Com uczynił, żeś nagle pobladła? Com zaszeptał, żeś wszystko odgadła? Jakże milcząc poglądasz na drogę! Kochać ciebie nie mogę, nie mogę!
Wieczór słońca zdmuchuje roznietę Nie te usta i oczy już nie te... Drzewa szumią i szumią nad nami Gałęziami, gałęziami, gałęziami! Ten ci jestem, co idzie doliną Z inną - Bogu wiadomą dziewczyną, A ty idziesz w ślad za mną bez wiary W łez potęgę i w oczu swych czary - Idziesz chwiejna, jak cień, co się tuła - Wynędzniała, na ból swój nieczuła - Polną drogę zamiatasz przed nami Warkoczami, warkoczami, warkoczami!
O, smętne, śnieżne, nevermore!
Dni utracone, ukochane!
Widzę cię znów w Cafe du Nord
W mroźny, mglisty poranek.
Strach, słodki strach od stóp do głów,
Dygot błękitnych, czułych nerwów,
I sen był znów, i list był znów:
Mgła legendarnych perfum.
Lecz nie ma mnie i nie ma mnie,
I nigdy w życiu mnie nie będzie.
Zostanę w liście, zostanę w śnie,
W tkliwej, śnieżnej legendzie.
Nic o tym nie wiesz. Czekasz, drżąc.
Dzień sennie sypie się i szepce.
Ach, serce moje i młodość mą
W srebrnej nosisz torebce.
Wczoraj? A co to było? Tak:
Carmen, kareta, wino, walce...
Mignęło w oczach. Nie-to ptak,
Wyszyty na woalce.
Pusto i ciepło w tym Cafe.
Zima się w oknie szronem perli.
Nie przyjdę. Idź. Nie spotkasz mnie.
Wielki, wielki jest Berlin.
Obraz 2: Fernand Touissaint
Jacques Brel - La Tendresse Leszek Długosz - Czułość
Za chwilę twej czułości
Za jeden taki dzień
Zapłacę tak jak zechcesz
I policz ile chcesz
I wszystkie dni oo mam
Przed sobą w słońcu mieć
I rzek przejrzysty nurt
I nocy ostry sierp
Dziś oddam bez zazdrości
Za chwilę twej czułości
Za chwilę twej czułości
Przemierzę cały świat
Pojadę tam gdzie zechcesz
I zmienię język, kraj
Czy widzisz miła ma
Jak marynarzy tłum
Dziewczynom rzuca grosz
Dlaczego – powiedz mi
Odpowiedz jak najprościej
Dla chwili choć czułości
Za chwilę twej czułości
Popełnię każdy błąd
Zapomnę to co zechcesz
I w przyjaźń zmienię złość
Ach ten kieliszek – spójrz
Co w dłoni trzymam mej
Czy wiesz jak kusi mnie
Odsunę jeśli chcesz
Gdy tylko mnie poprosisz
Za chwilę twej czułości
Pour un peu de tendresse
Je t'offrirais le temps
Qu'il reste de jeunesse
A l'été finissant
Pourquoi crois-tu la belle
Que monte ma chanson
Vers la claire dentelle
Qui danse sur ton front
Penché vers ma détresse
Pour un peu de tendresse
I tamto lato sprzed tylu lat Ach popatrz wszystko to pamiętam Czuję na twarzy tamten wiatr Rzeźby obłoków, nieba błękit Wyraźnie każdy szczegół trwa I niecierpliwość mojej ręki i twoje nie I twoje nie, i twoje tak I doprawdy było, przecież było, było tak Ja ten obraz wciąż w pamięci Jeszcze żywy mam Gdy na kwiecistej twej sukience Rumieńcem płonął po raz pierwszy Rumieńcem płonął każdy kwiat Ach coś się zmierzchło, coś już przeszło I coraz dalej tamte dni Na dnie szuflady twa sukienka W kłębek zwinięta dawno śpi Ach życie, życie, ludzie, sprawy Na niebie znów żurawi klucz Na szmatki poszła twa sukienka którejś jesieni Którejś jesieni znikła już I to się skończyło nie inaczej
Właśnie, właśnie tak Ja ten obraz wciąż w pamięci jeszcze żywy mam Pocięłaś kwiatki już na szmatki, żeby posprzątać Żeby zetrzeć, żeby pościerać z mebli kurz Ot historyjka, taka piosenka
Do rymu się doczepia rym Taka muzyczna fotografia
Wyblakły urok dawnych chwil Rzeźby obłoków w niej i błękit
W zieleni jeszcze serca dwa A chcesz, przypomnę jeszcze więcej Ja gdzieś to wszystko Ja gdzieś to wszystko w nutach mam I choć tyle już pozmieniał
Tyle zabrał, zabrał czas Ja ten obraz wciąż w pamięci jeszcze żywy mam Na łąkach mej pamięci jeszcze Jeszcze wiruje, wciąż szeleści Kwiecista zwiewna twa sukienka i tamto lato I tamto lato sprzed ilu lat?
Zielona leszczyna, zieleni się trzcina
Dzwonią, dzwonią ptaki, że to się zaczyna
Hardzieją chłopaki, pięknieją dziewczyny
Przyznaj no się, wiosno, z twojej to przyczyny
Wiosenko, wiosenko, cóżeś ty za pani Mrugniesz, błyśniesz, świśniesz - sami zakochani
Sami zakochani znowu w twej urodzie
W niebie, co się chwieje, w twej wiosennej wodzie
Wiosenko za progiem, ty już do nas przychodź
Z twej nadziei nutą, z zieloną muzyką
I co w sercach ciemne, gorzkie i zatrute
Ty to raz już rozplącz, ucisz, porozkruszaj
My już tak tą zimą długą skołowani
Sami już nie wiemy, co bardziej kochamy
Czy pod powiekami sny o tobie własne
Czy kwitnących tarnin twe welony jasne
Ty wiosno budź w gałęziach szyn
Po drogach, po rozstajach
Niech rozlega się twój jasny dzwon
W martwe ulice poleć miast
I skrzydłem wiatru w okna bij
Kto zwątpił i bez wiary
Kto w drętwocie serca tkwi od lat
Twego powrotu słysząc pieśń
Niech rzeknie - jest
Oto jest dzień, oto jest czas
Do szczęścia nas ten raz, choć raz
Odwagi niech nie zbraknie nam
Oto jest dzień, oto jest czas
Wysoko w niebo trąbko rwij
Nadziei nowej hejnał graj...
Przez czerwony piach
Pochyleni i milczący szli
Czas zatrzymał się
Ile krzyży, ile już dni
Śmiało szli, gniew ich wiódł
Skronie w hełmach waliły jak dzwon
Wiatr popędzał ich
Pot przemoczył, osuszył kurz
Kto wie, kto zna
Kto drogę odgadnie im
Kto wie, kto zna
Kto przejdzie przez ogień, przez dym
Kto wie, kto zna
Kto kulę oszuka złą
Kto wie, kto zna
Kto wróci, odnajdzie swój dom
Dzień co chwilę gasł
Ogień naprzód uparcie szedł
Wybuchała noc, rozrywała gałęzie drzew
Jeszcze krok, kuli świst
Na bandaże koszulę wszak masz
Słodki jest smak krwi
Mocny zapach ma świeży piach
Leszek Długosz Kantyczka mała 💗 Kantyczkamała, lecz doskonała
Z ciszy się zmroku wyłania
Gdziebyś nie kluczył - usłyszysz, wrócisz
Znowu u szopy tej staniesz
Co za muzyka, że tak dotyka
Serca i lód, że topnieje
Że w noc przepastną
Widzisz znów jasność
Gwiazdę i szlak, i nadzieję
I gwiazdę, i szlak, i nadzieję
Snuj się piosneczko, utulaj dziecko
Jak śnieżna kula mknij ziemio
W bezkresną noc ciemną
Lampy krąg jasny, twarze, co zgasły
Serca dziecinną kołatką
Przywołaj, zawołaj, tu zaproś raz jeszcze
Lulaj nam lulaj, piąstki roztulaj
Siano niech pachnie jak wiosenne ziele
Moc czarodziejska przy tych jasełkach
Że czas nie za późny, że trud nie na próżny
Daj wiary, weź gorycz, a wiary, tej wiary daj wiele
Kantyczka śliczna, słów zwykłych kilka
Od zawsze znasz je na pamięć
Nagle zanucisz, a jakbyś wrócił
W świat jeszcze pełen uniesień
Drgnień serca najpierwszych, najszczerszych
Co przecież, co przecież nie kłamią
Śpieszmy się, śpieszmy kochać ludzi
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
Tak nie wrócić, zawieruszyć się na amen Zatrzeć ślad
Jeszcze się ręce wyciągają jeszcze witać
Mocno jeszcze objąć chcą
A tu już puste miejsca po nich
Fotografie, telefony głucho milczą
Dzień i noc
Śpieszmy się, śpieszmy, bo przemija młodość prędko
Ileż prędzej, niż w to sama wierzyć chce
I mija gdzieś ta łatwość serca, z którą kiedyś
Tak w nieznane lekko
Tak w nieznane tak umiało biec Zagarnie nas wezbrany nurt
Pochyli nas powaga dat
I w wirze tylu tylu spraw
To porzucimy, zapomnimy
To co w nas naprawdę ważne było w nas
Śpieszmy, śpieszmy się,
Bo krucha jest materia naszych dni
Bo śnią się szare coraz bardziej puste sny
Bo zasypiają serca w nas
Nie zbudzą się któregoś dnia...
Śpieszmy się, śpieszmy, żeby zdążyć, żeby rozdać
Ten majątek serca z tylu, tylu lat Po co nam dźwigać taki ciężar
Aż na tamtą stronę świata
Po co nam to wszystko z sobą, po co brać?
O niech to lepiej tu zostanie
Nasze myśli, radość oczu, czułość rąk
Bo jeśli z nas ma coś ocaleć, to niech innych
Pamięć o nas, niech nam będzie tak jak schron
Śpieszmy się, śpieszmy kochać ludzi
Tych realnych, niezmyślonych
Ale takich jacy wokół, jacy są
Umiejmy sobie to wybaczyć, że nie lepszych
Nie piękniejszych dał nam tu nawzajem los
Dał nam tutaj los
Serdecznym ciepłem się podzielmy, obdarzmy światłem
Co w nas może jeszcze drga?
Bo gdy gęstnieje mrok pod wieczór ono niech
To światło, niech wspomaga nas, prowadzi nas...
Śpieszmy, śpieszmy się ,
Bo nieustannie wieje ten - wiadomy wiatr
Bo nawet to skąd wiedzieć
Skąd by wiedzieć nam - która z miłości naszych
Właśnie... Może jest już tą ostatnią?
Śpieszmy się, śpieszmy kochać ludzi
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
Tak nie wrócić, zawieruszyć się na amen
Zatrzeć ślad
Wystarczy wiatru nagły poryw, jedno słowo
Nieostrożny czasem gest
Zostają głuche telefony
Krzesła stoły
Lampy
Okna
Za oknami pochylone cienie drzew...
Ks. Jan Twardowski
Śpieszmy się
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.
Jeszcze gdzieś w szufladzie mam
Fotografie z dawnych lat
Bliskie kiedyś, jakże bliskie twarze
Furtka w ogród jeszcze drży
Jeszcze biegnę w tamte dni
Na werandzie cień się kładzie
Późne lato, kwitną dalie
Zapach kawy z okna płynie
Na pianinie „Für Elise”
Boże, szepnę który raz
Jakżeż to możliwe tak
Z krwi i z kości, z łez, z radości
Wszystko żywe
Wszystko dzisiaj jak niebyłe
Wszystko jak zetlały film Migotliwe cienie dni
Czy to było, czy się śniło
Gdzie to poszło, gdzie to mieszka
Gdzie to, co dziś z tyłu
I tak mijają ludzi twarze
I z wczorajszych zdarzeń
Cichną głosy, wiatr roznosi
Po rozstajach koleiny dróg
I tak mijają ludzi twarze
A oddzielnym szlakiem ich marzenia
Gdzieś wysoko, gdzieś tam w chmurach
Wraz z chmurami mkną
Życie – teatr, znana pieśń
Ach i kwestią może jest
W jakiej sztuce, jaką postać
Jaką postać właśnie gramy
Dziś Romeo, Julia dziś
Letnich nocy czułe sny
Lecz już zmiana dekoracji
Lecz już gdzieś na bocznej stacji
Biegną szare, monotonne suną dni
Życie - teatr słuszna pieśń
Ach i kwestią może jest
Co reżyser nam tu przyznał
W cośmy sami się wrobili
Miłość gniew i który raz
Utraconych złudzeń smak
Repertuar się powtarza
Lecz znów leci, nic nie zważa
Lecz do świecy znowu leci nowa ćma
Miłość gniew i jeszcze raz
Utraconych złudzeń smak
I doprawdy jak w teatrze
Jak w Beckettcie tylko patrzeć
Już wynoszą nas na śmieci
Gasną światła komedyja finita
Leszek Długosz Nie zapominajcie o tych, którzy już nie śpiewają
Nie zapominajcie o tych
Którzy już nie śpiewają
Których pieśni ucichły
Którzy sami gdzieś znikli
Których zatarł już zmierzch
Przypomnijcie te dni
Gdyście może kochali
Tamtych pieśni muzykę
Słowa sercom tak bliskie
Że się niemal zdawało
Że to jakby ktoś na głos
Wyprowadzał z was samych
Wyprowadzał z ukrycia, to co w was
To co w was, to co w was
Co złociło, maiło wam sny
Nie zapominajcie tak prędko
Nie zapominajcie tak lekko
Tych, co już nie śpiewają
Których minął już czas
Może oni unieśli
Z tamtym echem swych pieśni
Może i waszych marzeń
Może i waszych pragnień
Jakiś strzęp, jakiś ślad
Może także i wasz
Nie zapominajcie o tych
Którzy jeszcze śpiewają
Lecz są ważne powody
Może ważne powody
Że ich właśnie tu brak
Może słowa ich brzmią
Może struny się rwą
Tylko wyście umilkli
Tylko wyście odwykli
Żeby odzew im dać
Może wszystko to głuszy
Wiatr przedziwny, okrutny
Może jest tylko tak
Nie zapominajcie o tych
Którzy w górach zostali
Strzegąc ognisk wśród nocy
Strzegąc szlaków wysokich
Gdzieście tez chcieli być
Nazywajcie szaleństwem
Ten ich upór wyniosły
Lecz wspomnijcie te chwile
Gdyście może też śnili
Ten wasz w chmurach strzelisty
Ten od marzeń błękitny
Ten od pragnień złocisty
Urojony wasz szczyt
Nie zapominajcie tak lekko
Nie zapominajcie tak prędko
Tych, co w górach zostali
Cu uprali się trwać
Może oni wciąż kroczą
Ścieżką tam podobłoczną
Podczas gdyście skręcili
Gdyście zeszli, ruszyli
W ten szeroki, wygodny
Udeptany już trakt
Roznieciliśmy nasze ognisko By odgrodzić swoje wieczory Od ludzi wszystkich jak od chorób Niech się kołysze, niech błyska Niech złote śpiewają iskry W naszym ognisku... Siedzimy wieczorami Coś niedobrze się dzieje Płomień gaśnie, ciemnieje Kopeć oczernił pokój Pyta żona: co ci kochany? - A daj mi spokój... Ja wiem czemu smutno, mój drogi My lubimy bardzo czworonogi Zwierzę najlepszy przyjaciel Już na ulicy jestem jednym skokiem Przemierzam całe miasto szerokie Wracam
Z ogromnym kotem pod pachą Siedzimy wieczorami
Coś niedobrze się dzieje
Kot straszy bursztynowym okiem
Płomień gaśnie, ciemnieje
Przeglądamy... malarstwo włoskie...
Rany boskie jak nudno, rany boskie...
No - mówię - rady nie ma
Widać się do siebie nie nadajemy
Koniec z naszym ogniskiem
Ale sprośmy na ostatek
Wszystkich naszych kamratów
Ze szkolnej ławy, z popijawy
Zrobimy zabawę...
Przyszli goście Każdy opowiada Barwna talia się układa Z prostych opowieści Chwalimy życie z całej mocy Śpiewamy pieśni do północy... Pierwsza, goście już za progiem No i cóż moja droga I nam trzeba zabierać walizki Ale popatrz, popatrz Jak się kołysze i błyska Wielkim ogniem, słoneczną iskrą Nasze ognisko I nasz kot jest bardzo piękny Z tym bursztynowym okiem
Jeszcze mam, jeszcze znam
Miejsce swe pośród dnia
Jeszcze muzyka gra
Jeszcze nie liczę strat
Młodość, choć już nie ta
Ale jest, jeszcze trwa
Jeszcze biegnę, gdzie chcę
Jeszcze ktoś, jeszcze ktoś o tym wie
I za progiem ten świat
Który już tyle lat
Gdy go chcę, no to jest
Przecież jest na skinienie
Ulic sto albo dwie
Zawsze ktoś znajdzie się
I gdy się rzeknie mi - nie martw się
To się jeszcze odmieni
Tu w tych murach, tu w tych chmurach
Ścieżki dwie
Tu usłyszę, to co sercem
Słyszeć chcę
Szumi wiosna i srebrzy się dzień
Tu w niedzielę pod Wawelem
Z tłumem iść
Tu nad Wisłą, tu z kimś bliskim
Gdzieś się skryć
Piękniej gdzieś, może tak
Lepiej gdzieś, bez dwóch zdań
Ale mnie starczy to, co tu mam
Biegną lata, no cóż
Coś zostaje z nas tu
Na pamiątkę tych dat
Jakbyś liść w książkę kładł
Młodość, choć już nie ta
Ale jest, jeszcze trwa
Jeszcze biegnę, gdzie chcę
Jeszcze ktoś, jeszcze ktoś obok mnie
I za progiem ten świat
Który już tyle lat
Gdy go chcę, no to jest
Przecież jest na skinienie
Wiosną, gdy ciepły wiatr
Znów powieje wśród fal
Nie żal mi, że to tam
Młodość moja
Młodość nasza zostaje
Ty mnie prowadź ścieżko mała
Przez gęstwinę zdarzeń, w plątaninę dni
Gdybyś jeszcze to wiedziała
Jak pokluczyć, jak zawrócić
Pchnąć na oścież zatrzaśnięte dawno dni
W ciemnych lasach moja młodość
Pod kamieniem ciężkim twardo, twardo śpi
Gdybym jeszcze mógł ją dotknąć
Zbudzić, spytać, jak to miałem
Jak to trzeba było lepiej iść
Ale nie wiesz, ale nie wiem
Jak to wszystko gdzieś się zapodziało
Z jakim śpiewem, z jakim gniewem
Jak to poszło, zbiegło, przeszumiało
Sypki wokół piach, kołysanie traw
Lecą, szumią kalendarze
Pełne nie najlepszych dat
Ty mnie prowadź ścieżko mała
Melodyjko z tamtych wczesnych, wczesnych lat
W ciemnych lasach gdzieś zostało źródło
Jeszcze mi się śni po nocach
Niezmącony jego jasny blask
Gdybym ja tej wody jeszcze mógł się napić
Pokosztować jeszcze, gdybym, gdybym mógł
Ach, to czuję, wiem na pewno
I na tamtą stronę świata szedłbym już spokojny
Już bez trwóg
Ty w innej, w innej stronie miasta mieszkasz dziś
Twój czarny sweter przepadł gdzieś
Dziś inny szyk, dziś inny rytm
Zupełnie inna skala spraw
No ze mną też, no przecież ze mną
Nie od dzisiaj też tak jest
Przygodnych spotkań, czasem, czasem parę chwil
W nieznanym barze kawy łyk
I tylko czasem jakby błysk
A może by tak wstąpić, wejść
Zobaczyć co z odległych lat
Zostało tam zostało z nas
Zobaczyć co ocalił ten podziemny sejf A może byśmy
A może byśmy może tak
Pod Baranami też już dzisiaj inny czas
Inną muzykę dziś kto inny gra
Śmiech gwar jak zwykle niby ten, a jednak nie ten sam
Odpływa bar w nieznaną noc
Lecz nie ma już Aniołów Czarnych Porwał je daleki świat
Pod Baranami też już dzisiaj inny czas
Turystów tłum zalicza swój wieczorny szlak
Nieźle sprzedaje się legenda tamtych lat
Ech, Miła, no, uśmiechnij się
I bez ironii wznieś kieliszek
Wznieś kieliszek ze mną swój za cienie tej młodości
Kiedyś zostawione przez nas tu
Cóż wszędzie tak - normalny to jest czasu bieg
Odchodzą dni z muzyką swoich dni
W Paryżu też na Saint-Germain
Już dawno nie ma Saint-Germain
Więc czemu by inaczej tutaj miały się rozwiewać sny A jednak czasem jakby bardziej, bardziej żal
Szczególnych chwil, jedynych w całym świecie miejsc
Urody tamtych dziewczyn, tamtych blasków świec
Pamiętasz magię tamtych cisz
Gdy po raz pierwszy w murach tych
Słuchaliśmy piosenek, jakich nie ma już
Jakich już nigdzie
Jakich już nigdzie nie ma dziś
Pod Baranami też już dzisiaj ...
Pod Baranami śpiew, muzyka, gwar i śmiech Młodości jeszcze jakby obok mignął cień
Ach, to nie cień z piosenki dawnej
To jest anioł smutku ten
Co znów tu wszedł i obok gdzieś po cichu przemknął
Westchnął tylko, rozwiał się ...
Laszek Długosz Ale czy kochamy tych, którzy nas kochają
Moje panie, panowie jeszcze jedna ballada
A w balladzie tej zaraz tak z początku się składa
Że był zamek a w zamku w nim mieszkała ta piękna
Co to serce wprost przed nią, wprost z zachwytu chce klękać
Oczywiście był grajek, ot wędrowny trubadur
Naturalnie pokochał, bo tak trzeba w balladach
Biegły dni i miesiące i płynęły canzony
I marzyła ta piękna, lecz niestety nie o nim
Az dzień przyszedł i pora, rzecze grajek – o pani
W inną stronę twe serce widzę jak zapatrzone
Że cię kocham, wiesz dobrze, lecz odjeżdżam, zapomnę
Tę piosenkę zostawiam na pamiątkę tu po mnie
Poprzez wieki gna miłość zmienna jak wiatr
I roztrąca nam światy, ach jak serca odmienia
Ślepy traf, może żart, nagły śmiech, nagła łza
I za cieniem gonitwa i gonitwa za cieniem
Zawsze było tak i tak pewnie zostanie
Że nie ten, że nie ta, może ten, może ta
Lecz nie w porę, nie wtedy
To komedia czy dramat, gdzie w tym sens, jaki ład
Wciąż od wieków się snuje nie najprostsze pytanie
Ale, czy kochamy tych, czy kochamy tych
Czy kochamy tych, którzy nas kochają
Cóż tak bywa i w życiu, tak być musi w balladzie
Czas przeminął niespory, cóż to było, kto zgadnie
Dość, że raz stojąc w oknie wyszeptała do siebie
Grajku, wróć, przecież ja…
Niezbadane wyroki, poplątane są drogi
I tak było, że wrócił – oto stoi już w progu
Ona biegnie naprzeciw i komnaty przebiega
Po cóż kryć, co widome, czego ukryć się nie da
Pani, rzecze on do niej, piękność twoja jak dawniej
Zaćmi gwiazd blaski mnogie w krąg rozsiane po niebie
Szczerość serca wybaczyć zechciej proszę, o pani
Serce moje, cóż widzisz, zapomniałem już ciebie
Poprzez wieki gna….
Lecz porzućmy ten sztafaż staroświeckiej ballady
Bądźmy tak jak jesteśmy, choćby tu, na tej sali
Wszak i tu tez się znajdzie sadzę powód niejeden
Właśnie stąd tym refrenem
Wciąż od wieków się snuje nie najprostsze pytanie
Ale, czy kochamy tych, czy kochamy tych
Czy kochamy tych, którzy nas kochają
Obrazy: Lord Frederick Leighton
Moje pianino, kumpel mój
Wciąż elegancki nosi strój
Wytworna biel, głęboka czerń
W ogóle, spójrzcie, dżentelmen
Klasyki pewien zasób zna
Choć świat dziś coś innego gra
Mnie nie przeszkadza, mówię wam
Ten staroświecki jego kram
Moje pianino, dziwny gość
To jest mój kumpel, dla mnie ktoś
Pomimo lat, niełatwych lat
Harmonia między nami trwa Gdy czasem chandra tłucze mnie
Choć usta milczą, dusza klnie
Ono ten stan pojmuje w lot
Powiada – ze mną, przy mnie siądź
Ja sposób znam na inny ląd
Spływajmy stąd na inny ląd
Na inny ląd spływajmy stąd
Więc płyń, piosneczko, cichuteńko płyń
Wstążeczko melodyjki lśnij
Na szarość dnia, na zgrzebność (?)
Ty kolorowy ornamencik lekko rzuć
Więc mów, piosneczko, jeszcze cicho mów
Pogody serca jeszcze ciągle ucz
Choć niekoniecznie bawi nas
Oferta jaką niesie czas
Więc snuj, piosneczko, cichuteńko snuj
Ten wątek, cóż, nie tylko twój Kieliszek wina sobie strzel
I nie rób dramy, z tego dramy nie rób, że
Że jeszcze wczoraj piękny, piękny bal
Dziś przemknął gdzieś do innych, innych sal
I młodość, ten wodzirej tang
Zaprasza nas jakby z mniejszym entuzjazmem
Że świat nas kocha jakby, jakby mniej
Że w oczach większy, głębszy cień
Piosenko ty uśmiechnij się
I powiedz światu – halo, hej
Szerokich dróg, spełnienia marzeń
Życzy wraz z pianinem swym niejaki L.
Niejaki L., L.D.
Moje pianino, kumpel mój
W niejeden ze mną ruszał bój
Niejeden mur niewieścich bram
Kruszyło nasze słodkie, nasze rim pam
Święta Cecylio w niebie ty
Wybacz nam takie tutaj gry
Na chorał lub żałobny marsz Poczekaj jeszcze jakiś czas
Powiadam wam, niegłupia rzecz
Takiego kumpla w życiu mieć
Czy w sercu żar, czy w sercu chłód
On to pojmuje, w mig to czuje
Gra bez nut
I niech tam mówią, co tam chcą
O związku tym, ja to… pardon
Lecz wśród tak zwanych życia fal
Co niosą gdzieś w niejasną dal
Mnie ileż łatwiej płynie się
Razem z pianinem moim w tle...
Więc płyń, piosneczko, cichuteńko płyń
Dobieraj zręcznie rytm i rym
W harmonię, co uładza czas
Niteczkę swojej zgody bezszelestnie wpleć
Więc mów, piosneczko…
…I nie rób dramy, z tego dramy nie rób, że
Że jeszcze wczoraj tyle, tyle lśnień
Orkiestra świata pełna, pełna brzmień
A dzisiaj już, jakbyś to śnił
Nietrwały czar, mydlanych baniek lotny pył...
Zamierzam być u ciebie
Zamierzam nie inaczej
Niech tylko się rozejrzę
Niech tylko się rozpatrzę
Niech sprawdzę – raz już który?
Swych rzeczy posiadanie
- Najprostsza w nich zawiłość
I jedno i jedno przyrównanie
- Niech w drzewa pochyleniu
Rozpoznam swe udziały
- A które w las się wrosły?
- Które się sprzętem stały?...
Być może to wyliczę
- Jak rzeki snom się chylą?...
I cisza tylko po nich, tylko po nich
I jaka? I jaka w tym przyczyna?
Niech pojmę najdokładniej
By o to się nie wadzić
Że - przyrzec - znaczy - wytrwać
Nie wytrwać i nie zdradzić...
Zamierzam...
Zamierzam być u ciebie
Nie później i nie prędzej
I pośpiech nie przynagli
I nic tu, nic tu po mitrędze
I wszystko ci opowiem
Najlepiej wszak zamierzam
I będę w płaszczu... lub w południe
Lub będzie padać... to zależy.
Wiosenne wody, szumne, porywiste, Jasny niepokój chmurnych dni. Życie - jak powieść nie napisana
- Wszystko się zdarzy, wszystko ma być.... Wiosenne wody, śmiało wezbrane - Muzyka jakby z błękitów brzmi.... Jeszcze się nie wie, może
Ach, może się kocha?... Patrzy się w okno jakby miał ktoś Lecz kto miał przyjść?...
- Można kupować szklanki lub róże. W rynsztoku konać.Albo i z wieży, Z wyniosłej wieży śpiewać swą pieśń. Te dni, co szumią, co płyną Też w końcu jednako wstecz się odwrócą. - Z wiatrem, pod wiatr
Z wiatrem i bez...
I nie to boli, że nic nie wraca...
Że czas...
Że kręci się planeta, wiesz...
- Życie się kończy, lecz z innych No z innych powodów i całkiem inaczej - Życie się kończy, gdy się przestaje już
W życiu czekać... Wiosenne wody, szumne porywiste Jasny niepokój tamtych dni... Jeszcze się nie wie, może
Ach, może się kocha?... Patrzy się w okno, jakby miał ktoś Lecz kto miał przyjść?...
Obrazy: Alexander Volkov