Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banaszak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banaszak. Pokaż wszystkie posty

Miasto samotnych serc - Janusz Kondratowicz


Hanna Banaszak
Miasto samotnych serc

Janusz Kondratowicz


Jest takie miasto w chmurnym niebie
Gdzie choć na chwilę musisz kiedyś wpaść
A gdy obejrzysz się za siebie
W odbiciu ujrzysz młodszych oczu blask
I rzucisz w kąt wytarty szary płaszcz

A kiedy nocy skraj odchylisz
Z okładek spłyną smukłe jachty aut
I zapamiętasz twarz dziewczyny
Biegnącej z tobą w rozwichrzony wiatr
Zmieni się tło, zrozumiesz, ileś wart

Samotne serce tam zostawisz
Dobre albo złe
Nieśmiałość jak trącony kamyk
W dół potoczy się

I jeszcze raz uwierzysz
Że znów grasz o wszystko
I nie jesteś bez szans

Zadzwonisz stamtąd do przyjaciół
Zaprosisz ich na jutro lub na dziś
A potem windą zjedziesz na dół
By chłodem świtu sen znad powiek zmyć
Szybko coś zjesz i kawy przełkniesz łyk

Samotne serce tam zostawisz...

I nigdy już nie schylisz
Wzroku, gdy ktoś nagle
Ostrzej spojrzy ci w twarz
Choć znów założysz podniszczony płaszcz

Samotne serce tam zostawisz...

Kobieta Wschodu - Jacek Cygan


Hanna Banaszak, Krzesimir Dębski
Kobieta Wschodu

Jacek Cygan


Gdy strumień marzeń otworzy drzwi
Za siedem mórz, siedem gór je gnam
A ja na chwilę wstrzymuję dech
By słyszeć rytm twego snu

Wyprzedzam twe myśli jak obłok swój cień
I czytam je cicho, i wtapiam się w nie przez sen

Widziałem kwiat ożył
Liście bioder, płatki twych rąk

To kwiat lotosu, składam go, gdy śpisz
To joga, przecież wiem, w siebie podróż, czy nie
Jeśli nasz świat tak głową w dół
Chce się niebo w górze mieć

Kobieta Wschodu to jest ciepło twoich myśli
Kobieta Wschodu to tajniki znaku Słońca

Kobieta Wschodu to łagodność kwiatu wiśni
Kobieta Wschodu to jest spokój blisko serca

Gdy dzień tak szary, jak szary śnieg
Jak słone łzy mogą być - już wiem
Z papieru ptaki w cieniutkim szkle
By przegnać zło cały rok tu tkwią
Ubierasz mnie w kwiatki, łagodność i mgłę
A życie się śmieje, bo życie się zna i wie, że

Kobieta Wschodu to jest płomyk w kostce lodu
Kobieta Wschodu to nie poddać się w tym biegu
Kobieta Wschodu to wytrzymać do pierwszego
Kobieta Wschodu to jest czasem ktoś z Zachodu

Kobieta Wschodu to jest płomyk w kostce lodu
Kobieta Wschodu to jest upór jednej myśli
Kobieta Wschodu to do jutra strome schody
Kobieta Wschodu to jest czasem coś z mężczyzny...

Zmieńmy temat - Jonasz Kofta


Hanna Banaszak
🔊 Zmieńmy temat

Jonasz Kofta

Powiedz coś, nie mów nic - wszystko jedno.
Spowszedniała mi całkiem powszedniość.
Kran przecieka już prawie pół roku.
Ach uspokój mnie miły, uspokój!
Wiem, to przejdzie, to chwila, moment.
Na wielkie słowa zła pora.
Wiem, miłość to święto ruchome
Pojutrze, przedwczoraj.

Nie mówmy o tym czego nie ma.
Namiętność opuściła nas w potrzebie.
Zmieńmy temat, kochanie, zmieńmy temat,
Skoro nie umiemy zmienić siebie.
Nie mówmy o tym czego nie ma,
Co niknie pośród sprzecznych przepowiedni.
Zmieńmy temat, kochanie, zmieńmy temat
Na inny, bliższy życiu, bardziej średni.

Szumi wiatr, radio gra, skrzypi okno,
Uciekamy w osobną samotność.
Nie czekamy już świtu, ni zmroku,
Ach uspokój mnie miły, uspokój.
Wiem, to przejdzie, to chwila, moment.
Zawraca bieg swój rzeka.
Wiem, miłość to święto ruchome
Poczekam, poczekam ...

Nie mówmy o tym czego nie ma...

Nie mówmy o tym, czego nie ma.
Będzie dobrze lub tylko inaczej.
Zmieńmy temat, kochanie, zmieńmy temat,
Albo po prostu chodźmy na spacer.

W Peru - Jonasz Kofta


Hanna Banaszak - W Peru

Jonasz Kofta

Uroczystości karnawałowe w Limie
Zakłóciło gwałtowne trzęsienie ziemi
W wielkiej sali balowej hotelu "Alwarez"
Około północy pękła posadzka
Tworząc szczelinę tektoniczną o głębokości
Kilkudziesięciu metrów

W sennym Peru pod wulkanami
Czarnej lawy ukryty wąż
Zbudził się w karnawale
Bym musiała oszaleć
Bym do końca wiedziała wciąż
To było w Peru!

W sali żółte lustra się jarzą
Walc na topaz szlifuje bal
Oczy, usta na twarzach
W rytmie snu rozkojarza
Wiolonczeli gorący alt

Zbliżenie - oddalenie
Pragnienie - odrzucenie
Jak zwinnie, jak płynnie, jak lekko
Jak nam wszystko jedno
Powieki ci bledną
Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo!
To było w Peru!

Szkarłat, zieleń, fiolet i czerwień
Luster złoto, roztapia walc
Tak już znam twoje lęki
Wiem, że smagłość twej reki
Z relikwiarza dziś muszę skraść
To było w Peru!

Nagle ziemia ziemia zadrżała
Jak zielony pancerny gad
Popielate masz usta
Rozprysnęły się lustra
Na miliony nieszczęścia lat

Zbliżenie – oddalenie…

W sennym Peru pod wulkanami
Rośnie przepaść do piekła w głąb
Walc trwa głuchy i niemy
My giniemy, giniemy
Nasza miłość straciła ląd

Zbliżenie – oddalenie…

Ja dla pana czasu nie mam - Jeremi Przybora


Hanna Banaszak
Ja dla pana czasu nie mam

Jeremi Przybora

Pan mi się raczej podoba,
nie mogę powiedzieć – owszem!
Jak już nie mister Europa,
to pewno mister Mazowsze.
W dodatku pan jest niegłupi –
a co do inteligencji,
to na niej lubię się skupić
w mężczyźnie chyba najwięcej.
Ale co to, to raczej nie,
bo jest taka sprawa, że:

Ja dla pana czasu nie mam,
skąd bym miała brać ten czas,
co ucieka i tak trudno go okiełznać?
I już wyczerpany temat.
Nie, nie będzie pary z nas,
chociaż para z nas by może była niezła.
Zapisany mam terminarz,
jakby go obsypał mak.
Tak, tak, tak,
jakby go obsypał mak.
Nawet żeby pójść do kina,
też mi często czasu brak.
Tak, tak, tak,
też mi często czasu brak, brak, brak.
No, trudno – musi pan zrozumieć –
może inne znajdą czas –
bo ja nie. Więc wie pan, w sumie
to nie będzie pary z nas,
nie będzie pary z nas.

I noce też mam zajęte.
Przeważnie nie śpię do świtu.
Myśli, te myśli zawzięte –
jestem myślącą kobitą.
I sypiać muszę czasami,
a czasem to znowu, wie pan,
przyniesie skądciś salami
i noc mi zarwie ten Szczepan.
Szczepan to zresztą jakby nikt,
ot, posiedział, zarwał, znikł.
Więc:

Ja dla pana czasu nie mam,
skąd bym miała brać ten czas,
co ucieka i tak trudno go okiełznać?
I już wyczerpany temat.
Nie, nie będzie pary z nas,
chociaż para z nas by może była niezła.
Zapisany mam terminarz,
jakby go obsypał mak.
Tak, tak, tak,
jakby go obsypał mak.
Nawet żeby pójść do kina,
też mi często czasu brak.
Tak, tak, tak,
też mi często czasu brak, brak, brak.
Zapełniony mam sowicie
w kalendarzu każdy dzień.
Chyba że… na całe życie
pan by chciał się wpisać weń,
w kalendarz mój.
Na każdą noc!
Na każdy dzień!

Obrazy: Konstantin Razumov

Panienka z temperamentem - Jeremi Przybora

Panienka z temperamentem

Jeremi Przybora

O, ptaszki, o, kwiatki, o, roso!
O, chmurki targane wietrzykiem!
O, nocy, co uszłaś stąd boso
z księżyca we włosach grzebykiem!
O, cała naturo odwieczna
me tętno budząca swym tętnem!
Pozdrawia cię córa twa wdzięczna –
panienka z temperamentem!

Nie pozwól krwi
tak płonąć, by
spaliła mnie ze szczętem!
Niech darzy mnie –
nie karze mnie
mój los temperamentem!

O, ciało niesforne i młode,
bogate w aluzje przejrzyste!
O, ramion wymowo i bioder
i wy et cetera me wszystkie!
O, ciało, co jesteś
tak hojnym i szczodrym
od Bozi prezentem!
Przybytku sekretów upojnych
panienki z temperamentem!



Nie pozwól krwi
tak płonąć, by
spaliła mnie ze szczętem!
Niech darzy mnie –
nie karze mnie
mój los temperamentem!

Panowie – loterio fantowa
z wiecznymi szansami na przyszłość!
O, wy, co mi przeszło już do was,
i wy, co mi jeszcze nie przyszło!
Ach, życie mieć wami zasnute
jak pełen baranków firmament!
A potem odbywać pokutę
staruszki za jej temperament…

Wspominać czas
wesołych gwiazd –
księżyce uśmiechnięte.
Bledziutki świt –
leciutki wstyd
za noc z temperamentem!

Hanna Banaszak, Magda Umer, Iga Cembrzyńska

Żegnaj kotku - Jeremi Przybora


Hanna Banaszak
Żegnaj, kotku! 😀

Jeremi Przybora

Przestań, przestań się martwić,
masz mnie na fotografii,
zawsze możesz popatrzeć,
zanim sprawa się zatrze.
Jesteś miły, zaradny,
jesteś prawie że ładny,
a jednak uwierz, proszę, że
szczęście rozstania rozsadza mnie❗
Więc żegnaj...

Żegnaj, kotku❗
Za pięć trafień w totolotku
trudno by cię uznać, lecz
za krótki przebłysk słonka,
coś w rodzaju pół trafionka -
ale to już całkiem inna rzecz.
Dlatego żegnaj, świnko,
moja przyjemności krzynko
przez krótkiego rozdziału część❗
Za to, gdy się z tobą rozstać -
to ze szczęścia bzika dostać❗
Nie ma dla mnie chyba żadnych większych szczęść -
nie ma żadnych większych szczęść❗...

Jaka, jaka ja jestem❓
Owoc jadłeś czy pestkę❓
Kością w gardle ci stałam,
a w ogonkach - nie chciałam.
Gnioty, gnioty ci piekłam,
"przebacz, przebacz" nie rzekłam.
Więc, gdy się pozbyć takiej masz -
głowa do góry, rozpogódź twarz❗
I żegnaj...

Żegnaj, misiu❗
Niech wycisnę ci na pysiu
pożegnalny czuły cmok❗
O, Boże, co za radość,
gdy się czegoś tak już ma dość,
zrobić wreszcie ten cudowny krok❗
Więc żegnaj, żegnaj, gapciu❗
Już nie będzie twoją żabcią
nie najlepsza z możliwych żab.
No i jeszcze daj mi mordki -
nigdy tak nie będziesz słodki
jak z walizką w każdej z twych kochanych łap,
w każdej z twych kochanych łap❗...

Żegnaj pysiu,
żegnaj świnko,
żegnaj misiu,
żegnaj krzynko,
żegnaj kotku
pa pa pa❗❗❗

Czarnolas - Jan Wołek


Hanna Banaszak
Mirosław Czyżykiewicz
Czarnolas

Jan Wołek


Odchodzą w drodze, jakby w tańcu
W półkroku stygną w ruchach
Jakby ogniwo zgubił łańcuch
Zresztą bez szkody dla łańcucha
Ale karnawał wciąż się toczy
I drepcząc ramię w ramię
Nie chcemy spojrzeć prawdzie w oczy
Bo nas zamieni w kamień

Stawiamy żłobki, szkoły, groby
Roimy się, aż miło
Tak, tak, pełno nas
A jakoby nikogo nie było

I lecą poza kres nawiasów
Latawce naszych marzeń
O życiu, co nie kwestią czasu
Ani też splotów zdarzeń
Żremy, pragniemy, wydalamy
Chłoniemy dal za dalą
Świeczki na grobach zapalamy
Wierząc, że nam zapalą

Stawiamy żłobki, szkoły, groby...

A kiedy z życia już ogryzki
Wyraźnie widać teraz
We wciąż nam bliskich ciałach bliskich
Szkielety, jak z Dürera
Biją monety, biją dzwony
Wiatr hula nam po stole
Siedzisz, wykreślasz telefony
Czekasz na swoją kolej...

Truskawki w Milanówku - Wojciech Młynarski


Hanna Banaszak, Agnieszka Kotulanka
Truskawki w Milanówku

Wojciech Młynarski


Ja mam na ogół pamięć krótką,
Ja mam na ogół pamięć złą,
Ktoś do mnie mówił: "Niezabudko"
Zupełnie nie pamiętam, kto.

Ktoś mnie ubierał w perły, futra,
Kto? Całkiem nie pamiętam, lecz
Aż po starości jesień smutną
Pamiętać będę jedną rzecz:

Truskawki w Milanówku,
Tamten ganeczek w dzikim winie,
Te interludia na pianinie,
To jeszcze mi się śni.

Truskawki w Milanówku,
Pogodny wuj reakcjonista,
Który "Brygadę Pierwszą" świstał
Słuchając BBC.

Truskawki w Milanówku
Na talerzykach Rosenthala
Przysiadły od hołoty z dala
Yuri Krotov
Wśród śmietankowej mgły.

Truskawki w Milanówku
I ten przechodzień, spacerowicz,
Inteligentny jak Gombrowicz,
To właśnie byłeś ty.

Nie mam pamięci do detali,
Ale pamiętam furtki skrzyp,
A potem księżyc się zapalił
I łypnął ku nam, łyp-łyp.

Ja miałam oczy nieprzytomne,
Czułam gorący poszum krwi,
Więcej nie pomnę, ale pomnę,
Jak strasznie smakowały mi

Truskawki w Milanówku,
Cukier jak śnieg Kilimandżaro,
Wuj przez sen mruczał "Cztery karo,"
Bo we śnie w brydża grał.

Truskawki w Milanówku,
Na widelczyku srebrnym drżące,
O cichym zmierzchu sprzyjające
Związkowi dusz i ciał.

Truskawki w Milanówku,
Na księżycowy promień złoty
Ty nawlekałeś swe tęsknoty,
A ja westchnienia me.

Truskawki w Milanówku,
Przez chwilę człek nie podejrzewał,
Że to nie Lorelei w mgle śpiewa,
Lecz gwiżdże EKD.

Cichą tęsknotę darmo kojąc, 
W jesienny zapatrzona liść,
Chcę bardzo, by piosenka moja
Zawarła jeszcze taką myśl:

Że kalarepa z Wołomina,
Która stanowi czasu znak,
Sergey Sviridov
Choć strasznie plenić się zaczyna,
Wspominać tak się nie da jak:

Truskawki w Milanówku,
Martwa natura, żywy dowód,
Że jeszcze wciąż istnieje powód,
By podwieczorki jeść.

Truskawki w Milanówku,
Wytworne żarty od niechcenia,
Ach, pracowały pokolenia
Na formę tę i treść.

Truskawki w Milanówku,
Wuj konkubinę miał w Brwinowie,
Ale nam o niej nie opowie,
Wuj już na chmurce gdzieś.

Truskawki w Milanówku,
Wasz czar nie zniknął i nie przepadł,
Nim was zagłuszy kalarepa,
Poświęcam wam tę pieśń.


Z dzieciństwem kojarzy mi się niesamowity zapach truskawek, murzynek (murzynków?), które kupowało się na targu. Były prawie czarne (stąd nazwa), bajecznie słodkie, a jadało się je przy drewnianym stole w ogrodzie, właśnie na podwieczorek. Smakowały zapewne tak, jak te na obrazach  Władimira Żdanowa, które przywołują wspomnienia niezwykłych wakacji spędzanych  u moich Wujostwa...

Vladimir Zhdanov (Владимир Жданов)

















A teraz mamy śmierdzące grille. I to by było na tyle!

Samba bez butów - Magda Czapińska

Hanna Banaszak
Samba bez butów

Magda Czapińska

Gdy dokuczy ci ten najlepszy z wszystkich świat
Gdy poczujesz znów gorzko - cierpki smutku smak
Kiedy mówią ci: nie masz bracie żadnych szans
Zdejmij buty i sambę tańcz

Gdy już nie masz nic, a w kieliszkach tylko wiatr
Gdy przegrałeś los w nie najlepiej granych grach
Nie załamuj rąk, na to zawsze znajdziesz czas
Zdejmij buty i sambę tańcz

Budzę się, chociaż powodów brak
Wita mnie szarobury świat
Nuda żre i nie chce kochać nikt
Aż tu cud sprawia samby rytm, ten rytm

Gdy już czujesz jak w żyłach szybciej krąży krew
Odpływają w dal smutek, chandra, żal i pech
Spróbuj ze mną więc, może to ostatnia z szans
Zdejmij buty i sambę tańcz

Zdejmij buty i ze mną tańcz
Zdejmij buty i sambę tańcz

Pogoda ducha - Magda Czapińska

Hanna Banaszak
Pogoda ducha

Magda Czapińska

Rano wstajesz zły
Wszystko z ciebie kpi
Nie chce ci się nic
Zwłaszcza żyć, więc
Biedny jesteś, bo
Nie wiesz nawet, że
Masz prawdziwy skarb
Skarb w postaci mnie

Kto rozjaśnia ci
Wszystkie szare dni
Kto nadzieję ma aż do dna, no
Kto rozśmiesza gdy nie do śmiechu ci
Wszystko to na siebie biorę ja!

Bo mnie na uśmiech zawsze stać
Nie lubię życia brać
Zbyt serio, serio zbyt
Bo ja na przekór wszystkim tym
Co zasmucają świat,
Uśmiecham się przez łzy

Ostatni kadr - Janusz Kondratowicz

Hanna Banaszak
Ostatni kadr

Janusz Kondratowicz

W okno spójrz - latawce niosą wiatr
Wieczoru srebrny kurz odbija się
W błyszczących szybach aut

To właśnie pierwszy kadr
Tak zaczął się ten film
A jedną z głównych ról
Przez parę lat
Ja sama grałam w nim

Spoglądam wstecz
I gdy dzwonisz - mówię tylko - tak, to ja
I bliżej, bliżej chcę cię mieć
Rzeką nocy z tobą płynę do białego dnia

Nieba plusz
Z lipcowej trawy źdźbłem
Już jeden mamy klucz
I jeden grzech
Dzielony z dnia na dzień

To właśnie drugi kadr
Znasz dobrze ten nasz film
Bo drugą z głównych ról
Przez parę lat
Sam przecież grałeś w nim

Spoglądam wstecz
Lecz brakuje mi odwagi, albo sił
Patrz, ile prześwietlonych zdjęć
Jak w złym kinie pewnie zerwie się nasz film

Ściemnieje wystaw szkło
Może komuś znów się zwierzę, może nie
Lecz kiedyś ktoś
W tym obrazie zmieni zakończenie złe

To będzie trzeci kadr
Tak skończy się ten film
Lecz żadnej z głównych ról
Na pewno już
Nie zagrasz nigdy w nim

Janusz Koman (kompozytor)  👉👉👉

Przemiana - Dorota Czupkiewicz

Max Gasparini
Hanna Banaszak
https://drive.google.com/open?id=0B8dAm5T66ZQqT244ZkFldEZvUTA
Przemiana

Dorota Czupkiewicz

Już ja tobie, zapomnienie, służyć nie będę
Ani wierzyć w twe podszepty - ogniki błędne
Dokąd mnie chcesz zaprowadzić, w jakie to raje
Tam gdzie sięga twoja władza, cóż pozostanie

Już ja tobie, moja nocy, służyć nie będę
Już w południe żadna ciemność mnie nie dosięgnie
Słońce i gwiazdy gasiłaś w jednej krótkiej chwili
Gdy mi nagle moje oczy prawdę mówiły

Już ja tobie dłużej, lęku, służyć nie będę
Już ja nigdy nawet ciebie się nie ulęknę
Odejdź precz, tak jak spłoszone kruki albo wrony
I wy także, wszystkie, wszystkie moje demony

Już ja tobie, me milczenie, służyć nie będę
Choć ty jesteś najwierniejsze a nawet piękne
Zanim więc kiedyś przestanę samą siebie słyszeć
Z warg mych, które znasz tak dobrze
Zetrzeć chcę ciszę

Już ja tobie, moja śmierci, służyć nie będę

Muz. Jerzy Satanowski

Filozofia małżeńska - Marian Hemar

Sergio Bompard
Hanna Banaszak
Filozofia małżeńska

Marian Hemar

Żadnego cudu - i ma
Żadnego trudu - i ma
Dam tylko znak oczyma
A on już wszystko wie
Żadnych zaklinań ni ma
I wypominań ni ma
Nic przecież go nie trzyma
Chce, to dobrze, a nie chce, to nie
Ale chce

Żadnych humorów ni ma
I żadnych sporów ni ma
I na nic się nie zżyma, tylko z ręki je
I sam mi wszystko poda
I zawsze w domu zgoda
Bo na to jest metoda
Moja mama przed ślubem nauczyła jej mnie

Że pierwszego dnia po ślubie - od razu go w łeb
Że pierwszego dnia po ślubie - od razu go w łeb
My to wiemy to po prostu, codzienny nasz chleb
Że pierwszego dnia po ślubie = od razu go w łeb

I kocha mnie, szanuje mnie,
Całuje mnie za to, że
Dostał w łeb ten pierwszy raz
We właściwy czas

Do ślubu on mądrzejszy
Do ślubu on ważniejszy
Do ślubu wszystko umie
Wszystko lepiej wie
Do ślubu taki duży
Niech tylko brwi zachmurzy
Już się nie oprę dłużej
Chce to dobrze, a nie chce to nie
Jak sam chce

Do ślubu ja malutka
Do ślubu ja cichutka
Do ślubu łagodniutka
Za nim choćby w grób
Do ślubu wszystko znoszę
Co znoszę, to rozkosze
Do ślubu grzecznie proszę
Oczki spuszczam, podnoszę
A potem ten ślub

I pierwszego dnia po ślubie - od razu go w łeb
i pierwszego dnia po ślubie - od razu go w łeb
Nie drugiego dnia po ślubie
To za późno, ty go trzep
Pierwszego dnia po ślubie
Póki świeży ten chleb

Mam złe lata i dobre dni - Wojciech Młynarski


Hanna Banaszak, Piotr Zubek
Mam złe lata i dobre dni


Wojciech Młynarski

Rozplatam smutnych myśli sto
nad cienką dnia herbatką,
ty o to dbasz niewiele, bo
widujesz mnie dość rzadko.
Twój uśmiech ulatuje
i na miejskim niknie niebie,
cóż mam ci odpowiedzieć,
gdy znów spytasz: "Co u ciebie?".

Mam złe lata i dobre dni,
na pełny los mam pustych dziesięć,
jak dobry wstęp - to finał zły,
jak ciepły maj - to zimna, długa jesień.
Mam złe lata i dobre dni,
nadziei liść na smutku strudze,
proporcja marna, ale cóż,
przyzwyczaiłam się i już,
obietnicami już dawno się nie łudzę...

Lecz gdy czasem w lustrze,
zawiedziona srodze,
przyjrzę się zmęczonym oczom swym,
bywa, że popuszczę
swej fantazji wodze,
szczęście ciężko przekląć rada bym!

Szczęście na to: "Czy
dopomóc umiesz mi?
Inaczej z tobą się nie bawię!".
Chwilę się waham, po czym - hyc,
umykam jak przelotny widz,
nie umiem zrobić nic w tej sprawie...

Lecz miast powiedzieć wszystko to,
mówię ci: "Jakoś leci",
a ty, rzecz jasna, wierzysz, bo
faceci są jak dzieci.
Potem odchodzisz poprzez śnieg
czy przez jesienne liście,
czas wraca na jałowy bieg
i myślę - rzeczywiście:

Mam złe lata i dobre dni...

Życie me nie wzmaga
nieśpiesznego tętna,
ale jedna myśl rozjaśnia wzrok -
życie to jest waga
trzystasześćdziesiętna -
w dzień się równoważy marny rok...

Ciepły miejski maj
w tej ważnej sprawie mi
takie podsuwa stanowisko
i już nie straszy mnie rok zły,
bo dnia któregoś przyjdziesz ty -
i w jeden dzień odegram wszystko!

A potem znów odejdziesz,by
kolejny świt przypomniał mi,
że mam złe lata i dobre dni...

Obrazy: Loui Jover