luneta jeszcze dal pokaże?

A junga patrzy na horyzont trwożnie
I pomarańcze z twardej, żółtej skóry
Uwalnia tak powoli i ostrożnie
Jakby rewolwer uwalniał z kabury

Kapitanowie, myśmy wydeptali
Niejeden szlak w oceanicznej fali
Lecz statki, które mają nas na oku
Szukając naszych śladów, stracą czas

Nam nie przystały miejsce ani data
Byliśmy kiedyś w jakimś punkcie świata
A jeśli cel podróży został z boku
Nigdzie i nigdy nie był żaden z nas

Fot. Nowełła Matwiejewa

Wokół drogi smoleńskiej - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - По Смоленской дороге
Wojciech Malajkat - Wokół drogi smoleńskiej

Michał B. Jagiełło


Wokół drogi smoleńskiej wciąż las i las, i las,
Na przewodach zawieja przeciągle gra i gra,
Ponad drogą smoleńską jak oczu twoich blask,
niskich gwiazd światło drga, przeznaczenia moje dwa.

Tyle spraw nas wygania na mróz, na chłód, na ziąb,
Iść drogami nam każe pod wiatr, pod wiatr, pod wiatr.
Może gdyby łaskawszy był ramion twoich krąg,
Czas podróży do ciebie nie dłużyłby się tak.

Wokół drogi smoleńskiej wciąż las i las, i las,
Ponad drogą smoleńską wichura dmie i dmie.
Ponad drogą smoleńską błękitny, mroźny blask,
Gwiazdy dwie, oczy twe, poprzez mrok prowadzą mnie.

Wiktor Woroszylski


Wokół drogi smoleńskiej - wciąż las i las, i las,
wokół drogi smoleńskiej wciąż noc i noc, i noc,
tylko z góry, jak oczy twe - para błękitnych gwiazd,
w które patrzę i widzę mój los, mój los, mój los.

Wokół drogi smoleńskiej - zawieja dmie i dmie,
naszych zbędnych wędrówek zasypie, zatrze ślad...
Gdyby w pierścień się splotły twe dłonie gorące dwie,
może krótszy i lżejszy przede mną by leżał szlak.

Wokół drogi smoleńskiej - wciąż las i las, i las,
wokół drogi smoleńskiej - ten szum, i szum, i szum.
Tylko z góry, jak oczy twe chłodnych błękitnych gwiazd
już nie para spogląda lecz gwiazd obojętnych tłum...


Piotr Garlicki, Sława Przybylska
Po smoleńskiej drodze

Ziemowit Fedecki

Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk tak gęsty stoi las.
Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk - tak długi słupów sznur.
Nad tą drogą na Smoleńsk dwóch gwiazd się sączy blask,
Jak twe oczy dalekich, wieczornych gwiazd zza chmur.

Na tej drodze na Smoleńsk zacina wicher w twarz.
Czemu ciepły rzuciłem swój kąt? Ach, któż to wie?
Może nigdy daleki nie skusiłby mnie marsz,
Gdyby szyję oplotły choć raz mi ręce dwie...

Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk - milczący pusty las.
Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk - samotnych słupów sznur.
Nad tą drogą na Smoleńsk dwóch gwiazd się sączy blask,
Jak twe oczy dalekich i zimnych gwiazd zza chmur.

Piosenka o królu - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa
Песенка о старом, больном, усталом короле
Wojciech Siemion - Piosenka o królu

Ziemowit Fedecki

A kiedy na państwo ościenne wyruszał nasz król,
królowa sucharów na drogę mu wór nasuszyła
i dziury na szatach mężowskich starannie zaszyła,
i w dwóch zawiniątkach mu dała machorkę i sól.

A kiedy się żegnał i zamku przekroczyć miał próg,
objęła go czule i łzę uroniła rzęsistą:
- "A dajże im w kość, bo okrzyczy cię lud pacyfistą,
i zabierz im słodkie pierniczki, bo przecież to wróg"

Pod wodzą kaprala oddziały czekają już dwa:
trzech smutnych żołnierzy i tyluż żołnierzy wesołych.
Rzekł król: "Furda prasa i radio, i cztery żywioły!
Victoria nas czeka i w ogóle, chłopcy, hurra".



Nim zmilkły oklaski, marszowa zabrzmiała wnet pieśń.
Po drodze do armii król rozkaz skierował odgórny.
Wesołych żołnierzy dać kazał do intendentury,
a smutnych żołnierzy zostawił w piechocie - i cześć!

Popatrzcie: słoneczko zwycięstwa już błyska zza chmur!
Trzech smutnych żołnierzy spisano, co prawda, na manko,
a kapral, moralny pion tracąc, ożenił się z branką,
lecz łupem zwycięzców ogromny pierniczków padł wór.

Więc grzmijcie, orkiestry! Niech serca uderzą im w takt!
Niech smutek przelotny nam piersi radosnej nie gniecie.
Cóż smutnym żołnierzom po życiu na tym naszym świecie?
A słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak!

Wesoły dobosz - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Веселый барабанщик
Maria Pakulnis, Hanna Okuniewicz - Wesoły dobosz

Witold Dąbrowski

Wstań o świcie, wstań o świcie, wstań o świcie,
kiedy nocni stróże przed sklepami śpią,
a zobaczysz i usłyszysz,
jak wesoły dobosz idzie
i pałeczki z klonu w dłoniach jego drżą.

A w południe, gdy na mieście kipi życie —
zgrzyt tramwajów i huczący ludzki rój,
ty przysłuchaj się — usłyszysz,
jak wesoły dobosz idzie,
ulicami niesie gromki werbel swój.

A gdy wieczór, stary oszust i wichrzyciel,
w czarną ciemność pootula miejski bruk,
bacznie przypatrz się — zobaczysz,
jak wesoły dobosz idzie...
Warkot werbla i pałeczek wartki stuk.

W dzień i w nocy łoskot werbla usłyszycie,
raz jest bliżej, raz jest dalej, ale trwa...
Czy naprawdę nie widzicie,
jak wesoły dobosz idzie,
nie słyszycie, jak na werblu dobosz gra?


Ziemowit Fedecki

Jeśli wyjdziesz z domu, wyjdziesz wczesną porą
Kiedy wraca na spoczynek nocny stróż
Ujrzysz, jak wesoły dobosz dwie pałeczki bierze do rąk
I codzienny koncert swój zaczyna już

Potem znów południe zadyszane wbiegnie
I przyniesie zgrzyt tramwajów, gwar i szum
Ale w zgiełku tym wesołym dobosz dalej gra na bębnie
Czy nie widzisz, jak przeciska się przez tłum

Wreszcie przyjdzie, jak spiskowiec, wieczór mroczny
I ciemności na uliczek spadną bruk
Lecz w ciemnościach też zobaczysz, jak wesoły dobosz kroczy
Dzielny dobosz, co przemierzył tysiąc dróg

Bije werbel czasem głośniej, czasem ciszej
Zimą, wiosną, w smutne dnie, wesołe dnie
Gra wesoły dobosz marsza - czy naprawdę wciąż nie słyszysz
Jak pałeczki uderzają w bęben dwie?...

Piosenka z filmu "Друг мой, Колька" - 1961
"Mój przyjaciel Kolka"

Nadziei maleńka orkiestra - Bułat Okudżawa



Bułat Okudżawa - Надежды маленький оркестрик
Piotr Machalica - Nadziei maleńka orkiestra
Hanna Okuniewicz, Krystyna Sienkiewicz i in.
Nadziei amatorski zespól

Ziemowit Fedecki

Wesołych trąbek słychać granie -
Natężasz ucho, równasz krok,
A słowa same jak motyle.
Sfruwają z warg i lecą w mrok.
Któż nam wesołą piosnkę przysłał,
Choć mgła i rzeką płynie kra?
Nadziei maleńka orkiestra,
Co pod batutą serca gra!...



W latach pożegnań, w ciężkiej dobie
Żelazny deszcz tysiącem strug
Zacinał ostro w nasze twarze
I w karki bezlitośnie tłukł.
Kiedy ochrypną już dowódcy,
Kto u żołnierzy posłuch ma?
Nadziei maleńka orkiestra...

Pogięte trąby i puzony,
Pękł doboszowi w bębnie szew,
Flecista drutem flet obwiązał,
Lecz każdy pręży się jak lew!
Łatany strój, instrument kiepski,
Ale najwięcej zbiera braw
Nadziei maleńka orkiestra...

Obrazy: Graciela Rodo Boulanger

Koguty piały całą noc - Bułat Okudżawa


Всю ночь кричали петухи - Koguty piały całą noc

Bułat Okudżawa - Ziemowit Fedecki


Koguty piały raz po raz,
W mrok wyciągając szyje,
Jak gdyby wiersze cały czas
Recytowały czyjeś.

W tym pianiu z chandry było coś,
Tej męskiej i przepastnej,
Kiedy jak złodziej lub jak gość
Drzwi się otwiera własne.



Pianie leciało w dal i w mrok,
Spadało gdzieś w nieznane -
Tak nie kochaną twarz i lok
Gładzi się, patrząc w ścianę.

Kiedy pieszczota jest jak zgrzyt
Ale brak sił na zdradę...
Pewnie dlatego szary świt
Tak długo nie chciał nadejść.

Borys Griebienszczikow, Piotr Fronczewski
Bułat Okudżawa, Sława Przybylska

Piosenka o robaku - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Песенка о московском муравье
Marian Kociniak - Piosenka o robaku

Ziemowit Fedecki

To rzecz doprawdy niesłychana, żeby
Na taki pomysł prosty robak wpadł:
Zapragnął naraz ujrzeć siódme niebo,
Zapragnął oddać komuś cały świat.

Od dawna już mu w sercu było pusto,
Powszednie wszystko stało się i mdłe.
I wtedy robak stworzył sobie bóstwo
Na obraz i na podobieństwo swe.

Nie drżała ziemia, w niebie znak nie gorzał,
Tylko się lekko rozstąpiła mgła,
Kiedy ją wreszcie dnia szóstego stworzył
I ujrzał, jak w paletku lichym szła.

I wtedy, nie czekając na nic więcej,
Do domu swego zaniósł ją przez próg,
Pocałunkami ogrzał zimne ręce
I pantofelki stare zdjął jej z nóg.

A cienie ich zawisły ponad progiem.
Na dalszą drogę już nie miały sił.
Tak pięknie i tak smutne jakby bogiem,
Jakby człowiekiem każdy z cieni był.

Piosenka o mojej duszy - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa - Песенка о моей душе
Marian Kociniak - Czym jest dusza?

Ziemowit Fedecki

Czym jest dusza? Człowieczkiem nie bardzo wesołym,
Co do trudnej od wielu już lat chodzi szkoły.
Pewnie ciężki to los, lecz jak pomóc mu mam?
Przecież to sobie pan, a ja też sobie pan.

Coś go dręczy, czymś ze mną podzielić się pragnie,
Jeszcze chwila, a słowo tajemne tu padnie.
Ale milczy, bo nie chce, bym zadał mu kłam.
Przecież to sobie pan, a ja też sobie pan.

Nigdy nie pcham się nigdzie ze swoją dobrocią,
Nigdy o nic nikogo nie pytam, bo po co?...
Wolnoć Tomku w swym domku! Jaki pan - taki kram!
Każdy z nas sobie pan. Każdy sam, zawsze sam.

Jerzy Litwiniuk

Cóż to niby jest dusza? Zamyślony człowieczek,
który ma już za sobą szkołę klęsk i wyrzeczeń.
Snadź fortuna nie sprzyja jego skromnej osobie
I żyjemy oddzielnie: ja sobie, on sobie.

Coś go dręczy i chciałby podzielić się ze mną
jakimś ważkim wyznaniem, jakąś prawdą tajemną,
a nuż usta otworzy zaciśnięte w żałobie,
ale żyje sam sobie i ja żyję sam sobie.

A ja swojej dobroci bez pożytku nie tracę,
o nic nie pytam, bo daremne to prace.
Każdy dmucha w swą dudkę, wciąż w tym samym sposobie,
Każdy rzepkę swą skrobie, ja sobie, on sobie.

Świeca pali się jak lont - B. Okudżawa


Borys Griebienszczikow - Горит пламя, не чадит
Marian Kociniak - Świeca pali się jak lont

Bułat Okudżawa - Ziemowit Fedecki

Świeca pali się jak lont.
Spali się i basta!
Rozrzutnico, robisz błąd!
Okrutnie  mną szastasz.

Czas młodości - krótki czas!
Termin nas dogoni.
Stoczę się ostatni raz
Dukatem z twej dłoni.

Wiatr mnie sczerni, zmoczy deszcz -
I reszkę, i orła.
Bardzo byłaś szczodra, wiesz?
Czy nie nazbyt szczodra?

Piosenki radzieckie - Trawy, trawy...


Giennadij Biełow - Травы,травы
Halina Kunicka - Czekam

Andrzej Jarecki, Ziemowit Fedecki

Gwiazdy z wolna gasną
Księżyc zaszedł wcześnie
Słowik w gaju zasnął
Słowik w gaju zasnął
A ja jedna nie śpię...

Czekam tutaj, czekam z niepokojem
Ale ukochany nadejść nie chce
Nie wiem, czy to bije serce moje
Czy to słychać kroki twe na ścieżce

Daleko do domu
Mrok okrywa drogę
I tylko do klonów
I tylko do klonów
Przytulić się mogę...

Czekam tutaj...

Roni łzy dziewanna
Żegnając się z nocą
To już mgła poranna
To już mgła poranna
Pada srebrną rosą...

Z filmu "Aniskin i Fantomas" - 1973

Inwokacja


Piotr Fronczewski, Gustaw Holoubek
Inwokacja

Ziemowit Fedecki, Andrzej Jarecki

Znalazłem wreszcie i na ciebie sposób,
już więcej nad tym głowić się nie muszę:
bądź dla mnie zawsze paczką papierosów,
biletem trzeciej klasy do Koluszek.
Bądź moją kurtką z welwetu jedyną,
bądź pumperniklem, bądź polopiryną,
ale już nigdy więcej nie bądź blizną -
nasza kochana, bezcenna Ojczyzno.

Piekło nam wychłódło,
niebo nam dopiekło -
Zachowaj nas, ucałuj,
reguluj nam ciepło.
Podziel się każdym kłopotem,
wsuń za pazuchę dwa złote,
nie zmieniaj Pułtuska w Pizę
i przedłuż nam polska wizę.
Odświętnych nie wygłaszaj spiczów
i nie pisz do nas na Berdyczów

(Słuchaj nas uchem, nie brzuchem,
dwa złote wsuń za pazuchę,
przedłuż nam polską wizę,
nie każ pakować walizek,
przez lufcik nie wygłaszaj spiczów
i nie pisz do nas na Berdyczów.)

Dobrej nocy życz nam,
bądź sympatyczna
jak my tobie - ty nam.

Przecież ty jesteś miejscem wielu osób,
co nie chcą w średniej żyć temperaturze,
buchaj płomieniem wesołego stosu
w czarnej wszechświata gasnącego rurze.
Choć cię niejedni w łyżce wody topią,
Choć stary Chronos grozi nam entropią
(Chociaż niejeden wpłynął na cię donos,
chociaż entropią grozi stary Chronos)
bądź nam przychylną, dla dowcipu żyzną,
nasza kochana, bezcenna Ojczyzno…

Chyba tak - Ziemowit Fedecki


Kalina Jędrusik - Chyba tak

Ziemowit Fedecki

Bywają takie fatalne wieczory
Gdy człowiek chory jest
Choć nie jest chory
Kiedy go chętka najmniejsza nie łechce
Kiedy po prosu żyć się nie chce
Lekarza wtedy nie wzywaj nadaremnie
Od alkoholu nie oczekuj dobrych snów
Lepiej uśmiechnąć się spróbuj i ode mnie
Naucz się krótkiej piosenki słów

Przyjdą nieba łaskawsze
Przecież deszczyk nie zawsze
Będzie siąpił drobniutki jak mak
Chyba tak
I wiatr zdmuchnie z kałuży
Smutny bąbel nieduży
I to będzie weselszych dni znak
Chyba tak

Potem pęknie powoli
Pierwszy pączek topoli
A w wiklinie zaśpiewa pierwszy ptak
Chyba tak
I zapachnie ci znowu
Ciepłe niebo nad głową
I poczujesz – życie znowu ma smak
No, odpowiedz, czy tak
Chyba tak

Dla tej piosenki teraz na półeczce
Zrób trochę miejsca
W domowej apteczce
Tak wiele rzeczy zawodzi nas w biedzie
Trzeba pod ręką mieć coś, co nie zawiedzie
Oto recepta, gdy chandra się zaczyna
I niepokojem wieczorny wzbiera czas
Wtedy piosenkę weź jak kieliszek wina
Przypomnij słowa i zanuć jeszcze raz

Przyjdą nieba łaskawsze…

Zrewiduj mnie - Ziemowit Fedecki


Iga Cembrzyńska - Zrewiduj mnie


Ziemowit Fedecki

To przyszło nagle i niespodziewanie
Gdzieś na rubieżach Rzeczypospolitej
Ktoś, nie czekając, zanim pociąg stanie
Drzwi do przedziału otworzył ze zgrzytem
Spojrzałam, drgnęłam - coś się ze mną stało
On rzekł: "Rewizja" - a piękny był jak lew
I wtedy poszłam z nim na stacyjkę małą
Z walizką w ręku, a z ust mych spłynął zew

Zrewiduj mnie młodą ręką
Płonę i drżę przed słodką męką
Już świat dokoła wiruje jak we mgle
Zrewiduj mnie, zrewiduj mnie
Czuję, że zapał ogarnia mnie szczery
Złamiemy wspólnie wszelkie bariery
Twe ręce - dzielne, twe usta - celne
Tu w tej komorze - o Boże
Zakwitło nagle szczęście me
Zrewiduj mnie, zrewiduj mnie

Nie dbam, że wzgardą otoczy mnie motłoch
Że może kiedyś zapłaczę jak bóbr
Warto znieść wszystko za ten radosny popłoch
Za czar i słodycz rekwizycji dóbr
A potem znowu ruszyć za granicę
Aby raz jeszcze upojne przeżyć sny
Może wam kiedyś - gdzieś w Zebrzydowicach
Lub Terespolu - wpadnie refren ten

Zrewiduj mnie…

Piosenka o zmartwienu - Ziemowit Fedecki


Zofia Merle
Piosenka o zmartwieniu

Ziemowit Fedecki

Wilkiem patrzysz na telefon, na kalendarz
Z kąta w kąt się po pokoju w nocy szwendasz
Czasem zaklniesz, czasem spluniesz na podłogę
Czasem dla odmiany zanucisz piosenkę
Kiedy chodziłaś ze mną w nogę, to było mi na rękę
I tak jest przez długi czas codziennie
Martwisz się, że wielkie masz zmartwienie
I od zmartwienia chciałbyś przejść do akcji
Lecz co można zrobić w takiej sytuacji

Można zrobić desant w Gwadelupie
Można ruszyć z krócicą na Kurpie
Można wrzasnąć na całe gardło
Wróć to tempo, wróć to tempo - ty larwo
Można głową wykuć dziurę w murze
Można na upartego nawet umrzeć
Można dokonać czynów sto
Ale to wszystko nie to, nie to

Kiedyś wreszcie łapiesz w płuca łyk powietrza
Okazuje się, że to był krótki metraż
Wzdychasz lekko, jakbyś z ramion zwalił kłodę
A piosenka sama zmienia się w posłowie
Już nie będziemy chodzić w nogę
Choćbyś stanęła na głowie
Raptem smutna robi się szalenie
Że skończyło się wielkie zmartwienie
Znów się martwisz, chciałbyś przejść do akcji
Lecz co można zrobić w takiej sytuacji

Idź na spacer alegorio


Pieśń o zbytecznych alegoriach
Idź na spacer alegorio

Ziemowit Fedecki, Andrzej Jarecki

Idź na spacer alegorio
Pozwól nam spokojnie żyć
Nam przykazał ojciec Goriot
Pieśni śpiewać, wino pić

Wreszcie ujrzeliśmy śmierć
Gdy sztormy waliły w morskie odmęty
Zajęła miejsce na brzegu stromym
Licząc tonące okręty

Było ich wiele pod różną flagą
Na rafy zagnanych nagle
Bronił się każdy, walczył z odwagą
Lecz na dno runął jak Hamlet

Więc rzekliśmy śmierci – to ładne, lecz
Porzuć te swoje prace
Śmierć, to jest dla nas za mocna rzecz
Lepiej idź sobie na spacer

Idź na spacer alegorio…

Wysocki - Fedecki - Wampiry na pogrzebie


Мои похорона
Wampiry na pogrzebie


Włodzimierz Wysocki - Ziemowit Fedecki

Śnił mi się katafalk raz
Obleczony w kiry.
Na mój pogrzeb jak na zjazd
Zleciały się wampiry.
Palnął mówkę ten i ów
Chwaląc me zalety.
Krwi nie ssały, skądże znów —
To przysmak na wety.
Wetknęły mnie do trumny byle jak,
A gruby wampir mistrz wszechwag,
Ten żyły z siebie wprost wypruwał,
Tak mnie ugniatał i przesuwał.
Stękał z wysiłku, sapał, spluwał
I z pyska przegniły kieł wysuwał.
Mały upiór z błyskiem w oku,
Niby przez pomyłkę,
Szybko nadgryzł mi z doskoku
Pod kolanem żyłkę.
Inny, co stał dotąd w cieniu,
Zrobił krok do przodu
I u wezgłowia rzekł w natchnieniu:

„Krew skarbem narodu!"
Honorowa warta upiorna
Ku niebu wzniosła wzrok pro forma,
Poczułem jednak spojrzeń serię
Wprost na moją senną arterię,
Jeśli zaś przetną mi arterię,
Wpadnę w bezsenność i histerię.

Stójcie! Co tu robi ten
Z nożem nad mym gardłem?!
Przecież widzę go przez sen,
A więc nie umarłem.
Inny zakradł się jak kot
Z zatrutym napojem,
Ale trafił kulą w płot,
Nie wyszedł na swoje,
Bo sam, oczywiście, wpierw skosztował
I, oczywiście, wykitował.
A na mnie nie podziałał szalej.
Hej, jest tam który? Jeszcze mi nalej!
Zdrowie służy mi wspaniale
I zakąsiłem przedtem doskonale.
Czemuż na upiorną noc
Nie wrzasnę, u kata?!
Czemu leżę tu jak kloc
I strugam wariata?!
Mógłbym je przepędzić stąd
Jednym śmiałym gestem,
Lecz nie myślę o tym, skąd!
Nie myślę, więc jestem!
Jak wyrwany z płotu kołek
Leżę sobie, a wilkołak
Wywija wokół trumny oberka,
Na moją szyję zezem zerka.
Za nim upiorek z mniejszym stażem.
Czekaj, draniu, ja ci pokażę!
Ryk z gardzieli groźnie grzmi,
Wyszczerzyły pyski,
Zębów błysk — i struga krwi
Spływa już w kieliszki.
Dajcie, ja naleję sam,
Sam się z wami trącę,
Sam „smacznego!" powiem wam,
Krwiopijcę śmierdzące!
Ale u ręki palców pięć
Nie zacisnęło mi się w pięść,
Bo kto się nigdy nie podrywa,
Ten snu głuchego nie przerywa,
Mniej się naraża, mniej przegrywa
I znacznie więcej lat przeżywa.
Dreszcz mi po grzbiecie cały czas
Lata jak prąd po drucie,
A starczyłoby choć raz
Kiwnąć palcem w bucie,
Krzyknąć: „Precz do diabłów stu!
Na widziadła nocne,
Lecz co będzie, jeśli tu
Zostaną, gdy się ocknę?
Śmiertelny mnie przeszywa lęk,
Że gdyby nawet koszmar pękł,
Nie sczezną, nikt ich nie wygoni,
Bo to przecież moi znajomi,
Żywi, widoczni jak na dłoni,
Sami moi dobrzy znajomi,
O, już tu są, a kły im lśnią,
Już suną w przytupach,
Już za chwilę moją krwią
Zaleją się w trupa.
Czy tu wiać, czy w kość im dać? —
Głowię się boleśnie.
A najlepiej — dalej spać,
Wszystko przespać we śnie!...

Wysocki - Fedecki - Dziwna bajka


Странная сказка
Dziwna bajka

Włodzimierz Wysocki - Ziemowit Fedecki

Taka sobie bajeczka

Baju-baju, w pewnym kraju,
Dajmy na to numer 6,
Hultaj siedział na szachraju,
Ideały mieli gdzieś.

Zamiast machnąć szabelką choć raz,
Stary król wolał uderzać w gaz.
Ślubną żonę puścił kantem,
Delfin został spekulantem,
A bez wiana królewny wdzięk zgasł.

Za pagórkiem, za laseczkiem,
W innym kraju - numer 5,
Mieszkał król zwany Słoneczkiem,
Lud uwielbiał jego pięść.

Święty spokój panował zawsze tam,
Chociaż z króla skończony był cham.
Zabrał swym ministrom teki,
Opozycję - do bezpieki,
A granicę na kłódkę zamknął sam.

No a dalej trochę jeszcze,
W znanym państwie numer 2
Królem ciągle trzęsły dreszcze,
Krew go zalewała zła.

Był to militarysta i bar -
Barzyńca, na wszystkich się darł.
Wysyłał każdej soboty
Bardzo obraźliwe noty,
Do konfliktu zbrojnego parł.

W dziki amok popadł wkrótce,
Wrzasnął: „Nam przestrzeni brak!",
Pchnął do boju swoje hufce,
A sąsiadów trafił szlag.

„W łeb mu damy i koniec!" A skąd!
W 6-tym nikt nie wyruszył na front,
W 5-tym zaś generalicja
Znikła tam, gdzie opozycja
I wasale zaszyli się w kąt.

Wysocki - Fedecki - Piosenka o nutach


Włodzimierz Wysocki - Marek Kondrat
Песня о нотах - Piosenka o nutach

Ziemowit Fedecki

Wciąż nie wiem, choć pytałem osób sto,
Zjawiska tego jaka jest przyczyna,
Że każda gama kończy się na „do",
Chociaż od „do" się właśnie rozpoczyna?

Nuty wolą tańczyć solo
Ale wiedzą do, re, mi, fa, sol, la, si,
Że to pachnie samowolą
I że chór najlepiej brzmi!

Każdego, kto uczciwą lubi grę,
Powinno razić tak, jak razi nas to,
Że zawsze się rozpycha nuta „re"
Na cały takt i na jedną szesnastą.
Kiedy symfonia w filharmonii grzmi,
Lub kiedy nam na skrzypcach grają tango,
Słyszymy, że ta sama nuta „mi"
To niższa jest, to znowu wyższa rangą.

Upojna chwila jakże krótko trwa
I z równą siłą wnet nie bawi tak cię.
Podobnie dźwięczy nieraz nuta „fa",
Donośniej znacznie, niż w poprzednim takcie.
A każdy bemol to do siebie ma,
Że w partyturze czuje się jak w domu.
Przy nim zarozumiała nuta „la"
Nie puszy się i zaraz spuszcza z tonu.

Muzyk na walca krzywiąc się cis-moll,
Położył na nim krzyżyk twardą ręką.
I czuła jak mimoza nuta „sol"
Zaczęła raptem śpiewać bardzo cienko.
I wreszcie sam Beethoven powie ci:
Bez „si" orkiestry głuchną, milkną chóry.
Nad resztą nut się wznosi nuta „si"
Majestatycznie spoglądając z góry.

Lecz po co cały ten o nutach spór?
Wśród nich są lepsze, gorsze, młodsze, starsze.
Wie nawet dziecko, że w tonacji „dur"
Nie zabrzmią dobrze pogrzebowe marsze.
A prócz tych zaszeregowanych nut
Trafiają się też nuty-pasożyty.
Kto zagra je, kto ów podejmie trud?
A niech się o to martwi kompozytor.