Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gajos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gajos. Pokaż wszystkie posty

Pa! - role - Andrzej Poniedzielski


Pa! - role - Parole parole


Andrzej Poniedzielski


Nie zagram już, nie zagram już
Żadnej z ról, żadnej z ról
Upomnę się dziś o mój śmiech
O sens i ból, nawet o ból

Nie a propos, a życiem moim
Życiem moim żyć wolę
Gdyby pytał ktoś
Ja po siebie wracam

Szumi mi w głowie „Wiśniowy sad”
Tam „Sen nocy letniej”
Na huśtawce tych dwoje kołysze
Julia z Ofelią błagają o ciszę
I Lady Makbet zabiera do SPA
Trzy siostry i już
Już żadna z nich to ja

Pa! - role, pa! - role, pa! - role...💚💜💛💙
Naprawdę pa! - role
Już siebie wolę

Nie zagram już...

Magda Umer i Janusz Gajos

Epitafium dla frajera - Jonasz Kofta



Jonasz Kofta, Janusz Gajos
Epitafium dla frajera


Żył raz Frajer
Wierzył w bajer
Potem umarł

Nad grobem cztery
Inne Frajery
Wbite w gajery
Wytarte, starte
W cholernym słońcu
Stali bez końca
Jakby po piwo
Albo ćwiarę

Aż wreszcie jeden
Niemłody Frajer
Łzę łyknął gorzką
Jak zajzajer
I w taki gorąc
O suchym gardle
Na siebie biorąc
Żałobne parle
Powiedział:

Przyjacielu
Trochę serca nam ubyło
Ile naprawdę
Jeszcze nie wiemy
Pamięć o tobie
Poniesiemy
Zrobimy z nią
Ile umiemy
Ci co z urzędu
Wieńce kładli
Musieli odejść
Do swych spraw
Nas tak jak ciebie
Czas nie nagli
Frajerzy zawsze
Mają czas
Bracie spod jednej anatemy
Żegnamy cię i dziękujemy

Że ci się chciało
Być zakałą
Gdy wystarczało
Głośno klaskać
Że ci się chciało
Widzieć całość
Gdy wystarczała
Biała laska

Że ci się chciało
Być tylko sobą
Zwyczajnie dobro od zła
Odróżniać
Kiedy nikogo
Nie było obok
Tylko służalcza
Szepcząca próżnia

Że ci się chciało
Myśleć tak mało
O swoich własnych
Nielekkich losach
Że ci godności
Wystarczało
By nie dorzucać
Drewna do stosów
Że ci się chciało...

Że ci się chciało
Ciężki Frajerze
Przeżyć po ludzku
Swe ludzkie życie
Choć w zmartwychwstanie
Nikt z nas nie wierzył
Ni w wieczną rzeczy pamięć
W granicie
Bracia spod jednej anatemy
Żegnamy cię
I dziękujemy

Cztery frajery
Wbite w gajery
Jeszcze postały
Chwilkę na słońcu
Ptaszki ćwierkali
A oni stali
Po dobrej chwili
Poleźli w końcu
I zapomnieli dać po czerwońcu

Ja bym takiego klienta
W życiu nie wpuścił na cmentarz

Ballada skandynawska - Wojciech Młynarski


Janusz Gajos
Ballada Skandynawska

Maciej Damięcki
Korespondencja ze Skandynawii

Wojciech Młynarski


Jestem bardzo nieszczęśliwy
przez miłości nagłe zrywy,
każdą panią me uczucie tłamsi, dławi,
więc by z życiem to skoordy¬
nować, odwiedziłem fiordy,
bo najdziksze są dziewczyny w Skandynawii.
O miłości pośród śniegów
śniłem, płynąc z Kołobrzegu,
męski uśmiech lekko igrał mi na twarzy
I nadziei pełen w Malmó
wysiadałem, a krok za mną
rudy wiking - mej podróży współtowarzysz.

Nie uszedłem kroków stu,
gdy uwagę moją tu
zaprzątnęła wyjątkowo szpetna Szwedka.
Rudy wiking zwolnił krok
i - jak ja - też wbił w nią wzrok,
choć to była wyjątkowo szpetna Szwedka.
Ona miała w sobie coś,
cóż, od dawna mamy dość
dziewcząt, które się maluje na winietkach.
Biegłem, czując poszum krwi,
lecz - niestety - znikła mi
z tamtym rudym - przecudownie szpetna Szwedka.

Lecz choć los pognębić chciał mnie,
szybko wziąłem kąpiel w saunie –
sauna to jest coś w rodzaju naszej bani –
i nie patrząc już na Szwedki,
wykąpany, świeży, letki,
tak jak stałem, wypuściłem się do Danii.
O miłosnych mych wyczynach
śniłem, płynąc przez cieśniny
I nie bacząc na podróży ciężkie trudy,
w Kopenhagę szedłem śmiało,
lecz za chwilę już ujrzałem –
przed lotniskiem czekał na mnie tamten wiking rudy.

Chciałem z oczu zniknąć mu,
gdy uwagę moją tu
zaprzątnęła wyjątkowo dumna Dunka.
Rudy wiking zwolnił krok
i - jak ja - też wbił w nią wzrok,
bo to była wyjątkowo dumna Dunka.
Ona miała w sobie coś,
cóż, od dawna mamy dość
lekkich dziewcząt zbyt pochopnych w swych
stosunkach,
lecz ten wiking ubiegł mnie,
no, i znikli w duńskiej mgle -
rudy drab i przecudownie dumna Dunka.

Lecz choć los mnie znowu kopnął,
czułem, że swojego dopnę
i w szczęśliwą moją gwiazdę wciąż wierzyłem,
więc nie bacząc na frasunek,
tudzież czując wstręt do Dunek,
tak jak stałem, do Finlandii się puściłem.
W cieniu sosen pożądanie
śniłem w mym aeroplanie
i choć droga wymęczyła mnie daleka,
na Helsinki gnałem śmiało,
lecz po chwili już struchlałem –
przed lotniskiem rudy wiking na mnie czekał.

Chciałem z oczu zniknąć mu,
gdy uwagę moją tu
zaprzątnęła wyjątkowo zwinna Finka.
Rudy wiking zwolnił krok
i - jak ja - też wbił w nią wzrok,
bo to była wyjątkowo zwinna Finka.
Znacie państwo dalszy ciąg,
więc niech wie, kto szczęścia pąk
chciałby zerwać pośród Skandynawii śniegów,
że się zowie wiking ten
Olaf Fritiof Skjerwesen
i że bardzo się należy go wystrzegać!