Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziewoński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziewoński. Pokaż wszystkie posty

Na swoje - Wojciech Młynarski


Edward Dziewoński - Na swoje

Wojciech Młynarski

Gdy zgasną światła w kabarecie
I skończy się szalona noc
Do ciepłych domów podrepczecie
Pośladki owiniecie w koc
Aby się wiercić z niepokojem
Na wspólny temat drżąc jak liść
Jak by tu jutro wyjść na swoje
Jak by na swoje jutro wyjść

A kiedy wzejdzie blady ranek
Znów się będziecie tłoczyć, pchać
Ożyją oczka rozbiegane
I rączki chętne tanio brać
Będziecie dzielić włos na dwoje
Gdy trzeba łasić się lub gryźć
Byleby tylko wyjść na swoje
Byle na swoje tylko wyjść

Kantata - eksperyment teatralny - Zenon Wiktorczyk


Edward Dziewoński
Wieńczysław Gliński

Kantata - eksperyment teatralny

Zenon Wiktorczyk

Choć nie rozumie plebs nas
My sztuki fanatycy
Co scena - katalepsja
Na scenie reumatycy
Bo nas idea dręczy
By podnieść teatr z klęczek - o!

Tę trudność mamy wszak
Tę trudność mamy wszak
Że wciąż nie wiemy
Że wciąż nie wiemy
Tę trudność mamy wszak
Tę trudność mamy wszak
Że wciąż nie wiemy jak

Więc próbujemy różnie
I wierni naszej misji
Wołamy, choćby w próżnię
Że teatr stary skisł i
W martwoty zapadł marazm
Co obnażymy zaraz - o!

Publiczność na to "bis"
Publiczność na to "bis"
I czeka na s...
I czeka na s...
Publiczność na to "bis"
Publiczność na to "bis"
I czeka na striptease

Fot. Edward Dziewoński, Wieńczysław Gliński

Ostatni zdun - Jeremi Przybora


Edward Dziewoński - Ostatni zdun

Jeremi Przybora

Krtań ściska coś i dławi,
gdy myśl zaczyna biec
ku chwili, gdy postawi
zdun swój ostatni piec.
Z ostatnim czeladnikiem
wychlapie litr pod chuch
i z pieśnią pod szalikiem
odejdą w dal we dwóch…
Odejdą w dal,
odejdą w dal,
odejdą w dal
we dwóch!...

A przy ostatnim piecu
wsłuchanej w ognia trzask
babuni łzy polecą
ze wspomnieniami wraz.
I wnuczek, zasłuchany
w jej wspomnień tkliwą grę,
ostatni raz drzwiczkami
w tyłeczek sparzy się.
W tyłeczek spa…
W tyłeczek spa…
W tyłeczek sparzy się!...

W płonących drew pochodnie,
gdy załka wiatr valse triste,
od niego ktoś lub od niej
ostatni wrzuci list.
A potem można będzie
już listy tylko drzeć,
gdy zniknie piec-narzędzie,
co śle im piękną śmierć.

Co śle im pięk…
Co śle im pięk…
Co śle im piękną śmierć!

Hej, raz ostatni jeszcze,
wieprzową gryząc kość,
„Przy piecach to – powietrze!”,
pochwali grzeczny gość.
A kiedy licho wsadzi
łeb w komin, psując cug,
ostatni się zaczadzi
kaloryferów wróg…

Kaloryfe…
Kaloryfe…
Kaloryferów wróg....

Drobne ogłoszenia - Jeremi Przybora


Edward Dziewoński
Jeremi Przybora
Jerzy Wasowski

Drobne ogłoszenia

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia,
drobne ogłoszenia dziś!

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia –
kupno, sprzedaż, najem, posadki!
Tylko kto docenia drobne ogłoszenia,
ten zagląda życiu pod szatki!

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia –
trafy, fuksy, gratki, okazje!
Co dwadzieścia sekund zmiany przedstawienia –
gdzie byś, drogi, częściej znalazł je?

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia,
drobne ogłoszenia dziś!

Drobne ogłoszenia
Kupuję witraże
Kulturalny pozna niedużą
Drobne ogłoszenia
Stosuję masaże
Odświeżam bieliznę w podwórzu
Widok udostępnię...
drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia
... estecie
Drobne ogłoszenia
Mam do odstąpienia
trykoty po znanym atlecie

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia,
drobne ogłoszenia dziś!

Drobne ogłoszenia
Potrzebni są chłopcy
Na zimę wynajmę cybety
Sedesy wymieniam
Drobne ogłoszenia
Prowadzę przyjemne komplety

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia,
drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia,
drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia dziś!

Kuplety z nóżkami Kocia - Jeremi Przybora


Edward Dziewoński
Kuplety z nóżkami Kocia

Jeremi Przybora

Już w dzieciństwie miewał Kocio
do niewieścich nóżek pociąg –
na kolanka (ach!)
na kolanka (ach!)
siadał chętnie ładnym ciociom!
Cha! Cha! Cha! Cha!
Cha! Cha! Cha!
Siadał chętnie – ładnym ciociom!

A gdy już męskości wiosna
pierwszy wąsik mu przyniosła,
to na widok (ach!)
to na widok (ach!)
damskiej nóżki stawał w pąsach!
Cha! Cha! Cha! Cha!
Cha! Cha! Cha!
Na sam widok stawał w pąsach!

Potem w wieku starszym nieco
takim nóżek stał się piewcą,
że zazdrościł (ach!),
że zazdrościł (ach!)
wrażeń nawet damskim szewcom!
Cha! Cha! Cha! Cha!
Cha! Cha! Cha!
Że zazdrościł nawet szewcom!

Aż uroczych lic dziewuszka
raz Kociowi do serduszka
na uroczych (ach!),
na uroczych (ach!),
na uroczych wbiegła nóżkach.
Cha! Cha! Cha! Cha!
Cha! Cha! Cha!
Na uroczych wbiegła nóżkach!

Nóżki lekkie jak gazele
nie zużyły czasu wiele,
żeby Kocia (ach!),
żeby Kocia (ach!),
Kocia wziąć pod pantofelek.
Cha! Cha! Cha! Cha!
Cha! Cha! Cha!
Kocia wziąć pod pantofelek.

Teraz Kocio jest na diecie,
pod powieką łezkę gniecie,
konsumując (ach!),
konsumując (ach!)
zimne nóżki w galarecie!
Cha! Cha! Cha! Cha!
Cha! Cha! Cha!
Zimne nóżki w galarecie!

W dzień powszedni i w niedzielę
pamiętajcie, przyjaciele:
Lekka nóżka (ach!),
lekka nóżka (ach!)
miewa ciężki pantofelek!
Cha! Cha! Cha! Cha!
Cha! Cha! Cha!
Miewa ciężki pantofelek!

Spotkanie z Galileuszem - Jerzy Jurandot


Wiesław Michnikowski, Edward Dziewoński
A jednak się kręci

Spotkanie z Galileuszem
Jerzy Jurandot

A jednak się kręci,
Eppur si muove" -
Tak właśnie powiedział
I za to dał głowę.
A wszystkim te słowa
Zostały w pamięci:
„Eppur si muove,
A jednak się kręci"..

A wczoraj tak idę
I wtem - czy być może? -
Tak, on, Galileusz,
Na Kruczej róg Hożej!
Zaskoczył mnie bardzo
Ten brak konsekwencji:
Od wieków nie żyje,
A jednak się kręci...

Podchodzę więc, pytam:
- Skąd pan tu, łaskawco?
- Wróciłem - powiada -
Na złość mym oprawcom.
Na waszym przykładzie
Zobaczą, przeklęci,
Że ja miałem rację:
A jednak się kręci.

- Faktycznie - powiadam -
Zaprzeczyć się nie da,
Że z tym w naszym kraju
Klops wieczny i bieda.
Na tydzień przed pierwszym
Jesteśmy zarżnięci,
Nikt groszem nie śmierdzi,
A jednak się kręci.

A on, że nic tylko,
Że przyjrzał się blisko
I jego tu inne
Uderza zjawisko:
- Wiem - mówi - że ludzie
Nie zawsze są święci,
Lecz często nie trzeba,
A jednak się kręci.

To znów wymagało
Wyjaśnień choć paru,
Więc wziąłem go z sobą
Na wódkę do baru.
A kiedyśmy wyszli,
Cokolwiek trynknięci:
- Łeb twardy mam - mówi -
A jednak się kręci...

- Ty, Galuś - powiadam -
(Bo piliśmy brudzia),
Patrz teraz uważnie
Po mieście, po ludziach:
Co krok narzekacze,
Co krok malkontenci,
I zgrzyta to wszystko,
A jednak się kręci!

I doszliśmy w końcu,
Że kraj jest normalny,
Choć ciut ciut niezwykły
I irracjonalny.
I poszliśmy w Polskę
Serdecznie objęci —
A jednak się kręci...  

Modlitwa Barnaby - Jeremi Przybora

Edward Dziewoński
Edward Dziewoński
Modlitwa Barnaby

Jeremi Przybora

Czyś Ty Bóg -
czyś ty los -
czyś ty traf,
Ty, co masz
w ręku ster
naszych spraw -
co - gdy chcesz -
szczęścia łut
dajesz nieraz -
a odbierasz
- cały świat.
Jużeś wziął
z moich rąk
ciężką dań -
jużeś dłoń
nieraz kładł
na mą krtań!
Bata świst
twego znam
koło ucha -
więc wysłuchaj
teraz mnie!...

Sypnij mi
- jeśli chcesz -
jeszcze plag!
Wcześniej niech
mnie, niż chcę,
trafi szlag!
Lecz nim o-
prawisz mnie
w dąb z mosiądzem -
choć pieniądze
zostaw mi!
Dosyć mam
czarnych i
jasnych wróżb!
Krzyżyk na
większość spraw
kładę już -
lecz nim kwit
wręczy mi
dłoń Poborcy -
trochę forsy
zostaw mi!...

Pieniądz to
- zdaniem mym -
niezły lek.
I na chłód,
i na głód,
i na wiek.
I na strach
nocy złych,
i na żądzę -
więc pieniądze
daruj mi!

Forsa ma
- zdaniem mym -
wielki czar:
gdy z nią mrzesz
to jakbyś
mniej marł.
Milszy szum
dla mnie sum
niż proporcy -
więc Ty forsy
nie skąp mi!...

Bawmy się - Wojciech Młynarski


Edward Dziewoński - Bawmy się
Wojciech Młynarski

Jak sięgnę myślą zawsze my, Rodacy,
w zgodnym zaprzęgu, czy przy wspólnym żłobie,
jak mawiał był nieboszczyk Staś Witkacy,
lubimy strasznie podziamdziać się w sobie.
Inteligencka trzęsie nami czkawka,
chętnie łagodnych głupków udajemy,
żeby od snobów załapać dwa brawka,
gdy „w co się bawić?" pytamy - nie wiemy...

A ja wam radzę - bawmy się,
porzućmy medytacji gest,
a ja wam radzę - bawmy się,
zabawa dla nas jedna jest.
Słuchajmy wodzireja słów,
co już niejeden taniec wiódł,
że trzeba się przesunąć znów
o parę osób w przód.
Od dawna dosyć mamy styp
i dosyć rozdzierania szat,
confetti bliźnim w oczy syp,
niech kolorowo widzą świat!
Po samą szyję pławmy się,
dopóki stopy czują dno.
A ja wam radzę - bawmy się,
bo dobrze wiemy w co!...

Niejeden mędrzec, gdyby wyjąć z ram go,
przywdziałby dzisiaj maskę arlekina,
niejeden pisarz dawno poszedł w tango,
świat coraz piękniej się bawić zaczyna.
Nie musi bowiem nudy w sobie dławić,
kto znacznie większej się spodziewa biedy,
bo nie istnieje problem „w co się bawić?",
a co najwyżej jest problem - do kiedy?

Lecz my spokojnie bawmy się,
porzućmy medytacji gest,
lecz my spokojnie bawmy się,
zabawa dla nas jednaa jest.
Słuchajmy wodzireja słów,
co na niejednym balu był
że trzeba się przesunąć znów
o parę osób w tył.
Nie patrzmy, że serpentyn zwój
krępuje nieraz ruchy nóg,
że barwny taneczników rój
czasami z prostych zbacza dróg.
Niech bratni szampan w szklankach lśni,
a my się bawmy, bawmy, bo
doprawdy, kto jak kto, lecz my
na długo mamy w co!...

Rozalio - Jeremi Przybora


Edward Dziewoński
Rozalio!

Jeremi Przybora

Rozalio!
Tę noc bezwstydną
Próżno spuszczoną kryć rzęsą
Rozalio!
Od bzów jest widno
Ach, uczyń cośkolwiek bez sensu

Rozalio!
Przestań na chwilę
Na jedną noc rodzić dzieci
Już słowik zawrotnych trylów
Rozpina nad tobą sieci

Taki słowiczy to zwyczaj
Że srebrem kancony on płaci
Za to, że żona słowicza
W słowiczej trawi czas chacie

A jakimż tobie prezentem
I jaką nagradza pamiątką
Mąż, cerowanie skarpetek
I ciągle nowe dzieciątko

Czy śpiewa? Nie! On najczęściej
Ohydnie chrapie po prostu
Rozalio!
Niosę ci szczęście
I regulację przyrostu

Obraz: Sandra Pelser

Baśń o srebrnym dzwoneczku - Jeremi Przybora

Edward Dziewoński - Baśń o srebrnym dzwoneczku

Jeremi Przybora

Było to w czasach, kiedy miasto porastały jeszcze brzydkie, czynszowe kamienice. Gzymsy tych brzydkich kamienic były jednak szerokie i lunatykom, w przeciwieństwie do innych niektórych warstw społeczeństwa, powodziło się nieźle. W cichych uliczkach, do których nie docierał kolorowy jazgot neonów, widać było w księżycowe noce pogodnych somnambulików, przechadzających się swobodnie po wygodnych, gładkich gzymsach brzydkich, czynszowych kamienic.

Do najszczęśliwszych lunatyków miasta należał aptekarz, Jan Baptysta. Znalazł on bowiem nie tylko szczęście w popłatnym zawodzie, ale również piękną i dobrą żonę w małżeństwie. Piękna zaś i dobra aptekarzowa znalazła, już poza nim, Stanisława Chryzostoma, młodzieńca smukłego i tak czystego, że jego miłość nie zostawiała żadnych plam na jej sumieniu.

I oto, kiedy szczęśliwy aptekarz, Jan Baptysta, wołany księżycową tęsknotą, wyruszał w nocną wędrówkę po gzymsach, by ruchem na świeżym powietrzu zdrowia sobie przysporzyć, zastępował go u boku żony Stanisław Chryzostom. U boku żony pięknej i dobrej, bo troskliwie opiekowała się mężem. Aby go ustrzec przed chłodem nocy, zarzucała mu ciepły szalik na szyję, zaś by go ustrzec przed nieoczekiwanym spotkaniem obcego mężczyzny w negliżu, do ulubionej szlafmycy Jana Baptysty przyczepiała srebrny dzwoneczek. Jego przenikliwy subtelny dźwięk wydzwaniał godzinę szczęścia Stanisława Chryzostoma. Ten sam powracający dzwoneczek delikatnie ostrzegał i wypraszał młodzieńca z objęć aptekarzowej. Dliń, dliń, dliń.

Mijały tygodnie, miesiące, minął rok… A po roku dziecię zakwiliło, ale nie na łonie aptekarzowej. Nie. Zakwiliło dziecię słodkie na mansardce o parę dachów dalej, u pewnej uroczej wdówki. A kiedy rozkoszne to dzieciątko gaworzyć zaczęło, z jego różanych usteczek najczęściej słychać było wesołe „dliń dliń dliń dliń” – dźwięk srebrnego dzwoneczka… 

Piosenka Dosmucacza - Jeremi Przybora


Edward Dziewoński,
Wojciech Pszoniak

Piosenka Dosmucacza

Jeremi Przybora

Brateczek, astereczka, cyneraryjka,
Smuteczek, chandereczka, melancholijka
Na pustych bezdrożach, zasnutych mgłą,
Włóczęga, bradiaga, le vagabond…

Fot. Henri Prestes

Wesoły deszczyk - Jeremi Przybora


Barbara Krafftówna
Edward Dziewoński
Wesoły deszczyk

Jeremi Przybora


Jak niegdyś Danae
(że wspomnę dla przykładu),
przez lata już całe
mam słabość do opadów.
Byle spadł deszcz lub grad –
milszy mi jest świat.
Gdy dach mi przecieka,
podstawiam ja naczynka –
i już mnie urzeka
kropelek sonatinka:
plim, plum, plam, plam, plum, plim,
Ach, jak miło z nim –
gdy…

w schludnej mej izdebce
pada sobie deszcz!
Chlupie, chlapie, drepce, chłepce,
szepce też.
To cieniuteńką stróżką
zdobi sufit w szereg map,
to mi znów na łóżko –
cichutko kap, kap, kap.
A chociaż deszczyk

to jest rodzaj kolosalnych łez –
to mi chlup, chlup, chlup,
to mi chlap, chlap, chlap,
to mi plum, plum, plum,
to mi kap, kap, kap,
to mi wesolutko 

z deszczykiem moim jest!

I zamiast naiwnie
na deszczyk utyskiwać –
ja myślę, przeciwnie,
o jego pozytywach –
o tym, że
życie czcze,
gdy ustają dżdże.
Z deszczyka jest grzybek,
zeń woda jest dla rybek,
zeń owoc dla drzewek
i groszek dla marchewek,
z jego ros
krzepnie kłos –
więc się cieszę w głos,
gdy…