Nawet nie chcesz mi się przyśnić,
nawet patrzysz już nie tak,
obcy ludzie niedomyślni
mówią: "Zostaw, sensu brak.
Po co biegać za chłopakiem,
i to jakim, byle jakim,
tyle lat...?"
Jak się wyleczyć z miłości?
Tego nie wiedzą, bo skąd.
Radzą mi z serca, ze złości
i tylko, i tylko ten błąd -
Jak oduczyć się patrzenia na zegarek,
odmierzania długich minut,
wiecznych godzin?
Jak wyrzucić albo spalić listy stare,
jak odwrócić wzrok od drzwi,
którymi wchodzisz?
Jak się wyleczyć z miłości?
Czy do Cyganki mam iść?
Jak odpowiedzieć najprościej
na śmieszne pytanie - jak żyć?
Kiedy młodość ucieka, tak jak złodziej o świcie I zabiera kolory, cienie zdarzeń, snów światła Gdy już wiesz, że przemijasz, że nie bawi cię życie Bo niełatwo odnaleźć w nim sens Zaległy urlop weź od siebie Od zwykłych spraw, szarych dni Zapomnij o daremnym gniewie Wsłuchaj się w pośpiech własnej krwi
Przypomnij sobie słowa wierszy I zapomniane ciepło łez Bo nie jest ważna miłość pierwsza Lecz ta ostatnia ważną jest
Ślady nasze nietrwałe wiatr rozwiewa, deszcz zmywa Werble kropli zagłuszy bicie serca, krwi szelest Z każdym dniem, każdą chwilą zmienia się perspektywa Słów zbyt wiele, decyzji i zmian...
Zaległy urlop - 1978
Były człowiek wstaje rano przed dziewiątą
I gazetę gdzieś kupuje - to się zdarza.
Czasem nuci coś pod nosem albo sprząta
Lub z kolegą sobie zagra w marynarza.
Były człowiek jeździ czasem gdzieś do Sopot
I pogodę czasem ma, a czasem nie ma.
Ze zwierzątkiem swym lub dzieckiem miewa kłopot,
Kiedy indziej znów do wiersza znajdzie temat.
A ty śpij, a ty śpij, a ty śnij.
Czasem pyta tak dla żartu "Pomożecie?"
Lecz mu dzisiaj nawet echo nie odpowie.
Pisze karty do znajomych w całym świecie,
Potem czeka bardzo długo na odpowiedź.
Czasem zdrowie mu szwankuje, jak u ludzi,
Operację przeprowadza sam profesor.
Czasem człowiek się wesoły potem budzi,
No a czasem trochę skrzypi, niby resor.
A ty śpij, a ty śpij, a ty śnij.
Były człowiek ma rodzinę wykształconą,
Z doktorami sobie siada do śniadania.
Czasem trochę się pokłóci z byłą żoną,
No a czasem nawet z byłą narzeczoną.
Były człowiek złe humory czasem miewa
I radości swe, i małe swe zmartwienia,
Ale wszystko to już nie ma, nie ma, nie ma
Żadnego, kochanie, znaczenia.
Maryla Rodowicz, Jan Kobuszewski Dzięcioł i dziewczyna Konstanty Ildefons Gałczyński
Dzięcioł w drzewo stukał,
dziewczę płakało;
dzięcioł w drzewo stukał,
dziewczę płakało;
dzięcioł w drzewo, proszę, proszę,
a dziewczynie łzy jak groszek
albo jak te perły,
względnie kakao.
Jechał premier drogą,
śle dworzanina;
jechał premier drogą,
śle dworzanina;
wraca dworzan (radca Żaczek):
- Dzięcioł puka, dziewczę płacze.
Drży, bo nie wie, dobra
czy zła nowina.
Struchlał dwór w ogóle,
jak w takich razach;
struchlał dwór w ogóle,
jak w takich razach...
- Hej! - huknął premier w lesie,
zapisał coś w notesie,
zapisał coś w notesie
i jechać kazał.
Jeszcze zima, ptaki chudną,
chudym ptakom głosu brak,
w krótkie popołudnia grudnia
w białej chmurze milczy ptak.
Jeszcze zima, dym się włóczy,
w wielkiej biedzie żyje kot
i po cichu nuci, mruczy:
„Kiedy wróci trzmiela lot...?”
Pod śniegiem świat pochylony,
siwieje mrozu brew,
to pora zmierzchów czerwonych,
to pora czarnych drzew.
A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
Jeszcze oczy ci rozjaśnia
moje słowo i mój gest,
jeszcze świecę ci jak gwiazda,
ale to już nie tak jest.
Jeszcze tyle trzeba przebyć
niewesołych, bladych zim.
Czy nam zimy wynagrodzi
letnich ognisk wonny dym?....
Życie ptasie właśnie się składa
Ze śpiewania i ze skakania
Ze skakania i ze śpiewania
Ze śpiewania i ze skakania
Z przygód no i z piór
Oj szur, szur, oj szur…
Oj da, oj dada...
Jakże smutny los człowieczy
Pełen wojen i zamieci
Jakże smutny los tygrysa
Gdy wygasa mu polisa
Jakże smutny chrząszcza los
Gdy go każdy kopie w nos...
Gasną ogniska nad rzekami,
samotny ziemniak śpi w popiele,
idą przymrozki ścierniskami,
Jaś Kasię spotkał po kościele.
Zasypia ryba, zasnął rak,
rodzi się ptak...
Serce dudni: bum, bum,
oczy patrzą: szum, szum,
śpi już ryba, zasnął rak,
rodzi się ptak....
Serce, oczy,
serce, oczy,
serce, oczy,
serce oczy,
rodzi się ptak, rodzi się ptak.
Idą mężczyźni z kobietami,
po wielkich placach, pustych plażach,
stają przy budkach z gazetami,
co drugi tytuł ich przeraża.
Czy będzie wojna? Nie czy tak?
Rodzi się ptak...
Duszy nie słychać,
duszy nie widać,
dusza zawsze może się przydać!
Nie uwiera,
nie doskwiera,
nie przeszkadza na spacerach.
Nie dostarcza myśli złych
na drodze z Majorki do Nowych Tych!
Ptaku, ptaku wędrujący,
duszę weź
do zamorskich krajów,
przyśni ci się nasza wieś
z wierzbą przy ruczaju!
Ptaku, ptaku śpiewający,
duszę weź
na koncerty swoje,
a utrafi ptasia pieśń
w ludności nastroje!
Duszy nie słychać,
duszy nie widać,
dusza zawsze może się przydać!
Nie uwiera,
nie doskwiera,
nie przeszkadza na spacerach.
Nie dostarcza myśli złych
na drodze z Majorki do Nowych Tych!
Ptaku, ptaku gadający,
duszę weź
na modlitwy ranne
i swobodniej w niebo nieś
majową hosannę!
Ptaku, ptaku polujący,
duszę weź
na myśliwskie loty,
lepiej ci się uda rzeź
wśród ptasiej hołoty!
Kabaret Olgi Lipińskiej Satyryk władzy Andrzej Jarecki
Żarciki zewsząd słychać wredne
Wciąż władzy wady się wytyka
A ona, to kociątko biedne
Nie ma swojego satyryka
Postanowiłem przyjść z pomocą
Dość mając negatywnych postaw
I z całą siłą, całą mocą
On społeczeństwo będzie chłostał - ja!
Ach, ty hołoto wciąż nie syta
Co tylko jeden program masz
Żeby się dorwać do koryta
I żarciem zapchać sobie twarz!
A ty lalusiu pięknoduchy
Co stale pełen much masz nos
Przyjrzyj się jak ministry-zuchy
Kują dla ciebie lepszy los!
Wszak troski rząd przejawia tyle
o szczęście dbając świata pracy
Że zawsze nas pozdrowi mile
Panie, panowie lub rodacy!
Gospodarności dając lekcję
Zadania stawia rząd i cele
A wam się wcale robić nie chce
I w piątek-świątek, i w niedzielę
To władza orze, sieje, zbiera
Dba z własną stratą o nasz zysk
Więc się natychmiast wprzęgnij w kierat
A nie - to zamknij pysk!
Złóż przed ołtarzem kraju dań swą
I tak jak pszczoła kocha ul
Pokochaj wreszcie swoje państwo
A nie - to gębę stul!
Zobaczysz, że się kiedyś sprzykrzą
Rządowi te nabrzmiałe troski
I PKS-em albo rykszą
Wyjedzie sobie nagle z Polski
A wtedy ty, przyziemna glisto
Odpowiedzialność weź za kraj
Spróbuj dorównać tym ministrom
Tyle co oni z siebie daj!
Znowu pogrążysz kraj w chaosie
Podpalisz znów strajkowy lont
Ty ład masz i porządek w nosie
Fora ze dwora, wont!
Szeptały koła te i owe
Że z wrogiem idę ręka w rękę
Na zamówienie więc rządowe
Skomponowałem tę piosenkę!
Na zamówienie więc rządowe
Skomponowalim tę piosenkę!
Magda Umer, Jeremi Przybora Pan mi odkrywa swoje wnętrze
Jeremi Przybora
Pan mi odkrywa swoje wnętrze
lecz ja za skutek nie zaręczę
Nie ceniąc z zewnątrz mężczyzn wręcz
Mam słabość do ich pięknych wnętrz
Gdy nagle spojrzę w takie wnętrze
Przez witraż oczu jak przez tęczę
Może mi zachwyt ścisnąć krtań
Co już udławił parę pań
Dlatego sprzeciw w sobie piętrzę
Z którym przed panem się wywnętrzę
To żar przejmuje mnie to ziąb
Gdy w pana wnętrza spojrzę głąb
Gdy w wnętrza pana spojrzę głąb
Niech pani tym się nie zadręcza
Że jej uchylam mego wnętrza
Zapewnić panią mogę wręcz
To jedno z dosyć średnich wnętrz
Gdy z kaszą je porównać wtenczas
To moje wnętrze jest jak pęczak
A przecież asortyment nasz
Zna moc atrakcyjniejszych kasz
Nie, nie poznała pani jeszcze
Czym jest prawdziwie piękne wnętrze
Lecz życie jest przed panią wciąż
I z pięknym męskim wnętrzem mąż...
Patrzysz na peonie,
kiedyś byłaś ogniem,
aksamitny wietrzyk
chłodził śliczne skronie.
Nóżkę skaleczyłaś,
krew się pokazała,
nie będziesz królową,
tak jak mama chciała.
Kto cię pokaleczył,
że tak bardzo boli,
ranka za głęboka,
jak to mocno pali.
Już nie będziesz królową,
już nie będziesz koroną.
Patrzy na peonie
jeszcze słabsze od niej,
i na rączki patrzy
takie czegoś głodne.
Co to za królewna
z nóżką skaleczoną,
cicha i nieśpiewna,
z lutnią utopioną.
Kto cię pokaleczył…
Patrzy na peonie,
kiedyś była ogniem,
żal jej albo nie żal
męki siedmiokrotnej.
Obraz: Christian Schloe