We wrzawie świata zagubić własny głos
Widzialność marzeń, w bezsenną wierzyć noc
Zapatrzyć się w niebo, oddychać, żyć
I w śpiewie ptaka, i w zgiełku dni
Płynąć, płynąć, płynąć w pochodzie
Tak podobnych do siebie dni, nocy
Płynąć, płynąć pokoleniami
Ze zdartymi od krzyku ustami...
Cyrkowym sercem uwierzyć by iść
W niepowstrzymanym pochodzie życia
Z taneczną wiarą we własny świat
Wśród tylu zdarzeń, przez tyle lat
Płynąć, płynąć, płynąć w pochodzie...
Zdartym sercem uwierzyć jeszcze raz
Oddać swe ciało na popiół i blask
Cyrkowym krokiem w nieznaną dal
W niepowstrzymanym pędzie dnia...
W palcach świeci mi igła znaleziona w stogu
Patrzę poprzez jej ucho - w niebie stoi sokół
Patrzę w rzekę a ryba stoi w poprzek rzeki
Patrzę w las, widzę drzewo całe w łuskach siekier
Poprzez ucho igielne słucham głosów świata
Trzeszczy ogień, dzwon bije i popiół opada
Igłę w palcach odwracam, na jej ostrym końcu
Zbieram kroplę ludzkiej krwi
Człowiek w cień przemieniony światła w oczach szuka
Powieki mu zlepia dymu ciemna smuga
Ledwie tyle co soli ujął światła w palce
Igłę można nim powlec lub naostrzyć lancet
Martwa rzeka ustaje, cień zarasta drogi
Płaczą w lasach zwierzęta, człowiek patrzy w ogień
W palcach świeci mi igła znaleziona w stogu
Świat wokół ciebie się zmienia, zmieniają się pory roku. Stopy twe więzi ziemia, a oczy magia obłoków. Obłoków wiedza tajemna, obłoków fantasmagoria, obłoków cudze spojrzenia, obłoków pewność ulotna. Jak obłok wiedza tajemna, jak obłok fantasmagoria, jak obłok cudze spojrzenia, jak obłok pewność ulotna.
Jak obłok, jak obłok... Jesteś mieszkańcem ziemi, a uczysz się od obłoków. Swojej niepewnej nadziei, ulotnej jak pory roku. Obłoków wiedza tajemna, obłoków fantasmagoria, obłoków cudze spojrzenia, obłoków pewność ulotna.
Świat wokół ciebie się zmienia, Przez ciebie płynie niepokój. Płyną chmury po niebie, pod białą flagą obłoków. Obłoków wiedza tajemna, obłoków fantasmagoria, obłoków cudze spojrzenia, obłoków pewność ulotna.
Dzień zasypia powoli
I powoli noc brodzi
Czemu tobie się spieszy
Czemu szybko odchodzisz
O, gdybyś chciała zostać na dłużej
Godzino miłowania
Łatwiej byłoby świat nakłonić
Do pojednania
Łatwiej byłoby prawdę mówić
łatwiej składać słowa
Łatwiej tracić, łatwiej żegnać
Łatwiej wracać znowu...
Dni bez ciebie są puste
Co nam po nich zostanie
Gdybyś chciała zatrzymać
Godziny przemijania...
Na szarość naszych nocy,
na naszą bezimienność,
na szarość i nijakość
jutrzejszych naszych marzeń.
Na twarzy przezroczystość,
na twarze bez wyrazu,
na nasze oddalenie,
na naszą nieobecność
i rozmów obojętność
listek, iskierkę, cień
jak kotwicę,
wbij w nasze serca.
Co to, gdy usta milczą śpiewa i wzrusza
To dusza, to dusza
Co to nieraz duszy skrzydła sobie dopinało
To ciało, to ciało
Dusza i ciało, serce i rozum
Wiedza i sztuka wyśniona
Każda ta para jest wtedy szczęśliwa
Gdy w siebie zapatrzona
Między żarem słów a słów tych cieniem
Między śmiechem a westchnieniem
Między każdą chwilą smutku i radości
Krąży muza pomyślności
Poszukaj, zawołaj ją na kuszenie
Nowych dni, pięknych chwil
Przyniesie taki uśmiech, co da ci natchnienie
Co doda sił, da więcej sił
Pewien artysta, muzyk pianista
Sztuce swej bez reszty oddany
Grywał do tańca pewnej tancerce
Siedząc w orkiestronie schowany
Nie widział skoków, ni piruetów
Kroków na czubkach palców
Słyszał leciutki tupot po scenie
A potem burzę oklasków
Jak wiele zdziała uczucie
Pokona przeszkód, przeszkód sto
Przez takie dziwne losu zrządzenie
Wymyślił światu peryskop
Między żarem...
Dusza i ciało, serce i rozum
Wiedza i sztuka wyśniona
Każda ta para jest wtedy szczęśliwa
Gdy w siebie zapatrzona
Bo kiedy w chwilach samotności
Jedno drugie na duchu podpiera
Nadzieja rośnie jak wielka rzeka
Która po obu brzegach wzbiera...