Regina Pisarek
Na placu gdzie był kiedyś Zamek
Janusz Szczepkowski
Na Starym Mieście są takie ulice
Gdzie można idąc trzymać się za ręce
Rozmawiać głośno z sennym księżycem
Przed ludźmi skryć się w małej, ciemnej wnęce
I nikt nas tutaj nigdy nie spotka
Nikt nas nie dojrzy z głębi ciemnych okien
Schodzimy wolno po Kamiennych Schodkach 👉👉👉
Nagle jesteśmy obłokiem
Błękitną chmurą zawieszeni
Nad śpiącym miastem zadumani
Stoimy w siebie zapatrzeni
Na placu, gdzie był kiedyś Zamek...
Czas jednak wracać nam do spraw codziennych
Piękne marzenia nie spełnią się same
Jak kiedyś miasto z gruzów wojennych
Odbudujemy Królewski Zamek
To nic, że może gdzieś tam jest lepiej
Z daleka wszystko innym świeci blaskiem
Lecz tutaj wszyscy żyjemy dla siebie
Pod własnym niebem – warszawskim
Błękitną chmurą zawieszeni...
Znów będzie nam zamkowy zegar
Nowej historii czas odmierzał
Bez ciebie nie umiem oddychać swobodnie
Bez ciebie są noce samotne, bez snu
Bez ciebie dni płyną do siebie podobne
Do ciebie z daleka powracam co tchu
Jest miasto nad Wisłą, kochane nad wszystko
To o nim legendę wiatr poniósł przez świat
A jeśli tę miłość nazwiecie szaleństwem
Nie umiem inaczej się kochać jak tak
Tu nawet samotni znajdują swe szczęście
A starość łagodnie siwieje bez skaz
Tu miłość się rodzi przez kwiaty i wiersze
Ta pierwsza, szalona, wśród wyznań i łez
Do ciebie się niebo błękitem uśmiecha
I słońce radosny przynosi ci świt
Dla ciebie w Łazienkach łka nokturn Chopina
I kruche gołębie gruchają do dziś
Jest Zamek nad Wisłą, kochany nad wszystko
To o nim legendę wiatr poniósł przez świat
A jeśli tę miłość nazwiecie szaleństwem
Nie umiem inaczej się kochać jak tak
Tu nawet samotni znajdują swe szczęście
A starość łagodnie siwieje bez skaz
Tu miłość się rodzi przez kwiaty i wiersze
Ta pierwsza, szalona, wśród wyznań i łez
Stanisław Wenglorz
Mój warszawski dzień
Józef Lewiński, Andrzej Zaniewski
Tu są moje horyzonty
I pierwszych odkryć lądy
Bramy, place, cały świat
Bo przecież wiem
Jestem tylko cieniem
Zamyśleniem i marzeniem
Mego miasta nocy, dnia
Mój warszawski dzień
Najpiękniejszy ranek
Wokół słychać dziewcząt śmiech
Codziennie tak zaczyna się
Mój warszawski dzień
Dobry i słoneczny
Mój najpiękniejszy dzień
Który idzie przez Nowy Świat
I tak chcę iść Wisły cichym brzegiem
Stać się dawnych czasów echem
I Syrenie patrzeć w twarz
Chcę przy niej być
Zawsze obok blisko
Śpiewem, krokiem, gestem, myślą
W srebrnej nocy, w dobrym dniu
Tadeusz Ross
Powiedz pan, gdzie ja jestem
Kazimierz Szemioth
Powiedz pan, powiedz pan, gdzie ja jestem
Mówię, że miasto znam, ale gdzież tam
Tu ponoć stał wyszczerbiony jakiś lichy płotek
A teraz, patrz pan, taki wielki hotel
Czy poznasz pan Bielany lub Ochotę - bo ja nie...
Spojrzyj pan, choćby ta Saska Kępa
Parą szkap - człap, człap, człap - sam pamiętam
A dziś przez most Łazienkowski wprost do Agrykoli
Dorożki już się kończą - serce boli
Choć warszawiakiem jestem od pokoleń, gubię się...
Powiedz pan, powiedz pan, gdzie ja jestem
Nie ma już tylu bram, inna przestrzeń
Na Srebrną chcę - i cóż z tego? Trafić tam nie mogę
Po Tamce błądzę, chwytam się za głowę
Tych chałup mniej tu było o połowę, wierz pan mnie...
Pędzę więc, pędzę więc na Krakowskie
Teraz fiat, teraz fiat za dorożkę
I nagle cud - wszystko stoi tak, jak kiedyś było
Królewski Zamek tylko czeka klamek
I jak nie przyznać, że to mnie wzruszyło, sam pan wie...
Na Różyckiego, na Różyckiego
Skolko ugodno i tylko tu
Tu pucu ni ma, tu wszystko prima
Słowo kupieckie, skarz mnie Bóg
Ogóry jak szczury
Karliki jak byki
Jabłuszka-cacuszka
Najpierwsza klasa
Okonie jak konie
I szproty jak koty
I śledzie niedźwiedzie
Pod basa jak w sam raz
Tu manna jak panna
Czyściutka, świeżutka
Jak leci, dla dzieci
Nawet małych
Tu jaja jak strusie
Przebierać nie musiem
Bo kury ich z góry
Poprzebierały
Na Różyckiego, na Różyckiego
Tu się obsprawi nawet lord
Tu masz pepegi i maść na piegi
Wszystko legalne, prima sort
Koszula na króla
I gatki bez łatki
Paltocik od cioci
Aż z Ameryki
Dla sfery lakiery
Na śluby, pogrzeby
Na pierwsze potrzeby
Ze sznytem jak na bal
Tu rutka świeżutka
Na modny, wygodny
Do zdjęcia przez zięcia
Cud-wianuszek
Tu nieba jak trzeba
Dla hrabi z Dwa Pragi
Przechylę za byle
Pół kila gruszek
Panie szanowny, pan ma fart
W domu i w życiu, i do kart
Zrób pan początek, póki czas
Bo za sto lat nie będzie nas...
Na Różyckiego, na Różyckiego
Kiedy ciemnieje słońca blask
Kto chce, niech wierzy, bradiaga-księżyc
Taska na stragan worek gwiazd
Nie stójcie, kupujcie
Srebrzyste i czyste
Gwiazdeczki-laleczki
Zupełnie nowe
Są duże jak róże
I małe, i białe
A także, a jakże
Złowione z Wisły fal
Na pęczki, tuziny
Dla każdej dziewczyny
Dzwoniące, błyszczące
Gwiazdka w gwiazdkę
Prawdziwe, jak żywe
I zawsze szczęśliwe
I zawsze szczęśliwe
Bo to warszawskie
Jarema Stępowski
Na zielonych Bielanach
Włodzimierz Ścisłowski
Na Bielanach dębów zieleń
Na Bielanach Wisły nurt
Świerszczy koncert, żab kapele
A do tego ptaków chór
Wisły nurt, ptaków chór
I gonitwa białych chmur
Na Bielanach ważek balet
Na Bielanach pokłon traw
A tam dalej Wisły fale
A tam dalej żółty piach
Pokłon traw, żółty piach
I dmuchawców siwa mgła
Wsiądę w tramwaj czerwony
Co odgadnie mój zamiar
Będę z wiatrem się gonić
Po zielonych Bielanach
Wierzbom listki uczeszę
Wiśle rzucę pieniążek
Aby wrócić tu jeszcze
Gdzie kaczeńce na łące
Na Bielanach nasza miłość
Na Bielanach wyznań szept
Tu nam wszystko się wyśniło
Tutaj świadkiem rzeki brzeg
Wyznań szept, rzeki brzeg
I kwitnących tarnin śnieg
Na Bielanach dębów zieleń
Na Bielanach Wisły nurt
Gdy nadejdzie znów niedziela
Przyjedziemy razem tu
Wisły nurt, ptaków chór
Znowu nas powita tu...
Jarema Stępowski
Na moim podwórku
Włodzimierz Ścisłowski 👉👉👉
Na moim podwórku dzień płynął jak w raju
I był niemożebny harmider i gwar
Kto tego nie przeżył, to ciaptak i frajer
Bo urok tych wspomnień milionów jest wart
Na moim podwórku cwaniaki
Zdradzały talentów moc
Na moim podwórku pan fakir
Rozkładał spłowiały koc
Na kocu tym sztuki odstawiał
Aż brakło dzieciarni tchu
Gdzież mogła być lepsza zabawa
Kto brawa bił większe mu
Na moim podwórku kapela
Gdy grała, to cieć był rad
I wołał znów: "Bujaj się Fela"
I miotłą wybijał takt
Miedziaki sypały się z okien
Leciały do czapek wprost
Spaść chciało też słońce z obłoków
Jak wielki, miedziany grosz
Do dzisiaj mam w uszach tę ichnią muzykę
Do dzisiaj sztajerek wyciska mi łzę
Gdy siedzę nad piwem, to oczy przymykam
I widzę, i widzę dokładnie znów, że
Na moim podwórku pan Wacek
Rżnął w oko co dzień aż po zmrok
A potem pił likier strażacki
I wnet mu baraniał wzrok
Na moim podwórku Cyganka
Wróżyła każdemu z kart
A Cygan wciąż grał na organkach
Dziewczynom spojrzenia kradł
Na moim podwórku z dywanów
Unosił się złoty kurz
Na moim podwórku od rana
W "kopaną" się grało już
Klaskała publika z zapałem
I wielki powstawał krzyk
Gdy szyba pękała po strzale
A jednak nie pękał nikt
A w sierpniu pamiętnym też dotarł tu ogień
I był niemożebny rozgardiasz i huk
Chłopaki tu przyszły, by spotkać się z wrogiem
Więc każdy ich witał i wspierał, jak mógł
Na moim podwórku chłopaki
Zdradzały talentów moc
Na moim podwórku odwagi
Nie brakło co dzień i co noc
Na moim podwórku jak gdyby
I czas zaczął szybciej biec
Bo co dzień pękały tu szyby
Choć dawno się skończył mecz
Dziś nie ma mojego podwórka
Odmienił się całkiem świat
Dom stanął na moim podwórku
Gdzie ślady minionych lat
Gdy czasem przechodzę tu obok
Z wrażenia wstrzymuję dech
Bo chłopcy też piłkę dziś kopią
I dziewcząt znów słychać śmiech...
Jarema Stępowski
Gorąca miłość na Chłodnej
Zbigniew Stawecki
Całą wolską dzielnicę znam od dziecka na pamięć
Każden jeden zakątek, śmiało mówiąc, jak nikt
A ostatnio się kręcę tu na Chłodnej, przy SAM-ie
Aż kolesiom mi przyznać się wstyd
Choć jak dziecko tłumaczyć się staram
Coś mnie ciągnie jak muchę na lep
Ekspedientką w tym SAM-ie jest niejaka Barbara
I dlatego odwiedzam ten sklep
Ja mam miłość gorącą na Chłodnej
Do niej serce, jak głupie, się rwie
Choć to dzisiaj podobno niemodne
Kto raz kochał, zrozumie i mnie
Tam gdzie Andzia miewała wychodne
Gdzie wieżowce śmigają do chmur
Sto fajerek w mym sercu się pali na Chłodnej
Taka wolsko-warszawska na mur
Gdy masz, chłopie, maniery i przy babce nie pękasz
A ta męska uroda także samo jest git
To się złamie dziewczyna jak ta moja Basieńka
No i będziesz szczęśliwy jak nikt
Dni nam lecą, że trudno je zliczyć
Jak na filmie przepięknym lub w śnie
Różą miłość zakwitła na tej Chłodnej ulicy
Czy to Chłodna czy Ciepła, kto wie?
Jarema Stępowski
W Rembertowie na bazarze
Zbigniew Stawecki
Tylko u nas, tu u nas
Taka szansa się zdarza
Powiedz temu, kto nie wie
W Rembertowie jest bazar
Tylko tutaj okazja
Na różności i ciuch
Znakiem tego od rana jest ruch
Adaptery, rowery
Zegary, fajery
Koła, pompki i taczki
Dla bajbusa śliniaczki
A jak abecadło
B jak bomboniera
Ludu chrześcijański
Za jedne sto złotych
Wygrasz oto ten medalion złoty
Kto ma oczy zdrowe może wygrać krowę
Kto ma oczy z korka ten dorzuci z worka
Kto nie ma czuja nie wygra ni cholery
Dzieci, poszły won stąd, nie podsłuchiwać
Mój wujek z Australii
Przypłynął na dziurawej balii
I zwariował, i utonął w Wiśle
Ojejej, ludzie, zwariowałem
Co niektórzy biadolą
Że najdrożej na świecie
Szmal na zakup, jak rany
Przeznaczony jest przecież
Pieniądz kołem się toczy
Tyś fujara, ja pan
Więc nie warto żałować na szpan
Podkoszulki z napisami
Adidasy z lampasami
Są na zdjęciach seks-grupy
Pawie pióra do kolekcji
W Rembertowie na bazarze
Pełna gala, pełny luz
Potem seta w cichym barze
Oblać zakup to już mus
Ciuch wygląda nieco starzej
Kiedy w chacie sprawdzisz go
Ale szanse na bazarze
Dla każdego zawsze są
W Rembertowie na bazarze
Różne twarze widzisz w krąg
A dopiero się okaże
Jaki będzie dalszy ciąg
Czyś samotny, czy też w parze
Znajdziesz sobie ekstra coś
W Rembertowie na bazarze
Tyś najmilszy u nas gość
Ulica Wolska fason zna, nasz PeDeT wiedzie prym
Chłopaki wolskie na sto dwa, nie włazić w drogę im
Dziewczyny z Woli jedna maść - dwadzieścia mają lat
A gdy uderzasz, chwytaj w garść odpowiedzialny kwiat
Ja jestem chłopak z Woli
A Wola fest dzielnica
Tradycja klawa, co tu kryć
Gdy masz koleś gest
Proszę do nas przyjdź
My nie wypadniem z roli
I właśnie w tem różnica
Że cała Wola - jedna myśl
Jak za dawnych lat i tak samo dziś
Do knajpy zaproś damę swą na dania ceny "S"
A gdy się boczy mimo to - tuż obok kino jest
Sercowy film wyciśnie łzy, bo życie wzrusza wszak
Gdy szepnie - daj chusteczkę mi - to już fartowny znak
Ja jestem chłopak z Woli...
Na naszej Woli klawo żyć, dzielnica całkiem fest
A wolski chłopak, co tu kryć, najlepszym mężem jest
Ulicą Wolską ze mną chodź - tradycja tego chce
Warszawski dzień, warszawska noc zaświadczą o tym, że
Czy dziś pamiętasz, mój siwy koniku
Nową dorożkę i pierwszy nasz kurs
Pani w woalce i pan w meloniku
Śmiesznie spytali, czy wiemy, gdzie "Lourse"
Hej, wio, hej, wio
Dorożką w Aleje i przez Nowy Świat
Jest innych sto
Lecz naszej nie umie prześcignąć i wiatr
Hej, wio, hej, wio
A teraz przepraszam: "Ziemiańska"czy "Lourse"?
Naszą dorożką ktoś jedzie z najdroższą
Wesoły, koniku, masz kurs
Lub gdy karnawał roztańczył lokale
Usta rozśpiewał i z oczu zdjął sen
Nocą - pamiętasz - nie spaliśmy wcale
A na postoju kimało się w dzień
Hej, wio, hej, wio
Sankami w Aleje i przez Nowy Świat
Jest innych sto
Lecz naszych nie umie prześcignąć i wiatr
Hej, wio, hej, wio
Od domu do domu i z balu na bal
Ciemno u Lourse'a, bo tańczą w "Resursie"
Krakowskim więc prosto dziś wal
Lecz czas przeleciał i świat zmienił wkoło
Znikły dorożki, "Ziemiańska" i Lourse
Nie ma co czekać, już nikt nie zawoła
Przyszedł, koniku, ostatni nasz kurs
Hej, wio, no, wio
Dziś sami w Aleje i przez Nowy Świat
Ach, ileż to, ach, ileż to kursów, mój Boże, i lat
Hej, wio, no, wio
Tu była - pamiętasz - "Ziemiańska", tam Lourse
Co dzień dorożką, stąd wiózł ktoś najdroższą
Dziś pusty, ostatni nasz kurs
Jarema Stępowski
Warszawa was pozdrawia
Piotr Łosowski
Dawno temu, przed stu laty albo wcześniej
Wielki balon miał ulecieć nad Warszawą
Każdej damie bardzo głośno biło serce
Zaś panowie podróżnikom bili brawo, o tak
Warszawa was pozdrawia, Warszawa was zaprasza
Tu zawsze na was czeka słoneczny, piękny dzień
Król Zygmunt i Syrenka, i słowik, co w Łazienkach
Powita was piosenką, która powie, że
Kiedy balon ruszył w drogę, to w gondoli
Trzej panowie wszystkim z góry się kłaniali
Po czym wiatr ich uniósł w stronę innych stolic
Gdzie do wszystkich z tej gondoli tak śpiewali, o
Warszawa was pozdrawia...
Dzisiaj nie ma już balonów nad Warszawą
Dziś samolot stąd się wspina w nieba błękit
Lecz i dzisiaj wszyscy, którzy tu mieszkają
Zapraszają was słowami tej piosenki
Jarema Stępowski
Panno Warszawo
Jan Tadeusz Stanisławski
Po to jest zabawa, żeby bawić się
Wszyscy o tym wiedzą, no i Felek wie
Stale śpiewa tylko to, co w swym sercu ma
Co pokochał, to wyśpiewa, a wyśpiewa tak
Panno Warszawo, bo to jest tak
Jak to się mówi - stara miłość nie rdzewieje
Panno Warszawo, to właśnie ja
Od lat cię kocham, taki jestem, się nie zmienię
A ty piękniejesz w oczach
No i posag wciąż większy masz
Nowe dzielnice, domy, place - na sto dwa
Panno Warszawo, panno Warszawo
Panno Warszawo ma
Panna Frania dumna, że chłopaka ma
Co tak pięknie śpiewa, lecz jest trochę zła
Bo on w oczy patrząc jej, mówi "kocham cię"
Ale nuci jej do ucha tylko słowa te
Panno Warszawo...
Wzięli ślub w sobotę, było gości huk
Przyszło pół dzielnicy na ten Felka ślub
A nad ranem skandal był, żona odejść chce
Bo pan młody trochę wypił i zaśpiewał, że