Waldemar Kocoń Zapukam do ciebie różą Roman Sadowski
Zapukam do ciebie różą
Zapukam do ciebie liściem
Zapukam w szybę milczącą
Cichutko i srebrzyście
I będę czekał w półmroku
Wtulony w zapach zieleni
Aż mi otworzysz i wejdę
Razem z księżycem do sieni
Tam w sieni go pozostawię
Zawieszę wśród samotności
Żeby nad nami czuwał
Jak wierny strażnik miłości
I wszystko w nas zawiruje
W jakimś szalonym pędzie
Aż zapomnimy oboje
Co było co jest i co będzie
I nikt nam nigdy nie powie
Ile wiatr liści nałamie
Przez ile płatków opadłych
Trwać będzie oczarowanie
Zapukam do ciebie cieniem
Zapukam do ciebie ciszą
Zapukam w szybę milczącą
Tak żeby nikt nie słyszał
I będę czekał daremnie
I będę czekał na próżno
W smutek mijania wtulony
Z liściem jesiennym i różą
I tylko gdzieś w mroku sieni
Pożółkły ślad samotności
Będzie wciąż drzemał księżyc
Bezradny strażnik miłości
I będzie żył wspomnieniami
O tym co kiedyś było
Co nas oboje tak pięknie
Wśród nocy i róż tu łączyło
I będzie marzył co wieczór
Coraz to krótszej jesieni
Że coś tu jednak powróci
I coś się jednak odmieni
Jeszcze jedno spojrzenie za siebie
Na to niebo schylone nad nami
Może kiedyś wrócimy tu - nie wiem
Może dziś już żegnamy na zawsze
Nasz mały domek z bajki
Szeptanej dniami lipca
Gdy wiatr w kominie tańczył
Gdy grały świerszczy skrzypce
Tu same dobre słowa
Mieszkały razem z nami
W tym domku kolorowym
Jak chatka Baby Jagi
Z jezior księżyc co dzień kroczył
Po wierzchołkach drzew
Żeby życzyć dobrej nocy
Tobie i mnie
Tu kot nie palił fajki
Nie było też Kopciuszka
Z lipcowych godzin bajki
Czas miłość naszą utkał
Może szczęście w scenerii piękniejszej
Czarodziejską swą różdżką nas dotknie
Inne domki ustawi nam jeszcze
Lecz w pamięci tkwić będzie najmocniej...
To było przecież nie tak dawno
Gdy Ty znaczyłaś dla mnie świat
Ty się cieszyłaś mą zabawą
Uspokajałaś każdy płacz
Pamiętam jeszcze takie miejsca
Gdzie się o Ciebie chciałem bić
Bo byłaś dla mnie najpiękniejsza
I taką jesteś aż do dziś
Uśmiechnij się mamo
Twój uśmiech to wiano
Jakiego mi właśnie potrzeba
Twój uśmiech jest jasny
Jak niebo bez skazy
Lecz stokroć mi bliższy od nieba
Uśmiechnij się mamo
Niech będzie tak samo
Jak w czasach dziecinnie najlepszych
Twój uśmiech niech stanie nad wszelkie kochanie
Twój uśmiech niech będzie na wieczność
To było przecież nie tak dawno
Gdy byłaś młoda tak jak ja
Lubiłaś wtedy tańczyć tango
Umiałaś się tak pięknie śmiać
Nie myśl, że wszystko już za Tobą
Bo jeszcze masz do tańca mnie
I zawsze będziesz, Mamo, młodą
Jeśli uśmiechem witasz dzień
Dlaczego patrzysz na mnie krzywo, moja droga
Dlaczego zawsze jesteś chora albo zła
Dlaczego jesteś jak żałosna zapomoga
Którą się daje byle komu, byle jak
Dlaczego zawsze jesteś senna wyjątkowo
Kiedy akurat mam ci oddać cały świat
Dlaczego nigdy nie uwierzysz w moje słowo
Dlaczego każdy jest ważniejszy, a nie ja
Pewnie masz serce za małe, żeby tak kochać jak ja
Temu, kto wiary nie daje, szczęście usycha jak kwiat
Pewnie masz serce za małe, może zbyt mało masz lat
Dla ciebie czarne to białe i rzucasz słowa na wiatr…
Dlaczego mówisz przez telefon kocim głosem
Chociaż nic więcej nie potrafisz z siebie dać
Dlaczego dotyk mój dla ciebie jest kłopotem
Bo nie daj Boże coś się może potem stać
Dlaczego łatwo zapominasz obietnice
Dlaczego nigdy nie chcesz zagrać tak na full
Dlaczego nigdy słowa "kocham" nie usłyszę
Dlaczego zawsze między nami szklany mur
Pewnie masz serce za małe…
Pewnie masz serce za małe, może zbyt mało masz lat
Ale zaczekam, kochanie, chyba, że trafi mnie szlag
Kiedy dwa się spotkają spojrzenia
Nie trać chwili, to może być to
Pomyśl tylko, twój świat znów się zmienia
Słuchaj, co ci opowie ten głos
Myśmy się już widzieli - skąd się znamy
Z jakich mórz, z jakich gwiazd
Z jakich nienazwanych tras
Co w wieczności gdzieś giną
Co w przestworzach się wiją
Przez mgławice do siebie zdążamy
Myśmy się już widzieli - skąd się znamy
Może tu już od lat spotykamy się co dnia
Lub zwyczajnie, codziennie
W każdym dniu nieodmiennie
Wśród bezdroży, wśród ścieżek mijamy
Ale przecież gdzieś jest taka Mekka
I tam właśnie jest wspólny nasz cel
W sercach naszych od lat może mieszka
Tam odnajdziesz i siebie, i mnie...
Waldemar Kocoń Raz, chociaż raz Andrzej Tylczyński
Raz, chociaż raz powiedz kilka słów
Że mnie kochasz, mów, że tak dobrze ze mną
Szept twój niech nam stworzy dobry świat
Niech nie słyszy nas prócz księżyca nikt
Raz sens mi poznać daj
Słów słyszanych w snach
Niech w cichy mrok zaprowadzi mnie
Twój gorący szept
Jak noc wprowadza w sen…
Raz, chociaż raz niech posrebrzy nas
Księżycowy blask, niech noc pachnie nocą
Raz, chociaż raz niechaj w oczy nam
Spojrzy miłość, gdy się zbudzi świt…
Tylko wieczór był za oknami
Tylko ja i ty - bardzo sami
Nasze usta zamyślone
Nasze dłonie zawstydzone
Poza nami nic, co przed nami
Uczę się ciebie - na oślep, bezładnie, bezwiednie
Uczę się ciebie - na święta i na dni powszednie
Poznaję i nie wiem, co jest słabością, co siłą
Uczę się ciebie - na wiarę, nadzieję i miłość
Uczę się ciebie - ustami, rękami, ciemnością
Słońcem na niebie i mroku niebieską pewnością
Słowem w potrzebie, co nigdy sensu nie zatrze
Uczę się ciebie, uczę się ciebie
Na wczoraj i na dzisiaj, na zawsze
No stało się, co się stało
Dobrze albo źle - wciąż za mało
Trzeba mroku, trzeba słońca
By nauczyć się do końca
Tego, co się w nas dokonało
Jonasz Kofta, Marian Opania, Waldemar Kocoń
W moim domu
Tyle lat jesteśmy razem, miła, wybacz
Ale wszystko tak jak trzeba chyba nie jest
Czy musimy się codziennie przekonywać
Że ty dla mnie, a dla ciebie ja istnieję
Przecież nie znam żadnej innej poza tobą
I znać nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna
Naszym sercom zagroziła, tak jak słowom
Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna
To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój
A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić
Ale wiesz, istnieją różne pory roku
A tak życia jak tapczana nie ustawisz
Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie
Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie
Ja dla ciebie zawsze chyba byłem durniem
Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie
Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła
Która dla mnie byłaby nie do zniesienia
Jeśli jak rzecz nam serce podzieliła
To naiwne i tchórzliwe przemilczenia
Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów
Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę
Chyba prawo mam, by w moim własnym domu
Więcej mi patrzono w oczy, mniej na ręce
Wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy
Chociaż życie nam układa się nieprosto
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami
Moja droga, moja miła
Moja Polsko 👉TUTAJ w interpretacji Daniela Olbrychskiego👉
Nie wierzę w łaskę Opatrzności,
lecz w piękno nie nazwane wierzę.
W to, co mi sprzyja z wysokości,
co mnie naznaczy i wybierze...
Gdy w pysze piekło wre ogniste,
jakże je duch pokona Boży?
O, byle serce było czyste,
a reszta jakoś się ułoży.
Kręcę się niczym wół w kieracie,
nadzieję swą w zanadrzu chroniąc.
Wszystko zdobywam, wszystko tracę,
wiecznie spóźniając się i goniąc.
Niech wonnie piecze się pieczyste,
nim otchłań się u stóp otworzy...
O, byle niebo lśniło czyste,
a reszta jakoś się ułoży.
Do każdej rzeczy modły wznoszę,
do wszystkich rzeczy, ścian i kranów.
O życie bez rozłąki proszę
i bez porywczych huraganów.
Niech się rozjaśnią dale mgliste,
niech świat nie burzy się, nie sroży...
O, byle ręce były czyste,
a reszta jakoś się ułoży.