Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abramow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abramow. Pokaż wszystkie posty

I była plaża - Jarosław Abramow-Newerly


Alina Janowska - I była plaża

Jarosław Abramow-Newerly


I była plaża, pusta plaża, słońce spoza chmur
Taką piosenkę śpiewał kiedyś Aznavour
Po pustej plaży zakochani brzegiem morza szli
Lecz po francusku dużo lepiej wszystko brzmi

Szalona miłość spadła na mnie jak lawina z gór
Jakby z piosenki, którą śpiewał Aznavour
Mój Boże, cóż z tego, on jest daleko i w Paryżu
Ani mu się śni, że ta piosenka po francusku lepiej brzmi

Nadeszła jesień, Piotr wyjechał, przysłał kartkę z gór
Wspominał plażę, białe słońce spoza chmur
Na delegacji spędził przeszło siedemnaście dni
Mało zabawne i po polsku lepiej brzmi

Potem przyjechał, nagła sprzeczka, jakiś głupi spór
Tego nie śpiewał w swej piosence Aznavour
Mój Boże, dlaczego, odszedł przed chwilą
Pusta szklanka, zatrzaśnięte drzwi
Taka historia po francusku lepiej brzmi...

Autor nawiązuje chyba do piosenki
"Trousse Chemise", ale nie jestem do końca pewna.

W sobotę - Jarosław Abramow Newerly


Jan Kobuszewski
Ewa Florczak
W sobotę

Jarosław Abramow-Newerly


We wtorek nic nie działo się
Był nudny, bardzo nudny dzień
Na dworze padał mokry śnieg
A potem

W sobotę już nie było źle
W sobotę zobaczyłem cię
W sobotę powiedziałeś nagle, że
Kochasz mnie

W sobotę świat już nie był zły
W sobotę byłaś tylko ty
A potem, potem była już niedziela

W niedzielę wstałem niczym lew
Dokładnie ogoliłem się
W pokoju twój słowiczy śpiew
A potem.

Z powrotem dzień był tylko nasz
Patrzyłem długo w twoją twarz
Jak wariat powtarzałem w kółko, że
Kocham cię

Z powrotem tak jak młody chart
Przy tobie czuję się coś wart
A potem, potem był już poniedziałek

We wtorek mały polski fiat
Zajechał, w środku młody chwat
Szepnęłaś: "Mój cioteczny brat"
A potem

Z powrotem zachwiał się mój świat
I runął jak wiśniowy sad
Bez przerwy powtarzałem w kółko, że
Kocham cię

Z powrotem padał deszcz i grad
Z powrotem mam czterdzieści lat
Z powrotem czekam, czekam na sobotę

W sobotę wpinam w klapę kwiat
I jestem absolutnie rad
Zajeżdża mały polski fiat
A potem.

Co z tego, że cioteczny brat
Co z tego, że ma tyle wad
Niech powie, tylko wreszcie powie, że
Kocha mnie

Z powrotem świat nie będzie zły
Z powrotem będziesz tylko ty
A potem, potem niech cię bierze wtorek

Narodziny piosenki


Alina Janowska
Narodziny piosenki

Jarosław Abramow-Newerly
Stanisław Tym

Po wielu pracach, bólach i mękach
Powstała nowa polska piosenka
Muzyka łatwa, sens niezawiły
A tytuł miała króciutki: Miły

Miły, pamiętasz nasze pierwsze rendez-vous
Były to najpiękniejsze sny ze wszystkich snów
Przestań, po co od razu tyle łez
Nie płacz, a zresztą, rób, jak chcesz
Chcesz odejść, to idź, na lewo są drzwi
Na dworze, być może, pada deszcz
Niech pada. Odchodzisz? Nie

Piosenka przeszła bez echa
Ale Włoch by z niej zrobił drugie "Volare"
Niby ta sama, a jednak nie ta
Tak właśnie brzmiała z włoska: Aneta

Halo, Aneta, buon giorno, Aneta
Poznałam faceta, podobno poeta
Na Freta, Aneta, jest meta, szykuje się seta
Muzyka i feta na Freta, Aneta, serweta
Delikatesy, eks-im-port
Aneta, socjeta prima sort
Lambretta? To moja lambretta
Nie moja lambretta
Lambretta faceta, co mieszka na Freta
Na Freta, Aneta
La Strada? On gada, że jestem wedeta
Seksbomba, kobieta-rakieta, przesada
Aneta, brawo, schowane rendez-vous
Klawo, Giorgio przyjechał tu...
Aneta, czekam pod oknem na ciebie
O rety, o rety nie widzę lambretty
Aneta, gdzie moja lambretta
Aneta, Aneta - lambretta jest dawno na Freta
Cretino, od dwóch lat jestem kochanką tego faceta

Ballada o Chmielnej - Agnieszka Osiecka


Alina Janowska
Ballada o Chmielnej

Agnieszka Osiecka


Pan słyszał - Chmielnej ma już nie być.
Coś tam rozwalą, coś tam zburzą -
to śmieszne, aż się nie chce wierzyć -
zamiast burdelu ma być urząd.
I zamiast budki z piwem w bramie,
będzie - czy ja wiem - mieszkanie?

Pan słyszał - Chmielnej ma nie być,
Chmielnej ma nie być już.

W popołudnie niedzielne,
będziesz chodził po Chmielnej
jak po zwykłej, normalnej ulicy.
Razem z tobą po Chmielnej,
będą chodzić bezczelnie,
jacyś, na przykład - urzędnicy.

Ach, co to była za ulica...
Panie, to jeszcze jest ulica.
Niech pan się przejdzie raz po Chmielnej
wieczorem przy świetle księżyca.

Panie, w tej bramie - trzecia z lewej -
koło gnojówki stał cadiilac.
Ten facet, co go miał, to świnia,
powinien za to dawno siedzieć,
ale nie będzie siedzieć, panie
pan wie, z kim on dziś jadł śniadanie?

Pan słyszał - Chmielnej ma już nie być,
Chmielnej ma nie być już.

A te stare kobiety,
malowane kobiety,
które chodzą, tam chodzą wciąż nocą?
Pan je widział, no nie?
To pan pewno już wie -
po co one tak chodzą - po co?

Na rogu Chmielnej, w cedete,
to wie pan, lalki się paliły,
zresztą pan czytał, to pan wie,
jakoś tam w końcu się zgasiły.
Ludzie to bydło, swoją drogą,
żeby tratować tyle dzieci,
że oni pisać o tym mogą,
jeszcze rozejdzie się po świecie...

A tamten stragan, za neonem -
patrz pan - naprawa wiecznych piór...
Panie, ten facet to milioner,
on żyje, panie, tak jak król.
W podwórzu, trzecie piętro dzwonić,
wchodzisz za kuchnię, drzwi uchylasz -
możesz pan kupić swojej żonie
taki, proszą pana, brylant.

Pan słyszał - Chmielnej ma już nie być,
Chmielnej ma nie być już.

A ci smutni faceci,
grzeczni, ładni faceci,
którzy chodzą, tam chodzą wciąż nocą,
pan ich widział, no nie?
To pan pewno już wie,
po co oni tak chodzą - po co?

A co to była za ulica...
Panie, to jeszcze jest ulica,
chodź pan, przejdziemy się po Chmielnej
wieczorem, przy świetle księżyca

Polka kryminalna - Agnieszka Osiecka

Alina, Janowska, Kabaret Olgi Lipińskiej
Polka kryminalna

Agnieszka Osiecka

Trochę się zdziwiłam
Do domu wchodząc raz
Wkładałam klucz do dziurki
Gdy nagle - co za szpas
Bo dziurki nie ma, nie ma
Ach nie ma, proszę was
Ukradli, wynieśli, nie wiadomo kto
Nie wiadomo jak, nie wiadomo dokąd
A to historia! Dzwonię do Olka
A to ci heca! Ładna polka, ładna polka

To jest nasza polka kryminalna
Polka, polka kryminalna
Niepodobna ani do walca
Ani do walca, ani do tanga
Cóż to za swojskie, nietrudne pas
Stale na lewo, wszystko na lewo
Z rączki do rączki - raz, i dwa...

Dziwię się i dziwię
Pod drzwiami jakiś czas
Już chciałam drzwi wyważyć
Gdy nagle - co za szpas
Bo drzwi już nie ma, nie ma
Ach, nie ma, proszę was
Tak - ukradli, wynieśli....

To jest nasza polka...

Smucę się i dziwię
Na schodach jakiś czas
Chcę wchodzić do pokoju
Gdy nagle - co za szpas
Pokoju nie ma, nie ma
Ach, nie ma, proszę was
Ukradli, wynieśli...

To jest nasza polka...

Mocno już zdziwiona
Chcę dzwonić do MO
Wiem, gdzie są telefony
Lecz co to nagle, co
Bo mnie już nie ma, nie ma
Ach, nie ma, nie ma, bo
Ukradli... Nie wiadomo kto...

Galerami na Florydę - Agnieszka Osiecka


Kazimierz Brusikiewicz
Alibabki

Galerami na Florydę

Agnieszka Osiecka

Już wyszło słonko spoza chmur
I dzielnie nam przyświeca
Rzucamy miejski bruk i mur
I pakujemy plecak

Już mamy w nim fasolę
Pietruszkę i busolę
Więc dalej, więc dalej
Więc dalej, dalej w rejs

Galerami na Florydę
Jasiek, Franek, ja i ty
Czy powita nas prezydent
Fale pluszczą, woda lśni

Galerami na Florydę
I raz, i dwa, i trzy

To właśnie urlop na sto dwa
Wesoły i sportowy
Choć może trochę długo trwa
My nie tracimy głowy

My mamy serca młode
Ochotę na przygodę
Więc dalej, więc dalej
Więc dalej, dalej w rejs

Galerami na Florydę
Turystyczna płynie pieśń
Czy przyjedzie pan prezydent
Galerniczą piosnkę wznieś

Galerami na Florydę
I raz, i dwa, i sześć

Eurydyko - Andrzej Jarecki


Wojciech Młynarski
Eurydyko

Andrzej Jarecki

O, nieznajoma, piękna pani!
Twe oczy, usta, twoje włosy...
My jeszcze wcale się nie znamy,
ale już mamy siebie dosyć.
Czy to ty zbiegłaś w dół po schodach,
gdym nagle drzwi otworzył w lęku?
Za późno, przebacz, jaka szkoda...
do dziś powietrza garść mam w ręku. 

Eurydyko,
nie czekaj na mnie,
powoli o tobie zapominam.
Eurydyko,
życie nas łamie,
od nowa się nigdy nie zaczyna.
Eurydyko,
gdzież ciebie znajdę?
Serce z żalu podbiega do gardła.
Eurydyko,
nie czekaj na mnie,
ja nawet nie chcę wiedzieć, czyś umarła!

Do jednej nie mam nienawiści,
drugiej nie kocham, wiem na pewno.
Ta trzecia czasem mi się przyśni...
a może czwarta? Wszystko jedno.
Natomiast ta mi się podoba.
O, biedne serce me, co radzisz?
Zaczekaj, duszko! dokąd droga?
W tę samą stronę Bóg prowadzi!

Wszak dawno były zaślubiny?
Rozdarta zębem śpi poduszka.
Chociaż nie miejsce to na kpiny,
bez żalu dziś wychodzę z łóżka.
O, nieznajome i niczyje,
po zmarłych snach wesołe wdowy!
Gdy wam się zdaje, że pies wyje,
to właśnie mój słyszycie skowyt.

Na fot.: Anna Prucnal

Kierownik kina - Andrzej Jarecki


Wojciech Siemion
Kierownik kina

Andrzej Jarecki

W pewnym kinie
Przytulnym, niedużym
Szedł raz film „Tajemniczy wamp”
Już z tytułu treść możesz wywróżyć
No a resztę dośpiewaj sobie sam

Ona już czeka w salonie
Tęsknotą faluje jej biust
Oko nadzieją płonie
Westchnienie wyrywa się z ust

I wtedy wchodzi on, Gary Cooper
Całuje, lecz nóź wbija w pierś
I jeszcze się znęca nad trupem
I hańbi kobiecą cześć, cześć

Lecz raz rzecz się zdarzyła okropna
Taki wstrząs zna niewiele kin
Jakby całą widownię ktoś okradł
Nagle sensu zabrakło w filmie tym

Ona już czeka w salonie…

Lecz nie wchodzi on, Gary Cooper
I próżno na cios czeka pierś
I nikt się nie znęca nad trupem
Nietknięta kobieca cześć, wcale

Więc publiczność zawyła na sali
Gdzie kierownik? I dalej w krzyk
Wrzask i gwizdy, klaskali, tupali
A na ekran nie wchodził ciągle nikt

Ona wciąż czeka w tym swoi m salonie
Tęsknotą bardzo faluje jej biust
Oko nadzieją jej płonie
Westchnienie za westchnieniem
Wyrywa się z ust

I wtedy właśnie on, nasz kierownik
Bez słowa marynarkę zdjął
I jednym – hop – skokiem cudownym
Na ekran – i już jest z nią, z nią

Chciał ją zabić lecz sił mu zabrakło
Więc całował i pieścił ją
A na koniec wśród burzy oklasków
Nie wytrzymał i całą sobie wziął

Odtąd swój sukces powtarzał
Co wieczór na ekran i w szał
Srebrna kochankę obnażał
Co wieczór publicznie ja miał

Lecz kiedyś przyszedł on, Gary Cooper
Kierownika wypchnął za drzwi
I znowu ją położył trupem
I z całej widowni drwił, ił

Wtedy skandal wybuchł na sali
I bez słów wszyscy wyszli w mig
Nasz kierownik zaś kino podpalił
Od tej chwili nie widział go z nas nikt

Długo przez lądy wędrował
I morskich przepłynął sto mil
W wielu wytwórniach pracował
Niejeden nakręcił tam film

Uwaga panowie, odwagi panie
Nasz kierownik wkrótce na naszym ekranie

Wesołe życie jest - Andrzej Jarecki


Marek Siudym
Wesołe życie jest

Andrzej Jarecki

Wesołe życie jest
Gdy się je w garści ma
Raz się na wozie jest
A czasem pod
Padasz i wstajesz
I znów chwytasz losu młot
Wesołe życie jest
Gdy się je zna do dna

Bo na dnie żyje się lepiej niż w niebie
Bo choć się jest na dnie ale u siebie
Reszta to frajer, reszty nie trzeba
Z samego dna nie widać nieba

Bo taki jest ten świat
Mów o nim to co chcesz
On taką formę ma i taki kształt
Gdy idziesz naprzód
Możesz dostać się na out
Więc lepiej na dno idź
Miast pędzić wzwyż lub wszerz

Bo na dnie żyje się…

Wszystko co wagę ma
Opada z góry w dół
Raz leci kasza z chmur
A czasem deszcz
Kropla za kroplą
Czasem ziarnko kapnie też
Więc chodź i ty na dno
Tam czeka pełen stół...

Chyba tak - Ziemowit Fedecki


Kalina Jędrusik - Chyba tak

Ziemowit Fedecki

Bywają takie fatalne wieczory
Gdy człowiek chory jest
Choć nie jest chory
Kiedy go chętka najmniejsza nie łechce
Kiedy po prosu żyć się nie chce
Lekarza wtedy nie wzywaj nadaremnie
Od alkoholu nie oczekuj dobrych snów
Lepiej uśmiechnąć się spróbuj i ode mnie
Naucz się krótkiej piosenki słów

Przyjdą nieba łaskawsze
Przecież deszczyk nie zawsze
Będzie siąpił drobniutki jak mak
Chyba tak
I wiatr zdmuchnie z kałuży
Smutny bąbel nieduży
I to będzie weselszych dni znak
Chyba tak

Potem pęknie powoli
Pierwszy pączek topoli
A w wiklinie zaśpiewa pierwszy ptak
Chyba tak
I zapachnie ci znowu
Ciepłe niebo nad głową
I poczujesz – życie znowu ma smak
No, odpowiedz, czy tak
Chyba tak

Dla tej piosenki teraz na półeczce
Zrób trochę miejsca
W domowej apteczce
Tak wiele rzeczy zawodzi nas w biedzie
Trzeba pod ręką mieć coś, co nie zawiedzie
Oto recepta, gdy chandra się zaczyna
I niepokojem wieczorny wzbiera czas
Wtedy piosenkę weź jak kieliszek wina
Przypomnij słowa i zanuć jeszcze raz

Przyjdą nieba łaskawsze…

Prawda - Jarosław Abramow-Newerly

Józef Nowak
Józef Nowak - Prawda

Jarosław Abramow-Newerly

Musiałem ją ujrzeć pierwszy raz
Gdzie? Gdzieś ją tam spotkałem
Mijaliśmy się co jakiś czas
I tak ją pokochałem
Razem spędzaliśmy całe dnie
Ja zaś wiedziałem, że

Piękna jest, prawda
Kocham ją, prawda
Taka miłość ma też jakiś sens
Prawda?
W końcu zawsze się sprawdza
Że jak prawda, to prawda
Warto szukać, przecież bez niej
Trudno żyć

Dla niej po prostu to był flirt
Flirt, miłość sezonowa
Wiatr zerwał z głowy dumny mirt
Zostały głupie słowa
Pozorom uległem i zwykłej grze
Teraz wiedziałem, że

Taka jest, prawda
Dobrze jej, prawda
Trochę lepiej, radośniej niż mnie
Prawda?
Chciałbym spojrzeć jej w oczy
Porozmawiać - lecz o czym
Po co mówić - ja ją znam i tak
Prawda?...

W przedwojennej operetce - Jarosław Abramow-Newerly


Jan Kobuszewski, Ewa Florczak, Tomasz Stockinger
W przedwojennej operetce

Jarosław Abramow- Newerly

W przedwojennej, w przedwojennej operetce
W której tryumfował mamy wuj - wieczorem
Była aria, była aria o Anetce
I huzarze, który ruszał w bój – z honorem
Wuj zsiadł z konia i przed dworkiem modrzewiowym
Zakochany wbił w Anetkę wzrok – rewiowy
Przy tym demonstrując krok

Och Anetko, och Anetko, ja zwariuję
Wuj na bębnie coraz mocniej gra – w duecie
Chyba umrę, chyba umrę, coś tu czuję
Ojda dana, ojda dana – na pikiecie
Podskakuje i przyciska coraz silniej
Hoże dziewczę obejmując wpół
A w Wilnie czeka już na niego pułk

Miły panie, a cóż na to ojców wiara
Zdrowiej będzie gdy waść ruszysz w bój
Z tamburem
Oj nie lubisz, ty nie lubisz ty huzara
Atakuje na całego wuj – wraz z chórem
Lecz Anetka twardsza jest niż urząd celny
Nie pomaga obiecany ślub – kościelny
Woli raczej wuja grób

A, cóż robić, żegnaj skało, do widzenia
Trąbka wzywa, bywaj dziewczę me – wyrodne
Wuj nie mając więcej już do stracenia
W bój się rzuca, walcząc niby lew – pod Grodnem
Wreszcie jakaś wraża kula zabłąkana
Zwala wuja w kępę starych drzew
Do rana leje się z huzara krew

Lecz nie byłoby wesołej operetki
Gdyby mamy wuj po prostu legł – pod Barem
Nie zaśpiewał, nie zaśpiewał do Anetki
Popisowej arii biorąc c – tenorem
Przedwojenne ciotki do dziś wspominają
Nakładając na policzki róż – wzdychają
Nie ma takich wujów już – po wojnie
Nie ma takich wujów już – ach skąd, nie
Nie ma takich wujów już – o nie, o nie….

Miłość z listy przebojów - 1984

Anarchistyczny walc - Jarosław Abramow-Newerly

Jarosław Abramow-Newerly

Kabaret Olgi Lipińskiej
Anarchistyczny walc

Jarosław Abramow-Newerly

Nie ma króla, państwa i policji
Idziesz sobie dokąd chcesz, gdzie chcesz
Chcesz - pijany chodzisz po ulicy
Nie chcesz - siły na zamiary mierz

Czas masz wolny, bo nie ma więzienia
Ani pracy, ani walki klas
Tylko gra ci w podartych kieszeniach
Gra bez przerwy, przez cały czas

Walc marzenie, walc utopia, anarchistyczny walc
Ten walc, stary walc, jak świat walc
Powstał jeszcze za czasów faraona
Ten walc, anarchistyczny walc
Z faraona zrobił balona

Chociaż nie żył był jeszcze Pietia Kropotkin
Walc śpiewano z wieku na wiek
Bzdura, pewnie powiecie
Lecz tak bywa na świecie
Że do bzdur tych tęskni człek

Możesz kopnąć w dupę generała
I ukłonić się później bez słów
Możesz chodzić po urwistych skałach
Skakać w przepaść i powracać znów

Możesz tańczyć na dachu tramwaju
Jak Sokrates, Bachus z mordą psa
Tańczyć, śpiewać, melodię tę zna już
Każdy z was - przecież to jest walc...

Tico-tico - Jarosław Abramow-Newerly


Jan Kobuszewski, Jan Kociniak
Tico-tico

Jarosław Abramow-Newerly

W "Kabarecie" kiedyś Joel Gray
Z Broadwayu
Gdy nas ujrzał, wnet zawołał: "Jej
O jeju!
Patrz, Minnelli, co za para
Co za para, co
Lepsza jest niż Żylis-Gara!
O, wyjęli mi dolara" -
A to tylko ja
No i on - pseudonim "Tico"

Karo as mi wyszedł w Caracas
Stąd sam brał
I ten as zadziwił parę gwiazd
Caramba!
Potem duet nasz brylował w Portoryko
W kolejnych showach

Triumfował dalej w mieście Peszt
I Budzie
Gdzie kolega odniósł sukces też
Po wódzie
Cyganowi sto forintów zdmuchnął z czoła

Bo w magii, proszę was
Nikt nie pokona nas
Niech tico-tico świat nas tico ujrzy raz
W iluzji każdy z nas
Bez pary nawet as
Niech tico-tico świat nam tico szansę da

Kiedyś, proszę państwa, Bertolt Brecht
Z Kurt Weilem
Drobnomieszczan piętnowali grzech
Koktajlem
Surabaya, co za para
Co za para, co
Z tego Brechta i Kurt Weila!
Uwiecznieni są na slajdach
Ale tylko on
Nadał ton - ty mówisz o mnie?

Niby razem bez pomocy muz
W tej parze
Pociągnęli za trzy grosze wóz -
Ja złażę
Nie złaź, stary, bo za chwilę zgubisz spodnie -
To ci opera!

Leon mieszkał na Sadybie - Jarosław Abramow-Newerly


Małgorzata Wiśniewska-Rogacka
Leon mieszkał na Sadybie

Jarosław Abramow-Newerly

Leon mieszkał na Sadybie
Miał dwadzieścia jeden lat
Rybie oczko, rybie oczko
Oczko rybie miał ten gad
Łapy jak stalowe pręty
Zęby jak zgłodniały wilk
I bił mnie, bił mnie, bił co sił
Jak pił, a pil jak Ił

Ty szmato, mówił, plamisz ród
Załatwię ciebie very good
Hieno jeno ty piersiasta
Namierzyłem sobie park
Jak cię chwycę za ten kark
Jak cię chwycę i za kark, won z miasta
Tam ci wyrwę lewy bark
Spalę jak Joannę d’Arc
Jak Joanne d’Arc, jak d’Arc

Ja to brałam warunkowo
Miałam siedemnaście lat
I gwizdałam, i gwizdałam
Koncertowo na ten świat
W głowie miałam drobną sieczkę
W piersiach tylko serca głos
A on swój los, swój los mi dał
Bo trzeźwy był jak Klos

Ty stara, mówił, ja cię chcę
Ty jedna tylko stroisz mnie
No chono, chono do Leona
Zachowałem się jak gnój
Oto ręka, jestem twój
Leon cały twój, ty cycofonie
Patrz, naciąłem w parku róż
Cały naręcz, trzymaj już
Bo inaczej wyjmę nóż

Ale wyjął bloczek z kina
W „Moskwie” biegał fajny film
I zaklinał, i zaklinał
Że nie będzie więcej pił
Miejsca były owszem, znośne
Środek sali obok drzwi
I wpił się, wpił się, tak się wpił
Że film przysłonił mi

Ty, stara, mówił
Ja ten sklep obrobię lepiej
Niż ten cep
Tratatata i po herbacie
Hop i w auto, nie ma mnie
Gaz po kicie, nie śmiej się
Lepszy jestem niż ten cep w krawacie
I dociskał w krzesło tam
I całował jak Montand
Jak na filmie Yves Montand

W parku była nocna pora
Kolosalna ilość gwiazd
I bachora i bachora
Po tym filmie zmachał gad
W oczach miałam trochę nieba
A na piersiach jego dłoń
I broń się tu, człowieku broń
Gdy silny gad jak koń

Ty, stara, mówi teraz mi
Dostałem w sumie tylko trzy
Trzy lata, lata jak dla brata
Syn mój Leon ma się zwać
Masz o niego szmato dbać
Żeby zdrów się chował, tak jak tata
Żeby umiał pic i bić
Bić i pić i pić i bić
No a teraz idź, już idź
Idź, na Sadybę, szmato
Idź  


Obrazy: Malcolm Liepke

Charge d’affaires - Jarosław Abramow Newerly

Marian Jonkajtys, Ewa Florczak
Charge d’affaires

Jarosław Abramow-Newerly

Gdy nadejdzie dzień zapłaty –aty
Poślą ciebie w dyplomaty
A ty włóż natychmiast czarny frak
I śpiewaj ze mną tak

Charge d’affaires, charge d’affaires
Ma krok jak Fred Astaire
I gest z najwyższych sfer, mon cher
Charge d’affaires, charge d’affaires
Je wykałaczką ser
Ma nienaganne er jak mer
Ukryje fałsz a nawet rausz
W jego świecie nie zaszkodzi na bankiecie
W Bernie czy w Nanterre
Bezbłędnie trafi zawsze do dwóch zer

Masz ty chłopie tę ogładę – ładę
Z wdziękiem umiesz kręcić zadem – adem
A ja jestem ciężki Zdziś i tańczę tak jak miś

Charge d’affaires, charge d’affaires
Nie rzucaj mnie na żer
Bo dam ci ope-er, mon cher
Charge d’affaires, charge d’affaires
To nie Folies Bergeres
Bądź stary bardziej fair partner
Już dobrze wiesz, zasady strzeż
Jak królowa z dubeltówki nie całować
Twardo trzymać ster
Wśród zagranicznych eleganckich sfer

Poznałeś co charge d’affaires
I wiesz mon cher, mon cher
Konsulat to nie PGR

Wyk. Marian Jonkajtys, Ewa Florczak, Mieczysław Friedel

Czardasz - Jarosław Abramow-Newerly


Jacek Wójcicki
Czardasz


Jarosław Abramow-Newerly

Choć epoka teraz rocka
Ja służbowy zrzucam strój
Do czardasza cię zaprasza
Pan Wójcicki, zawsze twój

Pójdź w ramiona pocztyliona
Dziś cię łączność porwać chce
I cygańska, szarabańska
Melodia dwojga serc

Czujesz rytm, ten rytm
Prawie zbójnicki
Dawnych czasów cień
Jak ci śpiewa pan Wójcicki
Gdy ma wolny dzień

Weź mą duszę, duszę zatraconą
Z piersi wyrwij ją
A jak nie, to poleconą
Wyślę Par Avion

Wyślę, wyślę duszę zatraconą
Pocztą Par Avion
Chyba, że ty sama weźmiesz
Teraz weźmiesz ją

Nie dręcz, proszę, żadnym koszem
Jak do skrzynki serce wrzuć
A rozkosze z listonoszem
Roznamiętnią twoją chuć

Jezus Maria, Jezus Maria
Rzucam los na jeden stos
Zachowuję się jak wariat
Resortowy niszcząc głos

Słyszysz duszy, duszy mojej wycie
W wściekłym chórze pień
Tak szaleje doręczyciel
Gdy ma wolny dzień

Weź mą duszę, duszę wraz z apaszką
Z piersi wyrwij ją
Bo inaczej rąbnę flaszką
Rynek spłynie krwią

Bierz mą duszę, póki cię zaprasza
Duszę pełną wad
Bo inaczej za czardasza
Dadzą parę lat

Znamy się dobrze, mój stary - Jarosław Abramow-Newerly


Alina Janowska
Znamy się dobrze, mój stary


Jarosław Abramow-Newerly

Znamy się dobrze, mój stary
Jak ja cię dobrze znam
Ten bar jest miły, mój stary
Co dziś ci nalać mam
Znam cię na wylot, mój stary
Jak zgraną talię kart
Mój stary, mój stary, mój stary
Niewiele jesteś wart

Tak jest, ja wiem, Marysia
Ja inny był niż dzisiaj
Za cara był ja istny czart
Dziś ja niewiele wart

Do rana, do rana
Butelki szampana
Lubow, mademoiselle, comme il faut
Krasawiec był ze mnie
Ja śpiewał przyjemnie
S gitaroj lub biez, wsio rawno

Pijany jesteś, mój stary
Wciąż pijesz tylko dżin
Minęło wszystko, mój stary
Skończona pieśń, cin cin
Po co odgrzewać, mój stary
Młodość jak kiepski żart
Mój stary, mój stary, mój stary
Niewiele jesteś wart

Tak jest, ja wiem, Marysia
Ma miłość śmieszna dzisiaj
Miłość nie biefszteks à la carte
Gdzieś tak powiedział Sartre

A dawniej ja trojkoj
S Nataszoj lub Sońkoj
Jak wietier gnał tam i nazad
Zabawy szampańskie
Romanse cygańskie
I czornyje żenszczin głaza

Znam swoją cenę, mój stary
Wracaj do domu sam
Nie chcę mieć wspomnień, mój stary
Dopóki młodość mam
Spójrz, ten pierścionek, mój stary
On mi przyniesie fart
Mój stary, mój stary, mój stary
Więcej od ciebie wart

Mój stary, ja wciąż wierzę
Że ktoś mnie stąd zabierze
Do końca życia nie chcę stać
Za barem tym, psia mać

Ślub wezmę w niedzielę
W zacisznym kościele
Nie wierzysz? Zaproszę cię, chcesz
A potem do rana
Pić będziesz szampana
A teraz bierz forsę, idź precz
Stary, idź precz, tak, idź precz

To był okres - Jarosław Abramow-Newerly

Miłość z listy przebojów - 1984

Mariusz Dmochowski
Marian Kociniak
To był okres - niech to kat!

Jarosław Abramow-Newerly

To był okres, niech to kat
Budowało się ten świat
Ile wiary w te dźwigary i w ten Blok
Pierwszy młodzieżowy zlot
Zwarty szereg – w lewo zwrot
W górę młoty, do roboty, równaj krok
Cholera

Byłem wtedy chłop jak dąb
Miałem z przodu srebrny ząb
I po tacie jedne gacie, paczkę sport
Bo jak uczył krótki kurs
Trzeba szybko wznosić mur
Na brygadę, kurczę blade i w pieriod

Ja pamiętam ciebie stąd
Miałeś zawsze inny sąd
Podział masy na te klasy dzielił nas
Tłumaczyłem ci jak brat
Że zawalił się twój świat
A ogary dawno poszły w las
Niestety

Zimna wojna, groźny stan
Na Korei Li Syng Man
Podżegacze, szczwani gracze na Wall Street
Czujnym okiem wkoło bacz
A inteligencki płacz
Nie na czasie, drogi bracie, uwierz mi
Mój Boże

ZMP, ach ZMP, gdzie dziewczyny dawne te
Co reakcji w każdej akcji rwały kły
Traktor w polu pyr, pyr, pyr
My za pokój, my za mir
Zawsze w zgodzie, w niepogodzie
Równo szli

Tak, ja pamiętam ciebie stąd
Byłeś czujny jak James Bond
W aparacie zawsze bracie byłeś as
Próżne żale, szkoda łez
Zniknął łańcuchowy pies
A ogary dawno poszły w las

Z popiołów kto dziś wskrzesi, pytam was
Ten ponury, wzniosły czas
Niesztampowy, laurkowy – zwykły pic
Trudno pisać musical
Z „Jak hartowała się stal”
Na Broadwayu naszych dziejów nie zna nikt

Ładny kram, jestem sam - Jarosław Abramow-Newerly

Jon Whitcomb

Bohdan Łazuka
Ładny kram, jestem sam


Jarosław Abramow-Newerly

Ładny kram, jestem sam
Dotąd nie wróciła wcale
Poszła sobie stąd
Ładna? Skąd! Włosy blond
Uśmiech Claudii Cardinale
W sumie - duży błąd

Miała styl, sex-appeal
W zmysłów szale, femme fatale
Zalet miała sto
Nie wiem sam, może mam
Zameldować o tym na MO

Czekać, wyjść? - Jak tu żyć
W barze cierpieć, wódkę pić
Znów wyszedłem
Znów wyszedłem na balona
Poszła stąd, duży błąd
Narzeczona

Głupi stan, przyzna pan
Taka nasza męska nędza
Wczoraj miał być ślub
Siedź, pan, siedź, niezły śledź
Z panem noc poślubną spędzam
Pijmy - no to siup

Piękna noc, wrażeń moc
Choć bez cywilnego księdza
Człowiek sam jak mops
Ładny kram, może mam
Zameldować o tym na MO

Poszła, cześć, trzeba jeść
Była miłość - pal ją sześć
Bierz pan śledzia
A ja wezmę korniszona
Duży błąd, poszła stąd
Narzeczona

Miała wdzięk, no to brzdęk
Wódka dla nas rzeczą swojską
Poszła, bestia blond
Głupi traf, bruderszaft
Niech nam żyje polskie wojsko
Buźka, wspólny front

Miała seks, tak to jest
Trzymam się z pomocą boską
Choć mi trochę mdło
Powiedz sam, może mam
Zameldować o tym na MO

Grzybka weź, poszła gdzieś
Miała kształty greckich rzeźb
Panie kelner
Wódka była rozcieńczona
Pan mnie ma, pan mnie ma
Za balona

Co już świt? Pora iść
Mała drzemka jest w bon-tonie
Szefie, płacę, dość
Ładny kram, jestem sam
Gdzie mój portfel? To już koniec
Kelner, gdzie ten gość

Poszedł stąd, włosy blond
Wziął zegarek marki "Błonie"
W sumie duży klops
Nie wiem sam, może mam
Zameldować o tym na MO

Za co pić, kogo bić
Z czego płacić, jak tu żyć
Nie mam forsy
Kelner, biegnij pan balonem
I co tchu sprowadź tu
Moją żonę