Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołoledź. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołoledź. Pokaż wszystkie posty

Modlitwa o sen - Jeremi Przybora


Elżbieta Starostecka
Modlitwa o sen - O śnie!

Jeremi Przybora


O śnie! Głęboki, dobry śnie!
Błogosławieństwo ludzi!
Nagrodo nocy za to, że
dzień nazbyt ich utrudził.
O śnie, co noc spowijasz w snach,
które za dnia nie gasną.
Czy zapomniałeś, śnie, że ja…
Czy zapomniałeś, śnie, że ja…
Że ja nie mogę zasnąć?

O śnie, ty przewoźniku dusz
przez zapomnienia rzeki!
Na brzeg, gdzie ból wczorajszy już
jest lekki i daleki…
O śnie, o, dobry, ciepły śnie
dziewczynek z zapałkami:
Ach, przyjdź już, śnie, i utul mnie!
Ach, przyjdź już, śnie, i utul mnie!
I zapominać daj mi!

O śnie – wybawicielu z nędz
biedaków lunatycznych,
co wiedziesz ich od boku jędz
ku lunatyczkom ślicznym!
O śnie, co masz w zanadrzu twarz,
twarz świata masz wymienną!
Ach, przyjdź już, śnie, i utul mnie!
O, przyjdź już, śnie, i utul mnie!
O, przyjdź już, śnie, i utul mnie!
I uśpij mnie bezsenną!
O śnie!

Nareszcie - Jeremi Przybora


Elżbieta Starostecka
Nareszcie

Jeremi Przybora

Nareszcie!
Gdzieś dotąd przebywał tak długo?
W areszcie?
Czy może z tą trzecią, czy – drugą?
Czy też cię
kosztował ten czas tyle męki?
Nareszcie!
Ach, dotknąć twej twarzy, twej ręki…
Nareszcie!
Czy los tu sprowadził, czy traf cię?
Zabierzcie
mi wszystko, lecz jego zostawcie!
Ucieszcie
się oczy i usta, i ręce!
Nareszcie!
Do kogo się modlić w podzięce?
Nareszcie
więc koniec mych tęsknot, mych cierpień!
Nareszcie!
A przecież brunetów nie cierpię!
Nareszcie!
Mam wzdłuż cię i wszerz cię!
Nareszcie
cię mam!

Ja cię miła ucieleśnię - Jeremi Przybora

Elżbieta Starostecka
Bohdan Łazuka

Ja cię miła ucieleśnię

Połączymy nasze stycznie, maje...


Jeremi Przybora

– Połączymy nasze stycznie, maje, wrześnie
w taki czas, którego słowo nie opowie.
– Ja cię, miła, ja cię, miła, ucieleśnię!
– Ja cię, miły, uduchowię!
– Ja cię, miła, ucieleśnię pocałunkiem,
stworzę ramion mych dotykiem tobie ciało.
– Ja ci, miły, znów się duszą zrewanżuję,
której może masz za mało.

– Dusza ciału jest potrzebna zwłaszcza we śnie,
gdy rozstają się i tęsknią w noc po sobie.
– Ja cię, miła, ja cię, miła, ucieleśnię!
– Ja cię, miły, uduchowię!
– Ja tęsknoty twej za ciałem ból ukrócę
i modlitwy twe o ciało wszystkie spełnię.
– Ja ci duszy tyle z duszy mej dorzucę,
że po brzegi cię wypełnię.

– Ale gdyby nasze dzieło nie przetrwało,
choć to przykre, lepiej temat ten poruszę:
ty mi zwrócisz, ty mi zwrócisz moje ciało.
– Ty mi zwrócisz moją duszę.
– Lecz na razie nasze stycznie, maje, wrześnie
połączymy w czas, którego nie wysłowię.
– Ja cię, miła, ja cię, miła, ucieleśnię!
– Ja cię, miły, uduchowię!...

Tęsknię - Jeremi Przybora


Bohdan Łazuka, Elżbieta Starostecka - Tęsknię

Jeremi Przybora

Czy była tu i znikła?
Czy snu to sprawa zwykła?
Lecz wiem - ktoś był tu ze mną,
był na pewno!
Króciutko, lecz dość długo,
by stać się sercu smugą,
co sprawia, płynąc przez nie,
że tęsknię!

Nie umiałbym opisu
jej twarzy skreślić rysów...
Jej postać mi już teraz
się zaciera...
Im z oczu niknie prędzej,
tym we mnie jest jej więcej
i tęsknię tym goręcej,
strach, jak tęsknię!

Nieznośna myśl mi jest ta -
móc kiedyś tęsknić przestać.
Odebrać sercu dotyk
tej tęsknoty.
Niech łza po tobie nie schnie!
Bezmiernie i bezkresnie
niech wciąż za tobą tęsknię!
Niech tęsknię!

Ale za kim tęsknię?

-----------------------

Zdarzenie raczej zwykłe.
Zjawiłeś się i znikłeś
jak błysk, co w okamgnieniu
gaśnie w cieniu.
A ja już mam depresję
i dławi już od łez mnie.
I tak za tobą tęsknię!
Tak tęsknię!

Potrwało to tak krótko,
nim mnie oddałeś smutkom.
Twa postać mi już teraz
się zaciera…
Im z oczu nikniesz prędzej,
tym w sercu ciebie więcej
i tęsknię tym goręcej…
Strach! Jak tęsknię!

Nieznośną myśl mi jest ta –
móc kiedyś tęsknić przestać.
Słuch stracić, wzrok i dotyk
mej tęsknoty…
O, nie! Niech łza mi nie schnie!
Niech boli pierś od westchnień.
Niech wciąż za tobą tęsknię!
Niech tęsknię!

Obrazy: Sofia Chiostri

O Lorelei - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora

O, Lorelei

Na górze – księżyc, w dole – Ren…
Ach, jak cudowny widok ten!
Dodajmy, że wokoło maj
i skała z gołą Lorelei.
W półtonach światła czesząc włos,
wydaje ona cudny głos.
Na tle urwistych, czarnych skał
jaśnieje najjaśniejszym z ciał.

O, Lorelei! O, Lorelei!
O, Lorelorelorelei!
O, Lorelei! O, Lorelei!
O, Lorelorelorelorelorelorelei!

Choć skała twarda jest dla dam,
po całych nocach tutaj trwam,
włos musnę i poprawię biust,
gdy tylko wioseł pluśnie chlust.
A rybak w mój wsłuchany głos
ku skale łódź kieruje wprost.
O skałę dziobem – łup! i – chlup!
I gęsto Renem płynie trup.

O, Lorelei! Daj spokój, daj!
Lecz jej w to graj! O, Lorelei!
O, Lorelei! O, Lorelei!
O, Lorelorelorelorelorelorelei!

Aż raz, gdy kwitł jaśminu krzak,
przepływał rybak piękny tak,
że Lorelei słowiczy śpiew
aż kipiał od wysokich „ef”!
A gdy – nieczuły – z pluskiem burt
odpływał, skacze za nim w nurt.
O skałę rani sobie skroń –
szkarłatna teraz Renu toń!

O, Lorelei! O, Lorelei!
O, Lorelei! Aj! Aj! Aj! Aj!
O, Lorelei! O, Lorelei!
O, Lorelei! Aj! Aj! Aj! Aj! Aj! Aj!...

To przecież jasne jest jak dzień:
ów rybak głuchy był jak pień.
Więc choć rybaczą przerwał rzeź,
niech nie brzmi pieśń na jego cześć.
Ten zwłaszcza, co nie lubi ryb,
ze smutkiem patrzy niech zza szyb –
na księżyc, Ren i skały kraj,
na której nie ma Lorelei…

Wyk. Jeremi Przybora, Elzbieta Starostecka
Ryszard Pracz, Joachim Lamża

Obrazy: Victor Nizovtsev

Po kompocie - Jeremi Przybora

Igor Śmiałowski, Jeremi Przybora - Po kompocie

Gdzie ta chwilka, gdy pospołu
zasiadaliśmy do stołu
twarzą w twarz?
Gwar sąsiadów, czar sąsiadek…
Gdzie ta chwilka, ten obiadek
śliczny nasz?

Po kompocie! Po kompocie!
Po chlupocie
śliw i grusz.
Po kompocie, po kompocie,
po kompocie już!

Gdzie ta chwilka mknąca bosko,
gdy spojrzenie po żydowsku
karp nam słał?
W szronie białym stała czysta,
a kawiorek, oczywista,
w lodzie stał.

Po kompocie! Po kompocie!
Po pozłocie
vol-au-vent.
Po kompocie. Po kompocie.
Un petit peu navrant…

Gdzie ten móżdżek, co na grzance
mądrzył się, a w filiżance
kraśniał barszcz?
Pierś bażanta, gorycz wina…
I ta z vis-à-vis dziewczyna!
I ten farsz!

Po kompocie! Po kompocie!
Po pieszczocie
wonnych mięs.
Po kompocie, po kompocie…
Ot, i łza u rzęs.

Gdzie ta chwila po toastach,
lekka, jak złotego ciasta
lekki puch?
I już kompot! Moi złoci!
Jak to? Jak to? Już kompocik?
Wszelki duch!

Po kompocie! Po kompocie!
Po odlocie
z tortów róż!
Po kompocie, po kompocie…
i w tęsknocie już!

Porucznik Czartogromski - Jeremi Przybora

Renata Kossobudzka

Renata Kossobudzka
Porucznik Czartogromski

Jeremi Przybora

Już gwiazdy lamp
oddały blask orkiestrze
i uwerturą Straussa teatr grzmiał.
Wzruszenie dam
perfumą szło w powietrze –
niejeden pan w monoklu łezkę miał.

Ukradkiem w bok –
z rumieńcem młodej gąski –
spoglądam w głąb czerwonej loży, skąd
płonący wzrok
porucznik Czartogromski
śle ku mym oczom znad wąsika blond.

Porucznik Czartogromski
zachwycał i podniecał –
jak osa w talii wąski,
jak tur szeroki w plecach.
Przymiotem wszakże boskim
dla dam i czystych dziew
to było w Czartogromskim,
że strzelał Czartogromski
z miłości sobie w łeb.

Nie trafiał doń
porucznik kulą śmiałą.
Czy to, że dłoń
mu w tym momencie drgła –
czy to, że skroń
być może miał zbyt małą –
on nadal żył i fama o nim szła.

Kolejna z pań
cierpiała znów udrękę –
by chociaż raz był z tego prochu dym.
Liczyła nań,
że pójdzie jej na rękę,
i odmawiała jemu w związku z tym.

Porucznik Czartogromski…

I dla mnie też
porucznik Czartogromski
z miłości w siebie wycelował strzał –
lecz tylko z wierzb
odstrzelił dwie gałązki
i znowu się ku innej pani miał.

A potem świat
łun okrwawiły blaski –
nie chybiał już porucznik w boju, nie.
Aż strzał ten padł,
że porucznika gwiazdki
zabłysły tam na niebie. O, te dwie!

Porucznik Czartogromski
zachwycał i podniecał –
jak osa w talii wąski,
jak tur szeroki w plecach.
Do dzisiaj na Powązki
staruszek drepcze tłum
i „och!” nad Czartogromskim,
i szloch nad Czartogromskim,
że odmawiały mu.

Brudzia - Jeremi Przybora


M. Kociniak, B. Łazuka, W. Pokora
W. Gołas, W. Michnikowski, J. Kobuszewski

Brudzia

Jeremi Przybora

Brudzia!
Niech z wódzią skrzyżuje się wódzia!
Brudzia!
Wypijmy ze sobą na ty!
Brudzia, brudzia!
W tykaniu chcę pana mieć udział.
Ja wolę to nawet od „wy”.

Weź pan ćwierć!
Ja – na śmierć…
Zostaw pan –
to nie ten stan!

Brudzia!
Nie!
Brudzia!
Fe!
Weź pan szkło
i puść pan go!

Brudzia!
W tykaniu ten sposób jest lepszy.
Brudzia!
Do jagód twych warga mi drży.
Brudzia, brudzia!
Pogadać, pocieszyć, opieprzyć
możliwe jest tylko na „ty”.

Weź pan ćwierć...

Brudzia!
Ty byku, ty mordo, ty brachu!
Brudzia!
Chcę tak pieszczotliwie cię zwać…
Brudzia, brudzia!
Ty chamie! Baranie! Ty łachu!
Co?! Gardzisz rodakiem, psiamać?!...

Nareszcie - Jeremi Przybora

Joe De Mers

Bohdan Łazuka
Nareszcie

Jeremi Przybora

Nareszcie
Już serce wprawione w nadczynność
W areszcie
Znaczyłoby dla mnie być z inną
Czy też cię
Kosztował ten czas tyle męki
Nareszcie
Och, dotknąć twej twarzy, twej ręki
Nareszcie
Wiecznością się dzielmy, nie chwilką
Zabierzcie
Mi wszystko, zostawcie ją tylko

Ucieszcie
Się oczy i usta, i ręce
Nareszcie
Do kogo się modlić w podzięce
Nareszcie
Więc koniec mych tęsknot, mych cierpień
Nareszcie
A przecież brunetek nie cierpię
Nareszcie
Nareszcie, nareszcie
Nareszcie cię mam

Szef i ja - Jeremi Przybora


Wojciech Pokora
Szef i ja

Jeremi Przybora

Pocałuj mnie w usta
i żegnaj, piękna ma!
Już czara szczęścia pusta,
wypite już do dna…
Ze łzami ci ładnie,
choć troszkę puścił tusz,
lecz tego, co go zbraknie,
ty nie zastąpisz już!

Ech, szef! Szef i ja!
Taką wierność kto dziś zna?
Serca dwa! Jedna krew!
Ech, to ja, ech, i mój szef!...

Twój ból mnie nie dziwi,
bo jestem w typie pań.
Być mogliśmy szczęśliwi,
lecz na mym miejscu stań:
gdy zdejmą nam szefa,
ja pójdę tam, gdzie szef.
No, przestańże już, Stefa!
No, nie płacz już, psiakrew…

Ech, szef! Szef i ja!
Mnie jednego teraz ma.
Ranny to dzisiaj lew,
ale zawsze on mój szef!...

(Czym tobie zapłacę
za ów na biurku bez?
Za nasze delegacje?
Nasz zjazd OPeeReS?
Za wonną herbatę?
(Parzyłaś ją jak nikt…)
Za ciało twe bogate,
com w nim po prostu nikł?)

Ech, szef! Szef i ja!
Czy to się wyrazić da,
ile mnie rwało dziew?
Lecz nad każdą był mi szef!
Ech!)

Już schowaj te piersi,
pieprzyków słodki mak…
To przecież nie my pierwsi
się rozstajemy tak.
Mnie pociąg nie mija
do pieszczot twych jak plusz!
Lecz nie ma to jak przyjaźń
dwu hardych męskich dusz!

Ech, szef! Szef i ja!
Taki tandem – kto dziś zna?
Czarna brew – jasna brew –
ech, to ja, ech, i mój szef!...

Za biurkiem mym siędzie
znów jakiś równy gość
i znowu ci w urzędzie
uroczo będzie dość…
Lecz czasem, powiedz –
uronisz parę łez,
że wierny, choć nie tobie,
ktoś komuś wierny jest…

Ech, szef! Szef i ja!
Dwie sylwetki zatrze mgła.
Z szefem w deszcz, z szefem w mróz.
Czy na wozie, czy pod wóz!...
Czy na wodzie, czy…
Ech!

Taka gmina - Jeremi Przybora


Marian Kociniak
Wojciech Pokora - Taka gmina

Jeremi Przybora

Ni wyżyna, ni nizina,
Ni krzywizna, ni równina -
Taka gmina.
Ani lasek, ani glina,
Tylko piasek i olszyna -
Taka gmina.
Ani POM-u, ani młyna,
Krzyż, chałupy i krowina -
Taka gmina.
Od komina do komina
Wiater hula, deszcz zacina -
Taka gmina.
Taka gmina.

Ni wyżyna, ni nizina,
Ni krzywizna, ni równina -
Taka gmina.
Spotkasz chłopa - gęba sina,
Oj, nie wraca ci on z kina-
Taka gmina.
Miast kobiety, śpiewu, wina
Wóda, czkawka, Gwiżdż Janina -
Taka gmina.
Nikt od ucha nie ucina,
Tylko czasem chrząszcz brzmi w trzcinach -
Taka gmina, taka gmina

Ni wyżyna, ni nizina -
Ni krzywizna, ni równina,
Taka gmina.
Płacze dzieciak, wyje psina,
Gdzieś ktoś kogoś czymś zarzyna -
Taka gmina.
Jaki powód, czyja wina
Czy to skutek, czy przyczyna -
Taka gmina?
Tylko urżnąć się na chrzcinach
I wziąć zwiać do Wołomina -
Taka gmina. Taka gmina!

Fot. Edward Hartwig

Gołoledź - Jeremi Przybora

Jeremi Przybora
Gołoledź
walczyk sadystyczny

Pokropił deszczyk drogi
i mrozek je nawiedził –
spełniając tym wymogi
powstania gołoledzi.
Nareszcie sen się wyśnił –
kierujmy więc uwagę
na miły widok bliźnich
tracących równowagę.

Gołoledź, ach, gołoledź!
Któż większą radość zna?
Oj, nie da nam zramoleć
gołoledź, le verglas! ...

Nic ducha tak nie cieszy
jak tarapaty ciała,
gdy – bęc i postać leży,
co przed chwileczką stała.
Nad potłuczonym zadkiem
się inna postać biedzi.
Nas śmieszą nie przypadkiem
ofiary gołoledzi.

Gołoledź, ach, gołoledź!
Nie powtarzalna gra!?
Oj, wszędzie będzie boleć
gołoledź, le verglas! ...

Tu ktoś podparł nosem,
aż z nosa poszła stróżka!
Prześmiesznym tam znów pląsem
posuwa się staruszka.
Staruszek jej z pomocą
śpieszący machnął kozła.
Rozrywki miłe to są –
gołoledź je przyniosła.

Gołoledź, ach, gołoledź!
To pląs! To wstrząs! To łza!
Nad wszystko będziem woleć
gołoledź, le verglas!...

Największe – co i nie dziw –
do śmiechu są powody –
gdy się na gołoledzi
roztańczą samochody!
Piaskarki drzemią w bazach
dotknięte brakiem piasku –
więc w krąg po szosach hasa
wesoły tan pojazdów.

Gołoledź, ach, gołoledź!
Kostucha walca gra.
Hej, duszę Bogu poleć!
Gołoledź, le verglas!.. 

E. Starostecka, R. Kossobudzka, I. Śmiałowski

Duchy - Jeremi Przybora


Igor Śmiałowski
Renata Kossobudzka
Duchy

Jeremi Przybora

Duchy!
Jesteśmy duchy lekkie, zwiewne.
Puchy.
Ulotne puchy w ksykacie dusz.
Ruchy
nieziemskie mamy i powiewne.
Duchy
nieaktualnych,
nieaktualnych,
nieaktualnych osób już!
Cha! Cha! Cha!
Tararira!...

Widma.
Konwencjonalnie – zwykle w bieli.
Świt nas
wyciera gumką z karty dnia.
Wstyd ma –
kto się przed nami skrył w poscieli.
Widma
z takiego śmieją,
okropnie śmieją!
Cha! Cha! Cha!
Tararira!

Zmory.
Najlepszy sposób na bachory.
Goryl
tak nie wystraszy ich jak my.
Wory
nam wtedy służą za ubiory.
Chory
ze strachu bachor,
ze strachu bachor,
ze strachu bachor w majtki pstrzy.
Cha! Cha! Cha!
Tararira!

Zjawy
złaknione żartu i zabawy,
kawy,
wódeczki, seksu, sztuki mięs,
wrzawy,
gazetek, kina i Warszawy.
Zjawy –
za tym tęsknimy
i łzy sączymy,
i łzy sączymy spoza rzęs.
Cha! Cha! Cha!
Tararira!...

Duchy.
Za dawne grzechy pełne skruchy.
Muchy
wyrzutów sumień gryzą nas.
Druhy!
Ach, w ciał obleczcie tylko ciuchy
duchy,
a będą grzeszyć,
na nowo grzeszyć,
wesoło grzeszyć z wami wraz!
Cha! Cha! Cha!
Tararira!...

Obrazy: Stephen Mackey

Seanse spirytystyczne - Jeremi Przybora


Renata Kossobudzka
Seanse spirytystyczne

Jeremi Przybora


Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
Ta z duchami przedwojenna bliska więź;
zapodziało się to teraz wszystko gdzieś…
Lekkość zgonu ten spirytyzm ustokrotniał
i przed wojną człek gdy umarł nie markotniał,
bo gdy ciało nieboszczyka – łup w ten grób –
duch na seans już pomyka tup, tup, tup.

Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!

Ach wesołoż, ach, wesołoż na seansie,
kiedy medium lewituje w pełnym transie
albo spodek pędzi rączo stołu wskroś –
albo damę zimna rączka cap za coś…
Przyprawiając towarzystwa kwiat o spazmy,
mieczem błyska Juliusz Cezar z ektoplazmy –
to znów panie w drżenie wprawia inny zuch –
sam Rasputin – widma kawał – duch za dwóch!

Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!

Spirytyści przedwojenni, dawni, owi!
Ossowiecki, Kluski, Guzik, Ochorowicz!
Dać ich duchom dziś radości tych choć ćwierć,
a nie zanudzaliby się tam na śmierć!
Małą dziurkę zrobić by w materializmie
i pozwolić – niech się przez nią znowu wśliźnie
przedwojenna spirytyzmu zwiewna nić –
tożby miło znowu było duchem być!...

Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!