Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowak T.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowak T.. Pokaż wszystkie posty
Jak się przed tobą wytłumaczę - Tadeusz Nowak
Marcin Styczeń
Jak się przed tobą wytłumaczę
Tadeusz Nowak
O, życie moje, nieprzytomne życie.
Wśród ludzi chodzę, których się dotyka
ustami, ręką, wzrokiem, wyobraźnią.
Czy wy mnie, ludzie, smutku oduczycie,
co we mnie rośnie, rośnie jak muzyka,
gdy bębny ziemi moje stopy drażnią?
Wciąż mi się zdaje, że już dawno jestem
tam, dokąd idę z podniesioną głową.
A przy mnie usta zaciska surowo
ojciec wpatrzony w miedzę pod butami
i twardej ręki niecierpliwym gestem
wskazuje niebo krążące nad nami.
I cóż mu powiem? W oczy mu popatrzę,
schylę się nisko do rąk dostojeństwa,
a on pomyśli o miejskim teatrze,
gdzie ponoć uczą kłamliwej pokory,
i twarz odwróci od gestu błazeństwa,
i pójdzie siwą łąką na nieszpory.
Jak się przed tobą, ojcze, wytłumaczę
z różańca, który po ziarnku gubiłem
w ogromnym lesie, co się za mną czerni,
gdy na twe ręce tak pokornie patrzę,
jakbym roztrwonił wszystko, co mi dałeś.
A łąką idą ukorzyć się wierni.
Ballada ułańska - Tadeusz Nowak

Wanda Warska
Ballada ułańska
Białe pole, białe
A woda czerwona
Żołnierz na tym polu
Żołnierz na tym polu
Żołnierz w polu kona...
Zasiejemy pole
Oczyścimy wodę
Na chleb, na urodzaj
Na chleb, na urodzaj
Na naszą swobodę...
Zieleni się pole
Zboże na nim kwitnie
Wrócimy do domu
Wrócimy do domu
Wrócimy po bitwie...
Wrócimy do dzieci
Do dziewczyn na progu
Do białych koniczyn
Do białych koniczyn
Czerwonego głogu...
Do psa skaczącego
Z radości po budzie
Wrócimy, żołnierze
Wrócimy, żołnierze
Powrócimy - ludzie...
"...Cóżeś ty za pani" - 1979
Pieśni Marka Grechuty do słów Tadeusza Nowaka
Marek Grechuta
Pieśni do słów Tadeusza Nowaka - 1979
Stoją gorzkie pagórki
Gdzie ty jesteś
Nie wiem o trawie
Wody są czyste
Bolą mnie nogi
Za lasami za wodami
Spił się mój anioł
Pod ubogie niebo
W małym miasteczku
Szła jedwabiem osobnym
O Magdaleno
Żebrak bo żebrze
Królowie królowie
Chcę być pomylony
Matko naturo
Dzieciństwo moje
Fot. Tadeusz Nowak
Stoją gorzkie pagórki - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta
Stoją gorzkie pagórki
Stoją gorzkie pagórki, bo gorzka jest zieleń,
gdzie przebiega wilk nocy i prędki dnia jeleń,
nie spotkają się nigdy w ruchomej przestrzeni,
wilk w jelenia, a jeleń się w wilka zamieni.
U pagórków dolina Dunajcem rozcięta
jest gałęzią miłości zrywaną zbyt chciwie
przez podobne do światła i wiatru dziewczęta,
bo gdy biegną - nie skrzypi miedziane igliwie.
Pachnie zieleń obmyta przez wiatry i deszcze

i dolina się słońcem wypełnia po brzegi,Stoją gorzkie pagórki
Stoją gorzkie pagórki, bo gorzka jest zieleń,gdzie przebiega wilk nocy i prędki dnia jeleń,
nie spotkają się nigdy w ruchomej przestrzeni,
wilk w jelenia, a jeleń się w wilka zamieni.
U pagórków dolina Dunajcem rozcięta
jest gałęzią miłości zrywaną zbyt chciwie
przez podobne do światła i wiatru dziewczęta,
bo gdy biegną - nie skrzypi miedziane igliwie.
Pachnie zieleń obmyta przez wiatry i deszcze

choć wśród lasów zbliżonych do nieba śpią jeszcze
dzikie stada gołębi i białe śpią śniegi.
Szukać ciebie nie trzeba, bo jesteś pod ręką,
biedna moja kołysko uśpiona piosenką
pod pagórkiem z jałmużny, gdzie ojciec mój orze
ziemię, gdy po ziemi przechadzają się zorze.
Do ciebie idę, dziadku, siedzący na progu
z fajką w zębach tak starą, że chyba po Bogu
dziedziczysz ją, a tytoń masz na pewno z raju,
bo dym pachnie jak lato i jesień w mym kraju.
Lubię słuchać twych baśni pod zmierzchem kasztanów
i patrzeć, jak się bawi twoimi wąsami
wnuczka - iskra uśmiechu. A ty się zastanów
nad jej dłonią wzniesioną po gwiazdę nad nami.
Do ciebie idę, matko, po trzykroć cierpieniem
ugodzona w dno serca, by stało się zadość
woli nieba, gdyż niebo jest twoim sumieniem
i sumieniem tych, którzy zabili twą radość.
Wiem, że nigdy dla ciebie nie znajdę pól śniegu
tak pokornie białego, byś mogła iść po nim
do twych synów, co leżą zabici na brzegu
niemej wody, z gałązkami jedliny u skroni.
Do was, ludzie, przychodzę, gdy śpicie przy oknie
uchylonym do sadu, a w sadzie świt moknie
i groch burzy po dachu blaszanym się toczy,
zanim słońce przywróci wam mowę i oczy.
Będę chodził za wami i będę wam cieniem,
gdy cień wam spod głowy wytrąci sierp żniwa;
deszczem będę, gdy wody ze źródeł ubywa,
a pola są przebite na wylot pragnieniem.
Wyście mi dali wszystko, co może dać człowiek
dziecku ziemi tak biednej, że siebie się wstydzi:
dach nad głową, chleb, wodę i światło u powiek
i jeszcze coś, lecz tego prócz was nikt nie widzi.
Psalm sielankowy - Tadeusz Nowak

Magda Umer
Psalm sielankowy (Gdzie ty jesteś)
Tadeusz Nowak
Gdzie ty jesteś
Za wodą, za trawą, za ciszą
Gdzie się listy, na liściu
Same piszą i piszą
Gdzie się noża po trzonek
Nawet w chleby nie wbija
I jedynie płot patrzy
Zza chabinki i kija
Gdzie ty jesteś
Za trwogą, za pająkiem, za myszą
Gdzie mnie uszy łopianu i radaru
Nie słyszą
Gdzie nie bije się monet
Jakbyś młotkiem bił w ciemię
A grom w kłębek zwinięty
Przy kopczyku rdzy drzemie
Gdzie ty jesteś
Za tobą, za snem twym, za pieśnią
Gdzie twe oczy, źdźbła trawy
Nie przyślepią, nie prześpią
Gdzie tak mówi się jestem
Jakby nigdy nie było
Kurzej szyi pod nożem
Białej brzozy pod piłą
Nie wiem o trawie - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta
Nie wiem o trawie
Tadeusz Nowak
Nie wiem, nie wiem o trawie
Będę ci śpiewał o niej
Póki się nie dopasą
Do jutrzni kare konieNie wiem o trawie
Tadeusz Nowak
Nie wiem, nie wiem o trawie
Będę ci śpiewał o niej
Póki się nie dopasą
O wodzie wiem, że płynie
Dumnie przez wszystkie pieśni
Aż się tobie wisienka,
wiśnia po wiśni prześni
Nie wiem, nie wiem o maku
W nim ci buduję zamek
Gdzie przed pięć luster wiedzie
Trzysta sześćdziesiąt klamek
O lustrze wiem, że patrzy
Twarzą dawniej nam znaną
I że pająk ją chwyta
W sieć coraz gęstszą rano
Nie wiem, nie wiem o niebie
Może to sidła może
Dzwoniącej kuropatwie
Przychylne dzwonne zboże
Lecz wszystko wiem o furtce
Wychodzącej na drogę
To mi tak nie stój przed nią
Gdy iść przed siebie mogę
Psalm o wodach czystych - Tadeusz Nowak

Magda Umer
Psalm o wodach czystych
Tadeusz Nowak
Wody są czyste piórko po nich płynie
Bielsze od żalu po straconym maju
Przez jego witki drobniejsze niż sen
Oczy nie widząc patrzą i kochają
Piasek od piórka bielszy i od żalu
Księgę rodzaju na piasku spisaną
Pismem o którym mówi się tajemnie
Że jest odwiecznie jątrzącą się raną
Wody są czyste gaśnie w nich planeta
I gasną pod nią poczęte zwierzęta
I wiary gasną jako ten dmuchawiec
I o nich tylko ślepy kret pamięta
Ślepy jak chłopiec co ubiegłej wiosny
Nie wiedząc o tym odszedł w traw litanie
Wody są czyste modlą się za chłopca
A my o świcie pomódlmy się za nie
Muzyka: Marek Grechuta
Bolą mnie nogi - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta
Bolą mnie nogi
Tadeusz Nowak
Psalm o chorych nogach
Bolą mnie nogi. One we śnie
za sen mój chodzą na czereśnie
Że dalej chodzą za sny inne
wiem od pościeli całej w glinieBolą mnie nogi
Tadeusz Nowak
Psalm o chorych nogach
Bolą mnie nogi. One we śnie
za sen mój chodzą na czereśnie
Że dalej chodzą za sny inne
Śpijcie przy mnie dam wam maku
dam sekretne pismo w ptaku
dam wam jabłek pół sąsieka
dam pół boga pół człowieka
dam wonności i dam rano
tę dzieweczkę przeczuwaną
Bolą mnie nogi. Izba pusta
W piecu Lewiatan tak się pluska
Wzgórze za oknem się przybliża
A nie ma kto zdjąć ciała z krzyża
Idźcie nogi dam wam buty
dam na drogę kij okuty
dam wam skrzypce dam wam miodu
dam wam dywan z carogrodu
dam wam konia a pod wieczór
stanę przeciw wam przy mieczu
Za lasami za wodami - Tadeusz Nowak
Teresa Haremza
Za lasami za wodami
Tadeusz Nowak
Za lasami za wodami
Piją konie sen nad snami
Przez wiek piją przez dwa wieki
Z sennej studni sen kaleki
A tych studni jest tak wiele
Jakbyś posiał gwiezdne ziele
Jakbyś władał traw królestwem
By rzec trawce carem jestem
To do koni iść za wcześnie
Z uplecioną uzdą we śnie
Z ostrogami szablą siodłem
I z dziobiącym nasz szpik godłem
Trzeba zgrzeblić je szczotkować
Bo sierść na nich od pól płowa
Bo ogony im po knykcie
Pokolenia ścięły mysie
Lesie wodo stepie dziki
Za lasami za wodami
Tadeusz Nowak
Za lasami za wodamiPiją konie sen nad snami
Przez wiek piją przez dwa wieki
Z sennej studni sen kaleki
A tych studni jest tak wiele
Jakbyś posiał gwiezdne ziele
Jakbyś władał traw królestwem
By rzec trawce carem jestem
To do koni iść za wcześnie
Z uplecioną uzdą we śnie
Z ostrogami szablą siodłem
I z dziobiącym nasz szpik godłem
Trzeba zgrzeblić je szczotkować
Bo sierść na nich od pól płowa
Bo ogony im po knykcie
Pokolenia ścięły mysie
Lesie wodo stepie dziki
Dajże koniom tym werbliki
Daj podkowy i wskocz na nie
Stepie nasz słowiański panie
Albo piaskiem i byliną
Zasyp w nas tę studnię siną
Skąd się pije sen i pije
Choć nam skórę zniosły kije
Spił się mój anioł - Tadeusz Nowak
Marian Opania
Spił się mój anioł
Tadeusz Nowak
Spił się mój anioł leży obok
I trawa milczkiem go zarasta
Z pszennego pola rośnie obłok
Na drożdżach makowego ciastaSpił się mój anioł
Tadeusz Nowak
Spił się mój anioł leży obok
I trawa milczkiem go zarasta
Z pszennego pola rośnie obłok
Spił się i anielskością całą
W wiosenną łąkę runął nagle
Teraz podnoście mgielne ciało
Wiatraczne śmigi leśne żagle
Podnoście kładźcie w dzwon łąkowy
I pójcie mlekiem z ziół scedzonym
Gdy anyż bije mu do głowy
I biją pokłon nieboskłony
Spił się wytarzał w końskim łajnie
Że tylko kłaść go psio pod skibę
Wpiły się drogi weń rozstajne
Na jego oczy gawron dybie
Spił się i nie chce wejść na powrót
W anielskość we mnie nie zgojoną
Zaniosłem go na plecach do wrót
Wrzuciłem w gnojne wozu dzwono
I zaprzysięgając chabecinę
Wywiozłem w pola nieobeszłe
Gdzie go wydziobią ptaki inne
I inne go dojedzą deszcze
Pod ubogie niebo - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta
Pod ubogie niebo
Tadeusz Nowak
Pod ubogie niebo:
brzezinowy obłok wiklinową jutrznią
wjeżdża ten kramarz
Jego wóz
z koniem u dyszla z psem w wasążku
w płachtach w szkaplerzach
dymi w brzezinie płonie w jutrzni
Wjeżdża ten kramarz
Na kołowrót
ubogie niebo zwija
Z kołowrota
rozciąga niebo malowane
w pawie w kukułki
W środku anioł
rozcina mieczem dynię
Stamtąd słońce
w drewnianych strzałach w dzidach całe
tryska po czerwień w sad plebański
I gra harmonia
Niebo krąży
a na nim pawie
Jedne pestki
z dyni rozciętej wydziobują
a inne dzidy odłamują
a jeszcze inne z dzid tych grodzą
płoty wzdłuż gnoju i gnojówek
A tu kukułki wywołują
z brzeziny deszcze brzezinowe
nad karuzelę nad te konie
wyższe o głowę od kościółka
I są już deszcze:
płowe liście
sypią na pawie i na dynię
rozciętą mieczem
tryskającą
strzałą i dzidą w sad plebański
A tu już proboszcz zasłonięty
ogonem pawim
w liściach w koronkach uniesionych
nad trzewik koźli
nad kolana
biegnie pod sadem gołębicą
nad staw sierpniowy
biegnie
W stawie chłopcy
w podbiale w skrzypie i w brzezinie
kąpią się
sucha woda
tryska na niebo
Przez sad przez deszcz przez karuzelę
nad łbami koni rozgwieżdżoną
błyskają ich pośladki brzuchy
z cyny z żelaza czernionego
Biegnie ten proboszcz
Nad nim kramarz
zwija to niebo malowane
w pawie kukułki i w anioła
Pod ubogie niebo
Tadeusz Nowak
Pod ubogie niebo:
brzezinowy obłok wiklinową jutrznią
wjeżdża ten kramarz
Jego wóz
z koniem u dyszla z psem w wasążku
w płachtach w szkaplerzach
dymi w brzezinie płonie w jutrzniWjeżdża ten kramarz
Na kołowrót
ubogie niebo zwija
Z kołowrota
rozciąga niebo malowane
w pawie w kukułki
W środku anioł
rozcina mieczem dynię
Stamtąd słońce
w drewnianych strzałach w dzidach całe
tryska po czerwień w sad plebański
I gra harmonia
Niebo krąży
a na nim pawieJedne pestki
z dyni rozciętej wydziobują
a inne dzidy odłamują
a jeszcze inne z dzid tych grodzą
płoty wzdłuż gnoju i gnojówek
A tu kukułki wywołują
z brzeziny deszcze brzezinowe
nad karuzelę nad te konie
wyższe o głowę od kościółka
I są już deszcze:
płowe liście
sypią na pawie i na dynię
rozciętą mieczem
tryskającą
strzałą i dzidą w sad plebańskiA tu już proboszcz zasłonięty
ogonem pawim
w liściach w koronkach uniesionych
nad trzewik koźli
nad kolana
biegnie pod sadem gołębicą
nad staw sierpniowy
biegnie
W stawie chłopcy
w podbiale w skrzypie i w brzezinie
kąpią się
sucha woda
tryska na niebo
Przez sad przez deszcz przez karuzelę
nad łbami koni rozgwieżdżoną
błyskają ich pośladki brzuchy
z cyny z żelaza czernionego
Biegnie ten proboszcz
Nad nim kramarz
zwija to niebo malowane
w pawie kukułki i w anioła
W małym miasteczku - Tadeusz Nowak
Teresa Haremza
W małym miasteczku
Tadeusz Nowak
W małym miasteczku żyją święci
z drewna kozikiem tak wycięci,
że im po brodach ciekną jeszcze
pachnące mirrą niebios deszcze.
Chodzą w kożuchach, ale boso
i na łabędzich dłoniach niosą
jeszcze gorące bochny chleba
i na wrzecionach płótno nieba.
Widzą ich tylko wielkie zbóje
i pies co z łapy ból zlizuje
i jeszcze ślepiec berłem kija
pokorny pokłon im wybija.
Ale już wieść na rynku ściele
siano i sutych kolęd biel
i zamówione jest wesele
i utoczony w beczkach chmiel.
W małym miasteczku
Tadeusz Nowak
W małym miasteczku żyją święci
z drewna kozikiem tak wycięci,
że im po brodach ciekną jeszcze
pachnące mirrą niebios deszcze.
Chodzą w kożuchach, ale boso
i na łabędzich dłoniach niosą
jeszcze gorące bochny chleba
i na wrzecionach płótno nieba.
Widzą ich tylko wielkie zbóje
i pies co z łapy ból zlizuje
i jeszcze ślepiec berłem kija
pokorny pokłon im wybija.
Ale już wieść na rynku ściele
siano i sutych kolęd biel
i zamówione jest wesele
i utoczony w beczkach chmiel.
Magdalena - Tadusz Nowak
Magda Umer
Szła jedwabiem osobnym
Tadeusz Nowak
Magdalena
Szła jedwabiem osobnym
Magdalena przez pawie
po wiśniowe ręczniki
rozesłane na trawie.
Ale idąc na ukos
i na przełaz od piekła,
osobnego jedwabiu
dla swych stóp się wyrzekła.
Wtedy w sobie na węzeł
zawiązała krwi upał
i szła polem, przez które
Pan purpurę rozsupłał.
A gdy w górach na obłok
weszła, karmiąc jaszczura,
w mysie dróżki się boska
rozsupłała purpura.
Odtąd w żółtym jedwabiu
samotności zgubiona,
zwija dróżek purpurę
na swych ramion wrzeciona.
Szła jedwabiem osobnym
Tadeusz Nowak
Magdalena
Szła jedwabiem osobnym
Magdalena przez pawie
po wiśniowe ręczniki
rozesłane na trawie.
Ale idąc na ukos
i na przełaz od piekła,
osobnego jedwabiu
dla swych stóp się wyrzekła.
Wtedy w sobie na węzeł
zawiązała krwi upał
i szła polem, przez które
Pan purpurę rozsupłał.
A gdy w górach na obłok
weszła, karmiąc jaszczura,
w mysie dróżki się boska
rozsupłała purpura.
Odtąd w żółtym jedwabiu
samotności zgubiona,
zwija dróżek purpurę
na swych ramion wrzeciona.
O Magdaleno - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta
O Magdaleno
Tadeusz Nowak
O, Magdaleno. Między obłokami,
w trawie wysokiej i gęstej jak sen,
pasą się źrebce twej ludzkiej ochoty.
Ale nic jeszcze nie jest powiedzianeO Magdaleno
Tadeusz Nowak
O, Magdaleno. Między obłokami,
w trawie wysokiej i gęstej jak sen,
pasą się źrebce twej ludzkiej ochoty.
przeciwko tobie i przeciwko Panu.
W północnym kraju, gdzie przez całą zimę,
aby nas rozgrzać, między bierwionami
nad iskrą chłopski przytupuje piec,
jedynie źrebce wierzgając, pod strzechą
w czarnej zieleni zimowego nieba
krwi swej weselny wybijają nów.
A już na niebie dereniowe koła
Wielkiego Wozu cyklinuje mróz.
Sypie się trocin niebieska zadymka
obłokiem, borem, po wiśniowy sad.
W sadzie pod zaspą odchuchuje kącik
dla swoich bliźniąt i dla zwierząt swoich,
ludzie szerokie ballady na krosnach
przędą z równiny zimowego motka.
Sen prze, polarną czując w sobie krew,
z rozmysłem płodzą ludzie i zwierzęta
potomków swoich o ciele szerokim
jak chlebowy piec.
O, Magdaleno między obłokami,
W trawie wysokiej i gęstej jak sen,
Idą mężowie z iglastej zadymki.
A myśmy płakali, a myśmy się martwili.
Od domu, od domu do domu,
Po kropelce, po kropelce wina,
Do dzbanów, do dzbanów nosili.
Na twoje, na twoje wesele.
Już w nich polarna krew się porusza
i rozwiązuje się dla twoich synów,
w twych ciasnych źródłach kołysane mleko.
Lecz nim w kołyskę zamieni się jesion,
obmyje stopy ich słowiańskim synom,
którzy polegli, z rozchylonej sosny
pijąc szeroko rozlewaną żółć.
Wyścielony od wnętrza kłosami jęczmienia,
nasłuchuję szelestu lata gryczanego.
I w to promieniste mego wnętrza brodło
winne jabłka spod sadów
koziorożce zsypują.
A wokoło, jak sięga moja okolica,
jest zapach w rękach łamanego chleba
i zapach naczyń limfatycznych,
wydzieranych przez kozy zębami
z białej szyi porannego drzewa.
Obrazy: Catrin Welz-Stein
Żebrak bo żebrze - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta
Żebrak bo żebrze
Tadeusz Nowak
Żebrak bo żebrze
król bo króluje
u brzózki zgrzebnej
ucztują zbóje
Ucztują moi
twoi ucztują
brzózka się troi
bezwiednie zbójom
A tu post wielki
na ostrzu nowiu
podaje zbójom
kąsek ołowiu
I zgrzebna brzózka
dziabnięta nożem
odwija z ciała
bandaże boże
Brzózko poczekaj
poczekaj brzozo
borem na przełaj
króla nam wiozą
Żebrak bo żebrze
Tadeusz Nowak
Żebrak bo żebrze
król bo króluje
u brzózki zgrzebnej
ucztują zbóje
Ucztują moi
twoi ucztują
brzózka się troi
bezwiednie zbójom
A tu post wielki
na ostrzu nowiu
podaje zbójom
kąsek ołowiu
I zgrzebna brzózka
dziabnięta nożem
odwija z ciała
bandaże boże
Brzózko poczekaj
poczekaj brzozo
borem na przełaj
króla nam wiozą
Chcę być pomylony - Tadeusz Nowak
Marian Opania
Chcę być pomylony
Tadeusz Nowak
Chcę być pomylony, pomyleni mają w głowie słoneczko
Chcę być pomylony, pomyleni wiedzą gdzie jest Bóg
Pomyleni chodzą pełni snu
Chcę być pomylony, pomyleni nie boją się ludzi
Chcę być pomylony, pomyleni nie dają się głaskać
Pomyleni to są świeccy święci
Pomyleni błogosławią chleb
Pomyleni chodzą, zanurzeni w wodzie
Pomyleni nie płaczą nad sobą
Pomyleni żyją poza sobą
Chcę być pomylony, pomyleni wyplatają kosze
Chcę być pomylony, pomyleni wyplatają sieci
Pomyleni drążą w drewnie czółna
Pomyleni ujeżdżają wody
Zastawiają sieci, wyciągają ryby, napełniają rybą kosze
Pomyleni niosą chleb ze wzgórz
Chcę być pomylony, pomyleni dzielą chleb i rybę
Chcę być pomylony, pomyleni zbierają okruchy
Pomyleni przychodzą do Boga
Pomyleni odchodzą od Boga
Chcę być pomylony, pomyleni tkają sobą niewidzialne sukno
Chcę być pomylony, pomyleni zaściełają suknem wszystkie ścieżki
Najciszej prowadzą na suknem
Zostawiają nas na suknie ścieżek
Chcę być pomylony, pomyleni wiodą suknem Boga
Chcę być pomylony, pomyleni ukrzyżowali siebie
Pomyleni zostawiają nas wokół
Pomyleni odchodzą samotni
Psalm braterski - Tadeusz Nowak

Marek Grechuta
Teresa Haremza
Matko Naturo
Tadeusz Nowak
Psalm braterski
Matko Naturo sługo boża
zostaw nam z broni białą broń rozsądku
z rzeczy śmiertelnych pierwsze ujrzał jabłko
jako widziano jabłko na początku
A gdy u kolan złożysz mu łaskawie
jagnię na oślep szukające mleka
spraw aby myślał o porannej trawie
skąd Bóg spłoszony przez psiarnię ucieka
A kiedy zaśnie i Bóg go napadnie
jak u nas głupka napadł tego lata
daj jego bratu takie samo jagnię
lub z piersi wyjmij mu ten kamień brata
Psalm dziecinny - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta
Dzieciństwo moje
Tadeusz Nowak
Psalm dziecinny
Dzieciństwo moje szło przez pola z psem
pies naszczekiwał i z królestwa zboża
uciekał anioł nagi jak rówieśnik
skaczący z wierzby w leśne siano rzeki
Tuż za aniołem uciekały ptaki
i dzika świnia i jej sen bagienny
i parę witek jutrzni połamanej
przez myszkujących za ptakami chłopców
Psa uwiązałem na skraju królestwa
i rozgarniając jego sen rękami
szedłem do ojca ażeby mu pomóc
dogadać się z ludem o ten pierwszy chleb
A wtedy jeszcze oprócz rówieśników
wchodzących w rzekę znikających w sianie
i rówieśnicy która mnie ciągała
na inne siano bo jej ciało inne
znałem do bólu w spiczastych kolanach
żytniego ludu narzecze niewinne
Dzieciństwo moje
Tadeusz Nowak
Psalm dziecinny
Dzieciństwo moje szło przez pola z psem
pies naszczekiwał i z królestwa zboża
uciekał anioł nagi jak rówieśnik
skaczący z wierzby w leśne siano rzeki
Tuż za aniołem uciekały ptaki
i dzika świnia i jej sen bagienny
i parę witek jutrzni połamanej
przez myszkujących za ptakami chłopców
Psa uwiązałem na skraju królestwa
i rozgarniając jego sen rękami
szedłem do ojca ażeby mu pomóc
dogadać się z ludem o ten pierwszy chleb
A wtedy jeszcze oprócz rówieśników
wchodzących w rzekę znikających w sianie
i rówieśnicy która mnie ciągała
na inne siano bo jej ciało inne
znałem do bólu w spiczastych kolanach
żytniego ludu narzecze niewinne
W chłodzie osiczyn... - Tadeusz Nowak
![]() |
| Tadeusz Nowak, Marek Grechuta |

Marek Grechuta
W chłodzie osiczyn w dymie traw
Tadeusz Nowak
W chłodzie osiczyn, w dymie traw
przed siebie idę i dla siebie.
Nad dnem piaszczystym wisi staw,
nad stawem wóz ze zbożem jedzie.
W zieleni stawu chłodzę ciało,
wycieram się w iskrzący snopek.
Co się stać musi, już się stało.
Pod frakiem chytry drzemie chłopek,
gotów na oklep w każdej chwili,
dudniąc w bok koński gołą piętą,
jechać do ognisk miotających
gwiazdy i lubczyk w gminne święto.
I stamtąd nikt mnie nie wywoła
pod światło lampy i rozsądku.
Wystarczy zdjąć cylinder z czoła,
aby znów zacząć od początku.
Na nic twój pacierz, matko, zda się.
Proboszczem syn twój nie zostanie.
Deszcze obmyją ciało ptasie
i blask uderzy z jego czoła
na takie psalmu zawołanie,
jakim się zmarłych z nocy woła.
Przyjdą doń owe czarne zimy
tropione gorzko przez zwierzęta.
On, że ich źrenic głód pamięta,
odda im siano, w którym śpimy.
I ptakom odda głowy koło,
może się choć na gniazdo zda,
jeśli i ludziom, i aniołom
wadzi jak rzece ciemna kra.
Odtąd na głowie z gniazdem wronim
szedł będzie przez kantyczki wsi.
Mnisi w jałowcach przyjdą po nim,
z psalmem się zmiesza skowyt psi.
Ale już furtki skrzypią w sadach
i nocą chłopcy idą za nim
po wypalonych stopą śladach
mrocznym mokradłem, mchem bocianim.
Tam on ukryty w mroku liści,
ścierając z twarzy potu sól,
ciemne źrenice im oczyści
zmieszaną z octem żółcią pól.
Krajobraz z wilgą i ludzie - Tadeusz Nowak
Marek Grechuta - Krajobraz z wilgą i ludzie

Tadeusz Nowak
W tej okolicy jest zbyt uroczyście
Jaskółki kreślą nad wodami freski
W dzbanie jeziora drzemie chłód niebieski
I usta milczą to, co widzą oczy
Światło szeleści, zmawiają się liście
Na baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy.
Gdzie jest ta miłość chodząca bezkarnie?
W ubiorze błazna, ptaka i anioła
Ona spod ziemi niebieskie latarnie
Tańczącą stopą pod sad nasz przywoła
Ludzie wieczorem siedząc pod jabłonią

Będą się modlić i zabijać o nią.
Im się sprzedaje święcone obrazki
I wodą burze ucisza się w nich
Grają organy i z twarzy im maski
Zrywa idący poprzez popiół mnich
A wtedy widać, że święci i oni
Smucą się w cieniu tej samej jabłoni.
A do tych ludzi starczy zejść z pagórka
Zaklaskać w dłonie i wyciągnąć z mroku
Skrzypce, gdzie śpiewka stroszy siwe piórka
A staną w tańcu, choćby na obłoku
Przyszło im krzesać oberka
I z piekła wezmą tancerkę jeśli ich urzekła
I tak tu będzie jak bywa po burzy
Kiedy wystarczy ręką trącić gałąź
Aby czuć jeszcze fosfor błyskawicy
Tego obrazu flet już nie powtórzy
Przed nami stoi miska soczewicy
I w ciemność psalmu pochyla się ciało
Bo się ci ludzie urodzili w tańcu
I tylko czasem poprzez skrzydła pszenic
Idą się modlić do gwiazd na różańcu
Albo oparci plecami o sad
Szukają w sobie kocią trwogą źrenic
Ziemi, przez którą biegnie mirry ślad.
Wtedy się nagle mój kraj komuś przyśni
Z chłopcem pod lasem i z koniem u studni
Spłoszona gałąź ucieknie od liści
I ptak zawoła przez sen leśne echo
Wieczorna zorza odchodząc zadudni
I noc swe gniazdo uwije pod strzechą.
Pogasły lampy, tylko noc majowa
Uczy się pieśni miłosnych na flecie
Urywa, słucha i znowu od nowa
Flet nawołuje z drzemiących osiczyn
Rzekę, o której tylko tyle wiecie
Że jest z zieleni i mówi o niczym.

Tadeusz Nowak
W tej okolicy jest zbyt uroczyście
Jaskółki kreślą nad wodami freski
W dzbanie jeziora drzemie chłód niebieski
I usta milczą to, co widzą oczy
Światło szeleści, zmawiają się liście
Na baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy.
Gdzie jest ta miłość chodząca bezkarnie?
W ubiorze błazna, ptaka i anioła
Ona spod ziemi niebieskie latarnie
Tańczącą stopą pod sad nasz przywoła
Ludzie wieczorem siedząc pod jabłonią

Będą się modlić i zabijać o nią. Im się sprzedaje święcone obrazki
I wodą burze ucisza się w nich
Grają organy i z twarzy im maski
Zrywa idący poprzez popiół mnich
A wtedy widać, że święci i oni
Smucą się w cieniu tej samej jabłoni.
A do tych ludzi starczy zejść z pagórka
Zaklaskać w dłonie i wyciągnąć z mroku
Skrzypce, gdzie śpiewka stroszy siwe piórka
A staną w tańcu, choćby na obłoku
Przyszło im krzesać oberka
I z piekła wezmą tancerkę jeśli ich urzekła
I tak tu będzie jak bywa po burzy
Kiedy wystarczy ręką trącić gałąź
Aby czuć jeszcze fosfor błyskawicy
Tego obrazu flet już nie powtórzy
Przed nami stoi miska soczewicy
I w ciemność psalmu pochyla się ciało
Bo się ci ludzie urodzili w tańcu
I tylko czasem poprzez skrzydła pszenic
Idą się modlić do gwiazd na różańcu
Albo oparci plecami o sad
Szukają w sobie kocią trwogą źrenic
Ziemi, przez którą biegnie mirry ślad.
Wtedy się nagle mój kraj komuś przyśni
Z chłopcem pod lasem i z koniem u studni
Spłoszona gałąź ucieknie od liści
I ptak zawoła przez sen leśne echo
Wieczorna zorza odchodząc zadudni
I noc swe gniazdo uwije pod strzechą.
Pogasły lampy, tylko noc majowa
Uczy się pieśni miłosnych na flecie
Urywa, słucha i znowu od nowa
Flet nawołuje z drzemiących osiczyn
Rzekę, o której tylko tyle wiecie
Że jest z zieleni i mówi o niczym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































