Antônio Carlos Jobim – The Girl From Ipanema
Jerzy Filar - Dziewczyna z Ipanemy wyjechała
Jacek Cygan
W muzykę uciekam od wspomnień szalonych
Z dziewczyną związanych i z morzem zielonym
I z nocą w materacu z liści i ze słów
Z muzyki wychodzi dziewczyna szalona
Ma nuty we włosach i nagie ramiona
Uśmiecha się tak jak pani aż skończę grać
Noc się pochyla nad barem
Świt już zagląda w gitarę
Czas się zagadał z zegarem
We wspomnieniach mylących jak mgła
Śpi facet przy barze i ja
Nie lubię takich z muzyki powrotów
Do szklanki pełnej upadków i wzlotów
Więc może na zawsze w muzykę uciec się da...
Za moim oknem co dnia mkną pociągi w strony dwie
Za szybą twarze, więc ja wpatruję się w nie
Semafory nagle dają znak, jak dyrygent, gdy zacznę grać
I orkiestra stu żelaznych kół bije głośno wspólny takt
A kiedy spada już zmrok zamykam oczy i
W półsenną podróż, hen w dal, unosi mnie rytm
Nie dochodzą tam pociągi gdzie wyobraźnia lubi mknąć
Za to rytm, miarowy gęsty rytm, wiezie mnie na słynny ląd
Brazylia, Brazylia
Stacja moich snów wita mnie
To pociągi grają sambę, nawet te z najdalszych stron
A ja wciąż myślę skąd znają ją
To pociągi czują sambę, konduktorem jest Stan Getz
A Jao Gilberto węgiel sypie w piec
Semaforem rządzi Jobim, aGilberto Astrudma
Darmowy bilet, gdy śpiewam ja
Zapamiętaj te osoby, może kiedyś spotkasz je
Gdy stukot kół cię uśpi tak jak mnie
Za moim oknem co dnia mkną pociągi w strony dwie
Za szybą twarze, więc ja wpatruję się w nie
Widzę dzieci zasłuchane w rytm kolejowej samby kół
A dorośli mruczą plotki swe, a głusi mają miny złe
Bo pociągi grają sambę, nawet te z najdalszych stron
A ja wciąż myślę skąd znają ją
To pociągi czują sambę, nawet te z najdalszych stron
A ja wciąż myślę skąd znają ją...
Natasza Zylska To brzydko, Roberto Tadeusz Śliwiak
Roberto, Roberto, Roberto
Co mieszka w Braz
Zaprosił nas na sambę raz
Idziemy, wchodzimy, pukamy w drzwi
Pukamy raz, pukamy dwa, pukamy trzy
Nikogo nie ma w domu
Nikt nie otwiera nam
To brzydko, Roberto
To brzydko, Roberto
Cóż o tym myśleć mam
Ach, gdybyś choć kartkę wetknął w drzwi
Przepraszam, nie mogłem zaczekać
Tak się nie robi, Roberto
Ach, tak się nie robi, Roberto
Tak się nie robi, Roberto
Nie możemy wybaczyć ci
Roberto, Roberto, Roberto
Co mieszka w Braz
Na drugi dzień spotyka nas
Przepraszam - powiada - wybaczcie mi
Przeprasza raz, przeprasza dwa, przeprasza trzy
Niestety, mój Roberto
Sprawiłeś przykrość nam
To brzydko, Roberto
To brzydko, Roberto
Tańcz sambę teraz sam
Ach, gdybyś choć kartkę...
Roberto, Roberto, Roberto
Co mieszka w Braz
Ostatni raz tak zadrwił z nas
Nie przyjdzie już więcej pod jego drzwi
Ni chudy Tom, ni śmieszny Bob, ni śliczna Mi
A samby równie dobrze
Nie tańczy nikt jak my
Więc żałuj, Roberto
Więc żałuj, Roberto
Straciłeś na tym - ty...
Gdy macie smutki i cierpienia, taka na to rada
Zatańczcie sambę, zatańczcie sambę
Gdy idzie wszystko wam na opak, wszystko z rąk wypada
Zatańczcie sambę, a pech opuści was
Cierpisz na bezsenność
Zaraz zatańcz sambę
Wnet poczujesz senność
Jak suseł będziesz spał
Kiedy jeść nie możesz
Brak ci apetytu
Samba ci pomoże
Byś apetyt miał
Gdy, mając gości, chcecie by bawili się wesoło
Zatańczcie sambę, zatańczcie sambę
Bo dźwięki samby zdolne są rozchmurzyć każde czoło
Zatańczcie sambę, a przekonacie się...
Gdy dokuczy ci ten najlepszy z wszystkich świat
Gdy poczujesz znów gorzko - cierpki smutku smak
Kiedy mówią ci: nie masz bracie żadnych szans
Zdejmij buty i sambę tańcz
Gdy już nie masz nic, a w kieliszkach tylko wiatr
Gdy przegrałeś los w nie najlepiej granych grach
Nie załamuj rąk, na to zawsze znajdziesz czas
Zdejmij buty i sambę tańcz
Budzę się, chociaż powodów brak
Wita mnie szarobury świat
Nuda żre i nie chce kochać nikt
Aż tu cud sprawia samby rytm, ten rytm
Gdy już czujesz jak w żyłach szybciej krąży krew
Odpływają w dal smutek, chandra, żal i pech
Spróbuj ze mną więc, może to ostatnia z szans
Zdejmij buty i sambę tańcz
Zdejmij buty i ze mną tańcz
Zdejmij buty i sambę tańcz
Koza u rena,
Krechę ma u rena koza,
Ren ma ranne ramię, koza - guza i nic poza
Guzem ze wzgórz ta koza!
Denna morena,
Drobne skalne z nią precjoza
Spadły na lapońskie ranczo - tam, gdzie amoroso
Prozą szeptał ren z kozą.
Szpera ta koza i szpera ta koza po ranczo,
Szperanie to domena kóz,
Jedyna jodyny w krąg aura jęk rena rozdziera,
A koza wciera ją w swój guz!
Jodynę całą wciera...
Lecz gangrena nie tknie rena,
Bo los o to już sam dba
I kozie reprymendę ren sam da -
- że groza...
A póki co, to sporawą krechę ma
U rena koza,
A póki co, to u rena krechę ma
Ta koza,
A póki co, to sporawą krechę ma -
- świnia, nie koza!
A póki co, to ta koza krechę ma!
Wokoło gęsty zapach ziół
Nad nimi złoty obłok pszczół
Ty leżysz w trawie, patrzysz
W białe smugi chmur
Tu pośród nieskoszonych łąk
Nie jesteś nim, nie jesteś nią
Tu ziemia ci wybaczy
Każdy ludzki błąd
Jestem tak jak trawa
Jestem zielenią
Wszechobecna w pyle słońc
Losu nieciekawa
Bo trawa zawsze wie o wszystkim
Pytaj ją
Zgniecionych łodyg cierpka woń
Nie jesteś nim, nie jesteś nią
Już poza sobą masz miłości dobro, zło
Półsenna leżę pośród traw
I nie mam żadnych innych spraw
Już nie znam nienawiści i miłości praw...
Żar, pali mnie żar,
popiół na dłoniach,
popiół na twarzy,
popiół w ustach.
Skwar, południa skwar,
a liszaj mgły
upału ściemnia moje lustra.
Ból, ból trawi mnie,
czy nie dość, nie dość już
tych suchych łez?
Czy, czy będzie tak:
w puste południe
suche studnie
samotności?
Żar, powietrze drga,
a świat już umarł,
dawno umarł bez miłości.
Żar, pali mnie żar,
wiem, że już nie ma dla mnie,
nie ma nikt litości.
Żar, pali mnie żar,
dawno uciekło w głąb
źródło twych rąk.
Żar, pali mnie żar,
wszystkie miraże
mają zawsze twoje twarze.
Hanna Banaszak - Samba życia Sergio Mendes - Mas Que Nada
Jonasz Kofta
Niech będzie noc i rum
Śmiech, roztańczony tłum
To jest samba
Którą w noc upalną gram wam
Nikt o niczym nie pamięta
Bo opętał go ten rytm
To ukoi, zapominasz, że się boisz
Porzuć wreszcie swoje lęki
Tylko dźwięk i tylko rytm.
Już nie jesteś sam
Słyszysz co ci gram
Samby życia śpiew
Więc porzuć gniew
To jest magia
Co z anioła czyni diabła
Z urzędnika czarownika
Kiedy znika w rytmie tym
Czas nagle zbladł i znikł
Nas nie odchodzi nic
To jest samba...
Wśród samotnych cisz
Zbyt już długo tkwisz
Gram ci samby cud
Więc porzuć chłód
To jest święto
Tańczyć sambę wniebowziętą
Bosa stopa ziem dotyka
Już samotny nie jest nikt
Obrazy: Ty Wilson
Obsesyjna jedna nuta
Motyw ten uwięził ją
Wokół nuty tej osnuta
Twoja jasność, półcień, mrok
Czy sekunda, czy minuta
Czy sto dni, czy tysiąc lat
Obsesyjna jedna nuta
Mówi ci, że jesteś sam
To nie znaczy wcale
Że odchodzisz już od siebie
W chłodne dale, że masz oszaleć
Popatrz w nieba błękit
A wygasną w struny brzęku twoje lęki
W tym jednym dźwięku
Obsesyjna jedna nuta
Uwięziona w sambie tej
Czy jej słodycz jest zatruta
Ty najlepiej o tym wiesz
Grzech miłości i pokuta
U wrót nieba, piekła bram
Obsesyjna jedna nuta
Mówi ci, że jesteś sam...
Hanna Banaszak, Michał Bajor - Samba przed rozstaniem Jonasz Kofta
Nie, nie możesz teraz odejść
Bierzesz mi ostatnią wodę
Żar pustyni pali mnie
Bezlitosna płowa pustka
Mam spękane suche usta
Pocałunek mój to krew
Nie, nie możesz teraz odejść
Kiedy cała jestem głodem
Twoich oczu, dłoni twych
Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze
Nim odbierzesz mi powietrze
Zanim wejdę w wielkie nic
Nie, nie możesz teraz odejść
Jestem rozpalonym lodem
Zrobię wszystko, tylko bądź
Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment
Płonę, płonę, płonę, płonę
Zimnym ogniem czarnych słońc
Nie, nie możesz teraz odejść
Popatrz listki takie młode
Nim jesieni rdza i śmierć
Bądź - proszę cię na rozstań moście
Nie zabijaj tej miłości
Daj spokojnie umrzeć jej
Życie ci o świcie nuci wciąż
Graj, wygrywaj, do sukcesu dąż
Nie leń się, bądź chłop
Goń za szansą w trop
Nie leż jak ten snop
Ciągle wchodź na top i nie mów "stop"
Popatrz, gdzie są inni, a gdzie ty
Graj, wygrywaj, nie wypadaj z gry
Lecz choć tak mi radzi świat
Odpowiadam na sto takich rad....
O tak
O-o-o, spoko, spoko
W swoim rytmie idę w przód
To jest rytm z poko-, z poko-
Z pokolenia samby nut
O-o-o, spoko, spoko
Błyszczy w oku szczęścia skra
To jest ta szczęścia chwilka
Gdy serc kilka sambę gra
Szczęście to jest droga, a my w niej
Ale tempo tu się liczy mniej
Tu nie prędkość, lecz
Bardzo ważna rzecz
Że się idzie wstecz
Gdy się kiepskie towarzystwo ma
Gdzie wśród ciemnej nocy trudny cel
Myśl odważną jak rakietę strzel
I się pociesz, bo to fakt
Że ktoś jeszcze chce zaśpiewać tak...
Jak ty...