Jest puchar siwuchy, od ucha rżnie skrzypek
Dziewucha z kożucha – dukaty
Słuchajcie psubraty, słuchajcie Sarmaty
Pan prosi, pan stawia, pan płaci
Hopsasa do lasa, od Sasa hopsasa
Jest łasy pohasać po lasach dziś asan
Sarmacki chodzony, od Łubniów po Wawel
Niż młotów i hebli jest więcej karabel
Kołpaki, czapraki, czas konie kulbaczyć
Sarmaci, Sarmaci, Sarmaci (veto)....
Pan żąda, zagrajcie, zatańczcie, zaśnijcie
Zawalczcie, zaśnijcie, zalejcie
Siadajcie psubraty, słuchajcie Sarmaty
Pan prosi, pan stawia, pan płaci
I hopsasa do lasa, od Sasa hopsasa
Jest łasy pohasać po lasach dziś asan
Jak dużo w krąg kruków nad łanem, nad dzbanem
Nad ranem, nad chamem, nad planem, nad panem
Jak mało dziś orłów, jak wiele trza płacić
Zapłaćcie Sarmaci, Sarmaci (veto)...
Już noc nad podgrodziem wypełzła pochmurna
Bezgwiezdna, bezsenna i ciemna
Uśpiły się smerdy, pachołcy i służba
A wuja jak nie ma tak nie ma
Mój wuj co jest wojem wojuje wytrwale
Jak niewód łut szczęścia go mami
I płacze wujenka z dzieciną u łona
Lecz on nie przejmuje się łzami
Wuj w boju, wuj w znoju
Wuj w boju, jak w roju, jak w roju
Wuj w boju, wuj w znoju
Zostawże więc wuja wujenko w spokoju
Gdy inni przy radle, przy barciach, przy dzbanach
Lub ważą się warzyć nam piwo
Nasz wuj na Pomorzu, na Rusi, Morawach
Skąd taka u niego ruchliwość
Nasz wuj co jest wojem wojuje wytrwale
Jest kneziem w dalekiej potrzebie
Więc nie płacz wujenko z wojenki powróci
I raczej powróci do ciebie
Wuj w boju...
Na północ, południe i ku zachodowi
Niech wiedzie Swarożyc, niech wspiera Światowid
A jeśli nie wrócisz, dasz przykład dla wnuków
Różnicy dzielącej zamiary od skutków
Twoje włosy w moich rękach
Jakoś dziwnie pachną dziś
Twoje oczy, tak się lękam
Nie przestają o czymś śnić
A przecież dzień jak innych sto
Tak samo ciebie dzisiaj kocham
Na adapterze, zobacz to
Ta sam przecież płyta Blocha
To samo słońce
Ten sam tramwaj
A i konduktor, patrz, ten sam
Zobacz, sprzedawca ten sam bałwan
Te same jabłka sprzedaje nam
Te same gesty
Te same słowa
I nieustannie wciąż ten sam rytm
To samo w kółko
I od nowa
Niesamowity jakiś byt
A przecież dzień jak innych sto...
Tylko twe włosy w moich rękach
Jakoś inaczej pachną dziś
A twoje oczy, tak się lękam
Zdają się o kimś innym śnić
La la la la…
Tak samo ciebie dzisiaj kocham
La la la la…
Ta sama przecież płyta Blocha
La la la la…
A i konduktor, patrz, ten sam
La la la la…
Te same jabłka sprzedaje nam
Magda Umer - Fazy Elżbieta Horbaczewska
(Krzysztof Logan Tomaszewski)
Wszystko jest łatwe w miłości
Dopóki się dwoje nie kocha
A tak stoisz za drzwiami
A ja przy oknie szlocham
Chcę cię przeprosić, przytulić
Wyciągam rękę to cofam
Wyciągam rękę to cofam
Wyciągam rękę...
Magda Umer
O starych pannach łagodnie Krystyna Zajączkowska-Poikolainen
Fioletowe bywa niebo nad grzbietami domów
Gdzie w balkonach koronkowych
Na tle okien szczerozłotych
Późne panny karmią kwiaty
Z blaszanych czajników
Zaklinają na fiolet niebieski
Wielką miłość by przyszła nareszcie
Miłość wielką by przyszła nareszcie
Zaklinają na fiolet niebieski
Zaklinają na fiolet...
Granatowe bywa niebo nad grzbietami domów
Za oknami gdzie zazdrostki
Smutnie strzegą snów miłosnych
Późne panny pod jedwabiem marzą po kryjomu
Zaklinają na granat niebieski
Wielką miłość by przyszła nareszcie
Miłość wielką by przyszła nareszcie
Zaklinają na granat niebieski
Zaklinają na granat...
Czerwone bywa niebo nad grzbietami domów
Palce głaszczą pelargonie
Ciepłych płatków pełne dłonie
Późne panny na dobranoc kwiatom zostawione
Zaklinają na czerwień niebieską
Wielkie szczęście by wreszcie nadeszło
Byle szczęście by wreszcie nadeszło
Zaklinają na czerwień niebieską
Zaklinają na czerwień...
Za naszym oknem pada deszcz,
na piecu skrzypce stroi świerszcz,
dziewczyny płaczą, bo skończyło się już lato
i tylko słychać gdzieś...
Koncert jesienny na dwa świerszcze
i wiatr w kominie.
W ogrodzie zasnął pod gruszą chochoł i śni o pięknej dziewczynie,
a strach na wróble przydrożne wierzby liczy,
tańcząc na miedzy w objęciach polnej myszy.
Koncert, koncert,
koncert jesienny na dwa świerszcze
i wiatr w kominie,
koncert, co z babim latem odpłynie…
Pnie drzew pokryły się dawno mchem,
wiatr rozwiał jeszcze jeden dzień,
a na ścierniskach pozapalały się ogniska,
w oddali snuje się...
Wywietrzał dawno zapach żniw,
szczelnie zamknięto wszystkie drzwi,
ludzie czekają,
może już jutro będzie biało,
pod piecem cicho brzmi...
Koncert jesienny na dwa świerszcze
i wiatr w kominie.
Uciekł na drogę, pokochał wierzbę
i nagle gdzieś się rozpłynął,
a strach na wróble leży samotny w polu,
mysz go rzuciła, uciekła do stodoły.
Koncert, koncert,
koncert jesienny na dwa świerszcze
i wiatr w kominie,
co ze świerszczami zasnął już na zimę…
Już akacje zakwitają,
Wabiąc pszczoły kwiatem miodnym.
Lato, idzie lato
Już jaskółki młode mają,
Żółtodzioby wiecznie głodne.
Lato, idzie lato.
Już się kłosy rozhuśtały falą nad polami.
Już się trawy rozśpiewały świerszczy gromadami.
W jasnym niebie śpiewa ptak,
W czystej wodzie pluszcze ryba.
Kiedyś latem było tak, kiedyś latem było tak,
Kiedyś latem było tak…
Dawno chyba.
Już dziewczyny zakwitają,
Przyciągając chłopców tłumy.
Miłość, idzie miłość.
Wnet ich w sobie rozkochają,
Bez pamięci, bez rozumu.
Miłość, idzie miłość.
Wokół palca wnet owiną, ciasno zamkną w dłoniach,
Żeby górą i doliną ona, tylko ona.
Zakochana w dłoni dłoń, niby nic, a tak szczęśliwa.
Kiedyś przecież było tak, kiedyś przecież było tak,
Kiedyś przecież było tak.
Dawno chyba…
Już opada chłodna rosa
W uchylone kwiatów usta.
Cisza, idzie cisza.
Noc nadciąga czarnowłosa,
Świat okrywa miękką chustą.
Cisza, idzie cisza.
Już się gwiazdy zapalają miliardami iskier.
W sen beztroski zapadają ludzie, ptaki, liście.
Niezmierzonej ciszy snu nic do świtu nie przerywa.
Tak podobno było tu, tak podobno było tu,
Tak podobno było tu.
Dawno chyba…
Już szumią kasztany i pachnie już wiosną Pamiętaj kochany by jakąś radosną By jakąś radosną na wiosnę mieć minę I wiosnę przywitać jak ładną dziewczynę Za wszystko co było głupie i złe Za wszystko co było przepraszam cię Nie gniewaj się za wszystkie moje żale Zapomnij o tym, czego nie było wcale Zapomnij o głupich uwagach przy stole Już nie myśl o żartach zupełnie nie w porę Przepraszam za słońce przepraszam za deszcz Za wszystko, za co tylko chcesz Już szumią kasztany, kasztany i bzy Pamiętaj kochany pamiętaj, że ty Że w związku z tą wiosną, co może przyjść jutro Uśmiechnij się trochę i nie patrz tak smutno O wszystkim, co było głupie i złe Zapomnij, zapomnij przepraszam cię...
Mało takich na ulicy
I nie w każdym żyją mieście
Wprost na palcach można zliczyć
Kilku jeszcze
Kilku panów co po prostu
Nie z okazji świąt jakowychś
Lecz na co dzień swoim paniom
Dają kwiaty doniczkowe
Nie cięte
Bo kwiat cięty, co tu mówić, to już nie to
Choć przyjemność innym sprawia wciąż kobietom,
Ale nie da się porównać z doniczkowym
Z doniczkowym
To zupełnie inny ciężar gatunkowy
Przyznacie.
Jeśli spuścić go swobodnie z pięter paru
No to choćby chłop był goliat - leży
Skąd te dziwne we mnie chęci
Zapytania miewam liczne
Odpowiadam - to jest hobby me fizyczne
A szczególnie ciał spadanie
Wciąż frapuje mnie na nowo
Co się z ich energią stanie
Gdy się zderzą z męską głową
Pytanie
Bo kwiat cięty, weźmy pierwszy lepszy z brzegu
W doświadczeniach tego typu do niczego
Płatki opór wytwarzają dodatkowy, dodatkowy
Spadek wtedy jest, wybaczcie, nietypowy
Zupełnie
A w doniczce, z górnych pięter kwiat strącony
Spada ruchem jednostajnie przyśpieszonym
I jak trafię takim kwiatkiem w czubek głowy
W czubek głowy
Świeży chłop mi jest potrzebny
W dalszych celach naukowych
W dalszych celach Obrazy: Linda Jacobus
Jesteś taki wiecznie zajęty
Ciągle patrzysz w przeciwną stronę
Wiesz, że jedno twoje spojrzenie
To mi zwróci, co już stracone
Ja mam tyle pustych wieczorów
Wtorków, piątków i niedziel
Więc chciałam cię kiedyś zobaczyć
Chciałam ci kiedyś powiedzieć
Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham, to się mylisz
Ja ci przecież to mogę w każdej chwili
Wyszeptać, wyśpiewać, powiedzieć jak wolisz
Tak szybko w dwóch słowach lub całkiem powoli
Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham, jesteś w błędzie
Ja ci przecież to mogę zawsze i wszędzie
A ty jesteś taki uparty
Ciągle patrzysz w przeciwną stronę
Wiesz, że jedno twoje spojrzenie
To mi zwróci, co już stracone
Ja mam dość pustych wieczorów
Wtorków, piątków i niedziel
Więc chciałam cię dzisiaj zobaczyć
Chciałam ci w końcu powiedzieć
Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham, to nie wiesz
Ile tracisz przez takie myślenie, ile tracisz
Wieczorów przy świecach i ranków przy kawie
I zaklęć tysięcy i marzeń na jawie
Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham, to pół biedy
Ja ci przecież to powiem, tylko kiedy
Pomiędzy dwiema akacjami
huśtawka huśta się,
a na huśtawce ślubny welon
już wiosny trzy, może dwie,
A pod welonem w sztucznym mircie
ach, jaka smutna twarz!
To huśta się kobiece życie,
panny Melanii Szklarz.
Chmura w Melanii oczach zwisła,
na trawę kapią łzy -
Hej, wyżej, wyżej... - szumi Wisła,
a z tyłu cerkiew lśni.
Jak od łez świec gorąco trawie,
jak śledź słone serce od łez,
bo hrabia przeszedł na prawosławie
i z inną żyje jak pies.
On inną teraz ramieniem otoczy,
na dancingu kotlety je...
bo Endele ma cudne oczy,
a Mendele mówi nie.
Po niebie leciał anioł
z wielką złocistą głową,
wyglądał na piękną panią
z szarfą dla biódr poziomkową,
z taką długą, z taką rozwianą szarfą -
a ta pani to była Greta Garbo.
Obraz: Mstislav Pavlov