Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obłoński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obłoński. Pokaż wszystkie posty

U fotografa w parku - Jerzy Z. Goszczyński


Miki Obłoński
U fotografa w parku

Jerzy Zbigniew Goszczyński

Ulicznego fotografa plakat
W parku bramie zaciekawia wzrok
Na trzech nóżkach czarna skrzynka taka
Gdy ją widzisz, zwalniasz miła krok

Anachroniczny, czarodziejski grad
Potrafi jednak zatrzymać czas
Wiosnę i miłość, ciebie i mnie
Zatrzymać czas na wieków wiek

Przypomnisz mą miłość i mnie
Me serce i może poświęcisz im łzę
Park stary przypomnisz i dobre i złe
Ze zdjęcia znów uśmiech ci ślę

Anachroniczny, czarodziejski grad
Potrafi jednak zatrzymać czas
Widać szczęśliwy wiódł nas tutaj traf
Uśmiechnij się, fotograf daje znak…

Chodż na piwko naprzeciwko - Władysław Szlengel


Edward Jasiński - Chodź na piwko naprzeciwko
Miki Obłoński - Piwko


Władysław Szlengel

Żonka w domu czeka
Nie naciągaj mnie
Pozna już z daleka
Że urżnąłem się

Kiedyś oczywista
Będzie mała czysta
Dziś kufelek piwka
Starczy nam

Chodź na piwko naprzeciwko
Tam jest mały bar
Popijemy tam
Z kuflem sam na sam

Chodź na piwko naprzeciwko
Tam jest Jadzia z czarną grzywką
Średnie jasne, niech ja zgasnę
Rozweseli nas

Wódka naród gubi
Małe piwko nie
Człowiek piwko lubi
Piwko lubi mnie

Chodź na piwko naprzeciwko
Z piwka można tyć
Cała rozkosz w tem
Że coś niecoś zjem

W tamtym barze radio gra ci
Ja funduję, pan zapłaci
Chodź na piwko naprzeciwko
Chodźmy pić

Każdy jeden chytrze
Spędza wolne dnie
Jeden gra na cytrze
Drugi w karty rżnie

Rudy Józio stawia
Kuflem mnie zabawia
Co dzień mnie namawia
Właśnie tak

Chodź na piwko naprzeciwko...

Obraz: Alberto Morrocco

Sielanka - Andrzej Niemojewski


Miki Obłoński
Milutka, malutka

Sielanka
Andrzej Niemojewski

Gdy słońce na zachód pochyla swą skroń
I czołem się nurza w mgieł fali.
My teraz będziemy ślub brali!
Malutka, milutka, ty podaj mi dłoń,

Las-kościół organem zaszumiał przez liść,
Tłum cieniów gromadzi się w dali,
Noc-babka kościelna za chwilę ma przyjść
I gwiazdy na niebie zapali.

Wiatr lasu zakrystian omiata z drzew pył
I ołtarz ubiera we wieńce,
Już księżyc ksiądz proboszcz, staruszek bez sił
Podąża, by związać nam ręce.

Spogląda na niebo, gdzie biały drży ptak,
I komżę obłoku przywdziewa,
Skowronek-ministrant do ślubu dał znak,
Chorałem ozwały się drzewa.

"Ty kochasz?" wietrzny zapytał się głos,
Wnet echa sąsiadki dokoła
Chwytają odpowiedź... Ha, szczęsny padł los,
Z uznaniem się chylą drzew czoła.

A kwiaty wonieją, a z hymnem brzmi las,
Pójdź luba, na święto miłości!
Orkiestra słowików swem pieniem czci nas,
A wkoło się zbiera tłum gości.

Na czele orszaku dąb praszczur, śród chmur
Drżą gwiazdy, a księżyc dobrodziej
Za zdrowie by wypił, zagląda więc w bór,
Uśmiecha się, zerka, podchodzi.

Mgły wiotkie rusałki śród pląsów mkną w dal,
Przygrywa muzyka dąbrowy,
Pan młody z swą panią opuścić chce bal,
Do ślubnej podążyć alkowy...

Malutka, milutka, ty rękę mi daj,
Wspaniałeż to było wesele!
Pałacem zieleni otacza nas maj
I ciepłe nam łoże z mchu ściele.

W namiętnych uściskach prześnimy nasz sen,
Nim ranek swym chłodem go spłoszy,
Nim cudna sielanka zamieni się w tren,
A w gorycz kropelka rozkoszy.

Nim życie nas zbudzi do łez
I ciernie przymiesza do kwiatów,
Nim sami powiemy, przebiegłszy znów kres,
Że była z nas para wariatów!

Obrazy: Robert Payton Reid, Eugene de Blaas

Lunatyk - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


Miki Obłoński - Lunatyk

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Idzie miesiąc przez niebo, o chmury się potyka,
mocno świeci w czarnym bezdrożu -
zaczepił promieniem o twarz lunatyka
śpiącego w srebrzystym łożu.

Lunatyk w śnie się miota obok srebrnej żony,
zrzuca z siebie siwe atłasy
i wstaje z łoża śpiący, i patrzy stęskniony
oczyma z perłowej masy.

Długi promień się zwinął wkoło lunatyka,
ciągnie go mocno pod łokcie -
on zaś z sennym uśmiechem nieżywego Chińczyka
zakrzywia srebrne paznokcie.

Po czym lunatyk z cieniem, jak dwa koty zwinne,
biały jeden, z czarny drugi,
przez sypialnię z balkonu przechodzą na rynnę
trzymając się srebrnej smugi.

Tymczasem z okna spadły ciche, białe kraty,
a dziwadła wypełniły pokój -- -- --
ktoś otulił brokatem w księżycowe kwiaty
srebrną żonę, leżącą na boku...

Obraz 2: Adriana Laube

Z kobietami ciężka sprawa


Miki Obłoński
Z kobietami ciężka sprawa
(Blondynki, brunetki)

Marian Domosławski


Z kobietami ciężka sprawa
Trudno poznać czego chcą
Każda z nich jest zbyt ciekawa
Każda ma kaprysów sto
Nigdy nie wiesz co cię spotka
W towarzystwie pięknej płci
Ta jest miła, czuła, słodka
Ta do oczu skacze ci

Oj kobietki, oj kobietki
Czemu tak jesteście złe
Zycie chłopom zatruwacie
Mężom rogi przyprawiacie
Jeszcze z nich śmiejecie się
To nieładnie, brzydko, fe

O blondynki, brunetki
Szelmutki, kokietki
Diabełek siedzi w was
I kusi raz po raz
O blondynki, brunetki
Szelmutki, kokietki
Ach jak nie kochać was
Nie zgrzeszyć chociaż raz

Gdy sztubakiem jeszcze byłem
Uwielbiałem piękną płeć
I po nocach ciągle śniłem
By z kobietą romans mieć
Więc całymi wieczorami
Zamiast lekcji uczyć się
Wystawałem pode drzwiami
Primadonny z variete
Potem w domu, po kryjomu
Z fotografią donny tej
Pod kołderką się chowałem
I z nią razem zasypiałem
Wciąż całując obraz jej
I na sercu było lżej

O blondynki, brunetki
Szelmutki, kokietki
Ach jak nie kochać was
Nie zgrzeszyć chociaż raz

Dzisiaj jestem doświadczony
I kobiecą wartość znam
Znam ich złe i dobre strony
Wiem, że są niewierne nam
Wszystkie chciwe i uparte
I jak kot fałszywe tak
By powiedzieć co są warte
Ach doprawdy słów mi brak

Lecz niestety bez kobiety
Cóż byśmy robili, co
O czym ja bym tutaj śpiewał
Kto by z tego się zaśmiewał
Kto by nas zamęczał, kto
Detalicznie i en gros...

Ilustracje: La Vie Parisienne

Z bukietem w Środę Popielcową danym - Remy Belleau


Irena Wiśniewska, Miki Obłoński
Folguj szczątkom swej młodości

Rémy Belleau
D΄un bouqueté le Mercredi des Cendres
Z bukietem w Środę Popielcową danym

Wisława Szymborska

Tę wiązankę świeżych kwiatków
Daję tobie jako świadków,
Że czas wiosny nie jest długi.
Nie trać chwili, która mija,
A rozkoszy, póki sprzyja,
Nie odwlekaj na dzień drugi.

Zanim ręką nieproszoną
Starość twoje zmarszczy łono
I drętwotę wrazi w kości,
Nie odrzekaj się ochoty
Do baraszków i pieszczoty,
Folguj szczątkom swej młodości.

Już surowa Parka czeka
U dwóch trumien, których wieka
Otworzyła nam na ścieżaj.
Pozwól życiu płynąć mile,
Pamiętając, że w mogile
Nic nie będziesz czuła – wierzaj.

Co cielesne - czas uśmierca,
Krwi nie szczędzi ani serca,
Płuc, muskułów ni wątroby,
Z żył wyżęte wyssie soki,
Aż ostatek cnej powłoki
Robaczywe zjedzą groby.

Pomnij, co rzekł ksiądz u fary
Sypiąc na nas popiół szary,
Kapłańskiemu ufaj słowu:
Pora, byśmy wiarę dali,
Żeśmy wszyscy z prochu wstali,
By w proch się obrócić znowu.

Nie wpuszczą cię do mnie


Irena Wiśniewska
Miki Obłoński

Nie wpuszczą cię do mnie

Nie wpuszczą cię do mnie, mój drogi, nie...
Nie czekaj u mego progu
Nie wpuszczą cię do mnie, mój drogi
Matka ci powie: zajęta
Ojciec ci powie: natrętny
Babka zmarszczy czoło zmięte
Nie wpuszczą cię do mnie, mój drogi

Nie patrz przez okno w mą stronę
Podniosę na oknie zasłonę
Matka powie: razi słońce
Ojciec powie: zbyt gorąco
Babka przytaknie milcząco
Jej słuch już jest przytępiony
Nie czekaj u mego progu...

Gdy wszyscy snem legną zmorzeni,
Wtedy zapukaj do sieni,
Wtedy stań u mego progu...

Nasze ognisko - Andrzej Bursa


Leszek Długosz, Miki Obłoński - Nasze ognisko

Andrzej Bursa


Roznieciliśmy nasze ognisko
By odgrodzić swoje wieczory
Od ludzi wszystkich jak od chorób
Niech się kołysze, niech błyska
Niech złote śpiewają iskry
W naszym ognisku...

Siedzimy wieczorami
Coś niedobrze się dzieje
Płomień gaśnie, ciemnieje
Kopeć oczernił pokój
Pyta żona: co ci kochany?
-  A daj mi spokój...

Ja wiem czemu smutno, mój drogi
My lubimy bardzo czworonogi
Zwierzę najlepszy przyjaciel
Już na ulicy jestem jednym skokiem
Przemierzam całe miasto szerokie
Wracam
Z ogromnym kotem pod pachą 


Siedzimy wieczorami


Coś niedobrze się dzieje
Kot straszy bursztynowym okiem
Płomień gaśnie, ciemnieje
Przeglądamy... malarstwo włoskie...
Rany boskie jak nudno, rany boskie...

No - mówię -  rady nie ma
Widać się do siebie nie nadajemy
Koniec z naszym ogniskiem
Ale sprośmy na ostatek
Wszystkich naszych kamratów
Ze szkolnej ławy, z popijawy 
Zrobimy zabawę...

Przyszli goście
Każdy opowiada
Barwna talia się układa
Z prostych opowieści
Chwalimy życie z całej mocy
Śpiewamy pieśni do północy...

Pierwsza, goście już za progiem
No i cóż moja droga
I nam trzeba zabierać walizki
Ale popatrz, popatrz
Jak się kołysze i błyska
Wielkim ogniem, słoneczną iskrą
Nasze ognisko
I nasz kot jest bardzo piękny
Z tym bursztynowym okiem

Przychodzimy, odchodzimy


Piwnica Pod Baranami
Przychodzimy, odchodzimy

Janusz Jęczmyk


Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko na paluszkach
Szczotkujemy wycieramy
Buty nasze twarze nasze
Żeby śladów nie zostawić
Żeby śladów nie zostało
Miasta nasze domy nasze
Na uwięzi się kołyszą
Tuż nad ziemią ledwo ledwo
Jak wiatr mały to nie widać
A jak wielki wiatr się zdarzy
Wielka bieda puszczą cumy
Zatrzepocą się zatańczą
Miasta nasze domy nasze
I polecą w stratosferę
Przygarbionych w pustym polu
Bez oparcia bez osłony
Bez niteczki choćby coby
Przytwierdzała nas do ziemi
Wiatr nas porwie i poniesie
Za kołnierze podniesione
Porozrzuca gdzieś w przestrzeni
Nam to nic przeczekamy
A jak skończy jak ucichnie
To wstaniemy otrzepiemy
klapy nasze rączki nasze
Żeby śladu nie zostało
Od początku zbudujemy
Miasta nasze domy nasze
Sprzęty nasze lampy nasze
Żeby wiatr miał czym kołysać

Obraz: Gustaw Gwozdecki

Samotność


Kalina Jędrusik, Miki Obłoński
Samotność


Loneliness - Rainer Maria Rilke
(tłum. Zofia Brzostowska)

Samotność jest jak deszcz
I z morza powstaje by spotkać zmierzch
I z równin niezmiernie szerokich dalekich
W rozległe niebo nieustannie wrasta
Dopiero z nieba opada na miasta

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu
Kiedy ulice biegną witać ranek
I kiedy ciała nie znalazłszy nic
Od siebie odsuwają się rozczarowane
I kiedy ludzie co się nienawidzą
Spać muszą razem bardziej jeszcze sami
Samotność płynie całymi rzekami...

Nad ranem - Bolesław Leśmian

Śpisz jeszcze... na twych rzęsach
Skra drobna poranku.
Strachy śnią się twej dłoni- bo i drga i pała.
Oddychaj tak bez końca. Czaruj - bez ustanku .
Kocham oddech twej piersi, ruch śpiącego ciała.

Przyjdzie noc o źrenicach zaświatowo łanich
I spojrzy i zabije... Polegniem - snem czynni
Jak to? Więc musim umrzeć tak samo jak inni
Jak ci - choćby z przeciwka?... Pomódlmy się za nich

Ileż lat już minęło od pierwszej pieszczoty?
Ile dni od ostatniej upływa niedoli?
Co nas wczoraj - smuciło? Co jutro zaboli?
I czy zbraknie nam kiedyś do szczęścia ochoty?

Obrazy: Serge Marshennikov