Ruszyła rzeka. Kra pod mostkiem się piętrzy. Nocą zabierze kładkę Prut. Patrzą świerki z wysoka - Pęka lód: Tyle nieba wiosennego, tyle wód! Kładkę trzeba umocnić, bo woda poniesie, Haki trzeba powbijać i założyć drut. Komuż by się to chciało - mało świerków w lesie! Prut się pieni. Trzaska na rzece lód! A ty wzruszony po ogródku Wałęsasz się, wilgotny wąchasz krzak. Nad tobą chmura śniada sunie, Nad tobą fruwa ptak. Stajał marcowy śnieg na klombach. Po błotku drepcesz krok za krokiem. Tak samo wszystko jak przed rokiem Podpatrzeć chciałbyś, pooglądać... Zniesie mostek, poniesie - w dół ruszyły kry! Bełkocą wody, w słońcu się jarzą. Kładkę trzeba ratować - czas najwyższy! A ty? Tobie krokusy w ogródku się marzą.
Raczej zawróć, raczej nadłóż parę staj, Choćby ziąb cię spalił, wiatr oślepił - Przed tą karczmą nie zatrzymuj sań: Nie pij, moja miła, nie pij... Tam z kieliszków wyskakuje siny bies, Czuły tenor, bies rozanielony, Stuknie w szkło - już w kieliszku pełno łez, A on płacze, coraz wyższe bierze tony. Stuknie w szkło, weźmie cis, wstrzyma czas I z wieczności - sama wiesz najlepiej - Będzie kpił: jeszcze jeden do mnie raz Przepij, moja luba, przepij. Brzękną szkła... patrzysz w krąg - tenor sczezł, Ton ostatni jeszcze słania się po stole, A z kieliszka drugi bies, rudy bies, Wyjrzał tępy - czarną bruzdę ma na czole. Wlepił wzrok: w mózgu myśl, ostra kra Tęskny gzygzak tnie ci czoło między brwiami... Stuknął w szkło - już w kieliszku jestem - JA! Nie pij czasem, nie daj się omamić! - Ty żeś to, mój miły? - Brzękną szkła - Pękną ściany, dach dwupoły się rozłamie, Miast posadzki - czarny lej bez dna. I zakracze z wszystkich stron niepamięć... Tylko walczyk czarci będzie łkał Słodki walczyk - ach, niezapomniany! Pierwsze pas, drugie pas, trzecie pas I wypłyniesz lekka poprzez ściany...
Na ziemi jesień wietrzna konary drzew pochyla,
Perełki chmur po niebie jak na różańcu goni.
W ogrodach Twoich oczu kołyszą się motyle,
W pasiekach ust Twych słodkich rój miodno-złoty dzwoni.
Już spłonął po zagrodach rumieniec jarzębiny
I dzwonki kulek srebrnych nie toczą nad przełęczą,
Ale gdy moje oczy ku Twoim oczom skłonię –
Dzwonkami, jarzębiną jesienne dnie me dźwięczą.
Panienko moja dobra, która na czoło ciche
Pieszczotą dłonie zsyłasz jak ptaki najłaskawsze,
Najsmutniejszemu z ptaków, co w moich piersiach bije,
W ogrody oczu pozwól zabłąkać się na zawsze.