Niby nic, był wieczór w obcym mieście
Deszczu łzy i nad głową neonów blask
Nasz krótki lot ponad sny
Bo zaledwie parę chwil dał czas
Niecierpliwy jak my
Niby nic, drogi dwie, jedno serce
Prawie nic, tak jak słaby zapałki błysk
Choć nie da się pobiec wstecz
To w stopklatce losu dziwna magia jest
Miłość zamknięta w niej
Niby nic, lecz ja wiem na pewno
To pisane było nam w wielkiej księdze gwiazd
Niby nic, lecz choć chwile więdną
Będę szła do ciebie, szła, szła poprzez czas
Niby nic, ledwie ślad jasnych przeczuć
Piszę list, choć znów spłonie z papieru ptak
Od nowa wciąż szukam słów
A wśród ciszy serca stuk jest dziś jak znak
Że się nie zgubię już
Ten w Mahometa wierzy, ten w Allacha, ów w Jezusa
A inny ktoś nie wierzy w nic i w diabła ani rusz
Wymyślić niezłą wiarę zaś udało się Hindusom
Nie umrzesz cały, nawet gdyś w kalendarz kopnął już
W nagrodę więc po śmierci wierz
Gdy żyłeś dobrze czyniąc
Lecz gdyś jak świnia żył lub wieprz
Zostaniesz wieczną świnią
Gdy docinkami dręczą cię, zechciej przyjąć to w pokorze
W riposty mistrza wcielisz się, od starych wolny zwłok
A ten, co widział wroga śmierć, na drugie życie może
Otrzymać rzadki, cenny dar - bezbłędny, bystry wzrok
Żyj powolutku, stresom wbrew
Wiem - szczęście aż zatyka
A może będzie z ciebie szef
Wcielisz się w naczelnika
Kto był dozorcą, będzie kier. lub dyr. nacz. albo wice
Tak do ministerialnych rang dorasta nocny cieć
Lecz kto jak pień tępy był, ten baobabem w Afryce
Będzie co najmniej tysiąc lat, nim go powali śmierć
Życie papugi lepsze jest
Bo kat ma końskie zdrowie
A może kogoś stać na gest
By pożyć tak jak człowiek
Kto wie, kim był? I kto jest kto? I kto miał życie jakie?
Dziś niczym, jutro wszystkim my - to jedno tylko wiem
A ten parszywy kot poprzednio był łajdakiem
Ten zaś przemiły, mądry człek był dawniej dobrym psem
Z zachwytu podskakuję aż
Przykładów znam niemało
Czy lepszą gdzieś religię masz
Hindusom się udało Beata Lerach, Anna Ozner, Magda Piotrowska, Margita Ślizowska
Jiří Suchý - Vyvěste fangle Kabaret Olgi Lipińskiej - Widzicie ludzie Jiří Suchý - Andrzej Jarecki
Widzicie, ludzie, flagi na budzie❓
Do tingel-tanglu Jonasz powrócił zdrów
Niech rżnie orkiestra - artysta ekstra
Kuplety dziś zaśpiewa znów❗
Choć błyska wciąż i choć gdzieniegdzie grzmi
Choć czarna chmura nadpełza tu zza lasa
Dla gości atmosferę oczyścimy w mig
A jeśli nie - to forsę zwraca kasa!
Widzicie, ludzie, flagi na budzie❓
Uwaga, czas się zacząć śmiać❗
Kto się uśmieje, ten potem śmielej
Za bary z życiem będzie mógł się brać❗
Ha ha ha ha❗
Kto się uśmieje, ten potem śmielej
Za bary z życiem będzie mógł się brać❗
Choć błyska wciąż i choć gdzieniegdzie grzmi
Choć czarna chmura nadpełza tu zza lasa
Dla gości atmosferę oczyścimy w mig
A jeśli nie - to forsę zwraca kasa❗...
Danuta Rinn, Piotr Figiel Stary walczyku - idź precz Andrzej Jarecki
Gdy nad miastem słońce wznosi złoty dysk
Noc ucieka i dzień wstaje nad Krakowem
Coś mnie pcha - idź, oberradcom napluj w pysk
Senne mury jaśniepaństwu zwal na głowę
Jakiż jęk duszy zrówna się z ich jękiem
Gdy pójdą w drzazgi fałszywe antyki
Wyrwę im z gardeł zacnych dzikie krzyki
Idę i wtedy właśnie ty chwytasz mnie za rękę
Stary walczyku, idź precz
Zostaw, to nie twoja rzecz
Co będzie ze mną, kto wie
Zostaw mnie, puszczaj mnie
I raz, dwa, trzy i jeszcze raz
Buntu fajerwerk już zgasł
Oczy się kleją do snu
Zostań tu, ze mną tu...
Mój walczyku, powiedz, jak i po co żyć
Czy potrzebne jeszcze komuś stare hasła
Za braterstwo i za wolność chodź się bić
Na ulice, za mną - cyt, iskierka zgasła
Zło i niecnota - wszystko mi jedno
Jest, było, będzie zawsze tak na świecie
Lepiej zostanę tutaj w kabarecie
Sama i tylko jeden ty wciąż będziesz ze mną...
Nie miała tylu uczniów ni proroków
Żadna religia i żadna idea
Ilu pod sztandar swój skupia co roku
Nadzieja, nadzieja, nadzieja...
Ciebie nie można znaleźć ani kupić
Ty dźwigasz tych, co padli aż na dno upadku
Nadziejo, siostro życiowo głupich
Nadziejo, biednych matko
Do boju ty prowadzisz pokonane armie
Ostatniej szansy drzemią w tobie witaminy
Tobą się żywię, ciebie w sercu karmię
Żywiciel złudzeń niejedyny
Pustynne piaski czy polarne lody
Susza czy słota, upał czy zawieja
Zawsze nam wróży poprawę pogody
Nadzieja, nadzieja, nadzieja...
Tobą odurzyć można się i upić
Ty jesteś nad przepaścią przerzuconą kładką
Nadziejo, siostro życiowo głupich
Nadziejo, biednych matko
Kto losu raz nie przegrał, nic o tobie nie wie
Ty mi otwierasz oczy, ledwie się obudzę
O przyszłość nie dbam, ja mam tylko ciebie
Żywiciel wciąż tych samych złudzeń
Jeśli nie lepiej, niech będzie inaczej
Choć beznadzieja usta nam zakleja
Choć bez prawa głosu ciągle się kołacze
Nadzieja, nadzieja, nadzieja...
Gdzieś tam jest świat, cokolwiek dalej
Bariera, ściana, mur, kurtyna
I choć was nie potępiam wcale
Nie ganię, choć rozumiem, ale
Nic się dwa razy nie zaczyna
Toteż nie szarpię modnej bródki
Gdzieś wre zabawa, huczą bale
Ja siedzę nad kieliszkiem wódki
Prywatne życie, życie prywatne
Tu się nie zgubię, tu się nie natnę
Stół, tapczan, szafa, fotele dwa
Nie grozi gafa, pogoda zła
Nieważny przerób i zadań stan
Chcesz - rób, chcesz - nie rób, wykonasz plan
Okrywam się kocykiem w kratkę
Soplicy łyk w kieliszku mam
Cóż jeszcze trzeba mi? Herbatkę
Też zrobię sobie sam
Lecz zdarza się, że w sen zapadnę
I wtedy śnię obrazy ładne
Wesołych ludzi tłum, dziewczyna
A że to nie ty - twoja wina
I kocham świat, i lubię ludzi
Byle się tylko nie obudzić
A gdy się ocknę, mam swe własne
Choć nie na miarę, chociaż ciasne
Bogate życie, życie bogate
Na święta w góry, jeziora latem
Światło, centralne, woda i gaz
Emerytura? Jeszcze nie czas
Radio stereo, kolor TV
To ci dopiero - każdy by chciał
Okryję się kocykiem w kratkę
Soplicy łyk w kieliszku mam
Cóż jeszcze trzeba mi? Herbatkę
Też zrobię sobie sam
Gdy przyszłość się wynurzy z cienia
Czy znajdę odpowiednie słowa
Jakie życzenia i marzenia
Dyktuje serce, jakie głowa
Sobie? Wszystkiego najlepszego
Niech mi się darzy - spojrzę w lustro
Lecz jakieś cienie tam się lęgną
Pytają: "Mów, co będzie jutro?"
Prawdziwe życie, życie prawdziwe
Byle normalne, byle godziwe
Czyste powietrze, zielony las
Niebo się przetrze może choć raz
Poda ci rękę życzliwy ktoś
Nie trzeba więcej - wystarczy, dość
"Niech żyje!" i "Hura!" nie krzyczę
Życzenie ciche w duszy mam
I tylko tego sobie życzę
A przy okazji wam
Kabaret Olgi Lipińskiej Hej, użyjmy żywota Andrzej Jarecki
Były książę duński Hamlet
Tak przemówił do młodzieży:
Nienawidzę, gdy ktoś skamle -
Być czy nie być, żyć czy nie żyć!
Hej, koledzy, więcej taktu,
Precz kompleksy i urazy,
Nie pytajcie mnie, żyć jak tu,
Ale raczej - ile razy!
Hej, użyjmy żywota,
Wszak żyjem tylko raz!
Dopóki jest ochota,
Dopóki jeszcze czas!
Choć w atmosferze słota,
W oświacie zaś ciemnota,
W moralności niecnota,
W estetyce brzydota,
W transporcie pełno błota
I w kasie mało złota,
A świat to zimny głaz.
Dalej, ruszajmy bryłę z posad,
Dalej, ruszajmy bryłę z posad,
Dalej, ruszajmy bryłę z posad,
Żyje się tylko raz,
Żyje się tylko raz!
Dwa, trzy, cztery!
Czasem się po śmierci zdarza,
Że Pan nagle powie "Wstań!" ci,
Lecz dwa razy żyć jak Łazarz
Pragną tylko dyletanci.
Raz to raz, mówi się trudno,
Każdy chyba myśl tę poprze,
Dwa to ciężko, trzy to nudno,
Niech już będzie raz, a dobrze!
Kabaret Olgi Lipińskiej Satyryk władzy Andrzej Jarecki
Żarciki zewsząd słychać wredne
Wciąż władzy wady się wytyka
A ona, to kociątko biedne
Nie ma swojego satyryka
Postanowiłem przyjść z pomocą
Dość mając negatywnych postaw
I z całą siłą, całą mocą
On społeczeństwo będzie chłostał - ja!
Ach, ty hołoto wciąż nie syta
Co tylko jeden program masz
Żeby się dorwać do koryta
I żarciem zapchać sobie twarz!
A ty lalusiu pięknoduchy
Co stale pełen much masz nos
Przyjrzyj się jak ministry-zuchy
Kują dla ciebie lepszy los!
Wszak troski rząd przejawia tyle
o szczęście dbając świata pracy
Że zawsze nas pozdrowi mile
Panie, panowie lub rodacy!
Gospodarności dając lekcję
Zadania stawia rząd i cele
A wam się wcale robić nie chce
I w piątek-świątek, i w niedzielę
To władza orze, sieje, zbiera
Dba z własną stratą o nasz zysk
Więc się natychmiast wprzęgnij w kierat
A nie - to zamknij pysk!
Złóż przed ołtarzem kraju dań swą
I tak jak pszczoła kocha ul
Pokochaj wreszcie swoje państwo
A nie - to gębę stul!
Zobaczysz, że się kiedyś sprzykrzą
Rządowi te nabrzmiałe troski
I PKS-em albo rykszą
Wyjedzie sobie nagle z Polski
A wtedy ty, przyziemna glisto
Odpowiedzialność weź za kraj
Spróbuj dorównać tym ministrom
Tyle co oni z siebie daj!
Znowu pogrążysz kraj w chaosie
Podpalisz znów strajkowy lont
Ty ład masz i porządek w nosie
Fora ze dwora, wont!
Szeptały koła te i owe
Że z wrogiem idę ręka w rękę
Na zamówienie więc rządowe
Skomponowałem tę piosenkę!
Na zamówienie więc rządowe
Skomponowalim tę piosenkę!
Szepczą zegary tik, tak...
- Dzisiaj o siódmej, tak?
- Tak.
Pójdziemy razem przez ulic sto,
może bez słowa, a może? Kto
to zresztą wie, jak nam się będzie szło?
Szepczą zegary tik, tak...
- Deszcz chyba pada, tak?
- Tak.
Z drzew łzami kapie zielony mrok,
ukrywa drżenie złączonych rąk.
Deszczowy rytm
powtarza każdy krok.
Szepczą zegary tik, tak...
- Kochasz mnie bardzo, tak?
- Tak?
Z chmur wyjrzał księżyc na kilka mgnień,
srebrzyście błysnął wilgotny cień.
Może to ty
uśmiechem żegnałaś dzień?
Szepczą zegary tik, tak...
- Jutro o piątej, tak?
- Tak.
- Przyjdziesz na pewno?
- Tak, tak...
- A nie zapomnisz?
- Tak, tak...
Pójdziemy razem przez ulic sto.
Dobranoc.
- Dobra noc. Studencki Teatr Satyryków Program "Konfrontacja"
Alina Janowska A ty mnie jeszcze nie znasz Andrzej Jarecki
Czy pamiętasz, kiedyś ze mną zaczynał
Była ze mnie zielona dziewczyna
Taka miła i młoda, i ładna
Powiedziałeś - ta albo żadna
Minęło kilka lat i parę
Któż policzy, ile dni i nocy
Coraz rzadziej zaglądasz mi w oczy
Coraz częściej patrzysz nas zegarek
Wiek dwudziesty wymaga tempa
Czas cię ściga, odetchnąć nie daje
Ale ja nie jestem taka tępa
Jak się tobie zdaje
Ty mnie jeszcze nie znasz, nie znasz mnie
Ty mnie jeszcze nie znasz ze złej strony
Jeszcze nie znasz mnie, o nie znasz mnie
To nie są moje ręce, to ukłony
Jeszcze nie znasz mnie
Kiedy mi puls zatętni niedobrą krwią
Jeszcze nie znasz mnie
Bo ty mnie nie znasz ze złej strony
Ty nie wiesz, że w mych oczach błyskawice śpią
Dojrzewanie - jedna czasu zaleta
Z dziewczyny wyrasta kobieta
Taka mądra i dobra, i grzeczna
Jesteś pewien - nie niebezpieczna
Znów mija parę lat i kilka
Sama nie wiem - żal mi ich, czy nie żal
Pokochała owieczka pasterza
A być może wolałaby wilka, oj
Nie wywołuj dziewczyno licha
Póki ono ci znaków nie daje
Ale ja nie jestem taka cicha
Jak się tobie zdaje
Ty mnie jeszcze nie znasz...
Minie jeszcze kilka cichych lat w trudzie
Innym okiem spojrzą na mnie ludzie
Taka pewna i zacna, i siwa
Oczywiście - prawie szczęśliwa
Jeśli zechcę - już dziś to zniszczę
Dom podpalę i wszystko, co własne
I spokojna od lat wreszcie zasnę
Na dymiących mego szczęścia zgliszczach
Ty byś chyba ze zgrozy osłupiał
Lub skamieniałbyś jak postać z bajek
Ale ja nie jestem taka głupia
Jak się tobie zdaje
Ty mnie jeszcze nie znasz, nie znasz mnie
Ty mnie już nie poznasz w pełnym blasku
Już nie poznasz mnie, nie poznasz mnie
Bo grzęznę w codzienności niby w piasku
Już nie poznasz mnie
W ogniu wściekłego gniewu, w piorunach burz
Już nie poznasz mnie
Bo tylko uśmiechy i ukłony...
Lecz nigdy ze złej strony mnie nie poznasz już
Ella Fitzgerald - September Song
Edmund Fetting - Piosenka-wrzesień Andrzej Jarecki
Gdy byłem młodszy
Uganiałem się za wami
Ale wtedy umiałem czekać
Gdy dziewczyna dawała mi kosza
Potrząsając główką na "nie"
Pozwalałem naszej starej ziemi
Obrócić się parę razy
I polewałem ją łzami zamiast pereł
Ale płynął czas, czas mijał
I ona wracała
Wracała jak ziemia, jak czas
Tak mija dzień za dniem
Maj, lipiec i wrzesień
To jedno wiem
Już nadchodzi jesień
Jesienna pogoda
Spada z drzewa liść
Tak przegania mnie czas
Czekać znów czy iść
Wciąż ubywa dni
Przemijają sny
To wrzesień
To jesień
Znów minął jeden dzień
Dobry czy zły
Ten złoty cień
To byłaś ty...
Kim jestem - Maciej Małecki
Ewa Konstancja Bułhak Wesołe życie jest - Jarosław Abramow-Newerly
Dorota Furman, Marek Siudym, Hanna Śleszyńska Przyjdzie na pewno - Jerzy Satanowski
Jan Pietrzak
Taj Laj - Maciej Małecki
Danuta Rinn Hi - hi - Włodzimierz Korcz
Piotr Fronczewski
Czymże są problemy ducha
Gdyby nawet ktoś je miał
Z całą siłą dziś wybucha
Problematyka
Problematyka
Problematyka ciał
Z wielu różnych powodów
Ważniejsze ciało niż duch
Na przykład problem głodu
Na przykład problem much
To nic, że przykre słowa te
Pomyśl, a potem przebacz
Duch lata zwykle tam, gdzie chce
A ciało tam, gdzie trzeba
Trzeba mieć ciało, żeby żyć
Trzeba mieć ciało, żeby drwić
Może na hasło to za mało
Lecz o tym mieszczuch wie i kmieć
Trzeba mieć ciało, ciało, ciało, ciało
Trzeba ciało mieć
Rozkwitają ideały
Może to jest jakiś szał
Gdzie tu konkret, gdzie pantałyk
Dewaluacja
Dewaluacja
Dewaluacja ciał
Zdrowego sensu brak tu
By nas ucieszył świat
Kochajmy piękno faktu
Rozbierzmy prawdę z szat
Bo słychać skargi, zwłaszcza dam
Że mało jest w życiu nieba
Więc idźmy do właściwych bram
Bo wiemy już, co trzeba...
O, nieznajoma, piękna pani! Twe oczy, usta, twoje włosy...
My jeszcze wcale się nie znamy, ale już mamy siebie dosyć. Czy to ty zbiegłaś w dół po schodach, gdym nagle drzwi otworzył w lęku? Za późno, przebacz, jaka szkoda... do dziś powietrza garść mam w ręku.
Eurydyko, nie czekaj na mnie, powoli o tobie zapominam. Eurydyko, życie nas łamie, od nowa się nigdy nie zaczyna. Eurydyko, gdzież ciebie znajdę? Serce z żalu podbiega do gardła. Eurydyko, nie czekaj na mnie, ja nawet nie chcę wiedzieć, czyś umarła! Do jednej nie mam nienawiści, drugiej nie kocham, wiem na pewno. Ta trzecia czasem mi się przyśni... a może czwarta? Wszystko jedno. Natomiast ta mi się podoba. O, biedne serce me, co radzisz? Zaczekaj, duszko! dokąd droga? W tę samą stronę Bóg prowadzi! Wszak dawno były zaślubiny? Rozdarta zębem śpi poduszka. Chociaż nie miejsce to na kpiny, bez żalu dziś wychodzę z łóżka. O, nieznajome i niczyje, po zmarłych snach wesołe wdowy! Gdy wam się zdaje, że pies wyje, to właśnie mój słyszycie skowyt.