Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brodski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brodski. Pokaż wszystkie posty

Anińskie noce - Konstanty Ildefons Gałczyński

Konstanty Ildefons Gałczyński
Anińskie noce

Korale twoje przestań nizać,
wiatrowi bardziej jestem rad,
bo jak muzyka Albeniza
przewraca nas na łóżko wiatr.

Księżyc diamentem szyby tnie,
na zachód pędzą ptaki,
pająk nad łóżkiem zwiesza się -
szkoda, że nie baldachim.

Upiorny nonsens polskich dni
kończy się nam o zmroku.
Teraz jak wielki saksofon brzmi
noc taka srebrna naokół.

I wielkim, bezkresnym wachlarzem
wachluje nas chłopiec nieduży,
szmaragdy w uszach ma,
on jest Murzyn,
a my nazywamy go Nocą.


Przekład: Josif Brodski
Анинские ночи

Оставь в покое ожерелье.
Ночного ветра канонада
гудит над нашею постелью,
как Альбенисова соната.

Алмазом месяц разрезает
стекло.Свеча из парафина
горит,и на постель свисает
паук - подобьем балдахина.

И ночи саксофон прекрасный
звенит,высок и необыден.
И польских дней абсурд ужасный
во тьме не так уж очевиден.

И опахалом безграничным,
украшенным узором птичьим,
узором,отлетевшим прочь,
на Арапченком машет чудный
с серьгою в ухе изумрудной...
И это - ночь.

Koło - Josif Brodski

Mirosław Czyżykiewicz  - Koło

Josif Brodski - Stanisław Barańczak

Wmaszerowuje armia,
co może, to zagarnia.
Ludność klnie albo łka i
ucieka z tobołkami.
Tym się różni od nafty...

Każdy kraj świata śle
swojego attaché:
trzeba symetrię ścisłą
wnieść w przyszłe cmentarzysko.
Tym się różni od nafty
krew...

Do wrogiego bliźniego
na wojnie jest daleko.
Przemawiaj, aż się spocisz:
i tak bliżej ma pocisk.
Tym się różni od nafty
krew, że jest jej...

O poprawność gehenny
dbają błękitne hełmy.
Okrągły stół jak zero
pomnaża liczbę sierot.
Tym się różni od nafty
krew, że jest jej doprawdy...

My za to neutralni,
mamy prawo w jadalni,
jedząc stek lub warzywo,
śmierć oglądać na żywo.
Tym się różni od nafty
krew, że jest jej doprawdy...

Ojczyznę wolnych ludzi
coś od środka paskudzi:
głosowaniem, niestety,
nie zastąpi się etyki.
Tym się różni od nafty
krew, że jest jej doprawdy
ile dusza zapragnie...

Opłakuj martwych, ale
módl się za tych, co dalej
śpią pod ruin osłoną,
wiedząc, że ich zdradzono.
Tym się różni od nafty
krew, że jest jej doprawdy
ile dusza zapragnie:
przelewaj - nie zabraknie.

Tym się różni od nafty
krew, że jest jej doprawdy
ile dusza zapragnie:
przelewaj - nie zabraknie.

Szkoda, że cię tu nie ma - Josif Brodski


Mirosław Czyżykiewicz
Szkoda, że cię tu nie ma

Josif Brodski - Stanisław Barańczak

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Siedziałabyś na sofie,
ja - na dywanie,
chustka byłaby twoja,
moja - kapiąca łza,
albo może na odwrót:
płacz ty - pociecha - ja.
Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Prowadząc wóz, dłoń kładłbym
na twym kolanie,
udając, że je mylę
z dźwignią, gdy zmieniam bieg.
Wabiłby nas nieznany
lub właśnie znany brzeg.

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Srebrny księżyc na czarnym
nieba ekranie
na przekór astronomom
oddawałbym co noc
na żeton na automat,
by usłyszeć twój głos.

Szkoda, że cię tu nie ma,
na tej półkuli -
myślę, siedząc na ganku w letniej koszuli
i z puszką "Heinekena".
Zmierzch. Krzyk mew. Liści szmer.
Co za zysk z zapomnienia,
jeśli tuż po nim - śmierć?

Itaka - Josif Brodski


Mirosław Czyżykiewicz
Itaka

Josif Brodski - Итака

Katarzyna Krzyżewska

Wrócić tam,
Gdzie nie było się dwadzieścia lat.
Odnaleźć bosą stopą zostawiony ślad.
Burek swym ujadaniem cały port wypełnia,
Nie wiadomo, z radości, czy zgłupiał doszczętnie.

Przepoconą bieliznę zrzucić z siebie można,
Nie myśl, że w bieliźnie ktoś cię jeszcze pozna.
Tej jednej, co jak mówią, na ciebie czekała,
Nawet nie próbuj szukać, bo już wszystkim dała.
Twój chłopiec, teraz on już sam jest marynarzem.
Patrzy na ciebie z niemym wyrzutem na twarzy.

Nawet z języka, którym wokół mielą ludzie
Nie zrozumiesz nic słowa.
I próżno się trudzić, i próżno się trudzić.
Może to nie ta wyspa? A może zatoka?
Zamiast blasku błękitu wstrętu pełne oka.
Fala od horyzontu płynąca w odmętach
Wymywa dna piasek, to ona pamięta.

Giną ludzie - Piosenka o Bośni - Josif Brodski


Buldog - Piosenka o Bośni - Edyta Geppert (Satanowski)

Josif Brodski - Bosna Tune

Stanisław Barańczak

W chwili, gdy strzepujesz pyłek,
jesz posiłek, sadzasz tyłek
na kanapie, łykasz wino -
ludzie giną.

W miastach o dziwacznych nazwach
grad ołowiu, grzmot żelaza:
nieświadomi, co ich winą,
ludzie giną.

W wioskach, których nie wyśledzi
wzrok - bez krzyku, bez spowiedzi,
bez żegnania się z rodziną
ludzie giną.

Ludzie giną, gdy do urny
wrzucasz głos na nowych durni
z ich nie nową już doktryną:
"Nie tu giną"...

W stronach zbyt dalekich, by nas
przejąć mógł czyjś bólu grymas,
gdzie strach lecieć cherubinom -
ludzie giną.

Wbrew posągom i muzeom-
jako opał służy dziejom
przez stulecia po Kainie
ten, kto ginie.

W chwili, kiedy mecz oglądasz,
czytasz, co wykazał sondaż,
bawisz dziecko śmieszną miną-
ludzie giną.

Czas dzielący ludzkie byty
na zabójców i zabitych
zmieści cię w rubryce szerszej
tak, w tej pierwszej.
Dla zabójców…


Mirosław Czyżykiewicz
Giną ludzie

Roman Kołakowski

W chwili, kiedy przy kolacji
bronisz niedorzecznych racji
żal za głupstwem topiąc w wódzie -
giną ludzie.
W przecudownych starych miastach
strach w codzienny pejzaż wrasta
śniąc o ocalenia cudzie -
giną ludzie.

W wioskach, których wcale nie ma,
bo śmierć przez nie przeszła niema -
wierząc swej nadziei złudzie
giną ludzie.

Giną ludzie gdy głosujesz
za spokojem - i próbujesz
bunt sumienia zbić doktryną -
obcy giną.

W chwili, gdy rozrywki żądasz,
w telewizji mecz oglądasz,
lud się pławisz w słodkiej nudzie -
giną ludzie.

Oto nowa jest idea:
jeszcze ludzkość nie zginęła,
chociaż w Kainowym trudzie
giną ludzie.

Wielbiąc każde przykazanie,
zapis świętych praw w Koranie,
Ewangelii i Talmudzie
giną ludzie.

Wśród wyznawców każdej wiary
są mordercy i ofiary -
twe milczenie wskaże teraz
kogo wspierasz.


Pszczoły nie odleciały - Josif Brodski

Mirosław Czyżykiewicz - Pszczoły nie odleciały

Josif Brodski
Пчелы не улетели, всадник не ускакал

Katarzyna Krzyżewska

Pszczoły nie odleciały, jeździec nie skoczył. W kawiarni
„Janikulum" ferajna plotkuje jak dawniej.
Lód w szklance pozwala dwukrotnie - będąc w stanie topnienia -
wejść do tej samej wody, choć nie ugasi pragnienia.

Osiem lat przeszło. Wojny wybuchały i gasły na świecie,
rodziny się rozpadały, gęby migały w gazecie,
spadały samoloty. Spiker wzdychał „O Boże".
Bieliznę wypierzesz, ale skóry prasować nie możesz

nawet gorącą dłonią. Ponad zimowym Rzymem
słońce prowadzi walkę wręcz z ciemnoszarym dymem.
Pachną palone liście, fontanna w słońcu błyska,
jak medal za niepotrzebny nikomu armatni wystrzał.

Rzeczy tężeją, żeby w pamięci ich nie przemieścić,
lecz w perspektywie trudniej zaistnieć, niż zginąć bez wieści
w niej, co z miasta wychodzi, w lata zmienia się potem,
w pogoni za czystym czasem bez szczęścia i terakoty.

Życie bez nas, Kochana, możliwe jest, toteż miasta
istnieją i pejzaże: bar, wzgórza i kłębiasta
chmura na czystym niebie, nad polem gdzie walka trwała,
gdzie pomnik zastygł, sławiąc zwycięstwo budowy ciała.

Pieśń na powitanie - Josif Brodski


Mirosław Czyżykiewicz
Pieśń na powitanie

Josif Brodski - Song of Welcome

Stanisław Barańczak


Oto twój tato z mamą. Rodzina.
Krew z krwi, kość z kości. Nie twoja wina.
Co, smętna mina?

Oto masz jadło, oto napoje.
Oto rozterki i niepokoje.
Wszystko to - twoje.

Oto twój rejestr. Nic tym rejestrze
Na razie nie ma, prócz: "No, jest wreszcie".
Bierz go i ciesz się.

Oto zarobki, oto koszt życia.
Znikoma między nimi różnica.
W tym tajemnica.

Oto ul, w którym rój siedmiu (ponad)
Miliardów żywych tak jak ty monad
Ma swój pensjonat.

Oto jest książka telefoniczna.
Tajny cel demokracji to liczba.
Prymat w niej kicz ma.

Oto ślub (najpierw) i rozwód (potem)
Jedyna w świecie rzecz stała to ten
szyk. Inne - potęp.

Oto żyletka, oto twój przegub.
Uderz terrorem w pierwszego z brzegu:
Siebie samego.

Oto w lusterku blask dentystyczny.
Oto sny twoje o ośmiornicy.
Dlaczego krzyczysz?

Oto masz ekran telewizora.
Przed chwilą twój kandydat w wyborach
Przegrał, nieborak.

Oto weranda. Czytaj tygodnik,
Patrz, jak twój jamnik, bezczelny szkodnik,
Obsrywa chodnik.

Oto herbatka, w której zapłonął
Odblask żarówki łzą zasuszoną.
To - nieskończoność.

Oto pigułki w fiolce. Migrena
Po wywołaniu kliszy rentgena.
Następna scena:

Cmentarz, trawniki jego zadbane.
Przejedź się jeszcze raz karawanem,
Nim zabrzmi "amen".

Oto testament i spadkobiercy.
Oto świat, żywszy i przestronniejszy
Po twojej śmierci.

A oto gwiazdy. Lśnią z dawną siłą,
Jakby tu ciebie nigdy nie było.
Może tak było?

Oto pośmiertny byt, w którym nie ma
Ni śladu ciebie. Twego istnienia
Brak w tych przestrzeniach.

Witaj w ich mroku, gdzie gaśnie tchnienie,
Gdzie zastępuje wieczne zbawienie
Saturna wieniec.

Kochana - Josif Brodski


Mirosław Czyżykiewicz
Kochana

Josif Brodski
Дорогая, я вышел сегодня из дому поздно вечером...

Katarzyna Krzyżanowska

Kochana, wyszedłem dziś z domu wieczorem na plażę
Odetchnąć świeżym powiewem oceanu
W parterze zachód dopalał się chińskim wachlarzem
A chmura się kłębiła jak wieko fortepianu...

Przed ćwierćwieczem zajadałaś daktyle i szaszłyki
Rysowałaś tuszem, czasami śpiewałaś
Byłaś ze mną, ale odeszłaś z inżynierem chemikiem
I sądząc z listów koszmarnie zgłupiałaś...

Teraz można cię spotkać w metropolii i w powiecie
Na pogrzebach przyjaciół odchodzących masowo
I rad jestem, że są przestrzenie na świecie
Bardziej niewiarygodne, niż między mną a tobą...

Nie zrozum mnie źle - z twoim głosem, imieniem i ciałem
Nic się nie wiąże, nikt ich nie zniszczył, ale
By osobę tę jedną zapomnieć potrzebne życie całe
Co najmniej jedno - ja to mam za sobą...

Powiodło ci się owszem, sądzisz, że oprócz zdjęcia
Pozostaniesz bez zmarszczek, młoda z ironią zjadliwą
Czas pojmie swe bezprawie w zetknięciu z pamięcią
Palę w ciemnościach i wdycham zgniliznę odpływu...

Jesienny wieczór... - Josif Brodski


Josif Brodski
Осенний вечер в скромном городке

Stanisław Barańczak

Jesienny wieczór w miasteczku niedużym,
które się szczyci istnieniem na mapie.
(Kartograf chyba spuścił kleks na papier,
albo się w córce sędziego zadurzył.)

Formatem swoich dziwactw zmordowana,
Przestrzeń tu jakby zrzuca z siebie brzemię
gigantomanii – gdyż ją zadowala
rozmiar ulicy Głównej. A Czas drzemie,
zerkając sennie na sklepik malutki,
który na froncie ma ogromny zegar,
a wewnątrz – wszystko, co stworzył duch ludzki:
czy to teleskop będzie, czy laubzega.

Jest tutaj kino, saloon i apteka,
oraz kawiarnia, jedyna w promieniu
mili. Bank z orłem, widocznym z daleka.
Plus kościół, który w głuchym zapomnieniu
daremnie byłby zarzucał swe sieci,
gdyby się poczta nie mieściła obok.
I gdyby tutaj nie robiono dzieci,
pastor udzielałby chrztu samochodom.

Tu rejwach świerszczy przez ciszę się niesie.
O szóstej wieczór, jak po atomowej
wojnie, nie spotkasz żywej duszy w mieście.
Tylko z księżycem można wieść rozmowę,
gdy się jak prorok pcha w okna prostokąt,
i czasem światła cadillaca hojnie
omiotą, pędząc nie wiadomo dokąd,
cokół, na którym trwa Nieznany Żołnierz.

Tu przyśni ci się nie girlasek szwadron,
ale twój własny adres na kopercie.
Tu mleczarz, widząc, że mleko się zsiadło,
pierwszy przyjmuje wieść o twojej śmierci.
Tu w czterech ścianach można żyć latami,
łykać brom, palić kalendarze wszystkie
i patrzeć w lustro, tak jak blask latarni
przegląda się w kałuży na wpół wyschłej.

Mirosław Czyżykiewicz - Jesienny wieczór

Obrazy: Leonid Afremow

Pieśń niewinności... - Josif Brodski


Josif Brodski

Песня невинности, она же - опыта
Pieśń niewinności i pieśń doświadczenia

Stanisław Barańczak

"On a cloud I saw a child,
and he laughing said to me..."
W. Blake

1

Chcemy się wiecznie bawić na łące w berka
chcemy chodzić nie w płaszczach, lecz w pulowerkach.
Jeśli na dworze będzie plucha i błoto,
Chcemy wtedy odrabiać lekcje z ochotą.

W podręczniku pojmiemy każde zadanie.
Wszystko, co nam się przyśni jawą się stanie.
My pokochamy wszystkich - oni nas również.
Plus z minusem połączyć - i będzie równość.

Za małżonki weźmiemy panny z oczami
dzikiej łani: jeśliśmy pannami sami,
niech nas ktoś ze zgrabnymi chłopcami swata,
a nie będziemy widzieć za nimi świata.

Ponieważ buziak lalki jest uśmiechnięty,
będziemy, też z uśmiechem, popełniać błędy.
Aż nam nareszcie mędrcy, już emeryci,
wytłumaczą, co to jest właściwie życie.

2

Nasze myśli wciąż będą śmiałe i młode.
Wyleczymy się z każdej choroby jodem.
Powiesimy na oknach zasłony w kwiaty,
nie życzymy w nich sobie więziennej kraty.

Będziemy z lekkiej pracy wracać w południe.
A w kinie żadne filmy nie będą nudne.
Sukienkę nam ozdobi masywna broszka.
Natychmiast zapłacimy, gdy kto bez grosza.

Statek wybudujemy, z śrubą, na parę,
caluteńki z żelaza i z pełnym barem.
Staniemy na pokładzie, dadzą nam wizę,
zobaczymy Akropol i Monę Lizę.

Ponieważ kontynentów w świecie jest pięć aż,
przez cztery pory roku mnożąc w pamięci
tę piątkę i paliwa wziąwszy w bak duży,
będziemy mieć dwadzieścia celów podróży.

3

Słowik będzie nam śpiewać w zielonej gęstwie.
I nie będziemy myśleć o śmierci częściej,
niż wróbel, który czasem myśli o kocie.
Kiedy zgrzeszymy, sami staniemy w kącie.

Starość naszą spotkamy w miękkim fotelu,
gładząc głowiny wnuków i wnuczek wielu.
A gdy ich zbraknie - obejrzeć da nam sąsiadka
w telewizji, jak wpada szpiegowska siatka.

Jak to wiemy z historii, od ludzi, z książek,
jutro nigdy nie może być tak niedobrze
jak wczoraj, toteż słowo to dla zasady
w tempi zawsze należy pisać passati.

Ponieważ dusza w każdym istnieje ciele,
życie stanie się lepsze, niżeśmy chcieli.
Pieróg będziem krasić słoniną topioną,
bowiem tak jest smaczniejszy; tak nam mówiono.

Ochen zhenskiy romans - Josif Brodski

Isajew

Очень женский романс

Josif Brodski

Пролитую слезу
из будущего привезу
вставлю её в колечко.
Будешь гулять одна,
надевай его на
безымянный конечно.

Ах,у других мужья
перстеньки из рыжья
серьги из перламутра.
А у меня - слеза
жидкая бирюза,
просыхает под утро.

Носи перстенёк,пока
виден издалека,
потом другой подберётся.
А надоест хранить
будет что уронить
ночью на дно колодца.