Oczy jasne, jak pogodne
mórz otchłanie!
Oczy jasne i łagodne!
Oczy – łanie!
Pełne nocy przezroczystej
dwa pokoje!
Cóż ci oddam za te czyste
oczy twoje?
Cóż ci oddam za ten śliczny
kształt i lekki
twego ciała, jak antycznej
statuetki?
Za ten szum, co czyni w głowie
twoja bliskość?
Co mam w zamian oddać tobie
za to wszystko?
Oddać mogę szare dni me
za tę cenę.
I – charakter, dosyć średni
notabene…
Oddać mogę duże straty,
małe zyski…
I – z ciśnieniem tarapaty.
I - wzrost niski, raczej...
Oddać mogę pustych nocy
moich lęki.
I pokoik od północy
bez łazienki.
I staranie o mieszkanie
od południa.
I brak chodów, co staranie
to utrudnia
znacznie.
No i, żeby uzupełnić
wad mych masę:
na ostrygi uczulenie
i kiełbasę,
i budzenie się z wrzaśnięciem
po zaśnięciu,
i peszenie się najczęściej
przy dziewczęciu.
Ale mam też, gdybyś chciała,
parę plusów:
czystość duszy, schludność ciała
bez przymusu,
i potrafię żyć jak ptaszę
wesolutko,
jeśli zechcesz mnie na zawsze
lub na… krótko.
Hanna Banaszak, Piotr Zubek
Mam złe lata i dobre dni Wojciech Młynarski
Rozplatam smutnych myśli sto
nad cienką dnia herbatką,
ty o to dbasz niewiele, bo
widujesz mnie dość rzadko.
Twój uśmiech ulatuje
i na miejskim niknie niebie,
cóż mam ci odpowiedzieć,
gdy znów spytasz: "Co u ciebie?".
Mam złe lata i dobre dni,
na pełny los mam pustych dziesięć,
jak dobry wstęp - to finał zły,
jak ciepły maj - to zimna, długa jesień.
Mam złe lata i dobre dni,
nadziei liść na smutku strudze,
proporcja marna, ale cóż,
przyzwyczaiłam się i już,
obietnicami już dawno się nie łudzę...
Lecz gdy czasem w lustrze,
zawiedziona srodze,
przyjrzę się zmęczonym oczom swym,
bywa, że popuszczę
swej fantazji wodze,
szczęście ciężko przekląć rada bym!
Szczęście na to: "Czy
dopomóc umiesz mi?
Inaczej z tobą się nie bawię!".
Chwilę się waham, po czym - hyc,
umykam jak przelotny widz,
nie umiem zrobić nic w tej sprawie...
Lecz miast powiedzieć wszystko to,
mówię ci: "Jakoś leci",
a ty, rzecz jasna, wierzysz, bo
faceci są jak dzieci.
Potem odchodzisz poprzez śnieg
czy przez jesienne liście,
czas wraca na jałowy bieg
i myślę - rzeczywiście:
Mam złe lata i dobre dni...
Życie me nie wzmaga
nieśpiesznego tętna,
ale jedna myśl rozjaśnia wzrok -
życie to jest waga
trzystasześćdziesiętna -
w dzień się równoważy marny rok...
Ciepły miejski maj
w tej ważnej sprawie mi
takie podsuwa stanowisko
i już nie straszy mnie rok zły,
bo dnia któregoś przyjdziesz ty -
i w jeden dzień odegram wszystko!
A potem znów odejdziesz,by
kolejny świt przypomniał mi,
że mam złe lata i dobre dni...