Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młynarski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młynarski. Pokaż wszystkie posty

Zuzanny jeszcze śpią - Wojciech Młynarski

Gustav Klimt

Wojciech Młynarski
Zuzanny jeszcze śpią

Nim przytuli je piasek złoty
Zanim zalśni w oczach lica blask
Nim się panów kłopoty
Zaczną raz po raz
Zanim pierwszych wyznań przyjdzie czas

Zu-Zuzanny jeszcze śpią, jeszcze śpią
Jeszcze słodko śpią
Jeszcze na sposobów sto kryją urodę swą
Nieustanny westchnień cel
Westchnień cel, męskich westchnień cel
Od Nicei aż po Hel, od Nicei po Hel

Zu-Zuzanny jeszcze śpią, jeszcze śpią
Śpią spokojnym snem
Mądre panny, nie ma co
Już ja coś o tym wiem
Łączą w miękki senny gest
Dłonie dwie niby z rymem rym
Zu-zupełnie obcy jest
Wszelki pośpiech im

Wkrótce się niejedna zabieli
Chmurka troski wokół męskich czół
Przez Zuzannę w kąpieli pan niejeden czuł
Serca drżenie i marzenia snu

A chwilowo one śpią, jeszcze śpią
Śpią spokojnym snem
Mądre panny, nie ma co
Już ja coś o tym wiem
Łączą w miękki senny gest
Dłonie dwie niby z rymem rym
Zu-zupełnie obcy jest
Wszelki pośpiech im

Lecz gdy plażę słońca krąg
Będzie miał wreszcie w mocy swej
Zu-Zuzanny spojrzą w krąg
Zu-zuchwale, że hej
Dojrzą wokół panów dość
Lecz i dość koszów bądź co bądź
Zdąży kosza każdy pan od Zuzanny wziąć

Młodość świętego Mikołaja - Wojciech Młynarski


Młodość świętego Mikołaja


Wojciech Młynarski


Młodość świętego Mikołaja
Oj, to nie była młodość łatwa
Toć o prezenty już od maja
Mu wysyłała z Ziemi listy dziatwa
No i wytrzymaj tu, człowieku
Kiedy z rozkazu Pana Bozi
Z powodu zbyt młodego wieku
Prezentów ci nie dają wozić
"Ludzie czekają na prezenty"
Mawiał Mikołaj Bogu w niebie
A Bóg mu na to: "Panie święty
Sam siebie wzywam już przez ciebie
Prezenty ludziom co najlepsze
Szykuję tutaj, panie dzieju
Lecz mu je wydasz, święty Pietrze
Aż się Mikołaj zestarzeje"

Mikołaj na to Panu Bozi:
"To niech kto inny za mnie wozi"
Lecz Bóg się nie dał w kaszy zjeść:
"Ciebiem przeznaczył był i cześć"
Mikołaj na to już bez tchu:
"Toć ja się przecież mogę u-
Charakteryzować, o!"
A Bóg mu na to: "Ho, ho, ho"
"Wyobraź sobie, Wilia huczna
A dziecko cię za brodę - cap
A broda, panie dzieju, sztuczna
A ty ze wstydu w kark się drap
Wprzód masz być stary, starość bystra
Mądrzej prezenty sypie z worka
A gdy ci trafi się marksista
Nie każesz mówić mu paciorka"...

Więcej się przeto nie odgrażał
Święty Mikołaj Panu Bogu
Tylko pokornie się postarzał
I wtedy pierwszy raz wyruszył w drogę
A gdy obejrzał już dokł
adnie
Tę najwspanialszą z planet - Ziemię
Puknął się mocno w swoje ładnie
Siwizną przyprószone ciemię
Mrucząc: "Lat tyle mi się ckniło
Za tą siwizną i zmarszczkami
Wcześniej mi tutaj zajrzeć było
Pomieszkać trochę z Ziemianami
Gdybym zszedł wcześniej w ziemską sień
Toć bym posiwiał w jeden dzień"...
Jazz

1971


Wyk. Wojciech Młynarski, Piotr Machalica

Sposób na bezsenność - Wojciech Młynarski


Sposób na bezsenność


Wojciech Młynarski


Kłopotów różnych taka moc
Na porcję składa się codzienną
Że kiedy wreszcie przyjdzie noc
Cierpimy często na bezsenność
Walczyć z nią nieraz próżny trud
Skręca człowieka na posłaniu
I wreszcie wczoraj - istny cud
Znalazłem nagle sposób na nią

Proszę, słuchajcie mnie uważnie
Oto mój na bezsenność sposób
Należy siłą wyobraźni
Przywołać twarze kilku osób
Potem się trzeba przyjrzeć im
I położywszy się na wznak
Albo na boku, mniejsza z tym
Powoli liczyć tak

Numer jeden - to ten pan
Co robótki robi podłe
Drugi ten, co za złe ma
Że ci w życiu się powiodło
Trzeci z czwartym wzrokiem złym
Gapią się spod ciężkich powiek
Orzeszkowa kiedyś im poświęciła całą powieść

Numer piąty to ten ktoś
Kto cię spycha, by wypłynąć
Numer szósty to ten gość
Co poderwał ci dziewczynę
Siódmy ten, co cieszy się
Że ze strachu przed nim drżysz
A ósmego już nie widzisz
Śpisz, spokojnie śpisz

Bo sposób to najprostszy i wypróbowany
Przed snem policzyć barany

Wojciech Młynarski, Piotr Machalica

Nie ma jak u mamy - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski, Piotr Machalica
Nie ma jak u mamy

Ona jedna dostrzegała
W durnym świecie tym jakiś ład
Własną piersią dokarmiała
Oczy mlekiem zalewała
Wychowała jak umiała
A gdy wyjrzał już człek na świat
Wziął swój los w ręce dwie
I nie w głowie mu było, że

Nie ma jak u mamy
Ciepły piec cichy kąt
Nie ma jak u mamy
Kto nie wierzy robi błąd
Nie ma jak u mamy
Cichy kąt ciepły piec
Nie ma jak u mamy
Kto nie wierzy jego rzecz

A tymczasem człeka trawił
Spać nie dawał mu taki mus
Żeby sadłem się nie dławić
Lecz choć trochę świat poprawić
Nieraz w trakcie tej zabawy
Świeży na łbie zabolał guz
Człowiek jadł z okien kit
Lecz zanucić mu było wstyd

Nie ma jak u mamy...

Te porywy, te zapały
Jak świat światem się kończą tak
Że się wrabia człek pomału
W ciepłą żonę, stół z kryształem
I ze szczęścia ogłupiały
Nie obejrzysz się nawet jak
W becie już ktoś się drze
Komu nawet nie w głowie, że...

Ballada o dwóch koniach - Wojciech Młynarski

Wojciech Młynarski, Piotr Machalica
Ballada o dwóch koniach

Ech, ubawi Was ogromnie
W parę chwil balladka ta:
Raz w zaprzęgu szły dwa konie,
Szły w zaprzęgu konie dwa.
Pierwszy był to koń posłuszny,
Który w galop, cwał czy trucht
Pięknie ruszał, grzecznie ruszał
Na najmniejszy bata ruch.

Za to drugi koń był hardy,
Nieposłuszny, pędziwiatr,
W biegu szybki, w pysku twardy,
Furda lejce, furda bat!
Zaś gdy chodzi o woźnicę,
Co na koźle z batem tkwił,
Bardzo on to kierownicze
Stanowisko lubił był.

Ten woźnica dnia każdego
Myślał, mrużąc ślepia złe:
Skarcę konia niegrzecznego,
Gotów jeszcze kopnąć mnie!
Lecz coś przecież począć muszę
Albo z kozła ruszać precz,
Autorytet się mnie kruszy,
Autorytet ważna rzecz...

Po czym w stajni, już przy żłobie
Ten woźnica bat swój brał,
Brał go tęgo w dłonie obie
I... grzecznego konia prał...
A do niegrzecznego mawiał,
Strojąc głos na srogi ton:
Jak się będziesz, draniu, stawiał,
To zarobisz tak jak on!

Z tej balladki smakowitej
Niech popłynie morał w świat:
Gdy mieć pragnie autorytet
Tchórz, co w ręku trzyma bat.
Kto się stawia, ten ma z tego
Mimo wszystko jakiś zysk,
A kto słucha i ulega,
Ten najpierwszy bierze w pysk...

1986

Dobranoc panu, panie Bzowski - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski, Piotr Machalica
Dobranoc panu, panie Bzowski

Zaśnij spokojnie, przyjacielu,
Dobranoc panu, panie Bzowski,
Sen emeryta w Pe eR eL-u
Przedmiotem jest szczególnej troski.

A pan wciąż, jeśli mam być szczery,
Rozkoszne lubi pleść androny,
Twierdząc, na przykład, że „emeryt"
Znaczyło kiedyś „zasłużony".

Kiedyś znaczyło, dziś nie znaczy,
Stare pojęcia trafił szlag,
To nie jest powód do rozpaczy,
Ale postępu piękny znak.

Kiedyś kiełbasa była z mięsa,
Cukier rozpuszczał się, klej kleił,
A jak sen przysiadł ci na rzęsach,
Nie zasypiałeś bez nadziei...

Dziś jest pan na przedwczesnej rencie
I są kłopoty spore z panem,
Pan w czarnej skrzynce swej pamięci
Za dużo ma zapamiętane.

Po co pamiętać, panie Bzowski,
Jakąś nadzieję, cukier, klej,
Ech, przydałby się łut sklerozki
I żyłoby się panu lżej...

Dobranoc panu, panie Bzowski,
Jeszcze, nim pana sen dogoni,
Niech pan posłucha ciekawostki,
Zauważonej bez ironii:

Pan nie wie, patrząc zmierzchem w lustro
I myśląc: „Jak mi gęba zbrzydła...",
Że jedną nocą - czarną, pustą
Mogą wyrosnąć panu skrzydła!

I wiatr wesoły panu świśnie,
Że trzeba ufać, trzeba żyć...
Niech się te skrzydła panu przyśnią.
Dobranoc panu. Spać pan idź

5 dni z życia emeryta - 1984

Taka piosenka, taka ballada - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski, Piotr Machzlica
Taka piosenka, taka ballada


Oj, lubicie wy piosenki
z byle jakich słów i nut,
co sprzedają swoje wdzięki,
ale zimne są jak lód,
albo tanim makijażem
pacykują ten nasz świat,
no, a mnie się ciągle marzy
już od kilku ładnych lat...

Taka piosenka, taka ballada,
co byle czego nie opowiada,
bo słów jej szkoda, bo krew nie woda,
bo nagli czas;
taka piosenka, taka ballada,
która naszemu życiu wykrada
w nagłym porywie to, co wstydliwie
skrywamy w nas;
taka piosenka, taka ballada,
co dzień i noc się za tobą skrada,
depcze po piętach - czujna, natrętna
jak Anioł Stróż;
taka piosenka, taka ballada,
co wie, kto ciężar na siebie zadał,
a kto swe życie w czek bez pokrycia
zamienił już...

Można wpychać tanie słowa
do piosenki jak pod klosz,
można do niej wynajmować
tanie fakty za psi grosz.
Z tą piosenką ci do twarzy,
ludziom drwina wciąż nie w smak,
ale mnie się ciągle marzy,
no a mnie mnie tak bardzo brak...

Takiej ballady, takiej piosenki,
co po próżnicy gęby nie strzępi,
bo czasu szkoda, bo krew nie woda,
nie woda krew;
a mnie się marzy taka piosenka,
która się gorzkiej prawdy nie lęka,
jest prosta, szczera, słów nie dobiera,
gdy wpada w gniew;
a mnie się marzy taka ballada,
co z cudzych grzechów się nie spowiada,
sercem się rządzi i nie zabłądzi
w tandetny kram.
I zawsze, kiedy nad kartką siadam,
wierzę, że znajdę taką balladę,
że jeszcze kiedyś taką balladę
zaśpiewam wam...

1968

Daj Des - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski, Piotr Machalica
Daj Des 💙

Moja żona ma na imię Desdemona,
z moją żoną mi się życie nie układa,
a gdy nazbyt bywa na mnie rozżalona,
to uciekam wtedy przed nią do sąsiada.
Sąsiad mój nie znalazł jeszcze swojej pani,
słowem – cierpi na problemów moich brak,
oprócz tego ślicznie gra na fortepianie,
staję przy nim i nucimy razem tak:
Daj Des
Daj, Desdemono, kłótniom tym spokój,
destrukcji uczuć mych nie prowokuj,
Daj as
A z tamtym panem zdrady nie planuj,
Daj ges
Gestykulację zbytnią opanuj,
nie rękoczyń – lecz pogawędź,
na rozpaczy nie pchaj krawędź,
bądź mi żoną, czułą żoną,
Desdemono, Desdemono...
I znowu daj Des
Daj, Desdemono, kres poniewierce,
Daj zdes
Zdesperowane błaga cię serce,
Daj as
A z tamtym panem nie gadaj, błagam,
Daj w ges
W gestii to mojej zostaw – już ja go
ja go, ja go... już przekonam,
kogo wartaś, Desdemono,
kto ci pragnie wiersze mówić,
szczęścia gniazdko z tobą uwić...

Kto posprząta po sobie od jabłek ogryzki,
kto nie będzie ci błocił mieszkania w dzień słotny,
kto wyjeżdża daleko, lecz chęci jest bliski,
by na wszelki wypadek mieć bilet powrotny,
kto sercowych przez ciebie ma nadmiar kłopotów,
kto ci pragnie we wszystkim, co czynisz, pomagać,
kto wyjeżdża daleko, lecz wrócić jest gotów,
jak paź paść do twych stóp i cię błagać...
I znowu daj Des
Daj, Desdemono, cel dwóm istotom
desygnowanym ku wspólnym wzlotom,
Daj as
Daj aspiracje szersze w czyn wcielić,
Daj ges
Gestem swym jednym zechciej rozbielić
ciemnej troski noc złowrogą
i pokochaj wreszcie kogoś,
kto już walczyć nie ma siły, nie ma siły, nie ma siły...
Daj es
E, skończyłem...

1966

Obrazy: Cesar Santos

Moje ulubione drzewo - Wojciech Młynarski


Moje ulubione drzewo


Wojciech Młynarski


Pomnę, jak zielone porty mijał kajak śmigły,
jak mi smakowały „Sporty” nad jeziorem Wigry.
Wieczorami nad namiotem krzyżowałem wiosła,
ogień miotał iskry złote, a pod borem rosła...

Moje ulubione drzewo – leszczyna, leszczyna,
jak ją za mocno przygiąć w lewo – to w prawo się odgina,
a jak za mocno przygiąć ją w prawo – to w lewo bije z wprawą,
a stara sosna szumi radosna: „Brawo, brawo!...”.

Upór, co mi z oczu błyska – leszczyny dziedzictwo!
Jak mnie do ziemi los przyciska, ona mi szepcze: „Nic to...”.
A jak prostuję się, wtedy ona powtarza mi: „Tak trzymaj”.
Moje drzewo ulubione – leszczyna, leszczyna...

Posiwiała ta Bożenka, w której się kochałem,
postarzała się piosenka, którą jej śpiewałem,
lecz znad Śniardw, znad Czarnej Hańczy, znad jeziora Jamno,
wszędzie, gdzie los ze mną tańczy, wszędzie idzie za mną...

Moje ulubione drzewo...

Więc ochraniaj ją miłośnie – o każdej dnia dobie,
chroń leszczynę, która rośnie nad Hańczą hen – i w tobie...
Chroń tę leszczynę, co wciąż od nowa prostuje się zajadła,
trzeba by cały las wykarczować, żeby padła!

A ty, mój zielony borze,
chroń we mnie nadzieję,
że póki latem jeden orzech
szczęśliwie się wysieje –
znów pójdzie z boru w młodniak zielony
i pójdzie z ojca w syna
moje drzewo ulubione –
leszczyna, leszczyna!

Wyk. Wojciech Młynarski, Piotr Machalica

Przedostatni walc - Wojciech Młynarski


Przedostatni walc


Wojciech Młynarski


Wolno bardzo do mnie mów, kochana
Słodko bardzo do mnie mów, kochana
Walc przenika mnie od stóp do głów
Wchłania nas choreografia
Lecz zapomnieć nie potrafię
Że przedo-, już przedostatni raz  tańczę

Trzeba cenę swoją znać, kochana
Trzeba trzeźwo życie brać, kochana
Trzeba wyczuć, kiedy wstać i   wyjść
Trzeba wyczuć kiedy w szatni
Płaszcz pozostał przedostatni
I czy to już przedostatni walc

Nim skrzypną drzwi, nim podam ci
Okrycie zwierzchnie
Ty wczuć się chciej w smak chwili tej
Co zaraz pierzchnie
Zaraz pierzchnie

O, gdyby
Gdyby inni, tak jak my, kochana
Porzucili piękne sny, kochana
Ileż spraw to uprościłoby
Gdybyż inni potrafili
W odpowiedniej wyczuć chwili
Że już przedostatni raz tańczą 

Zubi, zubi zu....
Roznamiętniam się wokalnie
Lecz myśl wraca momentalnie
Że i mnie mój przedostatni walc czeka

Chciałbym cenę swoją znać, kochani
I tak chciałbym, psia go mać,  kochani
Żeby wyczuć, kiedy wstać i wyjść
Żeby wyczuć, kiedy w szatni
Płaszcz pozostał przedostatni
I że to mój przedostatni walc

Wyk. Wojciech Młynarski, Piotr Machalica👉👉👉

Alkoholicy z mojej dzielnicy - Wojciech Młynarski


Alkoholicy z mojej dzielnicy


Wojciech Młynarski


Alkoholicy z mojej dzielnicy
siedzą na murku jak ptaszki,
slangiem najczystszym mówią mi:
"Mistrzu, zbrakło nam trochi do flaszki..."

"Jak wiele zbrakło?" - cokolwiek zakło-
potany, pytam nieśmiało,
a oni głucho i wargą suchą szepcą:
"Zabrakło na całą! "

Bilonu blaszkę daję na flaszkę,
znam ich - z tematu nie zbaczam,
w głębi jest neon i mój Panteon -
teatr z ulicy Jaracza.

A oni szczerzą gęby dziobate,
sieknięte wiślanym wiatrem,
gęby dziobate mówią mi: " Ate-
neum jest pięknym teatrem!"

A oni mówią: "Wiesz pan, dlaczego
teatr ogólnie jest piękny?
Bo teatr to jest płacz, kolego,
bo teatr to jest śmiech, kolego!
O to są te trzy elementy!".

Tak jak przywykli - poszli i znikli
w alkoholowym na Dobrej,
oczka nieduże i w gębie żużel,
łykną i bluzną: "Niedobre!"

A ja poczułem, że mi się zbiera,
zanim dobiegnę do pointy,
na płacz, cholera,
na śmiech, cholera,
no, na te trzy elementy!



Wyk. Wojciech Młynarski
Piotr Machalica
Wiktor Zborowski 👉👉👉

Wysocki - Jagiełło - Pieśń rozbójnicza

Włodzimierz Wysocki - Разбойничья песня
Wojciech Młynarski - Pieśń rozbójnicza


Michał B. Jagiełło

W smutnym kraju pełnym trosk
W dalekiej guberni
Nie oszczędzał chłopcu los
Kolców ani cierni

Poznał chłopak krzywdy smak
Opił się nieszczęściem
Cięgi zbierał i to tak
Że nie można więcej

Pij truciznę do zatraty
Tego dobra mają w bród
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w knut

Kto przegrywa, musi iść
Z torbami przez ramię
Życie jak pajęcza nić
Rwie się pod palcami

Tych zaś, których wywiódł świat
Na rozstajne drogi
Porwał, poniósł, cisnął wiatr
Za więzienne progi

Nie wypuszczą, choćbyś płakał
Zatnij zęby, cierp i milcz
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w bicz

Nocą słychać piły zgrzyt
Nie próżnują cieśle
Kat przychodzi skoro świt
Wiele za wcześnie

Machnij ręką póki czas
Nie teraz to później
Wyszykują sznur w sam raz
Wygodny i luźny

Śpij spokojnie, na swój szafot
Jeszcze się nie spóźnił nikt
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w stryk

👉TUTAJ w przekładzie Marleny Zimnej

Wysocki - Młynarski - Moskwa - Odessa


Москва-Одесса - Moskwa-Odessa

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

Raz który lecę z Moskwy do Odessy
I znowu, psiakrew, odwołali lot,
Wynika to ze słów jej wysokości stewardessy
Majestatycznej jak Aerofłot.

Kolejny komunikat zabrzmiał znów,
Że nad Murmańskiem wyż i niebo szczere,
Przyjmuje Kijów, Kiszyniów i Lwów,
A ja tam nie chcę! Mnie tam po cholerę?

Radzili mi: Pod inne leć adresy
I nie licz, bracie, że się stanie cud!
I co też ci odbiło? Komunikat był z Odessy,
Że mgła i na startowych pasach lód!

A w Leningradzie pełna odwilż już,
No, a na przykład w takim Tbilisi
Ląduje się wśród pól kwitnących róż...
A ja tam nie chcę! Mnie ten adres wisi!

Już słyszę - do Rostowa odlatują!
A ja tak pragnę być w Odessie mej...
Mnie ciągnie właśnie tam, gdzie od trzech dni już nie przyjmują,
Mnie korci taki zakazany rejs!

Ja muszę, gdzie zawiało śniegiem fest,
Gdzie zaspy i ogólnie ciężki teren!
Gdzie indziej jasno i przytulnie jest...
A ja tam nie chcę! Mnie tam po cholerę?

Stąd mnie nie wypuszczają, tam znowu nie wpuszczają,
Przygnębia mnie mieszanych uczuć splot,
Uśmiechy stewardessy coraz mniej mnie pocieszają,
Majestatycznej jak Aerofłot!

Przyjmuje ziemi mej najdalszy kąt,
Gdzie jak polecę jeszcze mi dopłacą,
Przyjmuje Władywostok - czort, nie port,
I Paryż - a ja nie chcę! Mnie tam na co?

Ja wierzę - rozpogodzi się, silniki znów zagrają,
Już słyszę je i serce w gardle mam..
Znów siedzę jak na szpilkach: a nuż znowu odwołają,
Znów znajdą mnóstwo przyczyn, ja ich znam!

Ja muszę jak najszybciej być tam,
Gdzie mróz siarczysty hula po kolędzie,
Przyjmuje Londyn, Delhi, Magadan,
Przyjmują wszędzie - a ja nie chcę wszędzie!

Daremnie gaszę smutek, co w serce mi się wessał,
W to serce, co powinno bić jak młot,
Do rana rejs odkłada stewardessa - miss Odessa,
Majestatyczna jak Aerofłot...

A pasażerom nawet nie drgnie brew,
Pokornie na walizkach spać próbują,
Dojadło mi to wszystko, ech, psiakrew!
Mam tego dość i lecę, gdzie przyjmują...

Wysocki - Młynarski - W górach


ВЕРШИНА - W GÓRACH


Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

Tu każdy swój szczyt odnajdzie wśród chmur
Kamienne potoki spływają tu z gór
Tu krok nieostrożny i już lecisz w przepaść jak głaz
I można niejeden obejść próg
Lecz nam się zachciewa trudnych dróg
Jak marszu w pierwszej linii w wojny czas

Kto z losem tu mógł za bary się brać
Ten wie, co jest wart, ten wie, na co go stać
Bo choćbyś tam w dole odwagi miał w sobie za stu
Na dole tam nie znajdziesz, nie
Przez całe szczęśliwe życie swe
Ni jednej dziesiątej tych trudów, tych cudów, co tu

Wśród kwiatów i wstąg nie będą cię nieść
Z gładkości drwi nagrobnych rzeźb
Ten kamień, co spokój wieczysty być może ci da
I tylko jak znicz, co świt, co świt
Zapłonie dla ciebie w słońcu szczyt
Któregoś nie zdobył i który zwycięsko wciąż trwa

I niech mówią i niech kraczą niech
Świat w marszu pożegnać mniejszy grzech
Niż sadłem się w miękkim piernacie zadławić wśród snu
A znajdą się i tak i tak
Ci, którzy twój podejmą szlak
I dojdą do celu i w piersiach nie zbraknie im tchu

A wisząc u pionowych ścian
Na traf szczęśliwy nie licz tam
Prezentów od losu nie zyskasz tu ty, ni twój druh
Licz tylko na swe ręce dwie
Na dłoń przyjaciela i módl się
By była łaskawa wam lina wiążąca was dwóch

I stopnie rąb i wytęż wzrok
I cofać nie próbuj się nawet o krok
A w chwili zwycięstwa, gdy serce rozśpiewa się zbyt
Zachłyśnij się radością swą
Nim zaczniesz zazdrościć temu, co
Zaczyna marsz i niezdobyty przed sobą ma szczyt

Vertikal - 1966

Wysocki - Młynarski - Bolszoj Karietnyj

 
Большой Каретный - Bolszoj Karietnyj

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

Wielkie Karetne


Gdzie twe siedemnaście lat?
Na Bolszom Karietnom
Gdzie w twe oczy 500 wat
Na Bolszom Karietnom
Gdzie twój bębenkowy gnat?
Na Bolszom Karietnom
Gdzie cię nie ma akurat?
Na Bolszom Karietnom



Jeśliś poznał bracie adres ten
Wspomnisz go na jawie i przez sen
Stracił życia pół, zmarnował czas
Kto na Karietnom nie był chociaż raz
Dwa, trzy, cztery

Gdzie twe siedemnaście lat?
Na Bolszom Karietnom
Gdzie w twe oczy 500 wat?
Na Bolszom Karietnom
Gdzie twój bębenkowy gnat?
Na Bolszom Karietnom
Gdzie cię nie ma akurat?
Na Bolszom Karietnom

Choć zmieniono fronton numer trzy
Dusza nie przestaje wyć jak wilk
Choć wyjedziesz do najdalszych miast
Myślami wrócisz pod ten dom nie raz
Dwa, trzy, cztery

Gdzie twe siedemnaście lat...

Wojciech Młynarski, Siergiej Biezrukow

Jak ktoś jest żłób będzie żłób - Georges Brassens


Georges Brassens - Le Temps ne Fait Rien à l'Affaire
Piotr Machalica - Jak ktoś jest żłób, będzie żłób


Wojciech Młynarski

Ledwo ze skorupki pokażą czub, już hop-siup
Drą pisklęta dziób, że każdy dorosły – to żłób!
A gdy już im włos siwieje, to w głos z głębi płuc
Starcy charczą w krąg, że każdy, kto młody – ten buc!

Ja, człek niemłody i niestary,
Słów na ten temat miałbym parę:

A, co bym miał – tak myślę sobie:
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Bez żłobu, czy przy wspólnym żłobie,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Dogada się – proszę Kolegi –
Stary wał i debiutant wał,
Żłób, co zna niegdysiejsze śniegi
I żłób-żółtodziób na schwał!

Młody żłobie mój, co wśród pał i dwój w ławce trwasz,
Nie przecz, proszę, oj, że za wała ojczulka masz!
Stary żłobie, hej, i ty wardze swej zadaj trud,
By wyznała to, że każdy, kto młody – ten fiut!

Ja, człek niemłody i niestary,
Słów na ten temat miałbym parę:

Tu czas i wiek nie ma znaczenia,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
W młodości dniach i w smudze cienia,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Dogada się, proszę kolegi,
Stary wał i debiutant wał,
Żłób, co zna niegdysiejsze śniegi
I żłób-żółtodziób na schwał!

I jeszcze bis – proszę uprzejmie:
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
W powiecie, czy w Wysokim Sejmie,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Więc wsłuchaj się w sens naszych rymów,
Myśli spręż i uwagę zdwój:
A teraz dość tych pseudonimów!
Jak ktoś jest…

https://drive.google.com/file/d/0B7fLbPFkiXkdRzlXc0Y3YjQzQ0k/view

Tutaj w wykonaniu W. Młynarskiego

Trąbeczko... - Georges Brassens


Georgea Brassens - Les Trompettes De La Renommée
Trąbeczko, ty imię me sław

Wojciech Młynarski


Opisze piosnka ta, niech słucha - kto ciekawy,
Jak różne dźwięki ma trąbeczka ludzkiej sławy,
Na przykład - ja, gdy grad popularności spadł,
Wysłuchiwałem rad, setki rad, mądrych rad,
Że mam niewąski dług wdzięczności u Publiki,
Opisać bym więc mógł swe świńskie sekreciki,
Bo jeśli powiem „nie", zapomną wszyscy mnie
I wtedy pierwszy raz szepnąłem sobie, że

Trąbeczko!
Ty imię me sław
Rozumnie i nie krzycz jak paw...

Czy tak się właśnie mam zajmować swą reklamą,
Że, znając kilka dam, ujawniać z jaką damą,
Gdzie, ile razy, jak - gdzie, ile razy, tak,
Że w Kamasutrze scen, takich scen raczej brak!
Gdy złożyłbym choć raz podobną deklarację,
Penelop ileż by straciło reputację,
Z Odysów każdy zaś, jeżeli nie jest kiep,
Zza węgła mógłby mi dać - cel pal - kula w łeb!

Postanowiłem więc, Szanowna Publiczności,
Nie demonstrować wam publicznie mej męskości,
Postanowiłem, że zarezerwuję ją
Dla mych lekarzy i tych pań, co ze mną śpią.
Choć macie na to chęć, ja jestem czarna owca,
Wywiadów mych i zdjęć nie oddam do brukowca,
Bo werble sławy brzmią donośniej, co tu kryć,
Nie tylko, kiedy w nie genitaliami bić!



A może bym wam dał emocji więcej trochę,
Gdybym się nagle zdał tym, co inaczej kocha,
Jedwabne ciuchy, o, i miękkie ruchy, o,
Gazeli wzrok i chód. Ludzie, czy to nie to!
I byłby wielki szum i pieprznych plotek fura
I w domu gości tłum, co drugi to dwurura,
Gdy myśli ktoś, że to dowartościuje go,
To wolna droga, lecz wolę dewizę mą

I myślę sobie tak, że nad sensacji marność
Wzlatuje wolny ptak - skromniutka popularność,
Co nie narzuca się i ma problemów moc,
Gitarę chwyta i nad kartką ślęczy w noc.
Gdy nie rozumie jej dyrektor, stróż czy cieśla,
Nie przekonuję ich - ja ich po prostu skreślam,
A kto mnie słuchać chce, ten dobrze wie, że ja,
Że jeszcze lauru liść nie przyrósł mi do łba!

Wyk. Piotr Machalica, W. Młynarski, J. Bończyk

Każda blondynka - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski
Każda blondynka

Doświadczenie jest poniekąd kwestią wieku,
wiek wyznacza doświadczenia kategorię,
z wiekiem także nagromadza się w człowieku
dość przesłanek, aby wysnuć z nich teorię.
I ja właśnie mam teorię taką jedną,
nieomylną, empiryczną prawdą tchnącą
i bezbłędnie trafiającą w samo sedno,
a teoria owa brzmi następująco:

Że każda, każda blondynka
niewinna, łagodna i cicha,
każda, każda blondynka
na męską niedolę czyha
i wady jej – nie zalety,
przechylają wad i zalet wagę,
i każda, każda blondynka, niestety,
jest przeze mnie brana pod uwagę…

Mam kolegę, co ma sporo blond doświadczeń
i sprzed nosa już czterdziecha mu ucieka,
mówi: „Stary, powiem ci, jak na to patrzę,
ja w blondynce chcę dokopać się człowieka.
Nieodmiennie tak wciąż go już obserwuję
i rezultat jego zmagań tak bym ujął,
że nie on się w nich człowieka dokopuje,
ile one jemu strasznie dokopują.

Bo każda, każda blondynka,
gołąbka bladolica
to siedmiu nieszczęść kuzynka
i pecha siostrzenica,
i wierzyć jej będę jak kretyn,
a ona we mnie każdą wmówi blagę,
i każda, każda blondynka, niestety,
jest przeze mnie brana pod uwagę…

Ilem fotografii na kawałki pociął
i nie cieszy mnie to ani odrobinę,
że największy, najgorętszy w piekle kocioł
jest specjalnie przeznaczony dla blondynek.
To jest chwila, jedna chwila, w chwili tejże,
choćbym nawet gardził sobą przeogromnie,
ja za blond warkoczem muszę się obejrzeć
i oglądam się raz jeszcze. I jest po mnie.

Bo każda, każda blondynka,
gołąbka bladolica,
to siedmiu nieszczęść kuzynka
i pecha siostrzenica
i będę przez nią aż do dna
mój marny los jak cierpką pił Alpagę,
i każda, każda blondynka, niestety,
jest przeze mnie brana pod uwagę…

1979