Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysocki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysocki. Pokaż wszystkie posty

Wysocki - Zimna - Troja


Песня о вещей Кассандре - Troja

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Długo Troję niepokoił wróg uparty,
Ale twierdza się przed wrogiem nie ugięła,
Gdyby tylko wysłuchała słów Kasandry,
Może z mapy by w ogóle nie zniknęła.

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie,
Zgotował Troi już zagładę podły los!",
Coś przepowiedzieć, albo też za dużo wiedzieć
To jak świat światem oznaczało - iść na stos...

I kiedy nocą wnętrze konia drewnianego
Śmierć, wietrząc zdobycz łatwą, opuściła,
Z tłumu, zdobywców twardą ręką karanego,
Ktoś nagle krzyknął: „To ta wiedźma zawiniła!"

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie...

W dniu strasznej klęski, w dniu zagłady nieuchronnej,
Który zgodnością z przepowiednią wielu zdziwił,
Tłum by na pewno wypowiedział własną wojnę,
Aby wymierzyć tradycyjnie sprawiedliwość.

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie...

Koniec historii można ująć w kilku słowach:
Gdy jakiś Grek się wreszcie dostał do jej domu.
Nie jak Kasandrę ją niestety potraktował,
Lecz jak zwycięzca - prosty i nienasycony.

Ona krzyczała: „Me przeczucie mnie nie zwiedzie...


Grzegorz Wiśniewski

Prawda i Blaga - Włodzimierz Wysocki


Притча о Правде и Лжи - Prawda i Blaga

Włodzimierz Wysocki - Alosza Awdiejew


Prawda subtelna, wytwornie ubrana chodziła
Każdy wesoły, choć goły, miał przykład z niej brać
A blaga prostacka tę prawdę do siebie zwabiła
”Zostań, odpocznij, wszak możesz spokojnie tu spać”

Kiedy zaś prawda naiwna na dobre usnęła
Śniła rozkosznie i miękko wtuliła się w koc
Blaga brutalnie z niej całe okrycie ściągnęła
Grzejąc swe ciało jej ciepłem spędziła tę noc



Rano gdy prawda z letargu ocknęła się wreszcie
Naga i sadzą pokryta zmarznięta na kość
Strach ją ogarnął i wstyd, jak pokaże się w mieście
Czy w tej postaci okropnej rozpozna ja ktoś

Śmiała się jednak, gdy w pierś jej kamienie ciskali
”Blaga to zwykła, choć chodzi ubrana jak ja!”
Dwaj urzędnicy protokół rozległy spisali
W którym z godności ją chcieli obedrzeć do cna

I choć naga prawda na Boga się klęła wciąż słabła
Długo musiała się tułać i żebrać jak dziad
A Blaga tymczasem już gdzieś konia z rzędem ukradła
Na którym butnie przemierza do dziś cały świat

Mówią, że ktoś tam o prawdę zaciekle wojuje
Lecz w jego mowach tej prawdy nie widać ni krzty
Może ta prawda naprawdę nam zatryumfuje
Jeśli od Blagi nauczy się reguł złej gry

Bywa, że czasem pół litra zaszumi ci w głowie
I nawet nie wiesz, gdzie zaśniesz, bo padniesz i cześć
Mogą do naga oskubać naprawdę panowie
Patrz, chytra Blaga w twych portkach wybiera się gdzieś
Patrz, twój zegarek chce Blaga na bazar już nieść
Patrz, do historii chce Blaga z dowodem twym przejść

Wysocki - Orkisz - Kopuły


КУПОЛА - KOPUŁY

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz


W co zapatrzeć się mam, czym zachłysnąć się da
Gdy powietrze przed burzą takie ciężkie
Co wyśpiewam ja sam, co usłyszysz ty tam
Ptaki z baśni śpiewają dziwnie pięknie

Jeden z nich łasi się tak radośnie do rąk
Pobratymców przyzywa z gniazd dalekich
Lecz tuż obok spuścił głowę smutny biały ptak
I nie umiem odgadnąć za czym tęskni

Niechby rozedrgało myśl
Roztańczonych strun sześć
W skrzydłach ptaków dla mnie dziś
Nadzieja kryje się

W sinym niebie rosyjskim dzwonnicami przekłutym
Dzwon miedziany, miedziany dzwon
To szaleje z radości, to z gniewu
A kopuły pokryte szczerym złotem są
Żeby częściej Wszechmocny dostrzegał



Stoję jak przed odwieczną zagadką i jak
Przed bajecznie ogromnym narodem
Przesolonym, gorzkim, skwaśniałym, błękitnym
I źródlanym, a przecież samogonem

Z błotem w chrapach, tłustym i gęstym
Grzęzną konie me, po pas, po brzuch
Ale wloką mnie, wloką przez to mocarstwo
Co rozkisłe, opuchłe od snu

Niechby rozświetliło noc
Staroruskich księżyców sześć
W skrzydłach ptaków dla mnie dziś
Nadzieja kryje się

Na mą duszę, wytartą ustępstwami co dzień
Na mą duszę wytartą jak łach
Jeśli do krwi już skrawek pocieniał
Złote łaty naszyję, niechaj złotem się mienią
Żeby częściej Wszechmocny dostrzegał

Obrazy: Aleksander Atoyan, Michaił Nesterow, Dmitrij Kołpasznikow

Wysocki - Orkisz - O szpitalu


ПЕСНЯ О ГОСПИТАЛЕ - O SZPITALU

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz


Żyłem sobie jak w Madrycie
Na Arbacie, razem z mamą
Teraz leżę tu na pryczy
Obandażowany cały
Co tam sława, co tam Kława
Siostra nasza - dobry śnie
Umarł sąsiad mój, ten z prawej
A ten z lewej - jeszcze nie

No i kiedyś ten po lewej
Zaszkodziło mu, czy jak
Mówi do mnie: hej, kolego
Ale nogi to ci brak
Jakże to? Nieprawda, ludzie
Toż on kłamie! Głupi żart
Obetniemy tylko palce
Doktor mi powiedział tak

Ale potem ten po lewej
Wciąż się śmiał i drwił za dwóch
Nawet jeśli przez sen bredził
Też o nodze coś tam plótł
Szydził ze mnie: Oj, nie wstaniesz
No i z żoną - szkoda słów
Gdybyś tylko tak, kolego
Z boku się zobaczyć mógł

Żebym ja kaleką nie był
Żebym z wyra mógł się zwlec
Ja bym temu tam po lewej
Gardło przegryzł w biały dzień
Chcę uprosić siostrę Kławę
Koc żeby odkryła mi
Byłby mi powiedział prawdę
Sąsiad z prawej, gdyby żył

Wysocki - Orkisz - Wróciłem


Я полмира почти через злые бои - Wróciłem

Włodzimierz Wysocki -
Paweł Orkisz


Przez świata prawie pół, przez lata bojów krwawych
Przebiłem się, przebrnąłem z batalionem
Z powrotem za to, w zamian za odwagę
Wieźli mnie sanitarnym eszelonem

Pod sam rodzinny próg powieźli półtonówką
Za rogiem pewnie zaraz ta drynda się rozkraczy
Jak oniemiały stałem, a z komina dym
Unosił się, lecz jakoś tak inaczej

Jakby okna bały spojrzeć w oczy mi
Gospodyni nie zaniosła się płaczem
Do piersi nie przylgnęła, zaskrzypiały drzwi
Rękami zamachała i do chaty

I zaszczekały na łańcuchach psy
Ręką im pogroziłem i wlazłem do sieni
O coś obcego potknąłem się i
Szarpnąłem drzwi, kolana się ugięły

Patrzę: za stołem, na moim miejscu, tam
Nowy gospodarz, nachmurzony cały
Kufajka na nim, gospodyni przy nim
Więc to dlatego psy mnie obszczekały

A więc to tak? Więc w tym samym czasie
Kiedy ja w ogniu pędziłem wroga
Ten mi tu wszystkie rzeczy przewiesił
I poustawiał na swoją modłę

Służyliśmy „bogu” - wojna to zły bóg
Nieraz w nas artyleria biła
Ale śmiertelną ranę dostałem właśnie tu
Zdrada od tyłu w serce strzeliła

I pomalutku zgiąłem się w pół
Zebrałem całą siłę woli
Wybaczcie, towarzysze, że zbłądziłem tu
Przez pomyłkę, w obce progi

Więc pokój wam, szczęście, chleba na stół
Żeby w tym domu zgoda gościła
A on ni słowa nie raczył rzec
Jakby to właśnie tak trzeba było

I zaskrzypiała podłoga w sieni
Zamknąłem drzwi, wyszedłem z domu
Okna się tylko za mną otwarły i
Zapłakały po kryjomu

Wysocki - Orkisz - Okręty


КОРАБЛИ - OKRĘTY

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz


A okręty jak wiatr, dzisiaj tu, jutro tam.
One jednak wracają, choć deszcz i słota.
I pół roku nie minie, zobaczymy się znów.
Potem znowu odejdę na pół roku...

Wszyscy wrócą i tak, prócz przyjaciół sprzed lat
I prócz kobiet kochanych i oddanych najbardziej.
Wszystkich możesz znów mieć, oprócz tych, których chcesz.
Ja nie wierzę losowi, a sobie już najmniej...

Lecz uwierzyć bym chciał, że nie musi być tak,
I że już wkrótce przestanie się palić okręty.
Wtedy wrócę i ja, wśród przyjaciół i w snach.
I pół roku nie minie, zaśpiewam jak kiedyś...


Grigorij Leps, Projekt Wołodia

Wysocki - Fedecki - Maratończyk


Марафон - Maratończyk

Włodzimierz Wysocki - Ziemowit Fedecki


Biegnę, biegnę wciąż przed siebie gdzieś,
Zasuwam po tartanie,
A regulamin pić i jeść,
I spać mi też zabrania.

Może właśnie teraz poszedłbym na spacer nucąc jakąś pieśń
Lub skoczył na śniadanie.
A guzik! Biegnę, biegnę wciąż przed siebie gdzieś,
Zasuwam po tartanie.

Abisyńczyk Sem Bruch
Za wirażem znikł jak duch,
A jeszcze dziś trenerów dwóch
Mówiło mi, że Sem Bruch
To nasz - tak mówili - abisyński druh.

No proszę, do przodu druh jak burza gna,
Ja pocę się i sapię,
Lecz się pocieszam, że raz-dwa
Swój drugi oddech złapię.

W razie czego poczekam na trzeci dech,
Choć schnie mi w gardle ślina,
A już na czwartym czy piątym, choćbym zdechł,
Dogonię Abisyna.

Ładnie to tak? Prawdziwy druh
Nie ucieka, kiedy kolega spuchł.
A jeszcze dziś trenerów dwóch
Mówiło mi, że Sem Bruch
To nasz - tak mówili - abisyński druh.

W termometrze skacze rtęć,
Przegrana z góry walka.
Dla Sema kilometrów pięć
W upale to normalka.

Na takiej Syberii, jakby jeszcze padał śnieg,
Tam na klimacie by się naciął.
Tutaj, jak chce, wygrywa ze mną bieg,
A ja co? Ja nic! Tylko go rugam macią.

Mało mu jeszcze? Niech to jasny szlag!
Zdublował mnie skubany, hak mu w smak!
Szkoda słów, ładny mi druh!
Jak mu tam, zapomniałem, Acha, Sem Bruch -
Nasz abisyński druh.

Wysocki - Kołakowski - Dom psychicznie chorych


Песня о сумасшедшем доме - Dom psychiczne chorych

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Marnych artystów trzeba truć
Prowincjonalną scenę rzuć
Czy to jest teatr, pytam
Czy psychicznie chorych dom
Prorocza wizja spełnia się
Do wariatkowa wzięli mnie
Mięciutkie ściany, okien brak
A drzwi bez klamek są

Na korytarzach świrów tłum
W oczach agresja, w głowach szum
Sanitariusze lubią bić
Lub zimną wodą zlać
To medycyny nowy cud
Terapia poprzez lęk i głód
Z jedzenia okradają mnie
Boję się jeść i spać

Dziś do czytania dali mi „Idiotę”
Dostojewski drwi z normalnych ludzi
Zło jest złem, nie metaforą zła
Gogola nie wspominam już
Bo tutaj nie ma martwych dusz
A każda żywa dusza
Na kaftanie numer ma

Literatura testem jest
Każdą reakcję, każdy gest
Wyśledzą, zanotują
Jaki efekt impuls dał
Ktoś w izolatce wali łbem
O ścianę, krzycząc, że jest psem
Pawłowa, pielęgniarki gryzł
Bo Nobla dostać chciał

Dziś pan profesor wyznał mi
Ja tracę zmysły, a czy ty „Lolitę” znasz?
Do gabinetu w nocy musisz wpaść
O Boże! Jest naprawdę źle
Wolę cenzurze poddać się
Nie leczą nieprawomyślności
Prochy ani maść

Dlatego czytam zamiast śnić
Analfabetą wtórnym być nie umiem
Choć z przypadków te najcięższe tylko znam
Błagam ja, ze mną, dla was, was
Puśćcie kto kogo, komu czas
Do domu jego, jemu, nim
Nim się zabije sam

Wysocki - Kołakowski - Zero-siedem


НОЛЬ СЕМЬ - ZERO SIEDEM

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Jedna noc i piosenka gotowa,
Ale komu zaśpiewać ją mam?
Jaki numer ma międzymiastowa?
Zero siedem - nie mogę być sam.

- Tak bym chciał, pani wie, Paryż, moja śliczna!
- Tu telefonistka numer siedemdziesiąt dwa.
- Śpieszę się! Zatem niech będzie błyskawiczna!
- Proszę mówić, linia wolna! - Kochana, tak, to ja!

Całą noc przy słuchawce wariuję
I przeklinam centralę na głos.
Kto rozmowy mi reglamentuje
Z ludźmi, którzy zmieniają mój los?

- Jeszcze raz! - A to pan? - Znowu coś przerwało!
- Tu siedemdziesiąta druga - Pani głos mój zna?
- Ten sam numer? - Gdyby tak szybciej się udało...
- Połączenie! Proszę mówić! - Kochana, tak to ja!

Mój telefon stał się świętą ikoną,
Biblią Świętą numerów jest spis,
A dziewczyna z centrali Madonną.
Dzięki niej mam spotkania bez wiz.

- Połącz mnie! - Linii brak! - Pomóż mi, kobieto!
- Tu siedemdziesiąta druga, robię co się da!
- Anioł panią zesłał mi! - Czy pan jest poetą?
- Nic nie słyszę! - Proszę mówić! - Kochana, tak, to ja!

Znam te wszystkie przerwane rozmowy,
Słowa ciszy rzucone na żer.
Nie zamilknę i jestem gotowy
Wciąż zaczynać od zera, dwóch zer!

- Słyszysz mnie? To znów ja! - Paryż, zgodnie z planem?
- Nie, tym razem z innym krańcem świata mówić mam!
- Co mam łączyć? - Połącz mnie może z Magadanem,
Mój przyjaciel bardzo długo już żyje właśnie tam.

Każda noc jest jak pieśni bezbronna,
Chcę być blisko, a jestem hen hen.
I na jawie śni mi się Madonna,
Tak do ciebie podobna jak sen.

- Kilka słów! Modlę się! - Może cud się zdarzy?!
- Noc się kończy, ale nie doczekam chyba dnia.
- Każda z nas o takim połączeniu zawsze marzy,
- Czeka się, gdy kocha się! - Kochana, tak, to ja!

Fot. W. Wysocki i M. Vlady

Wysocki - Kołakowski - Ostatni wiersz


И снизу лед, и сверху - Ostatni wiersz

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Marinie

Pode mną lód i zbita kra nade mną.
Czy przebić strop, czy wgryźć się w twarde dno?
Wynurzyć się, nadziei łyk zaczerpnąć
I czekać znów na nie wiadomo co.

Lodowe pole, z głośnym trzaskiem pęka.
Na czole pot jak prosty oracz mam.
Powrócę jak okręty w mych piosenkach.
Ten stary wiersz najlepiej chyba znam.

Mniej niż pół wieku żyłem, liczyć nie ma czego.
Dwanaście lat chroniłaś mnie, a z tobą dobry Bóg.
Mam o czym śpiewać przed obliczem Najwyższego -
Rozgrzeszy mnie najcichsze z moich słów.

Pode mną lód i zbita kra nade mną.
Czy przebić się?...

Wyk. Roman Kołakowski, Nikita Dżigurda

  👉TUTAJ z tekstem Agnieszki Osieckiej

Wysocki - Kołakowski - Dlaczego Aborygeni...


ПОЧЕМУ АБОРИГЕНЫ СЪЕЛИ КУКА
DLACZEGO ABORYGENI ZJEDLI COOKA

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


No, po co szukać wciąż nowego kraju?
Już lepiej w starym żyć jak młody bóg!
Dzień wspominając, gdy cudowny brzeg Hawajów
Odkrył przypadkowo żeglarz Cook.

Najpierw pomyślał, że przypłynął do Australii,
Daleki ukrył się za mgłą...
A na tym lądzie kanibale wśród azalii
Jedli - specialite a la maison.

I właśnie tam Aborygeni zjedli Cooka.
Dlaczego? Przyczyn nie zna nauka.
Ja myślę, że się nikt sensacji nie doszuka -
Jeść im się chciało, więc zjedli Cooka.

A może ich zawiodła translatorska sztuka
I zdanie: Świetny smak ma kok w załodze Cooka!
Zabrzmiało jak zachęta, żeby go zaciukać,
Lecz zamiast koka stuknęli Cooka.

Kok miał w kokpicie kokę, Cook na koka fukał:
Nie roznoś koki po kajutach, do kaduka!
Zginiemy, gdy wśród nocnych wacht powstanie luka!
I Cook miał rację, bo nie ma Cooka.

Kok zrozpaczony zażył koki na frasunek
I krzyknął: Dzicy zjedli Cooka przez szacunek!
Inną teorią niech pamięci nikt nie bruka -
Chwilą milczenia uczcijmy Cooka!

Więc wódz krajowców, chociaż miał naturę mruka,
Przeprosił koka, gdy mu zwracał kości Cooka,
A kok kokilką kokosową się z nim stukał...
Już mu się śniła Cooka peruka!

Do dziś Aborygeni z Cookiem kłopot mają,
Gryzą się i kuku na muniu wprost dostają,
Gdy na historii ludożerstwa uczeń duka,
Że dobry człowiek był z tego Cooka!

Wysocki - Kołakowski - Liryczna


ЛИРИЧЕСКАЯ - LIRYCZNA

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Tu drzewa są smutne i drżą cały czas,
Tu ptaki śpiewają trwożliwie -
Ja wiem, pewnie ktoś zaczarował ten las
I żyć tu nie można szczęśliwie.

Usychają czeremchy i wiatr wieje zły,
Zimny deszcz ziemię tnie z pasją dziką
Ja cię muszę stąd zabrać, zaufaj więc mi -
Pałac mam wypełniony muzyką.

Ten las czarnoksiężnik przede mną chce skryć
Na tysiąc lat świetlnych. Daremnie.
Nieprawda, że świat taki ciemny ma być
Jak ten, w którym żyjesz beze mnie.

Zamiast rosy o świcie na trawie lśnią łzy,
Księżyc mrokiem się dzieli z gwiazdami.
Ja cię muszę stąd zabrać, zaufaj więc mi -
Pałac mam wypełniony wierszami.

Ten dzień musi nadejść. Nadzieję wciąż mam,
Że kiedyś mnie szeptem zawołasz,
A ja - ja na rękach zaniosę cię tam,
Gdzie nikt nas odnaleźć nie zdoła.

Wyrwę cię z tego świata, lecz szansę mi daj,
Mroczny las zmienię w jasne przestrzenie.
Dla nas dwojga w szałasie też może być raj,
Jeśli pałac był tylko złudzeniem...

👉TUTAJ w przekładzie Pawła Orkisza

Fot. 2. Marina Vlady w filmie "Czarownica"

Wysocki - Kołakowski - Przewrót


Переворот в мозгах - Przewrót

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Przewrotu widmo znów nawiedza kraj
Przewraca nam się w głowach, niby zdrowych
Zapragnął szatan piekło zmienić w raj
Dla starych diabłów i pokoleń nowych

A jeden czart przy kotle numer sześć
Co rajskim był agentem już od dawna
Szyfrogram wysłał – oto jego treść
Zabawa w raj piekielnie jest zabawna

Właściwie wszyscy tylko dobra chcą
Ku pięknu dąży każda kreatura
Więc zlikwidować czas placówkę mą
Już niepotrzebna w piekle agentura

A szatan obciął ogon, wyrwał kły
I z takim odmienionym wizerunkiem
Przemawiał w radiu, ocierając łzy
Że tylko raj dla piekieł jest ratunkiem

Rozległo w piekle się hip hip hura
Niech wspólny cel uświęci wspólną pracę
W społecznym czynie każdy diabeł ma
Po siedem grzechów głównych dać na tacę

Do boju wzywał trąb piekielnych dźwięk
Wygramy tę batalię – Boże drogi
Grzeszników w piekle nie opuszczał lęk
Aniołom w raju wyrastały rogi

Do piekła szły, co rajem było już
Ku światłu wiodła ciemna droga w błocie
A szatan szydził z nieśmiertelnych dusz
Bezwarunkowo wróci dożywocie

Czy szatan był kretynem? Raczej nie
Choć z tajnych akt i kretyn coś wygrzebie
I diabły i anioły bały się
Na wszystkich miał papiery, oprócz siebie

Tak raj się zmienił w pomyleńców dom
Gdzie nawet diabły czuły się jak w matni
Podniosły bunt, a on porzucił tron
I zaklął szpetnie, chyba raz ostatni

Na ziemię uciekł, nie wie nikt kim jest
Stosuje jednak wciąż sposoby stare
Wymusza skomląc litościwy gest
W kościelnej kruchcie złóżcie mi ofiarę

Jakiemu Bogu służy? Czort go wie
Za kogo się podszywa w naszym kraju?
Tak łato raj zamienia w piekło się
A szatan w piekle może żyć jak w raju…

Wysocki - Kołakowski - Dzień urodzin porucznika milicji


День рождения лейтенанта милиции в ресторане "Берлин"
Dzień urodzin porucznika milicji w restauracji "Berlin"

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski

Kto się potrafi wczuć w rozterki wiernej duszy?
Dziś mundur mi przynosi tylko wstyd.
Wypijmy jednak za funkcjonariuszy.
Za tych z milicji nie pije nikt!

Wziąłem pół litra w restauracji „Berlin” -
Są tu panienki, co lubią śmiech i gwar.
Może zaproszę je? Mam w domu dwie konserwy.
Będzie zakąska, gdy zamkną nocny bar.

Wiem, że alkohol tej nostalgii nie zagłuszy.
Dziś mundur mój to towarzyski zgrzyt.
Wypijmy jednak za funkcjonariuszy.
Za tych z milicji nie pije nikt!

Tu byle dziwka ma kosmiczne honorarium,
Ja - urodziny i pustkę w sercu mam,
Łzy gorzkie muszę lać i wódkę do akwarium
I z glonojadem do świtu gadać sam.

Kto bryłę świata dziś z wygodnych posad ruszy,
Jeśli nie my - za taki marny wikt?!
Dlatego pijmy za funkcjonariuszy.
Za tych z milicji nie pije nikt!...

Wysocki - Kołakowski - Ballada o dzieciństwie


Баллада о детстве - Ballada o dzieciństwie

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Ja się na ten świat podły nie pchałem
Mimo woli zaczęło się życie
Ciemną nocą poczęty zostałem
Urodziłem się jednak o świcie

Spokój miałem przez dziewięć miesięcy
Rok nie wyrok - pojąłem to w mig
Suto, ciepło, bezpiecznie, cóż więcej
Może chcieć człowiek nim pozna krzyk

Jest dokument ważniejszy od wierszy
W swej metryce mam wpis drukiem tłustym
Że na wolność wyszedłem raz pierwszy
W tysiąc dziewięćset trzydziestym ósmym

Winnych długo w pamięci szukałem
Winnych zsyłkom, rewizjom i łzom
Urodziłem się, trwałem, przetrwałem
Na Mieszczańskiej stał mój pierwszy dom

Złowieszczy krzyk w ciemności dopada mnie co dnia
I nie wiem wciąż kto krzyczy - przyjaciel, wróg, czy ja
Czy tylko echo krzyku na domu wraca próg
Systemem korytarzy, systemem ślepych dróg

Zamknięte drzwi na głucho
A z czterech świata stron
Labirynt, tunel, kanał
Piwnica, bunkier, schron

Nie schodziła do schronu sąsiadka
Gdy syrena nad miastem zawyła
Wojna nie przerażała trzylatka
Tylko matka się strasznie martwiła

Każdy dzielił zapałkę na czworo
Naród cierpiał, cierpiałem i ja
Bardzo ciężko musiało być, skoro
Na konserwy zabrali mi psa

Wojna dla nas legendą się stała
Całą wojnę się w wojnę bawiłem
„Wcześniak” na mnie dzieciarnia wołała
Chociaż wcale wcześniakiem nie byłem

Wszędzie wokół czyhali wrogowie
Kto w niewoli - ten zdrajca i wróg
Powracali do domów ojcowie
Chociaż obcy już był domu próg

Złowieszczy krzyk...

Podłe czasy nas wychowywały
Człowiek rósł, a wartości karlały
I płynęły, gdzie trzeba kanały
I wpadały, jak trzeba, gdzie miały

Dzieci byłych sierżantów, majorów
Dziś patronów stadionów i szkół
Dokonały własnego wyboru
W własnej woli stoczyły się w dół...

Mirosław Baka, Artur Barciś
Mirosław Czyżykiewicz i in.

👉TUTAJ pełny tekst utworu

Wysocki - Zimna - Pieśń o przyjacielu


Песня о друге - Pieśń o przyjacielu

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Gdy w twym życiu się zjawił ktoś,
Kto wygląda jak równy gość,
Ale nie wiesz, czy szczery jest,
Czy na pokaz ma gest.
Weź go w góry na stromy stok,
Nie odstępuj go tam na krok.
Jedna lina niech łączy was -
Dla was dwóch to w sam raz.

Gdy zobaczysz, że stchórzył, bo
Od początku mu kiepsko szło,
A gdy dłoń skaleczoną miał,
Wniebogłosy się darł.
Lepiej pogoń go precz raz-dwa,
Na niewiele się taki zda,
Takich w góry nie warto wieść,
I nie o nich ta pieśń.

Jeśli druh twój przez całe dnie
Ani razu nie skarżył się,
A gdy spadłeś, to właśnie on
Zaraz podał ci dłoń.
Jeśli dzielnie przy tobie stał,
Jak do boju na szczyt się rwał,
Wiedz, że odtąd przez cały czas
Przyjaciela w nim masz.

Wyk. Mirosław Baka

👉TUTAJ w przekładzie Pawła Orkisza


Вертикаль (1967) - Vertikal'

Wysocki - Zimna - Moja cygańska


Моя цыганская - В сон мне - желтые огни
Moja cygańska

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

I znów jakiś żółty blask
Nocą mi się przyśnił.
Krzyczę przez sen: Jeszcze czas!
Rano coś wymyślisz.
Ale rano znów ten sam
Smutek do mnie wraca.
Palę na czczo, dwieście gram
Piję, lecząc kaca.

Da, ech raz, da, jeszczo raz,
Da, jeszczo mnogo-mnogo-mnogo-mnogo raz...
Da, jeszczo raz, piję, lecząc kaca.

W szynku biały obrus, stół
I zielone sukno.
Błazen by tam rozkosz czuł,
A mnie źle i smutno.
W cerkwi półmrok, światła brak,
Bicie dzwonów z wieży.
W cerkwi wszystko też nie tak,
Nie tak, jak należy.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Nie tak jak należy.



Pnę się, własny gubiąc cień,
Ścieżką kamienistą,
A tam tylko olchy pień,
Razem z lichą wiśnią.
Gdyby nawet piął się bluszcz
Tym ponurym zboczem,
Żebym nie powtarzał już:
Wszystko źle się toczy.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Wszystko źle się toczy.

Na spotkanie z Bogiem gnam,
Znaleźć go nie mogę,
Mam przed sobą ciemny las
I w nieznane drogę.
W lesie licho ma swój dom,
Baba Jaga pokój,
A u kresu drogi są:
Szafot, kat i topór.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Szafot, kat i topór.

Jakiś jeździec szuka dnia,
Lecz i tak nie znajdzie.
Nie ma sensu droga ta,
A jej kres - tym bardziej.
W cerkwi, w szynku, tu, czy tam,
Ciemno, źle i zimno.
Nie tak wszystko, mówię wam,
Nie tak, jak powinno.

Da, ech raz, da, jeszczo raz...
Nie tak, jak powinno.

Włodzimierz Wysocki, Siergiej Biezrukow
Mirosław Czyżykiewicz

👉TUTAJ w przekładzie Pawła Orkisza

Wysocki - Zimna - Piosenka rozbójnicza


Разбойничья песня - Piosenka rozbójnicza

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Tam, gdzie wściekle wyje wiatr,
W ciemnej, złej guberni
Zbierał sobie pewien chwat
Kolce oraz ciernie.

I garściami smutek pił,
Kiepsko mu się wiodło.
Gorzki jego żywot był -
Gorzej być nie mogło.

Pij truciznę, pij, nie żałuj!
Ona nie kosztuje nic.
Sznurek kręci się pomału,
Lecz i tak się skręci w bicz!

Los przegranych goni wciąż
Hen, po Bożym świecie!
Życie toczy się jak grosz,
Pajęczyna rwie się.

A kto nie żałował nóg, swoich nóg
Kto się wiatru napił,
Tego w końcu wicher zmógł,
Ten do lochu trafił.

Prędzej się spodziewaj śmierci,
Niż współczucia - taki świat!
Sznurek się powoli kręci,
Lecz i tak się skręci w bat!

To doprawdy dziwny kraj,
Tutaj na człowieka
Szubienica, albo pal,
Albo sznurek czeka.

A wisielcom diabeł sam
Liże gołe pięty.
Co za życie - mówię wam! -
Smutek i udręka!

Nie rozpaczaj i nie żałuj,
Łzy tu biorą za zły znak.
Sznurek kręci się pomału,
Lecz powieszą cię i tak!

W nocy młotka słychać stuk -
Nie próżnuje cieśla.
Jeszcze ujrzysz słońca wschód -
Tu się wcześnie wiesza.

Gdyby przełożono kaźń, twoją kaźń
Co by ci to dało?!
Tak czy owak minął czas,
Nic ci nie zostało!

Lepiej w celi sobie poleż,
Lepiej już zaciśnij pięść,
Sznurek kręci się powoli,
Ale zawsze niesie śmierć!

Beata Lerach, Anna Ozner
Magda Piotrowska, Margita Ślizowska


👉TUTAJ w przekładzie Michała B. Jagiełły