Ещё тост - Jeszcze jeden toast Anna Achmatowa - Eugenia Siemaszkiewicz
Za twoją wiarę i za wierność moją
I za to żeśmy w tych stronach oboje
Może na wieki jesteśmy zaklęci
Lecz zimy piękniejszej nie było na świecie
I krzyży nie było na niebie świetniejszych
Łańcuchów tak lekkich I mostów lotniejszych
I za to, że wszystko płynęło olśnione
I za to, że widzieć się nam zabroniono
Za wszystko co jeszcze do dziś mi się śni
Choć mocno zabite już są tamte drzwi
Prosto z mostu mówić będę,
dosyć bujd!
Wszystko brednie, sherry brandy,
Skarbie mój!
Gdzie Hellenom blaski snuje
Piękna wzór –
We mnie hańba się wpatruje
Z czarnych dziur.
Grecy morzem rwali z panną,
Fali błysk –
Mnie natomiast – słoną pianą
Prosto w pysk!
Teraz wargi mi pomaże
Puste szkło,
Figę z makiem mi pokaże
Nędzy dno.
Źle czy dobrze – to chimery,
Tak czy siak,
Żłop koktajle słodka Mary,
W nich jest smak.
Prosto z mostu mówić będę,
Dosyć bujd!
Wszystko brednie, sherry brandy,
Skarbie mój!
Я скажу тебе с последней
Пряматой:
Всё лишь бредни, шерри-бренди,
Ангел мой!
Ой-ли, так-ли, дуй-ли, вей- ли,
Всё равно.
Ангел Мзри, пей коктейли,
Дуй вино!
Wyk. Sklep z Ptasimi Piórami
Mieszkanie milczące jak papier,
Bez mebli, obrazów dywanów,
I słychać, jak kapie i kapie
Z nieszczelnych grzejników i kranów.
Manatki w zupełnym porządku,
Telefon się czai złowrogo,
Mizerne ostatki majątku
Już w domu wytrzymać nie mogą.
A ściany przeklęte są cienkie –
I jak tu w czymś takim przebywać?
A ja, jak ten kiep, na grzebieniu
Wciąż komuś tam muszę przygrywać.
Kartkuję kartkowe czytanki,
Parcianych słów słucham ochoczo
I groźne na sen kołysanki
Kułackim porcyjkom mamroczę.
Pacykarz, co skromną ma rentę,
Co dawniej gnój woził z zapałem,
A dziś miesza krew z atramentem,
Wart takiej kariery wspaniałej...
Wyk. Sklep z Ptasimi Piórami
Только детские книги читать Książki tylko dziecinne czytywać Osip Mandelsztam - Maria Leśniewska ***
Książki tylko dziecinne czytywać,
Myśli tylko dziecinne hołubić,
Wszystko wielkie gdzieś w dali pogubić,
Z głębin smutku się wciąż wydobywać.
Jestem życiem śmiertelnie zmęczony,
Ja od życia już nic nie przyjmuję,
Ale biedną tę ziemię miłuję,
Przecież na niej zostałem zrodzony.
Ja huśtałem się w parku przy stawie
Na zwyczajnej huśtawce drewnianej
I rozrosłe wyniosłe kasztany
Widzę – nie wiem czy w śnie, czy na jawie.
Wyk. Sklep z Ptasimi Piórami
Тайная вечеря Ostatnia wieczerza Osip Mandelsztam
Stanisław Barańczak
Niebo wieczerzy wtuliło się w ścianę –
Blask rys i pęknięć bólem ją rozjarzył –
I rozjaśnione, gdzieś w niej zapodziane,
Przeobraziło się w trzynaście twarzy.
Więc to jest niebo, niebo mojej nocy –
Stoję tu przed nim jak dziecko posłuszny,
Po plecach biegnie dreszcz i bolą oczy,
I słyszę głuchy grzmot, co mury kruszy.
Pod każdym ciosem twardego tarana
Ze ściany sypią się gwiazdy bezokie –
I trwa wieczerza w gęstniejących ranach,
Niedokończony fresk syci się mrokiem...
Trwał dzień o pięciu głowach. Już piątą dobę malałem.
Dumny zarazem z przestrzeni, że jak na drożdżach urasta.
Sen był starszy niż słuch, słuch był starszy niż sen.
A za nami na lejcach jamczyska ciągnęły się drogi i miasta
Trwał dzień o pięciu głowach; w tańcu obłędnym i krzywym
Czarna po wierzchu masa wlokła się pieszo i konno.
Białe noce – nie, noże! Aortą szły rozszerzoną,
A oko się zmieniało w mięso pokłute igliwiem.
Choć cal błękitu morza mi dajcie, choć tyle co w igielnym uchu,
Niech czas konwojowany w żagle nabierze podmuchu.
Trwał dzień o pięciu głowach. Już piątą dobę malałem.
Dumny zarazem z przestrzeni, że jak na drożdżach urasta.
Sen był starszy niż słuch, słuch był starszy niż sen.
A za nami na lejcach jamczyska ciągnęły się drogi i miasta
Choć cal błękitu morza mi dajcie, choć tyle co w igielnym uchu,
Niech czas konwojowany w żagle nabierze podmuchu.
Białe noce – nie, noże! Aortą szły rozszerzoną,
A oko się zmieniało w mięso pokłute igliwiem.
Trwał dzień o pięciu głowach; w tańcu obłędnym i krzywym
Czarna po wierzchu masa wlokła się pieszo i konno.
Nie motylem mączystym i białym
Zwrócę ziemi prochy pożyczone.
Chcę przemienić się myślącym ciałem
W mego kraju ulice i domy –
Tym kręgowym i zwęglonym ciałem,
Które miary swojej jest świadome.
Woła ciemną zielenią igliwie
I głębokie są iglaste wieńce –
Studnie, z których czas się wydobywa;
Na śmiertelnym wsparte postumencie,
Tkwią okrągłe jak alfabet wieńce,
Orderowe obręcze igliwia.
Czeka w niebie surowym robota:
Szły zmieszane poborowych szyki
I dźwigała milcząca piechota
Karabinów podniebne okrzyki.
I mierzyły w zenit luf tysiące –
Oczu piwnych, błękitnych, zielonych –
Ludzie, ludzie, ludzie szli bez końca –
Lecz kto będzie dalszym ciągiem po nich?
Куда мне деться в этом январе... Irina Pieskowa, Sklep z Ptasimi Piórami, Halina Wyrodek Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym Osip Mandelsztam - Stanisław Barańczak Gdzie mam się podziaćw tym styczniu przeklętym?
Otwarte miasto czepia się obrzydle...
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych?
- Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.
I te pończochy rozszczekanych przecznic,
I te spiżarnie wykrzywionych ulic:
Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych
I w każdym kącie końca oczekuję.
I w dół porosły brodawkami mroku,
Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,
I łykam martwe powietrze w rytm kroków,
I gorączkują się gwarne gawrony.
A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,
Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:
- Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!
Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!
Recytuje Krzysztof Kolberger