Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muracki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muracki. Pokaż wszystkie posty

Zabłądziła moja łódź - Jaromír Nohavica

Jaromír Nohavica - Zbloudilý koráb
Marian Opania - Zabłądziła moja łódź

Antoni Muracki


Ocean wokół mnie, a ponad głową błękit
Daleko został brzeg, na oślep płynę gdzieś
Busolę trafił szlag, zapadam się w odmęty
A diabeł waha się – ocalić mnie, czy nie

Zabłądziła moja łódź, unoszona biegiem fal
Zapomniałem już jak o pomoc wołać mam
Zabłądziła moja łódź, gna w cyklonu czarną kadź
I ciężko, gdy upadnę, będzie wstać

Spienione grzywy fal, jak burza twoich włosów
Gdy zdobyć chciałem świat, jak rycerz Scaramouche
Na sercu noszę znak, pamiątkę naszych losów
Tamtych szczęśliwych lat, które nie powrócą już...

Zabłądziła moja łódź…

Za widnokręgu mgłą, choć nie wiem gdzie dokładnie
Już czeka nowy ląd, poznam triumfu smak
Czy chybotliwa łódź wytrwa, czy legnie na dnie
Przeżyje tylko ten, kto przed śmiercią skryje strach

Moja mała wojna - Jaromir Nohavica

Antoni Muracki

Jaromir Nohavica - Moje malá válka
Antoni Muracki - Moja mała wojna

Wetknąłem dzisiaj w klapę orderów wstążki strojne,
by odejść przed wieczorem na swoją małą wojnę.
I choć jej nie oznajmił edykt cesarza pana,
nie będzie już odwrotu, gdy krwawi pierwsza rana.

Tamburyn mego serca bije o skóry pancerz
We mnie chorągiew hufca łopoce przed wymarszem.
Ja – wieczny zgody piewca, miłości przednie straże
Dziś kreślę trupią główkę pastelą na sztandarze.

Trzymajcie za mnie kciuki, bo boję się ogromnie
A wiele krwi popłynie na mojej małej wojnie
I wspominajcie dobrze – nim przyjdą wieści z frontu,
bo ja odchodzę bronić myślowych horyzontów.

Bronić tej piędzi ziemi, nie większej niż pół metra,
Wystarczy dla mnie miejsca, dla czapki, butów, swetra.
Gdy moje, moje biorą, pod wieczór ruszam pieszo
Na moją małą wojnę, z mieczem – przeciwko mieczom.

Silueta - Sylwetka - Jaromír Nohavica


Jaromír Nohavica - Silueta
Sylwetka

Antoni Muracki

Z mego okna dobrze widać pani dom
Pani szyby za zasłoną
Cały wieczór w świetle toną

I tak trudno mi się poddać własnym snom
Gdy na okna biały ekran
Pani postać noc wyświetla

Pani mąż podjechał i już idę spać
Wiercę się na lewym boku
W sercu smutek i niepokój

Pani nie wie co bym chciał jej dzisiaj dać
Tyś jak rana ma śmiertelna
Czysta i nieskazitelna, miłość

Hlídač krav - Pastuch - Jaromir Nohavica

Jaromír Nohavica - Hlídač krav - Pastuch
Antoni Muracki

Gdy byłem mały wciąż mi mówił tata
że jeszcze zrobi ze mnie adwokata
więc paragrafy musiałem wbijać do głowy

Taki adwokat grubą forsę kosi
siedzi w fotelu i dłubie palcem w nosie
a ja mu na to, że wolę wypasać krowy

Ja chciałbym
Mieć czapkę z pomponem z boku
jeść ulęgałki, pływać w potoku
i śpiewać przez cały dzień
refrenik ten, tak śpiewać

pam pam padam pam pada dam
pam pam padam pam pada dam
pam pa da da dam pa da da da-am

Stosy książek pod choinkę dawali mi
ale nadal nie umiałem odnaleźć w nich
prostej instrukcji – jak wypasa się krowy

Pytałem starszych, lecz każdy się śmiał
i telefon do lekarza podać mi chciał
i pytał czy poza tym w domu wszyscy są zdrowi

Ja chciałbym…

Dziś choć podrosłem i swoje już wiem
parę rzeczy mogę zmienić, a paru nie
to gdy mi smutno w mokrej kładę się trawie

Z dłońmi za głową sobie leżę, a co!
gapię się w granatowe nieba tło,
gdzie wśród obłoków moje łaciate krowy się bawią

Fotbal - Futbol - Jaromír Nohavica


Jaromír Nohavica - Fotbal
Futbol

Antoni Muracki

Niedziela, piąta pięć
stadion Banika
Dwa piwka wprowadzę –
-lubię przykirać
Nie gap się, frajerze,
bo bedzie kicha,
jak który mnie wkurzy
dostaję świra

Sie stoi, no bo jak
Nie pchaj się, wale!
Spartanie, hak wam w smak!
Ostrawa, dalej!
Całe trybuny wrą,
te, zamknij paszcze!
Witamy. vivat sport,
a futbol zwłaszcza.

Na rogi zero trzy
lecz nie ma gola
Skoście go, chłopaki!
Liga to liga.
W robocie druga zmiana,
więc żem to olał,
hej, koleś, nie zasłaniaj!
Dajcie dwa piwa.

Trawa zielona jest,
hej, sędzia, czyś pan ślepy?
Ostrawa dalej, fest,
Nasz Kula gra najlepiej
Dychę za bilet chcą,
więc im pokażcie!
Witamy, vivat sport,
a futbol zwłaszcza.

Gdzie leziesz, łachmyto
Chovanec – kartka
Ale mu sprzedał sito!
Walcie na bramkę!
Dokopcie Prażanom,
chromolić Spartę!
Po trupach, iść na całość –
pięć żółtych kartek

Ja razem z kibicami,
bo w końcu to mój klub.
Spalony ?– nie ma bramy?
Sędziemu rozbić dziób!
Już autokarów rząd
stoi na kapciach.
Witamy, vivat sport,
a futbol zwłaszcza.

Ty łajzo, zamknij twarz,
no ty, w tym ortalionie,
gówno się na tym znasz,
znalazł się, kurna, Boniek
Mógłbyś już cicho siedzieć,
nim coś się stanie,
a w ogóle – wypad, zgredzie,
bo strzelę w banię!

Po meczu, oczywiście,
pije kto umie pić
Hej, kelner – można szybciej,
sześć wódek, ino w mig!
Partacze, niech ich czort,
skopać im kuper!
Witamy, vivat sport,
futbol jest super

Darmodziej - Jaromir Nohavica

Jaromír Nohavica - Darmoděj
Stanisław Sojka - Darmodziej

Antoni Muracki

Słyszałem jego krok
Wzdłuż mojej kamienicy
Utkwiłem chciwy wzrok
Gdy kroczył po ulicy
Chorałem flet mu brzmiał
donośnie - niczym dzwon
I był w tym cały żal
i czerń tysiąca wron
I wtedy zrozumiałem nagle
Że to on

Na boso zbiegłem w dół
Wyszedłem mu naprzeciw
W podwórzu głodny szczur
Buszował w stercie śmieci
Przy bokach ciepłych żon
Gdzie chuć z miłością śpi
Wtuleni w kołdry schron
Rodzinny grali film
A ja tak chciałem znać odpowiedź
Dokąd iść

Po bruku gnałem w dół
Żeby mu zabiec drogę
Miał płaszcz z wężowych skór
I wokół wiało chłodem
Obrócił ku mnie twarz
Swe oczy pełne wron
A blizny dawny blask
skrywały niby szron
I wtedy zrozumiałem nagle
Kim był on

Ze strachu ledwo szedł
I słaniał się jak kloszard
Do ust przykładał flet
Od Hieronima Boscha
W niebie się księżyc tlił
Jak lampa w ciemną noc
Jak mój sumienia krzyk
Gdy rzyga schlane w sztok
I że to jest Darmodziej
Czułem, że to właśnie on

Mój Darmodziej, miłość gra
Wierny naszym losom
Bard, który zna wszystkie sny
I przemyka nocą
Mój Darmodziej, słodki grzech
Z jadem pod językiem
Gdy sprzedać chce to co ma
Igły ze słownikiem

Przez miasto wczoraj szedł
Ot - zwykły domokrążca
A drogi jego kres
Znaczyła krwawa wstążka
Flet jego wziąłem ja
A brzmiał mi niczym dzwon
I był w nim cały żal
I czerń tysiąca wron
I wtedy już wiedziałem
Że ja to on

Divoké koně - Dzikie konie - Jaromír Nohavica


Jaromír Nohavica - Divoké koně
Pamięci Włodzimierza Wysockiego

Dzikie konie

Antoni Muracki


Widziałem dziś dzikie konie
Jak biegły poprzez mrok
W krąg unosiła się woń tytoniu
Niczym smog.

W galopie bez uzdy, w galopie bez siodła,
Przez rzeki, pośród gór.
Diabeł wie, jaka tęsknota je tu wiodła
W tuman chmur.

Morze przestwór nad przestworzem
Albo wieczności pył.
Nie umieraj wiaro, fruń jak orzeł,
Gdy dość sił.

Słodka woń klaczy syci nozdrza,
Jezioro brzegiem tnie.
Pożądanie to pieśń wieczorna,
Dzika pieśń.

Rozpuszczają włosy trawy
I stają w jeden rząd.
Król ze świtą nad zbójcami krwawy
Czynią sąd.

Chciałbym jak dziki koń gnać, biec po lesie,
Nigdy nie wracać już.
Handlarzom koni – wara, niech ich niesie
Drogi kurz...

Plebs blues - Jaromir Nohavica

Jaromir Nohavica - Plebs blues

Antoni Muracki

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem piramidy
W Cheopsa czy Ramzesa chciałem splunąć twarz
Roboczy wół z miliona innych ledwie żywych
Co na czyjś rozkaz musi dźwigać każdy głaz
A oni mają wizję skrzydlatego Sfinksa
By po wsze czasy wysławiano ich
Ja do pershingów wkręcam jakieś świństwa
I kiedy coś się schrzani – pierwszy biorę w pysk

To jest mój plebs blues, plebs blues, plebs blues…

I jestem wdzięczny za pęk brukwi czy cebuli
Ja –pajac dziejów, bezimienny widz
Włócznia Cezara, wykałaczka Kaliguli
Skaza na negatywie, którą łatwo zmyć
I co podnoszę głowę –czuję chłód nagana
Reżim czy demokracja –dla mnie jeden pies!
Więc wątpię w miłosierną moc Chrystusa Pana
I w to, czy w ogóle jakiś Chrystus jest

Ja na swym krzyżu ponoć dźwigam losy świata
Chociaż na co dzień mam ze światem pański krzyż
Co z tego, że na księżyc człowiek może latać
Gdy ja niezmiennie w gnoju muszę tkwić
Ja przecież też mam serce, serce które płonie
Myślicie, że wystarczy chlebem zatkać dziób
Popatrzcie tylko na me spracowane dłonie
Czemu nikt nie chce słuchać moich słów

Nie wierzę w puste słowa, wierzę tylko w siebie
Bo czego nie zagarnę – nie będę miał
Raj mi po śmierci, głupcy, obiecują w niebie
A ja tu żyję i tu chciałbym mieć swój raj
Choć jestem tylko jednym z bitych i przegranych
Ja –kółko w maszynerii, w końcu mówię –nie!
Te głupie piramidy wznoście sobie sami
Możecie mnie dziś wszyscy pocałować w de..

Pijte vodu - Pijcie wodę - Jaromir Nohavica

Jaromir Nohavica - Pijte vodu
Pijcie wodę

Antoni Muracki

Pijcie wodę, pijcie pitną wodę
Pijcie wodę a nie tylko rum
Pijcie wodę, pijcie pitną wodę
Pijcie wodę a nie tylko rum

Raz kolejarz smutny poczuł chęć
Ajerkoniak wypić na peronie pięć
Cały mu się zlepił dziób
Wtem nadjechał elektrowóz…no i łup

Każdy zna Becherów klan
Becherowkę prosto z dzbana piją tam
Więc Becherzy, sam pan wisz
Narzekają na wątrobę oraz krzyż

Piłem wódkę marki Gorbaczow
Potem coś wykrzykiwałem na nasz rząd
A od dziś będę w cieniu krat
Chlorowane ścieki pijał przez pięć lat

Mysmy sou chlapci z Ostrawy
Jedeme za robotou do Varsavy
Ctiri lahti vodky a moc piv
Velmi fajny kolektiv

W Ameryce pewien gość
Serią drinków został osłabiony dość
Winien ten ostatni drink
Że zarzygał całą Piątą Avenue





Stanice Jiřího z Poděbrad - Na stacji Jerzego z Podebrad - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Stanice Jiřího z Poděbrad
Na stacji Jerzego z Podebrad

Antoni Muracki

Widzimy się co dzień na schodach w metrze,
gdy ona jedzie na dół – ja na powierzchnię
Ja wracam z nocnej zmiany,
a ty pracujesz rano
Ja jestem niewyspany,
ty z twarzą zatroskaną

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad

Praga o szóstej jeszcze sennie ziewa
i tylko my naiwni – robimy co trzeba
Ja spieszę się z kliniki,
gna do kiosku ona
Zmęczone dwa trybiki,
dwie wyspy wśród miliona

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Choć o tej samej porze - randki są ruchome,
bo w tym tandemie każdy jedzie w swoją stronę
Ja w lewo, ona w prawo
nie ma odwrotu
ją czeka Rude pravo
a na mnie pusty pokój

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Na czarodziejskich schodach czuję w sercu drżenie,
gdy kioskareczka Ewa śle mi swe spojrzenie
W pospiechu ledwie zdążę
powiedzieć - „witam z rana”,
bo całowania w biegu
surowo się zabrania

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad

A Praga drzemie i nic jeszcze nie wie
o dwojgu zakochanych, zapatrzonych w siebie
Już tęsknią nasze włosy
pędem rozwiane
do tego, co nas czeka
do tego, co nieznane

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Hrdina nebo dezertér - Bohater albo tchórz - Jaromir Nohavica


Jaromír Nohavica
Hrdina nebo dezertér

Bohater albo tchórz

Antoni Muracki

Nad ziemią w bliznach okopów latają wrony,
dżdżownice po deszczu wylazły z podziemnych bruzd.
Mężczyźni zastygli na miejscu,
niepewność zawisła w powietrzu
I który z nas to bohater, a który tchórz?

Sercu, co wali jak młot, kazać cykać miarowo.
Czapkę ozdobić wachlarzem z bojarskich piór.
Trafionym już mówić nie muszę,
że mam na ramieniu swą duszę
I nie wiem, czy bohater ze mnie, czy też tchórz.

W kieszonce plecaka zawsze mam zdjęcia swych bliskich.
Na północ, a nie na południe obrano kurs.
Szaleństwo nad nami plon zbiera,
a ja jeszcze nie chcę umierać,
ani jak bohater, ani też jak tchórz

Przeklęta era miłości i nienawiści
Dotknij i bierz - mówił Faust - przeszkody krusz.
Po dłoni pełznie dżdżownica,
a ja jeszcze chwytam się życia,
trochę jak bohater, a może i jak tchórz.

Odwagi mam dość, choć skulona, przeczekać chce w błocie,
maleńki wierzchołek rozległych lodowych wzgórz.
W oczach mam rozpacz - więc krzyczę,
gdzie jest, gdzie jest mój zbawiciel,
który mi powie, że bohater ze mnie, a nie tchórz.

Zatimco se koupes - Gdy się miła kąpiesz - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica
Zatimco se koupes

Gdy się miła kąpiesz

Antoni Muracki

Gdy się kąpiesz w wannie,
Myjesz sobie plecy
Złupiłbym starannie
Twą istotę rzeczy...
Gdy się tak oddajesz wodzie,
Chciałbym móc cię wziąć jak złodziej.

Myśl przekracza krawędź
Przezroczystej ścianki
Piję drugą kawę
Nerwowo palę fajki
A za bardzo cienką ścianą,
Słyszę, jak się mydlisz pianą.

Woda jak to woda
Spokojnie sobie ciecze
Tylko dziko tęskni moja tęsknota
A czas się wolno wlecze
Fajka się dopala
Kawa stygnie
Krew się spienia.
Byłoby wspaniale
Gdyby serce popędliwe
Można mieć z kamienia.

Gdy się, miła, kąpiesz,
Myjesz sobie plecy,
Świat mną nieźle tąpie
I wszystko mi z rąk leci
Gdy ujrzę ciało twe półnagie -
Wszystkie pieniądze oddam za odwagę.

Mikymauz - Myszka Miki - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Mikymauz - Myszka Miki

Antoni Muracki

Budzę się szarym świtem i chwytam się za serce
czy coś tam jeszcze bije, czyżbym miał jeszcze szczęście?
A może już po mnie, bo mam buty woskowane
ku śmierci kołowrotek, bezsensowny ten sam ranek.

Nie ma z kim, nie ma o czym, nie ma co i nie ma jak
nie ma gdzie i nie ma po co, każdy jest z sobą sam.
Wychudły Don Kichot siodła swą Rozynantę,
a ślepy bóg za sterem prowadzi nasza łajbę.

Telefon niech milczy - nagranych uczuć dramat,
złe wieści jak bezpieka także przychodzą z rana.
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki,
mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Ranki bym zniszczył.

W radiu gra Chick Corea - prezenter dobry człowiek -
zaprawdę jest wesoło niczym w rodzinnym grobie.
Uśmiecham się jak mumia, mam wory pod oczami,
różowy świt mnie nudzi, dzień nowy już nie mami.

Coś mówisz o tym, co byś znów ze mną robić chciała,
pomału stygnie pościel, dołki po rozgrzanych ciałach.
Wszystko oblekła szarość - jak orzec czyjąś winę,
drwal machnął swą siekierą, łączącą przeciął linę.

Dwa łóżka jak dwa kraje dzielą pograniczne słupy,
wzdłuż ozdób na tapecie ciągną się kolczaste druty.
Gdy sen nadejdzie błogi, już nie męczą żadne zmory.
wszak była we mnie miłość - dziś pusta złość i gorycz.
Druty bym zniszczył.

Przeklęta ta godzina, moment, tej chwile przelot,
gdy rzeczy się wahają pomiędzy czernią a bielą,
gdy jeszcze półmrok toczy odwieczną wojnę z brzaskiem,
bezsenność jest cierpieniem, palącym oczy piaskiem.

A wszystko huczy w głowie i tępo kłuje w boku,
chciałbym na dobre zasnąć, nie myśleć i mieć spokój.
Z łokciami na kolanach - słucham, jak łzy twe płyną
Na życie już za późno - za wcześnie, żeby ginąć.

Co było jeszcze wczoraj, niepotrzebne dziś nikomu,
Ostatni kawy łyk, bo nie ma więcej kawy w domu.
Wszak przyjdzie, co przyjść musi, nadejdzie nieproszone,
Chleb z masłem zawsze spada nie na tę, co chcesz stronę
Masło bym zniszczył

Mówisz mi o nadziei i siecią słów oplatasz,
co jak szpiegowskie sondy krążą dookoła świata.
Rozebrać się z piżamy może bym umiał jeszcze,
dwadzieścia lat mówiłem, dziś już mi się mówić nie chce.

Z plakatu w ubikacji knur spasły do mnie mruga,
Pędząc zabiera wszystko spienionej wody struga.
Spłukuje to, co było i niesie wprost do ścieku,
a mnie tu przyjdzie zostać, nim zbraknie mi oddechu.

Macam się po nadgarstku, na dworze prawie świta,
zegar godziny bije i pogodnym dniem nas wita.
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki,
mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Miłość bym zniszczył.

Jako jelen když vodu chce pít - Niczym jeleń - Jaromír Nohavica

Jaromír Nohavica - Jako jelen když vodu chce pít
Elżbieta Wojnowska - Niczym jeleń

Antoni Muracki


Niczym jeleń, gdy wodę chce pić
szuka w lesie źródła ukrytego
niczym jeleń, gdy wodę chce pić

Wciąż pragnę przy tobie być
smutek serca - serca samotnego
wciąż pragnę przy tobie być

W samotności - pomóż mi
w moim życiu - pomóż mi
pomóż mojej opuszczonej duszy
ja w każdą noc do ciebie wołam
ja w każdą noc o pomoc wołam

Głęboka rozpacz za serce trzyma
mrok zasnuł oczy - w moich oczach zima
głęboka rozpacz za serce trzyma

Nigdy tak nie być samotnym - jak dziś
zza muru pychy, zza zamkniętych drzwi
nigdy tak nie być samotnym - jak dziś

Wierzę, że tak się stanie
i wbrew wszystkiemu usłyszysz me wołanie
wierzę, że tak się stanie

Liście z osiki zrywa już jesień
w pokorze przyjmę co mi los przyniesie
liście z osiki zrywa już jesień 

Pochod Marodů - Pochód zdechlaków - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Pochod Marodů
Pochód zdechlaków

Antoni Muracki

Dwadzieścia fajek w mig
i do kawy rum, rum, rum...
Dwie czyste, gorzkiej łyk
- a ty doktorku spójrz, spójrz, spójrz.
Coś szpetnie w piersiach gra
- cóż za odkrywczy fakt
W karetkach znają nas
- a każdy jak brat, brat, brat.

Twych nerek dobry los
nie wróci do łask, łask, łask.
Zatkanych tętnic splot
już stracił swój blask, blask, blask
Serce ma dziwny dźwięk
- sam nie wiem, co to jest?
Wszystko to głupstwo, więc
- żyjesz fest, fest, fest.

Cyrhoza, tromboza, gruźliczy kaszel,
tuberkuloza, tak - to wszystko nasze
Neuroza, skleroza, skrzypienie w plerach,
paradontoza, nie!, no to już afera.

Mám jizvu na rtu - Mam ledwie bliznę - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Mám jizvu na rtu
Tadeusz Woźniak - Mam ledwie bliznę

Antoni Muracki

Uwierzyć w rewolucję w moim wieku już nie mogę
I z trudem pod kapturem skrywam swoją wielką głowę
I nie smakuje mi podgotowany ryż z torebek
W kieszeni aspiryna, gdybym kiedyś był w potrzebie
A przez igielne ucho, po mojemu, przejść nie zdołam,
Przez las gnam chyłkiem, by mnie nie dopadła wilcza sfora
A co z aniołem ? - gdyby ktoś wiedzieć chciał -
Mam ledwie bliznę, bo przy mnie stał…

Popiół na marynarce, krawat pokryty sadzą
Moje niezgrabne palce z supłem sobie nie poradzą
Gdy czasem mi do płaczu – szybko łzy połykam
I tańczę w zgodnym rytmie – dopóki gra muzyka
Mam w oczach kawał świata , wiele mi wpadło w ręce
A gdy mą trąbią sławę – mam zawstydzone serce
A co z aniołem?...

Na zídce staré kašny - Na schodkach starej fontanny - Jaromír Nohavica


Antoni Muracki
Na schodkach starej fontanny

Fontanny starej schodki
siedzę przy twym boku
W dłoni mam kołacz słodki
a święty Mikołaj dziś - to ja
Frywolne dwa amorki
spadły nam z obłoków
a ja twój naiwny chłopczyk
na co ci się zdam

Pięciohalerz ze srebra
wrzucony do wody spadł na dno
Cudownych zdarzeń jedwab
otula nas swoją mgłą

Ciasto zjedliśmy razem
resztki zjadły ryby
Noc - mroczny czajnik marzeń
piegi komet w warkocz splata
Na dachach kotów straże
drżą księżycem szyby
coś blednąć gwiazdom każe
jak na początku świata

Kantorzy barokowi
drzemią przy organach
Dziś knajpy gwar ich złowił
na gulasz i kilka małych piw
Do rana śpiewał harmonii słowik
pieśń o zakochanych
że wszyscy jednakowi
w gotyku, jak i dziś

Popatrz, ktoś zaproszenie
śle nam z innych planet
Piotr kochał się w Magdalenie
miłość z 1790
Na świata starej scenie
wieczne miłowanie
Choć, wesprę cię ramieniem
wzlecimy razem w niebo

Starý muž - Starszy pan - Jaromír Nohavica

Jaromír Nohavica - Starý muž
Zbigniew Zamachowski - Starszy pan

Antoni Muracki

Gdy będę starszym panem
Będę grzebał w stercie ksiąg
I młode wino zlewał w dzban
Gdy będę starszym panem
Uczuć swych rozproszę mrok
I komu zechcę swą miłość dam
Pergamin kupię też i piórko, i tusz
I będę tkwił, jak mędrzec z Chin
Na brzegu rzeki
Gdy będę stary już

Gdy będę starszym panem
Kupię sobie stary dom
I jedno stare radio
Gdy będę starszym panem
Będę miał swój własny kąt
Przy oknie w kawiarni Avion
Pergamin kupię też i piórko, i tusz
I będę patrzył na idących dokądś ludzi
Gdy będę stary już

Gdy będę starszym panem
Sprawię sobie czarny frak
I szarą muszkę do fraka
Gdy będę starszym panem
Zamiast wody będę chciał
Pić lekkie wino z bukłaka
Pergamin kupię też i piórko, i tusz
I będę milczał, tak jak milczą ci
Co znają plan
I będę starszy pan

Až to se mnu sekne - Gdy odwalę kitę - Jaromír Nohavica


Jaromír Nohavica - Až to se mnu sekne - Gdy odwalę kitę

Antoni Muracki

Gdy czarne papierowe buty rano już ubiorę
A stara zyska pewność, że mi szychta wisi kalafiorem
To wyjdzie długi pochód mych żałobnych gości
Na Śląską Ostrawę po Sikory moście
Gdy odwalę kitę to będzie gites
Cudnie, fajnie i gites
Gdy definitywnie odwalę kitę

A że wszyscy mi są bliscy, to niech dzisiaj się uraczą
Niechaj rżnie muzyka, wino płynie, moje baby płaczą
I tak jak w robocie nie dawałem ciała
Chcę, by moja stypa była jak ta lala
Niech będzie gites
Cudna, fajna i gites
Gdy definitywnie odwalę kitę

Co niektórych zwali w niezłej chwili, niech ja skonam
Wie coś o tym kochanica tego, co był zszedł, Macdona
Więc jeśli miałbym wybrać - w łóżku czy też w klubie
Niech mnie trafi w trakcie tego, co tak lubię
To będzie gites
Cudnie, fajnie i gites
Gdy definitywnie odwalę kitę

Jedną mam wątpliwość - zabrać Żywca czy Red Bulla
Żeby tam na górze nie wyjść na jakiegoś ciula
Ja tam z sobą  biorę flaszkę  starej starki
Bo nie może szkodzić, gdy się nie przebiera miarki
To będzie gites
Cudnie, fajnie i gites
Gdy definitywnie odwalę kitę

Wiem, że Cię Boże nie ma, ale w końcu gdybyś był tak
Daj mnie tam, gdzie dawno siedzi stary Lojza Miltag
Z Lojzą razem w budzie u Orłowej, potem zaś na dole
Fedrując w mozole, tu też daj nam wspólną dolę
To będzie w pytę
Cudnie, fajnie i w pytę
Gdy definitywnie odwalę kitę

Gdy czarne papierowe buty rano już ubiorę
A stara zyska pewność, że mi szychta wisi kalafiorem
Wszystkie moje plany tak niewiele znaczą
W sumie było nieźle, ludzie mi wybaczą
Gdy odwalę kitę
Cudnie, fajnie i gites
Gdy definitywnie odwalę kitę...

👉TUTAJ  z tekstem Andrzeja Poniedzielskiego

Anděl strážný - Anioł Stróż - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Anděl strážný
Elżbieta Wojnowska - Anioł Stróż


Antoni Muracki

Tajemniczą twarz
Ma mój Anioł Stróż
Wierną pełni straż
Strzegąc mego snu

Widzi wszystko, co uczynię
Bym nie upadła dba
W dobrej chwili, w złej godzinie
Dłoń mi pomocną da
Ten mój Anioł Stróż

Ciężki ze mną los
Ma mój Anioł Stróż
Śmieję mu się w nos
A on jest tuż-tuż

A gdy już spotkam go na obłokach
Dzięki – szepnę mu
Że nie stracił mnie nigdy z oka
Boży urzędnik z chmur
Ten mój Anioł Stróż...