Miki Obłoński - Lunatyk Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Idzie miesiąc przez niebo, o chmury się potyka,
mocno świeci w czarnym bezdrożu -
zaczepił promieniem o twarz lunatyka
śpiącego w srebrzystym łożu.
Lunatyk w śnie się miota obok srebrnej żony,
zrzuca z siebie siwe atłasy
i wstaje z łoża śpiący, i patrzy stęskniony
oczyma z perłowej masy.
Długi promień się zwinął wkoło lunatyka,
ciągnie go mocno pod łokcie -
on zaś z sennym uśmiechem nieżywego Chińczyka
zakrzywia srebrne paznokcie.
Po czym lunatyk z cieniem, jak dwa koty zwinne,
biały jeden, z czarny drugi,
przez sypialnię z balkonu przechodzą na rynnę
trzymając się srebrnej smugi.
Tymczasem z okna spadły ciche, białe kraty,
a dziwadła wypełniły pokój -- -- --
ktoś otulił brokatem w księżycowe kwiaty
srebrną żonę, leżącą na boku...
Miki Obłoński Z kobietami ciężka sprawa
(Blondynki, brunetki)
Marian Domosławski
Z kobietami ciężka sprawa
Trudno poznać czego chcą
Każda z nich jest zbyt ciekawa
Każda ma kaprysów sto
Nigdy nie wiesz co cię spotka
W towarzystwie pięknej płci
Ta jest miła, czuła, słodka
Ta do oczu skacze ci
Oj kobietki, oj kobietki
Czemu tak jesteście złe
Zycie chłopom zatruwacie
Mężom rogi przyprawiacie
Jeszcze z nich śmiejecie się
To nieładnie, brzydko, fe
O blondynki, brunetki
Szelmutki, kokietki
Diabełek siedzi w was
I kusi raz po raz
O blondynki, brunetki Szelmutki, kokietki
Ach jak nie kochać was
Nie zgrzeszyć chociaż raz
Gdy sztubakiem jeszcze byłem
Uwielbiałem piękną płeć
I po nocach ciągle śniłem
By z kobietą romans mieć
Więc całymi wieczorami
Zamiast lekcji uczyć się
Wystawałem pode drzwiami
Primadonny z variete
Potem w domu, po kryjomu
Z fotografią donny tej
Pod kołderką się chowałem
I z nią razem zasypiałem
Wciąż całując obraz jej
I na sercu było lżej
O blondynki, brunetki
Szelmutki, kokietki
Ach jak nie kochać was
Nie zgrzeszyć chociaż raz
Dzisiaj jestem doświadczony
I kobiecą wartość znam
Znam ich złe i dobre strony
Wiem, że są niewierne nam
Wszystkie chciwe i uparte
I jak kot fałszywe tak
By powiedzieć co są warte
Ach doprawdy słów mi brak
Lecz niestety bez kobiety
Cóż byśmy robili, co
O czym ja bym tutaj śpiewał
Kto by z tego się zaśmiewał
Kto by nas zamęczał, kto
Detalicznie i en gros... Ilustracje: La Vie Parisienne
Irena Wiśniewska, Miki Obłoński Folguj szczątkom swej młodości
Rémy Belleau D΄un bouqueté le Mercredi des Cendres Z bukietem w Środę Popielcową danym Wisława Szymborska
Tę wiązankę świeżych kwiatków
Daję tobie jako świadków,
Że czas wiosny nie jest długi.
Nie trać chwili, która mija,
A rozkoszy, póki sprzyja,
Nie odwlekaj na dzień drugi.
Zanim ręką nieproszoną
Starość twoje zmarszczy łono
I drętwotę wrazi w kości,
Nie odrzekaj się ochoty
Do baraszków i pieszczoty,
Folguj szczątkom swej młodości.
Już surowa Parka czeka
U dwóch trumien, których wieka
Otworzyła nam na ścieżaj.
Pozwól życiu płynąć mile,
Pamiętając, że w mogile
Nic nie będziesz czuła – wierzaj.
Co cielesne - czas uśmierca,
Krwi nie szczędzi ani serca,
Płuc, muskułów ni wątroby,
Z żył wyżęte wyssie soki,
Aż ostatek cnej powłoki
Robaczywe zjedzą groby.
Pomnij, co rzekł ksiądz u fary
Sypiąc na nas popiół szary,
Kapłańskiemu ufaj słowu:
Pora, byśmy wiarę dali,
Żeśmy wszyscy z prochu wstali,
By w proch się obrócić znowu.
Irena Wiśniewska
Miki Obłoński Nie wpuszczą cię do mnie
Nie wpuszczą cię do mnie, mój drogi, nie...
Nie czekaj u mego progu
Nie wpuszczą cię do mnie, mój drogi
Matka ci powie: zajęta
Ojciec ci powie: natrętny
Babka zmarszczy czoło zmięte
Nie wpuszczą cię do mnie, mój drogi
Nie patrz przez okno w mą stronę
Podniosę na oknie zasłonę
Matka powie: razi słońce
Ojciec powie: zbyt gorąco
Babka przytaknie milcząco
Jej słuch już jest przytępiony
Nie czekaj u mego progu...
Gdy wszyscy snem legną zmorzeni,
Wtedy zapukaj do sieni,
Wtedy stań u mego progu...
Roznieciliśmy nasze ognisko By odgrodzić swoje wieczory Od ludzi wszystkich jak od chorób Niech się kołysze, niech błyska Niech złote śpiewają iskry W naszym ognisku... Siedzimy wieczorami Coś niedobrze się dzieje Płomień gaśnie, ciemnieje Kopeć oczernił pokój Pyta żona: co ci kochany? - A daj mi spokój... Ja wiem czemu smutno, mój drogi My lubimy bardzo czworonogi Zwierzę najlepszy przyjaciel Już na ulicy jestem jednym skokiem Przemierzam całe miasto szerokie Wracam
Z ogromnym kotem pod pachą Siedzimy wieczorami
Coś niedobrze się dzieje
Kot straszy bursztynowym okiem
Płomień gaśnie, ciemnieje
Przeglądamy... malarstwo włoskie...
Rany boskie jak nudno, rany boskie...
No - mówię - rady nie ma
Widać się do siebie nie nadajemy
Koniec z naszym ogniskiem
Ale sprośmy na ostatek
Wszystkich naszych kamratów
Ze szkolnej ławy, z popijawy
Zrobimy zabawę...
Przyszli goście Każdy opowiada Barwna talia się układa Z prostych opowieści Chwalimy życie z całej mocy Śpiewamy pieśni do północy... Pierwsza, goście już za progiem No i cóż moja droga I nam trzeba zabierać walizki Ale popatrz, popatrz Jak się kołysze i błyska Wielkim ogniem, słoneczną iskrą Nasze ognisko I nasz kot jest bardzo piękny Z tym bursztynowym okiem
Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko na paluszkach
Szczotkujemy wycieramy
Buty nasze twarze nasze
Żeby śladów nie zostawić
Żeby śladów nie zostało
Miasta nasze domy nasze
Na uwięzi się kołyszą
Tuż nad ziemią ledwo ledwo
Jak wiatr mały to nie widać
A jak wielki wiatr się zdarzy
Wielka bieda puszczą cumy
Zatrzepocą się zatańczą
Miasta nasze domy nasze
I polecą w stratosferę
Przygarbionych w pustym polu
Bez oparcia bez osłony
Bez niteczki choćby coby
Przytwierdzała nas do ziemi
Wiatr nas porwie i poniesie
Za kołnierze podniesione
Porozrzuca gdzieś w przestrzeni
Nam to nic przeczekamy
A jak skończy jak ucichnie
To wstaniemy otrzepiemy
klapy nasze rączki nasze
Żeby śladu nie zostało
Od początku zbudujemy
Miasta nasze domy nasze
Sprzęty nasze lampy nasze
Żeby wiatr miał czym kołysać
Loneliness - Rainer Maria Rilke (tłum. Zofia Brzostowska)
Samotność jest jak deszcz
I z morza powstaje by spotkać zmierzch
I z równin niezmiernie szerokich dalekich
W rozległe niebo nieustannie wrasta
Dopiero z nieba opada na miasta
Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu
Kiedy ulice biegną witać ranek
I kiedy ciała nie znalazłszy nic
Od siebie odsuwają się rozczarowane
I kiedy ludzie co się nienawidzą
Spać muszą razem bardziej jeszcze sami
Samotność płynie całymi rzekami...
Nad ranem - Bolesław Leśmian
Śpisz jeszcze... na twych rzęsach
Skra drobna poranku.
Strachy śnią się twej dłoni- bo i drga i pała.
Oddychaj tak bez końca. Czaruj - bez ustanku .
Kocham oddech twej piersi, ruch śpiącego ciała.
Przyjdzie noc o źrenicach zaświatowo łanich
I spojrzy i zabije... Polegniem - snem czynni
Jak to? Więc musim umrzeć tak samo jak inni
Jak ci - choćby z przeciwka?... Pomódlmy się za nich
Ileż lat już minęło od pierwszej pieszczoty?
Ile dni od ostatniej upływa niedoli?
Co nas wczoraj - smuciło? Co jutro zaboli?
I czy zbraknie nam kiedyś do szczęścia ochoty?