Tej nocy wszystko w nas było szaleństwem,
złowróżbne mroki świeciły przez gęstwę,
coś tam mamrotały aryki
i Azją pachniały goździki.
Tej nocy szliśmy z wolna obcym miastem
przez skwar północny, przez pieśni niejasne,
pod znakiem Skorpiona na niebie,
nie śmiąc nawet spojrzeć na siebie.
Mogło w Stambule to być lub w Bagdadzie,
lecz nie w Warszawie i nie w Leningradzie -
i jakże wśród tych obcych cieni
czuliśmy się tam zagubieni.
Wydawało się: idą z nami wieki,
i niewidzialna biła dłoń w bębenki,
a dźwięki, jak znaki tajemne,
prowadziły nas w nocy ciemnej.
W mgle tajemniczej, z ciemności utkanej,
szliśmy przed siebie po ziemi nieznanej,
gdy wtem diamentową feluką
księżyc powiódł nas starym brukiem.
Lecz gdy ci kiedyś ta noc się przypomni,
to nie odpędzaj jej, nie oprzytomnij
bo wiedz, że się komuś przyśniła
ta noc, której może nie było.
Gdyśmy się po raz ostatni spotkali
na bulwarze, dokąd zwykliśmy przychodzić,
Newa groziła przyborem fali
i miasto żyło w obawie powodzi.
Mówił o lecie, mówił także o tym,
że być poetką - to absurd po prostu.
Jakże pamiętam sobór białozłoty
i twierdzę Pietropawłowską!
Bo i powietrze dziwne - jak dar boży
cudowne, że odetchnąć nie śmiesz.
I w chwili tej dane mi było stworzyć
ostatnią z wszystkich obłąkanych pieśni. Czyta: Magda Zawadzka
Obrazy: Aleksiej Ryczkow
Królewiczu, ty na próżno
inną byś mnie widzieć pragnął.
Moje usta tylko wróżą,
nie całują już od dawna.
Nie sądź, że w malignie mrocznej
albo przytłoczona troską
nawołuję i proroczę -
takie jest moje rzemiosło.
Ale umiem sprawić więcej,
by się rzecz przedziwna stała -
i na wieki weźmiesz serce
tej, co twoje w lot zabrała.
Sławy pragniesz - więc mnie spytaj,
choć odpowiedź jest niełatwa.
To matnia mrokiem okryta -
nie ma szczęścia tam ni światła.
Odejdź, więcej nie oczekuj,
zapomnij o mnie za progiem.
A ja, kochany, ten grzech twój
wezmę na siebie przed Bogiem.
Czyta: Magda Zawadzka
Fot. Nina Szackaja
Załamała ręce pod szalem.
"Tak pobladłaś, co z tobą, miła?" -
To dlatego, że cierpkim żalem
I goryczą go dziś napoiłam.
Wyszedł chwiejąc się... Jak zapomnieć?
Twarz ściągnięta bólem, załamany...
Bez poręczy zbiegłam nieprzytomnie
I pobiegłam za nim do bramy.
Zdyszana krzyknęłam: "To żarty!"
Żarty wszystko! Umrę - zostań przy mnie!"
On spokojnie, z uśmiechem pogardy
Odpowiedział: "Nie stój na zimnie".
Zwarła dłonie...
Maria Helena Szpyrkówna
Zwarła dłonie żałobnie pod szalem...
- Czemuś blada, choć oczy bez łez?
- Bo mu duszę goryczą i żalem
Napoiłam po brzeg i po kres.
Zataczając się, wyszedł ode mnie -
Gorzkim skurczem ból usta mu zwiódł.
Zbiegłam za nim schodami przez ciemnię,
Biegłam za nim bez tchu aż do wrót.
Zawołałam: “To żart! Tyś mi drogi!
Wróć!... Nie wrócisz - więc nie chcę już żyć...”
I ten uśmiech męczeński i wrogi,
I te słowa: “Zaziębisz się. Idź.”
Czyta: Magda Zawadzka
1
Nie tygodnie, nie miesiące - lata całe
Rozstawaliśmy się. I oto koniec
Świeżym chłodkiem wolności powiało,
Siwy wianek ubielił skronie.
Nie ma zdrad już, nieporozumień,
I nie słuchasz co dzień do rana,
Jak się sączy dowodów strumień
O słuszności mej niezrównanej. 2
I tak jak bywa zawsze w dniach rozstania,
Widmo dni pierwszych zapukało ciche.
Pod wichrem szczęścia wierzba rozpłakana
Wdarła się siwych gałęzi przepychem.
I nam, zgorzkniałym, szalonym, wyniosłym,
Z wzrokiem utkwionym z pomieszania w ziemię,
Zaśpiewał o tym ptak szczęśliwym głosem,
Jak niegdyś kochaliśmy się wzajemnie... Leopold Lewin
3Ostatni toast
Piję za dom zrujnowany,
I za złe życie moje,
I za samotność we dwoje,
Za ciebie piję, kochany,
Za kłamstwo warg, co zdradziły,
Za chłód, co w oczach się jawi,
Za świat okrutny, niemiły,
Za to, że Bóg nie zbawił.
Czyta: Grażyna Barszczewska
Pachną kwiaty, pachnie ziemia
Fioletami wieczór gra
W bramie płacze rudy szczeniak
Zaraz ktoś mu mleka da
Do piekarza biegnie panna
Pantofelki modne ma
W rynku wrzawa nieustanna
Czy to ktoś do ślubu gna
Wesoły wieczór, wesoły wieczór
Jakby w dzień zaręczyn
A dookoła, a dookoła
A dookoła sami dobrzy Niemcy
Dobry Niemiec z dobrą Niemką
Dobre dziecko w wózku pcha
Obłok niebem płynie lekko
A ja mam szesnaście lat
Mama z papą dziś nie wyszli
Choć pięknieje nieba skłon
Papa znowu się zamyślił
A ja lubię mieszkać w Bonn
Wesoły wieczór, wesoły wieczór...
"Dziś wygraliśmy wybory"
Mówi papa - "W prawo patrz"
"Dziś wygraliśmy wybory"
Mówi papa - mama w płacz
Pachną kwiaty, wieczór świeci
Szkoda czasu dziś na łzy
Na podwórku wrzeszczą dzieci:
"Stary niedźwiedź mocno śpi"
Spokojny wieczór, spokojny wieczór
Jakby w dzień zaręczyn
A dookoła, a dookoła
A dookoła sami dobrzy Niemcy
Spokojny wieczór, spokojny wieczór
A dookoła sami dobrzy Niemcy...
Anna Achmatowa Читая Гамлета Czytanie Hamleta Mieczysława Buczkówna
Przy cmentarzu - piaskiem wiało z ugoru,
a dalej - błękitniała rzeka.
Powiedziałeś: "No cóż, idź do klasztoru
lub za mąż za głupca, nie zwlekaj."
Tak potrafią mówić tylko książęta,
lecz ja nie zapomnę tej rozmowy -
niech przez wieki spływa, wtedy zaczęta
jak z ramion płaszcz gronostajowy.
Tajemny mur w zbliżeniu ludzkim bywa,
Namiętność nie pokona go ni miłość -
Choćbyś do warg w palącej ciszy przywarł,
Choćby z pragnienia serce ci krwawiło.
Ni przyjaźń mocy tych nie zdoła przemóc,
Ni czas, co wzniosłe szczęście opromienia,
Gdy obca sercu swobodnemu
Leniwa rozkosz ukojenia.
Szaleni ci, co dążą do niej,
Kto posiadł ją - goryczą się napoił...
Rozumiesz teraz, czemu pod twą dłonią -
Tak czułą - milczy serce moje.
Jeśli jesteś mężczyzną opiekuńczym, Głos wewnętrzny raz po raz w tobie woła -
Ty się nie dław w egoizmie
Jak w zalewie własnej tuńczyk,
Ale bacznie się rozejrzyj dookoła.
Bo ta chwila już się zbliża nieuchronnie,
I nastąpi, nim dzień o zmierzchu zgaśnie,
Kiedy staniesz poruszony,
Rozczulony przeogromnie -
Bowiem z tobą twarzą w twarz stanęła właśnie:
Bidusia, naiwniusia,
Ta malusia, tak bezradna dokolusia,
Te usteczka ledwie tchnące,
Te oczęta niewiedzące,
Jak się plącze cienka losu pajęczusia.
Łodyżka, żabka, pliszka,
Przerażona i bezradna szara myszka,
Trzeba się nachylić do niej,
Wziąć pod rękę, siatkę ponieść,
Odprowadzić ją do ciotki na Dantyszka. Opiekuńczy twój instynkt aż łka:
„To bidusia, więc pomóc jej trza!"
A bidusia, już widocznie ma to w genach,
Że gdy czuje pomocną dłoń mężczyzny,
W lot zamawia w knajpie danie
„Siedem smaków biznesmena"
I na pokaz odważnej mknie bielizny!
Dom mężczyzny raz-dwa zamienia w butik,
„Szmal koś, misiu!" – i zaśmiewa się perliście,
A mężczyzna tego słucha,
Się nerwowy robi mu tik,
No i myśli: „ czy to abyrzeczywiście?
Bidusia? Naiwniusia?...
Łodyżka? Żabka? Pliszka?
Przerażona i bezbronna szara myszka?
Te oczęta zapłakane,
Te rączęta załamane,
Co cię skreślą, gdy twych akcji przyjdzie zniżka?!
Mój mężczyzno, i cóż krzywisz twarz?
Chciałeś się opiekować - to masz!
Więc jeżeli coś panom mam doradzić,
Intelektu potrząsnę tutaj kwiatem
I do wniosku niegłupiego
Pragnę wywód mój sprowadzić -
Być bidusią - to jest sprawdzony patent!
Więc nim nowe pan zechce zrobić błędy,
Ja bym miała dla pana sposób taki:
Przyduś, przyduś do biduś
Opiekuńcze swe zapędy
I sam spróbuj poudawać przez czas jakiś
Bidusia, naiwniusia,
A niedługo wcale czekać będziesz musiał,
By na sposób przeuroczy
Zamrugały damskie oczy
Jak iskierka z popielnika na Wojtusia.
Bidusiem, naiwniusiem
Bądź, a miękka dłoń pogładzi twoje włoski
I najczulsze spłyną słówka,
I pomyśli śliczna główka:
„Oto, ach, mężczyzna jest szczególnej troski...."
To jest to, na to nabrać się da
Nawet taka bidusia jak ja...
Anna Achmatowa Данте - Dante Włodzimierz Słobodnik Il mio bel San Giovanni. Dante - Inferno
Nawet i po śmierci nie powrócił
Do prastarej, bliskiej mu Florencji.
Gdy odchodził, ani się obrócił,
Jemu śpiewam pieśń tę najgoręcej.
Noc, pochodnia i ostatni uścisk,
Dzikie wycie losu brzmi za progiem.
Z głębi piekła na nią klątwę rzucił
I pamiętał o niej w raju błogim.
Ale bosy, w koszuli pokutnej,
Z zapaloną świecą już nie przeszedł
Po Florencji, niskiej i okrutnej,
Upragnionej, wiarołomnej, butnej...
Do lad, do kantorów, do kas
I czas, który pędzi jak wariat.
W tym zgiełku zabrakło nam pauz,
A życie to nie jest piekarnia.
Potrzebne nam czas oraz przestrzeń
I oddech czyjś bliski w noc grzeszną.
Na niebie po burzach i wietrze
Zachodzi czerwone słoneczko.
Odpocznij, odpocznij, kochanko i żono,
W łagodnym pejzażu po boju,
By wreszcie, by wreszcie odzyskać straconą
Tę siłę, tę siłę spokoju.
Odpocznij!
Już dość masz tych napięć, tych słów,
Rzucanych kamieniem z ekranu.
Już dość gadających masz głów,
Wyborców stawianych pod ścianą.
Wieczorem niech będą wieczory,
A rankiem niech ranek się srebrzy.
Niech w głowie nie szumią te spory,
Kto większy, silniejszy, mądrzejszy.
Gdy zgasł jupiterów już blask,
Łagodnie się sączy świec światło.
Odpocząć, zanurzyć się czas,
W tę naszą najmniejszą prywatność.
Tej ciszy cudownej nam trzeba,
Gdy słychać, że z kranu coś siąpi.
Pod oknem wam życzę Romea,
Co przyniósł dojrzałe poziomki.