Andrzej Szajewski Irena Woźniacka 👉👉👉
Neptun i syrena
Janusz Szczepkowski
Zdrzemnąłem się troszeczkę
Ot, jakieś tysiąc lat
I co ja tutaj widzę
Zupełnie inny świat
Gdzie nimfy i rusałki
Gdzie bursztynowy brzeg
Gdzieś okręt mknie przez Bałtyk
O, jakieś miasto jest
Kołobrzeska legenda
Z fali na falę mknie
Jest w niej trójząb Neptuna
Jest syreni śpiew
Kołobrzeska legenda
Wraca z głębi mórz
Jak nasza piosenka
Jak marzenie ze snu
Zdrzemnąłeś się, Neptunie
Bo jesteś wielki śpioch
I teraz nie rozumiesz
Skąd wziął się tu ten port
To właśnie jest Kołobrzeg
To każde dziecko wie
Tu walczył polski żołnierz
W marcowy chłodny dzień
Kołobrzeska legenda...
Znam wszystkie ryby w wodzie
To nasz narybek jest
Lecz skąd tu jest ta młodzież
Bez łusek i bez płetw
To także nasze dzieci
Już od tysiąca lat
Za chwilę tu przybiegną
Więc znikaj w głębi fal
Andrzej Szajewski 👉👉👉
Rodzinna saga
Janusz Szczepkowski
Za mną, za mną, moje ptaszęta
No, tylko zgodnie
Patrzcie, sami swoi
No, coś podobnego
A wy w tyralierę, w tyralierę
I siad, no!
To rodzinna nasza saga
Żadne bajdy, żadna blaga
Cała wioska o tym gada
I to prawdą jest
Obcy siedział jak na swoim
Od Krzyżaków nam się zbroił
I rodaków niepokoił
Niczym z piekła bies
Symbol Wisły, dumne Rodło
Mocno fryca w oczy bodło
Lecz historii ani Wisły
Nie zawrócisz wstecz
Kuzyn o tym mi napisał
Bo tu mieszka nie od dzisiaj
No więc jestem, jakem Michał
Bo to polska rzecz
No, kawał drogi my uszli
O, kawał, tak, no...
O, jak tańczą ładnie
Patrzcie się, no
O, moja krew, o!
Dom nad Bugiem zostawiłem
Żeby spotkać się z kuzynem
Szkop zostawił tu ruinę
Robił nam na złość
Więc zamknąłem drzwi na klamkę
Babę z dziećmi na furmankę
I ruszyłem nad ten Bałtyk
Ja, zza Buga chłop
Szkapa wlokła się powoli
Miała cztery lewe nogi
Za nią koza u powroza
I kulawy pies
Gdy jechałem tak przez molo
To z furmanki spadło koło
Potem dzieci, ja z teściową
To był morski chrzest
Powiększyła się rodzina
I ta nasza, i kuzyna
Dziś od Gdańska do Szczecina
Swoje wnuki mam
Wróciliśmy na te ziemie
Odzyskane, wyzwolone
I już nigdy wilcze plemię
Nie zagrozi nam
O, a ten Hupka to może mnie pocałować
Że tak powiem, no, tak
Siad, siad, dzieciaki
I nie ruszymy się stąd, no!
A potańczyć można, tak
I tego krakowiaczka naszego
Tak, o, takiego zabużańskiego...
Andrzej Szajewski
Walc na przepustce
Tadeusz Kubiak
A w niedzielę, hej w niedzielę
Każdy mknie na karuzelę
Proszę siadać i nie czekać
Bo krzesełko już ucieka
Już wesoło gra muzyka
Gra poleczkę, gra walczyka
A ten walczyk tańczy, dźwięczy
Bo to walczyk najweselszy
Trudno przed nim serce ustrzec
Bo to walczyk na przepustce...
Trudno serce ustrzec...
Za krzesełkiem krzesło pędzi
Coraz szybciej, coraz prędzej
Kapral, sierżant, plutonowy
Już pod niebem lazurowym
Hej w niedzielę, hej w niedzielę
Każdy lubi karuzelę
I znów walczyk tańczy, dźwięczy
Bo to walczyk najweselszy
Trudno przed nim serce ustrzec
Bo to walczyk na przepustce
Trudno przed nim serce ustrzec
Bo to walczyk na przepustce
Oj, trudno to serce ustrzec...
Frunie saper przy pilocie
Artyleria przy piechocie
Tu wopista, tam czołgista
I z orkiestry puzonista
Za krzesełkiem krzesło pędzi
Czas ucieka coraz prędzej
I znów walczyk tańczy, dźwięczy...
Trudno to serce ustrzec...
I już noc, w ogrodzie pustki
Bo skończyły się przepustki
Karuzelo, ty też uśnij
No bo służba to nie drużba
Karuzelo, do niedzieli
Znów będziemy się weselić
I znów walczyk nam zadźwięczy
Bo to walczyk nieprzeciętny
Trudno przed nim serce ustrzec
Bo to walczyk na przepustce...
Andrzej Szajewski
Tango dla dziewcząt
Jadwiga Urbanowicz, Andrzej Szajewski
Cały tydzień są ćwiczenia
Warta, musztra, długi marsz
A w niedzielę świat się zmienia
I muzyka cieszy nas
Bo żołnierska to jest sprawa
Ćwiczyć, póki służba trwa
Lecz w niedzielę gdy zabawa
To orkiestra garnizonu gra...
Żołnierskie tango
Stęsknione, rozmarzone
Żołnierskie tango
Dziewczyny lubią je
Żołnierskie tango
Kręcimy je z fasonem
Więc każda z dziewcząt
Choć raz zatańczyć chce
Żołnierskie tango
Już znane z Kołobrzegu
Żołnierskie tango
Z przepustką aż do gwiazd
Po trudnej służbie
Cóż może być lepszego
Żołnierskie tango
Zatańczmy jeszcze raz
Tang jest tyle na tym świecie
W radiu słychać je co dzień
Lecz takiego nie znajdziecie
Nie znajdziecie, dobrze wiem
Ono z nami dzień zaczyna
Na ćwiczenia z nami gna
I jest pierwsze przy dziewczynach
Gdy orkiestra garnizonu gra...
Żołnierskie tango
Wesołe, roześmiane
Żołnierskie tango
Ma nadwiślański wdzięk
Żołnierskie tango
W dziewczętach zakochane
Już wszystkim znane
Od Tatr po Helu brzeg
Żołnierskie tango
Co szarży nie wybiera
Żołnierskie tango
Najmilsze sercu jest
Żołnierskie tango
Zatańczy sam generał
Gdy chce zabawić
Zabawić się na fest
Grunt to służba i dziewczyna
Więc z dziewczyną w taniec idź
Ale też nie zapominaj
Czego wojsko uczy dziś
Bo gdy będziesz już w cywilu
Życie twardą szkołę da
I zatęsknisz znów za chwilą
Gdy orkiestra garnizonu gra...
Żołnierskie tango
Wspomnieniem nagłym wróci
Żołnierskie tango
Zatańczyć chciałbyś znów
Żołnierskie tango
Już tylko dzieciom nucisz
Czas księgę zamknął
Ech, szkoda na to słów
Żołnierskie tango
Wesołe, roześmiane
Choć niskie rangą
Lecz z wiarą w piękny świat
Żołnierskie tango
Dziewczętom darowane
Wraz z tą przepustką
Do naszych młodych lat
Andrzej Szajewski
Przyjechali, wyjechali
Bolesław Żabko-Potopowicz
Przyjechali na ćwiczenia, przyjechali
Pancerniacy, wszyscy chłopcy malowani
I dziewczyny zaraz w sobie rozkochali
Bo, wiadomo, to dzisiejsi są ułani
Przyjechali, rozkochali
Rozkochali, wyjechali
Więc się serca dziewcząt smucą
Czy powrócą jeszcze do nas, czy powrócą
Przyjechali, rozkochali
Rozkochali, wyjechali
Już ćwiczenia się skończyły
Smutne panny - tak je w domu zostawili
Wkrótce po nich przyjechali tu saperzy
By naprawiać uszkodzone wodą mosty
Byli piękni, byli dzielni, proszę wierzyć
Pancerniakom ukochanym mogli sprostać
Przyjechali, rozkochali...
Po pancernych artyleria przyjechała
Również piękni, również dzielni kanonierzy
Nić sympatii się od razu nawiązała
Nie na długo - bo któż po nich ból uśmierzy
Przyjechali, rozkochali...
Więc dziewczęta proszą pana, generale
Załączając najpiękniejsze wonne róże
Jeśli wojsko tu przyjeżdżać będzie stale
Niechaj nigdy nie zostaje u nas dłużej, bo
Ubrał Krzyżak wilczą skórę
By Jagiełłę śledzić
Dziś związany grubym sznurem
W naszym lochu siedzi
Los okrutniej knechta skarcił
Niźli wilcze doły
Bo na skraju naszej barci
Pocięły go pszczoły
Bartnicy, bartnicy
Z puszczańskich ostępów
Możem sto wyliczyć
Krzyżackich podstępów
Możem sto wyliczyć
Ich niecnych sposobów
Bo już nieraz leźli
Do polskiego miodu...
Złym zamiarom nie pomogą
Nawet wilcze zęby
To jest pewne tak jak to, że
W lesie rosną dęby
Myślał Krzyżak w wilczej skórze
"Rozdepczę ich piętą"
Dziś na naszym chodzi sznurze
Z gębą opuchniętą
Georg Ots - Севастопольский вальс Elżbieta Poniatowska, Andrzej Szajewski
Sewastopol i walc Krystyna Żywulska
Morskich fal cichy szmer
Światło gwiazd, wiatru wiew
My wzdłuż brzegu idziemy gdzieś w dal
Zasłuchani w śpiew fal
I powraca do nas znów
Refren walca w rytmie słów Sewastopol i walc
Nieodłączne są już
Będę tęsknić za wami wciąż
W czas pogody i burz
Sewastopol i walc
Mego szczęścia to dni
Mojej pierwszej miłości dni
Sewastopol i ty
Czas przeminie jak sen
I powróci ta noc
I wzdłuż brzegu pójdziemy gdzieś w dal
Zasłuchani w śpiew fal
I powróci do nas znów
Refren walca w rytmie słów
Sewastopol i walc
Nieodłączne są już
Będę tęsknić za wami wciąż
W czas pogody i burz
Sewastopol i walc
Mego szczęścia to dni
Mojej pierwszej miłości dni
Sewastopol i ty
Klucz w szufladzie zostawiłeś
Jakieś akta rozrzuciłeś
I wybyłeś (i wybyłeś)
Dwie koszule i sweterek
Garniturek w neseserek
Swój wrzuciłeś (swój wrzuciłeś)
Rytm pociągu cię usypiał
Marzeniami rozkołysał
I widziałeś (i widziałeś)
Tę jedyną z twoich marzeń
Która tyle daje wrażeń
Ta jedyna
Wczasowa miłość ze skierowania
Wczasowa miłość do zapoznania
Wczasowy żarcik na serca dwa
Wczasowa para to ty i ja
Wczasowa miłość - słówko na wiatr
Niewiele zysku, niewiele strat
Ciągle razem na dansingu
Na spacerze, na footingu
Pani z panem (pani z panem)
Dwie papużki nierozłączki
Pochowały gdzieś obrączki
Niby wolne (niby wolne)
Dla relaksu, odprężenia
Dla chwil paru zapomnienia
Bo czas leci (bo czas leci)
W pożegnalny dziś wieczorek
Odlatuje w świat amorek
Do widzenia
Wczasowa miłość już spakowana
Wczasowa miłość bez łez rozstania
Wczasowy żarcik na serca dwa
Wczasowa para - addio, pa
Wczasowa miłość - niewinny skok
Może spotkamy się znów za rok
Wczasowy żarcik na serca dwa
Wczasowa para - addio, pa
Wczasowa miłość - niewinny skok
Może spotkamy się znów za rok
Tylko tam się spotkamy
Gdzie jest cisza i zieleń
Noc się schyli nad nami
Będzie leśne wesele
Będzie miód bardzo złoty
Będzie ogień w ognisku
Zamiast długiej tęsknoty
Będziesz miała to wszystko
A można przeżyć życie całe
W milczeniu, w uśpieniu
Ja jednak pragnę, by zostały
Te nasze wspomnienia
To przecież wcale nie jest mało
Jutro zrozumiesz
Bo tego, co się z nami stało
Zapomnieć nie umiesz
Tylko tam się spotkamy
Gdzie nas nikt nie zobaczy
Po najdłuższym czekaniu
Będzie wreszcie inaczej
Będzie stół pełen chleba
Będzie dzban pełen wina
Będziesz miała to wszystko
Tylko umiej zatrzymać
A można przeżyć życie całe
W milczeniu, w uśpieniu
Ja jednak pragnę, by zostały
Te nasze wspomnienia
To przecież wcale nie jest mało
Jutro zrozumiesz
Bo tego, co się z nami stało
Zapomnieć nie umiem
Andrzej Szajewski A na ciebie sposobu mi brak Jacek Korczakowski
Inne same w ramiona mi szły
Nie musiałem udawać i grać
Podobałem się im
Podobałem się w tym
Jaki jestem i na co mnie stać
A na ciebie sposobu mi brak
Taka piękna i ciągle nie moja
Bo na ciebie sposobu mi brak
Choćbym z żalu nie dospał, nie dojadł
Próbowałem odmienić swój styl
Twardą duszę odmienić na miękką
Ale prędko zabrakło mi sił
I pomysłów zabrakło mi prędko
Szpanowałem muskuły - nie to
Byłem tkliwy i czuły - i co
Wytężałem intelekt - i źle
Chciałem być przyjacielem - i nie
I na ciebie sposobu mi brak
Taka piękna i ciągle nie moja
Wciąż na ciebie sposobu mi brak
I już nie ma nic we mnie z kowboja
Inne same wiedziały, że dość
Bez awantur, bez łez i bez burz
Mijał dzień albo dwa
A trzeciego już dnia
Inne same znikały i już
A na ciebie sposobu mi brak
Taka piękna, lecz czemu wciąż moja
A na ciebie sposobu mi brak
Choćbym z żalu nie dospał, nie dojadł
Chciałem rzucić nie raz cię, nie dwa
I wracałem, na własne nieszczęście
Próbowałem, co tylko się da
Zrobić, żebym ci obrzydł nareszcie
Chciałem wzbudzić odrazę - i co
Przychodziłem pod gazem - nie to
Flirtowałem z innymi - i źle
Co mam jeszcze uczynić, kto wie
Gdy na ciebie sposobu mi brak
I od ciebie się już nie odczepię
Nie mam wyjścia - i dobrze mi tak
Bardzo dobrze, a z tobą - najlepiej
Andrzej Szajewski
Zabierz ją sobie
Jacek Korczakowski, Andrzej Szajewski
Nie musimy nic udawać
Nasza przyjaźń, męska sprawa
Już przetrwała wiele prób
Z jednej ławki łyse konie
Z jednej pryczy w garnizonie
Rozumiemy się bez słów
Ale los nam w męskich latach
Paskudnego figla spłatał
Tak to jest: cherchez la femme
Skorośmy w tej jednej pani
Idiotycznie zakochani
Propozycję prostą mam
Zabierz ją sobie, zabierz ją sobie
Do domu zabierz, zabierz w świat
Zabierz ją sobie, nie myśl, co zrobię
Z waszego szczęścia będę rad
Zabierz ją sobie, zabierz ją sobie
Na dobre zabierz i na złe
Zabierz ją sobie, zabierz ją sobie
I wybacz wszystko jej i mnie
Zrozum wszystko, a wybaczysz
Nic nie muszę ci tłumaczyć
Sam to wiesz, boś przeżył sam
Co w niej z ducha, a co z ciała
Co najmocniej na nas działa
Obiecując szczęście nam
Tę boginię, tę Junonę
Wziąłeś sobie więc za żonę
Ale ona, co tu kryć
Poszła w Polskę nocą ciemną
I chciał pech, że właśnie ze mną
Widać tak musiało być
Zabierz ją sobie, zabierz ją sobie
Ja nie mam do niej żadnych praw
Perłę wśród kobiet, westchnie (nim powie?)
Zabierz ją, raduj się i baw
Zabierz ją sobie, zabierz ją sobie
I z nią szczęśliwie dalej żyj
Zabierz ją sobie, zabierz ją sobie
Przytulne gniazdko wespół wij
Za mój cień na twoim szczęściu
Masz mnie prawo zdzielić pięścią
Jasna sprawa, prosty gest
Ja nie oddam, ale raczej
Z dobrej woli wytłumaczę
Jak to z nią naprawdę jest
To, co w niej najbardziej cenne
Sekret płci nazbyt odmiennej
Znasz nie tylko ty i ja
Niech jej wiatr i wena sprzyja
My napijmy się za przyjaźń
Już nie myśląc od dziś dnia
Kto ją zabierze, kto ją zabierze
Kto by nam obu mógł ją skraść
Kto ją zabierze, kto ją zabierze
Kto mógłby jeszcze, jak my, wpaść
Kto ją zabierze, kto jej w ofierze
Odda uczucia swe i czas
Kto ją zabierze, kto ją zabierze
Bo przecież już nie żaden z nas
Andrzej Szajewski Wszystkiemu winne są blondynki Jerzy Bekker
Praojciec Adam w raju żył
I kokosowe mleczko pił
W błogosławionym szczęściu żył
I byłby dożył końca dni
Lecz Ewa w to wmieszała się
Było jej nudno, a więc źle
Jabłkiem ją skusił chytry wąż
I odtąd grzech nas trapi wciąż
Wszystkiemu winne są blondynki
Niewinne takie jak stokrotki
Wszystkiemu winne one są
Prowadzą prosto drogą złą
Wszystkiemu winne są blondynki
Na pozór miłe tak i słodkie
I jesteś już skończony
I jesteś już zgubiony
Gdy w swoim życiu spotkasz ją...
W Natalii Puszkin kochał się
Adam Maryli nie mógł mieć
Z sonetów futro, każdy wie
Od zawsze było démodé
By żyć, by błyszczeć w gronie dam
Mieć trzeba bazę, czyli szmal
Słodkich blondynek czuły wdzięk
Nie dla poetów jest, o nie
Wszystkiemu winne są blondynki
Niewinne takie jak stokrotki
Wszystkiemu winne one są
Prowadzą prosto drogą złą
Wszystkiemu winne są blondynki
Na pozór miłe tak i słodkie
I jesteś już skończony
I jesteś już zgubiony
Gdy w swoim życiu spotkasz ją...
A ja nieszczęsny, pełen win
I ze mnie los okrutnie drwi
Cztery blondynki zmiotły dom
Jak nawałnica, tajfun, sztorm
To miał być kres okrutnych dni
Lecz licho nie śpi, szczęście śpi
Mam w domu nowe bóstwo blond
To jest kolejny, piąty błąd
Wszystkiemu winne są blondynki
Niewinne takie jak stokrotki
Wszystkiemu winne one są
Prowadzą prosto drogą złą
Wszystkiemu winne są blondynki
Na pozór miłe tak i słodkie
I jesteś już skończony
I jesteś już zgubiony
Gdy w swoim życiu spotkasz ją...
Andrzej Szajewski Daję wam uśmiech Zbigniew Stawecki
Daję wam uśmiech, po prostu uśmiech
Prawdziwy uśmiech w najlepszym jest guście
Na każdą chwilę, szczególnie złą
Po prostu uśmiech - to jest to!
Daję wam uśmiech, serdeczny uśmiech
Na cztery wiatry troski swe rozpuśćcie
Daję wam uśmiech - i koniec z tym
Bo tak do twarzy ludziom z nim!
Przyjacielu, patrz, śmieją się dziewczyny
Nie masz żadnych szans z tą ponurą miną
Spróbuj chociaż raz z pełnym męskim wdziękiem
Właśnie tak, właśnie tak, właśnie tak!
Daję wam uśmiech, na własność uśmiech
A wy, dziewczyny, w rewanżu pomóżcie
Niechże na świecie nie będę sam
We dwoje zawsze lepiej nam
Daję wam uśmiech, twarz uśmiechniętą
Na dzień powszedni, a także na święto
Na wielką miłość, na koniec jej
Z uśmiechem wszystko przeżyć lżej
Daję wam uśmiech, co błyszczy wiosną
Niech nowe plany w konkrety wam rosną
Niech na obliczach wesele lśni
No, spójrzcie w lustro: tak, to wy
Czy ta pani wie, że mi się podoba
Budzi miły dreszcz właśnie jej osoba
Czy u pani mam choć maleńką szansę
Chodzę sam, bardzo sam, zawsze sam
Daję ci uśmiech, niewinny uśmiech
A dalszy podtekst, anieli, odpuśćcie
Daję ci uśmiech, uśmiechnij się
I uśmiechnięta kochaj mnie
Andrzej Szajewski - fot. Henryk Bietkowski
Już w przedszkolu, proszę pani
Jeśli wierzyć mojej mamie
Chociaż jeszcze smoczek ssałem
Na dziewczyny spoglądałem
Nie bawiłem się klockami
Autem ani żołnierzami
Bo w przedszkolu już wolałem
Zosię, Tosię, Jolę, Alę
Bo w tych dziewczynach
Coś takiego jest
Że wciąż wspominasz
Wciąż cię do nich rwie
Bo w tych dziewczynach
Coś takiego jest
Że beż znaczenia jest tu stan czy wiek
Bo w tych dziewczynach
Coś takiego jest
Że wciąż wspominasz
Wciąż cię do nich rwie
Bo w tych dziewczynach
Coś takiego jest
Że traci głowę brzydka płeć
W szkole byłem dżentelmenem
Więc lubiłem Olę, Elę
Poczęstować słodkim ciastkiem
I zaprosić na huśtawkę
Na uczelni wąs się sypnął
Więc z Teresą i z Edytą
By zaliczyć u dziekana
Studiowałem aż do rana
Bo w tych dziewczynach...
Już dwadzieścia lat w mundurze
Wiernie tej jednostce służę
Cenią mnie tu w szkole młodych
I nie w głowie mi przygody
A tam w domu czeka Żabcia
W papilotach oraz w kapciach
Więc spoglądam w telewizor
A wspomnienia serce gryzą
Wywróżyła mi Cyganka dni życia ciekawe
I doszliśmy do Berlina, a dojdziem nad Łabę
Wywróżyła, że mieć będę żonę, co nie zdradzi
No i prawda - bo pepesza wierna fryców kładzie
Ja Cygankom niezbyt wierzę, aleś mnie ucieszył
Wnuków, bracie, się doczekasz przy wiernej pepeszy
Bliski czas, gdy stromą piersią panna cię przytuli
Drogę do niej jak jaskółki celne znaczą kule
Pewno diabeł esesmański zaplątał ten węzeł
Będziem jednak póty rąbać, póki nie rozerwiem
Będziem jednak póty rąbać, póki nie rozerwiem
Wywróżyła mi Cyganka - nie umrę przed czasem
Ale może nie wiedziała o Berliner Straße
Omijałem nad Miereją i nad Wisłą kule
Ale nie wiem, jak to będzie w Technische Hochschule
Choćbyś, bracie, długo wróżył, nic ci nie pomoże
Bo ktoś przecież rozgryźć musi ten najtwardszy orzech
Rozwijały pierwsze maje chorągwie czerwone
Tę najkrwawszą do ataku ponieść nam sądzone
Pewno diabeł esesmański zaplątał ten węzeł
Będziem jednak póty rąbać, póki nie rozerwiem
Będziem jednak póty rąbać, póki nie rozerwiem