Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogacki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogacki. Pokaż wszystkie posty

Życie jest średnie - Maciej Zembaty


Jan Kobuszewski
Życie jest średnie

Maciej Zembaty

Miałem kiedyś prosperity
Samochody, willę, psa
Wystarczyło pysk otworzyć
By pieczony gołąb wpadł
Dzisiaj wózkiem inwalidzkim
Wolno toczę się przez świat
Mieszkam kątem u córeczki
Nie mam nawet na M2

Życie jest średnie
Ani dobre, ani złe
Wspinasz się w górę
Żeby znaleźć się na dnie

Tancereczka - panna Iga
Z teatrzyku "Ananas"
Była moją utrzymanką
I kochanką jakiś czas
Iga zgniła na Powązkach
A obecna miłość ma
To urocza, starsza pani
Nie przeszkadza mi jej garb

Życie jest średnie...

Zażerałem się kawiorem
Jadłem co dzień chateaubriand
Piłem koniak, piłem whisky
W lepszych knajpach a la carte
Dziś w kaszance odnajduję
Smak kawioru z dawnych lat
Piję rad brzozową wodę
Gdy w kieszeni rentę mam...

Sęk - Maciej Zembaty


Jan Kobuszewski - Sęk

Maciej Zembaty


Choć teraz czasem kwękam
To znam się ja na sękach
A wszystko, co pamiętam
Zawiera ta piosenka

O sęki na sosenkach
Podarłem sobie rękaw
Garnitur był od święta
Do dzisiaj to pamiętam

Skręt kiszek raz mnie nękał
Po torcie zwanym sękacz
Tort sękacz to potęga
Do dzisiaj go pamiętam

Wdepnąłem raz na sęka
I do tej pory stękam
Do dzisiaj to pamiętam
Dokucza mi ta pięta

Przez dziury po tych sękach
Widziałem wiele piękna
Kobiecość to udręka
Do dzisiaj to pamiętam

Sęk to potęga enta
Niech każdy zapamięta
Wszechmogącego sęka
Po świecie cień się pęta

Chcę, aby ma trumienka
Nie miała na dnie sęka
To leży w waszych rękach
Proszę to zapamiętać

Piosenki tej pointa
Jest czymś w rodzaju sęka
Lecz choć mi głowa pęka
Pointy nie pamiętam

No, no, no, nie pamiętam, no
Bijcie mnie, zabijcie, nie pamiętam...

O sąsiedzie... - Janczarski - Zembaty


Jan Kobuszewski
O sąsiedzie, na którego można liczyć

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Nawet milioner, który wygrał w grę liczbową
Też może kiedyś nagle znaleźć się w potrzebie
Dziś szynka z drobiu, pasztet z dzika, to i owo
A jutro nie ma, nawet nie ma na chleb z dżemem

I dlatego, powiadam
Dobrze jest mieć sąsiada
Takiego, na którego można liczyć

Nawet sportowiec, okaz zdrowia, mistrz Europy
Zaniemóc może na anginę czy na grypę
I chciałbym wiedzieć, kto mu wtedy da Asprocol
Czy kwiat rumianku mu zaparzy względnie lipę?

I dlatego, powiadam...

Nawet po śmierci można jeszcze mieć kłopoty
Zwłaszcza gdy mieszkasz i umierasz w kawalerce
Sam z siebie ksiądz nie przyjdzie przecież cię pokropić
Ktoś zawsze musi go zawołać, nim zaśmierdniesz

I dlatego, powiadam...

Nawet i gwiazdor, znany z filmów wszystkim paniom
Na starość może zaznać przykrej samotności
I będzie dręczyć się sam jeden w czterech ścianach
By jak kwiat polny uschnąć wreszcie bez miłości

I dlatego, powiadam
Dobrze jest mieć sąsiada
Takiego, na którego można liczyć
A jeszcze lepiej mieć sąsiadkę ❗❗❗

Możesz mnie mieć - Janczarski- - Zembaty


Jan Kobuszewski
Możesz mnie mieć

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Zgłodniałym wodzisz po mnie wzrokiem
Rytmicznie ci faluje damska pierś
Miłosna noc jest w oczach okien
Gdy czekasz na me zwykłe - weź mnie, weź
Rozczarowana będziesz trochę
Na wodzy zmysły musisz trzymać swe
Ja cię naprawdę bardzo kocham
I to nie moja wina, że

Możesz mnie mieć, ale nie dziś
Jak chcesz iść, to idź
Nici dziś z miłości, moja srebrna
I argumentacja całkiem niepotrzebna
Choć rozumiem, że ci smutno, że ci źle
Dziś definitywnie - nie, nie, nie ❗❗❗

Niech pani zrobi mi herbatę
I proszę dłoni nie całować mych
W końcu przyleję pani kwiatem
No, ja na herbatę tutaj wpadłem dziś
Kobiety lubią mnie pasjami
Choć lat mam siedemdziesiąt sześć i pół
Gdy mogę, to, co mogę, dam im
Nie kryję, chciałbym pani, lecz

Możesz mnie mieć, ale nie dziś
Tak, dziś już wolę iść
Nici dziś z miłości, moja srebrna
Ani miejsce, ani pora odpowiednia
Choć rozumiem, że ci smutno, że ci źle
Dziś definitywnie - nie ❗ nie ❓ nie ❗

Ballada dziadka Jacka - Janczarski-Zembaty


Jan Kobuszewski
Ballada dziadka Jacka

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Nie wstydźmy się wstydzić, kochani
Wstyd to nie żaden wstyd
Ze spuszczonymi oczami
Stanąć nie broni nam nikt

Nie bójmy bać się, kochani
Strach to nie żaden strach
Ze zjeżonymi włoskami
Śmiało wyłaźmy na dach

Nie plujmy pluć się, kochani
Pluj to nie żaden pluj
Lecz opluwajmy się sami
Aż much obsiądzie nas rój

Nie trujmy truć się, kochani
Truj to nie żaden truj
Jedzmy arszenik łyżkami
Jak już masz broić, to brój

Nie śmiejmy śmiać się, kochani
Śmiech to nie żaden śmiech
Ze ściśniętymi wargami
Wstrzymajmy wydech i wdech

Tak, wstrzymajmy wydech i wdech
Wstrzymajmy wydech i wdech

Kiedy lekarz się pomyli - Janczarski - Zembaty


Piotr Fronczewski
Kiedy lekarz się pomyli

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Gdy tapicer błędnie skroi ci pokrowiec
Kiedy chatę ktoś ci sprzeda zamiast willi
Nic wielkiego - przemyśl sobie to i powiedz
Że jest gorzej, kiedy lekarz się pomyli

Gdy na skutek roztrzepania
Zasiadając do śniadania
Nagle stwierdzi w pewnej chwili
Że to stół operacyjny
Gdy dentysta pasją jęty
Ci wyrwawszy wszystkie zęby
Dojdzie do słusznego wniosku
Że ten boli, co ci został

Gdy się zdarzy chirurgowi
To ci wyciąć, co cię zdobi
Lub rzec głośno, też się zdarza
"Siostro, nosze do grabarza"
Albo sprawić - to dość rzadko
Że ten pan nie będzie matką
Albo się odwrotnie stanie
Ojcem jest ta pani

Gdy samolot wyląduje w Kilkuszowej
A proszono cię na pogrzeb w mieście Gdyni
Nic wielkiego - przemyśl sobie to i powiedz
Że jest gorzej, kiedy lekarz się pomyli...

Ale kryzys - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Ale kryzys

Jacek Janczarski


Ale kryzys, ale kryzys, kapitalizm, nędza, wyzysk
Białe plamy, czarne plamy, dziś nie mamy, jutro mamy
Dolar leci na sam pysk, demokracja, strata, zysk

Ale kryzys, ale kryzys, tajemnice Mony Lisy
Policjanci i złodzieje, tamten szlocha, ta się śmieje
Na morderców czeka stryk, chcesz zarobić? Kup se dźwig

Ale kryzys, ale kryzys, obligacje, piwko, pyzy
Przemytnicy, firmy, spółki, puste półki, pełne półki
Pluralizmu słodki wiew, tylko beton psuje krew

Ale kryzys, ale kryzys, szmaty, złoto i dewizy
Dżinsy, akcje, Marriott, Pewex, na śmietniku się ubierzesz
Hossa, bessa, Superman, kupa marek z RFN

Ale kryzys, ale kryzys, kondensacja ważnych wizyt
Ten strajkuje, tamten czeka, Michnik, Kuroń i bezpieka
Oszukaństwo, draństwo, blef, gaża, marża, płyn FF

Ale kryzys, ale kryzys, dodatkowe ekspertyzy
Ale kryzys, ale kryzys, kapitalizm, nędza, wyzysk
Ale kryzys, ale dno, pierestrojka - to jest to

1990

No i zostań - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
No i zostań

Jacek Janczarski

Patrz, po kieliszkach dwóch
Szampana spływa biało-złota żyła
Wypijmy, ukochana już
Choć jeszcze nie wiem, jak ty się nazywasz
Lecz jesteś piękna, nawet bez imienia
To, kochanie, bez znaczenia

Zamkniemy drzwi na klucz
I niech ucichną wszystkie telefony
W tej szafie, ukochana, spójrz
To są sukienki mojej mądrej żony
Jeżeli chcesz to możesz je przymierzyć
Mnie kochana nie zależy

Tę fotografię tam to zrobił gość
Co był na naszym ślubie
A klatkę z czterech białych ścian
Dziś lubię, bardzo lubię
Zawsze gdy w delegację wyjeżdżała
Zostawałem, moja mała

Ukołysz mnie do snu
Opowiem ci jak życie mnie przygniotło
Szlafrok masz tam, łazienkę tu
Tylko nie żartuj, proszę cię, nie odchodź
Są takie co z mężczyzny robią chłopca
Jesteś tu? Zostań

I nie opuszczaj mnie
Już noc wędruje po zaspanym mieście
Wiedziałem, że nie będzie źle
I że to stanie się nareszcie
Rano na dworcu żonie dam bukiecik
Pięć po szóstej, peron trzeci...

Kochani - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Kochani jeateśmy na bani

Jacek Janczarski


Kochani, jesteśmy naprani
Naćpani i nieco na bani
Kołysze się wszystko dokoła
Łeb w ciasnym berecie, dupa goła

Kochani, my z wami, ja z wami
Niech zima się od nas odchrzani
Niech lato nie spiecze nam pleców
Jest jeszcze łyk tlenu w powietrzu

Kochani, jesteśmy dość cwani
Choć śmierdzi, lecz jest woda w kranie
Ja wiem, w sercu kłuje, to boli
Jest chleb i go można posolić

Kochani, rodacy, chojracy
Jesteśmy na bani, jest cacy
Kołysze się wszystko, być może
Nie chodźmy z walizką na dworzec

Kochani, wytrzeźwieć możemy
I stanąć nogami na ziemi
I tępić i gnębić tych drani
Co robią nas w konia, kochani

A może my sami, kochani
Coś mamy z tych gnojów, z tych drani
I dusza nam świństwem porosła
Co wokół zaraża jak ospa

Na razie, kochani, w łazience
Umyjmy i uszy i ręce
Umyjta się baby i chłopy
To przyjmą nas do Europy

Naprani, naćpani, na bani
Kochani, kochani, kochani
Kołysze się wszystko dokoła
A dupa jak goła, tak goła

Są kraje - widziałem je w kinie
Gdzie ludzie są czyści
I trzeźwi jak świnie ❗❗❗

P. Fronczewski (1, 3) - Fot. Tomasz Urbanek
J. Janczarski (2)

Nie spinaj się tak - Jacek Janczarski

Piotr Fronczewski
Nie spinaj się tak

Jacek Janczarski

Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Bo porwie cię wiatr
Dopadnie cię strach
Co jesteś dziś wart
Wie Pan Bóg i czart
Że żyjesz, to fart
A życie to żart

Ten żart chwilkę trwa
Momencik, po kres
Uśmiechów sto dwa
I litr słonych łez
Jest miłość i ból
I rozpacz i śmiech
To żebrak, to król
To cnota, to grzech

Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Bo porwie cię wiatr
Co hula przy drzwiach
Dostaniesz i tak
Co przyzna ci los
Zakwitniesz jak mak
I zwiędniesz od trosk

Huśtawką jest to
Co życiem się zwie
Do góry i w dół
Na wierzchu, na dnie
I tylko z tym tchem
Że mało kto wie
Dlaczego wciąż nam
Tak bujać się chce

To w górę, to w dół
To uśmiech, to łza
Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Pokochaj bez słów
W bezsensie tym sens
Mój świecie, bądź zdrów
To fajne, żeś jest

Nie pokłóćmy się - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Nie pokłóćmy się

Jacek Janczarski

Mamy to, o czym marzyliśmy we snach
Ani duzi nie jesteśmy, ani mali
Ale temu, kto przez lata zginał kark
Do wolności tak się trudno przyzwyczaić

Prawie każdy z nas ma w sobie takie coś
W jednym Stalin drzemie, w drugim tylko Urban
I jak psy wciąż dogryzamy starą kość
Nowy burdel, gdzie bryluje stara kurwa

Z niejednego pieca każdy zjadał chleb
Każdy wierzył w cud i dał się zwieść oszustom
Dotąd trzeba pukać się w ten głupi łeb
Aż dźwięk czysty wyda, aż w nim będzie pusto

Wtedy zważmy powolutku każdy krok
Nasze piekło niech nie będzie naszym stylem
Wszystkim życzę przez okrągły Nowy Rok
Nie pokłóćmy się jak kretyn z imbecylem

Przez żołądek do serca - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Przez żołądek do serca

Jacek Janczarski


Przez żołądek do serca, do żołądka przez serce
Przez śledzionę do nerek, przez wątrobę do płuc
Do przełyku przez gardło, arteriami do tętnic
Bo wiadomo - z mężczyzną trzeba chcieć, żeby móc

Chyba każdy mi to przyzna
Tyle spraw się tutaj piętrzy
Bardzo trudny jest mężczyzna
Ze skomplikowanym wnętrzem
Wygra ta, co anatomię zna, co anatomię zna

Co, co pan śpiewa, co pan śpiewa, panie Piotrze?...

Przez żołądek do serca, do wątroby przez nerki
Jelitami do mięśni, przez tchawicę do żył
Przez woreczek żółciowy, szpikiem kostnym do nerwów
Dotrzeć wprost do wyrostka, gdyby tam jeszcze był

Ta gruntowna analiza
Tyle spraw przed nami piętrzy
Bardzo trudny jest mężczyzna
Ze skomplikowanym wnętrzem
Wygra ta, co anatomię zna, co anatomię zna

Zupa - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski - Zupa

Jacek Janczarski


Umówiłem się z nią na dziewiątą
Szef splajtował, więc nie dał akonto
Nie będziemy szaleli do rana
W grę nie wchodzi kieliszek szampana
Trochę przeto ogarnę chałupę
I zaproszę cię, miła, na zupę
Mam zup zapas po cenach poprzednich
W dawny czas tylko biedni je jedli
Puszczę płytę, siądziemy vis-a-vis
I wiosłując w talerzach łyżkami
Będziesz gwiazdką mą, ja twoim niebem
Nierozłączni jak ta zupa z chlebem
Telewizor zapalę następnie
Posłuchamy, co tam mówią w Sejmie
Nie wierz, miła, i oku, i uchu
Jest mi dobrze, choć burczy mi w brzuchu
Zamiast kwiatów, co zbędne są całkiem
Podaruję ci, miła, zapałki
Przyjmij mego oddania perełkę
Podzielimy się całym pudełkiem
Uciekł tramwaj ostatni, no trudno
Odprowadzę cię pieszo na Bródno
Nasza miłość trwać będzie do czasu
Wyczerpania zup moich zapasów
Wtedy inny cię weźmie do siebie
Inny poda ci swą zupę z chlebem
Od mej klęski silniejszy jest smutek
Że cię, miła, mieć można za zupę
Wtedy inny cię weźmie do siebie
Inny poda ci swą zupę z chlebem
Od mej klęski silniejszy jest smutek
Że się puszczasz za zupę, za zupę

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Kobietę trzeba trzymać krótko - Jacek Janczarski

Piotr Fronczewski
Kobietę trzeba trzymać krótko

Jacek Janczarski

Kobietę trzeba trzymać krótko
A krótko to nie znaczy długo
One to nawet dosyć lubią
A jeśli nie, to jakiś cud - o

Kobietę krótko trzymać trzeba
Poić ją winem lub szampanem
A potem warknąć coś nad ranem
Wieczorem zaś przychylić nieba

Kobiety krótko trzymać trzeba
Namiętnym szeptom ich nie ulec
Latem je zmieniać, jak koszule
Na stałe mieć, gdy przyjdzie zima

Poza tym jestem przekonany
Że wszystkie znane dotąd damy
Są tak jak kwiaty cięte w maju
Szalenie krótko się trzymają

Inteligencja - Jacek Janczarski



Piotr Fronczewski
Inteligencja

Jacek Janczarski

Jak powieki opadają w oknach story
To nadciąga koniec kolejnego dnia
Jedne okna umierają wieczorem
Inne żyją do białego dnia
A kiedy szyny tramwajowe
Posrebrzy punktualny świt
W gąszczu zbudzonych ludzkich mrowisk
Inteligencja jeszcze śpi...

Jednym księżyc, innym znowu więcej słońca
I wśród twarzy ogorzałych bladość lic
Mówią o niej tak ładnie - pracująca
Życie płynie , nie zmienia się nic
Zaświecisz pustką wśród statystyk
Przyszłość twą widzę bardzo źle
Ten życia tryb niehigieniczny
Wykończy cię, wykończy cię...

Więcej chleba, więcej aut, wszystkiego więcej
Wypisuje na sztandarach ten i ów
Łatwo można zamknąć dziób inteligencji
Może kiedyś wyrośnie nam znów
Ale to nie jest takie proste
To nie odrasta jak krzak bzu
W XXI wiek i postęp
Wkroczy bogatych głupków tłum...

Bliżej świata - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Bliżej świata

Jacek Janczarski


Już jesteśmy bliżej świata, bliżej świata
Na ekranie małpa w wannie leczy katar
W Alabamie lecą z nieba zdechłe ptaki
Jeden Rusek uczy pływać niemowlaki

Wschodnie walki, gdzie słabszego w łeb się kopie
Była Polka, cyc największy w Europie
Przeszczep głowy, śmierć na żywo, słony cukier
I hodowla(?) marchewki w porno grupie

Już jesteśmy bliżej świata, bliżej świata
Seks na lodzie, szorstka odzież, pedał-tata
Podglądanie pchły na ścianie przez peryskop
Czarne mrówki, gość z probówki, gwałty w disco

Konkurs skoków przez żyrafę na motorze
Heroina przemycana w pomidorze
Ksiądz się żeni, gliniarz z remi prawo
Ale chryja, dał mu w ryja, dostał brawo

Pożar w kinie, glikol w winie, raj w burdelu
Uśmiech trupa, zimny upał, rzyg do celu
Garb na piersiach, świńska nerka, ość w przełyku
Szczyt na spodzie, wzwody w wodzie, bomba w cyrku

Z satelity czka komputer w barwach tęczy
My siedzimy i patrzymy wniebowzięci
Super Channel, co matoła w fotel wgniata
I jesteśmy bliżej bzdur niż bliżej świata...

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Ginie duch - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Ginie duch

Jacek Janczarski


Spróbuję kryzys godnie przeżyć
Mogę o chlebie i wodzie
Lecz w jedno trudno mi wierzyć
Że ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie ślad po dawnych wichrzycielach ❓
I nieodpowiedzialna młodzież ❓
Czuję w określonych celach
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie te warchoły i syjoniści ❓
Gdzie burżuj i gułag w mętnej wodzie ❓
Gdzie męty i rewizjoniści ❓
Ginie, ginie duch w narodzie

Czy już nie będzie bikiniarzy ❓
Zachodniej hołdujących modzie
Z wolnej Europy luminarzy
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

I gdzie to wszystko się podziało ❓
Co system podważało co dzień
Wyparowało, wykipiało ❓
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie ten niezguła zatwardziały
Co szczerzył się, gdy dostał bodziec ❓
Gdzie plecy godne giętkiej pały ❓
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie są, odpowiedz, synku, gacie ❓
I przestań gwizdać po francusku
Jak to, smarkaczu - są w senacie ❓
W sejmie i w rządzie - co za ustrój

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Czego nam będzie żal - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Czego nam będzie żal

Jacek Janczarski


Kiedy patrzę dookoła
Na te czasy takie trudne
Na towary kolorowe
I stragany, no brudne
Raczkujący kapitalizm
Mnie dopada co dzień
Co wyliczę, to wyliczę
Bo nie wszystko może mogę
Lecz mniej więcej jest tak

Żarówki z ciężarówki
Skarpetki z furgonetki
Filiżanki z furmanki
Parówki z renówki
Papryka z ciągnika
Buraki z kawasaki
Kabaczki z taczki
Oraz dorsze z porsche

Miną lata, będzie lepiej
Już będziemy w Europie
Choć nie będziesz ty dziewczyną
A ja też nie chłopiec
I prawdziwy pierścionek
Kupię ci, płacąc czekiem
Ze łzą w oku wspomnisz może
Piękne czasy, choć nielekkie
Bardzo będzie nam żal

Buraka z cadillaca
Melona z fergusona
Ogórka z wartburga
Kotleta z chevroleta
Banana z nissana
Kalarepy z przyczepy
Sera z land rovera
Pomidora z traktora
Krawata z passata
Szampana z tarpana
Sandwicha z moskwicza
Irysa z willysa
Odkurzacza ze spychacza

Buraka z cadillaca...

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Powrót - Maciej Zembaty


Andrzej Dąbrowski
Powrót

Maciej Zembaty


Zgarbiony i głodny
Tak, to właśnie ja
Ten brudny gość w łachmanach
Tak, to właśnie jestem ja
Nie zamykaj drzwi
Masz jeszcze na to czas

Poznałaś mnie przecież
Nie patrz na mnie tak
Nie mogłaś mnie nie poznać
Więc czemu patrzysz tak
Czy zmieniło mnie
Tych parę głupich lat

Tak, wiem, nie było mnie długo
Dosyć długo
Nie mogłem wrócić wcześniej
Jakoś nie mogłem
Ale jestem już, no, wpuść mnie
Nie stój w drzwiach
Nie stój

Rodzice nie żyją
Brat i siostra też
Nie żyją już rodzice
Brat i siostra też
Tylko ciebie mam
Więc nie, nie wypędzaj mnie
Proszę

Piosenka o zwariowaniu - Roman Kołakowski


Ewa Dałkowska - Piosenka o zwariowaniu

Roman Kołakowski - Zwariować

Ech, zwariować raz naprawdę
Najlepsze rady cisnąć w kąt
Pełną piersią dmuchnąć w żagle
I powiosłować znów pod prąd

Ech, zwariować raz dla wprawy
Wybierać się jak Piast na zjazd
Rozhuśtać księżyc dla zabawy
Wygasić światła wielkich miast
Usłyszeć płacz ścinanej trawy
Zobaczyć ciemną stronę gwiazd

Ech, zwariować raz bez sensu
A niech się kręci wielka gra
Wpuścić bąka do kredensu
I niech tam brzęczy zamiast szkła

Ech, zwariować dla fasonu
W najlepsze spać, gdy czuwa wróg
Karabin wstawić do flakonu
Na fortepianie zasiać głóg
Niech czarnuch wreszcie spuści z tonu
Zanim go zniżą do pół nóg

Ech, zwariować dla przykładu
Wóz albo przewóz, raczej wóz
W środku zimy biec do sadu
Niech nam nachucha taki mróz

Ech, zwariować i mozolnie
Trojańskie konie wpędzać w cwał
Uchwalić wreszcie coś oddolnie
Szampanem oddać pierwszy strzał
Bo kto zwariuje dobrowolnie
Luźniejszy kaftan będzie miał