Когда в последний путь
Ты отправляешь друга,
Есть в дружбе, не забудь,
Посмертная услуга.
Оружье вместе с ним
Пусть в землю не ложится,
Оно ещё с другим
Успеет подружиться.
Но флягу, что с ним дни И ночи коротала,
Над ухом ты встряхни,
Чтоб влага не пропала.
И коль ударит в дно
Зелёный хмель солдатский,
На два глотка вино
Ты раздели по-братски.
Один глоток отпей,
В земле, чтоб мёртвым спалось,
И дольше, чтоб по ней
Живым ходить осталось.
Оставь глоток второй,
И, прах, предав покою,
С ним флягу ты зарой,
Была, чтоб под рукою.
Чтоб в День Победы смог,
Как равный, вместе с нами,
Он выпить свой глоток
Холодными губами.
Он выпить свой глоток
Холодными губами.
Pamiętasz Alosza, ów szlak od Smoleńska,
Jak co dzień nękały nas słoty złowieszcze,
Jak dzban podawała zniszczona dłoń żeńska
Przy piersi go chroniąc jak dziecko przed deszczem.
Jak łzy ukradkowe płynęły z ócz kobiet,
Szepczących za nami: „Niech Pan Bóg was chroni!"
Co same mówiły „żołnierki" o sobie,
Jak ongiś na Rusi mawiało się o nich.
Ów trakt, co się krył za wzgórzami, pamiętasz,
Co łzą niźli wiorstą mierzony był gęściej,
Wieś za wsią, wieś za wsią, za każdą z nich - cmentarz,
Ruś cała patrzyła na nasze odejście.
Za każdym osiedlem - wydawać się mogło -
Krzyżami swych rąk błogosławiąc żołnierzom,
W statecznej gromadzie dziadkowie się modlą
Za wnuków, co dawno już w Boga nie wierzą.
Wiesz dobrze, że dla mnie ojczyzna - to w końcu
Nie miejskich salonów lustrzane podłogi,
Lecz glina zdeptana przez moich praojców
Z prostymi krzyżami rosyjskich ich mogił.
Ja nie wiem, jak ciebie, lecz mnie z tą wioskową
Żałością, co wiedzie od wsi do wsi traktem,
Z rzewnymi pieśniami i gorzką łzą wdowią
Dopiero ta wojna zetknęła naprawdę.
Ów dom w Borysowie pamiętasz, Alosza:
Krzyk dziewczyn wysoki, aż serce drętwiało,
Staruszka w salopie wśród nich siwowłosa
I dziad jak do trumny ubrany na biało.
Cóż mogliśmy mówić, jak dodać im ducha?
Pamiętasz, jak mocą wiedziona niemylną
„Najmilsi - ozwała się do nas starucha -
My was doczekamy, a teraz iść pilno".
„My was doczekamy" - mówiły nam gaje,
„My was doczekamy" - szedł gwar po wygonach.
Alosza, wiesz, nieraz nocami się zdaje,
Że słyszę, jak głos ich dobiega tu, do nas.
Rosyjskim zwyczajem oddając przybyszom
Na ziemi rosyjskiej dymiące zwaliska,
Dokoła nas idą na śmierć towarzysze
Koszule na piersiach rozdarłszy z rosyjska.
Nas obu pociski szczędziły dotychczas,
Lecz — trzykroć już pewien ostatniej godziny -
Wciąż dumny się czułem, że gorzkie te zgliszcza,
Zorane bombami - to kraj mój rodzinny.
Że matka Rosjanka na świat mnie wydała,
Że ziemi tej oddam, com zdążył wziąć od niej
I z tego, że w bój mnie Rosjanka posłała
Rosyjskim zwyczajem całując trzykrotnie.
Obrazy G. Kuczenko, G. Wasiliew, M. Bogatyriew
Konstantin Simonow Жди меня, и я вернусь. Только очень жди, Жди, когда наводят грусть Желтые дожди, Жди, когда снега метут, Жди, когда жара, Жди, когда других не ждут, Позабыв вчера. Жди, когда из дальних мест Писем не придет, Жди, когда уж надоест Всем, кто вместе ждет. Жди меня, и я вернусь, Не желай добра Всем, кто знает наизусть, Что забыть пора. Пусть поверят сын и мать В то, что нет меня, Пусть друзья устанут ждать, Сядут у огня, Выпьют горькое вино На помин души... Жди. И с ними заодно Выпить не спеши. Жди меня, и я вернусь, Всем смертям назло. Кто не ждал меня, тот пусть Скажет:- Повезло - Не понять не ждавшим им, Как среди огня <Ожиданием своим Ты спасла меня. Как я выжил, будем знать Только мы с тобой - Просто ты умела ждать, Как никто другой.
Czekaj mnie
Adam Ważyk
Czekaj mnie, a wrócę zdrów,
Tylko czekaj mnie,
Gdy przekwitną kiście bzów,
Gdy naprószy śnieg.
Czekaj, gdy kominek zgasł,
Żar w popiele znikł.
Czekaj, gdy nikogo z nas
Już nie czeka nikt,
Czekaj, gdy po przejściu burz
Nie nadchodzi wieść,
Czekaj, gdy czekania już
Niepodobna znieść.
Czekaj mnie, a wrócę zdrów,
I nie pytaj gwiazd,
I nie słuchaj trzeźwych słów,
Że zapomnieć czas.
Niech opłacze matka, syn,
Gdy zaginie słuch,
Gorzkie wino w domu mym
Niech rozleje druh.
Za mój cichy, wieczny sen
Kielich pójdzie w krąg.
Czekaj – i po kielich ten
Nie wyciągaj rąk.
Czekaj mnie, a wrócę zdrów,
Śmierci mej na złość.
Ten zaklaszcze, tamten znów
Krzyknie: „Co za gość!”.
Jak doprawdy pojąć im,
Że we krwawej mgle
Ty czekaniem cichym swym
Ocaliłaś mnie.
Ot i sekret, ot i znak,
Co w sekrecie tkwi,
Że umiałaś czekać tak,
Jak nie czekał nikt.