Irena Santor, Marek i Wacek - Prząśniczka Jan Czeczot
U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki
Przędą sobie, przędą jedwabne niteczki
Kręć się, kręć wrzeciono, wić się tobie wić!
Ta pamięta lepiej, czyja dłuższa nić
Poszedł do Królewca młodzieniec z wiciną
Łzami się zalewał, żegnając z dziewczyną
Kręć się...
Gładko idzie przędza, wesoło dziewczynie
Pamiętała trzy dni o wiernym chłopczynie
Kręć się...
Inny się młodzieniec podsuwa z ubocza
I innemu rada dziewczyna ochocza
Kręć się, kręć wrzeciono, prysła wątła nić
Wstydem dziewczę płonie,
Wstydź się, dziewczę, wstydź
11 sierpnia – Zuzanny Zuzanna jest trochę blada, piegowata, jakby nietutejsza. Do łagodnej okrągłej twarzy dorobił jej Pan Bóg płonące,
czarne oczy jak z innej lalki. Zuzanna przedpołudniowa jest jasna i kuchenna; Zuzanna wieczorna jest natchniona.
Dzisiaj Zuzanna zmęczyła się. Jest senna. Siedzi na kulawym leżaku w ogrodzie i patrzy na słoneczniki. Solidne żółte płatki wyglądają ciężko i ołowianie. Zuzanna przymyka oczy i ogląda po wewnętrznej stronie powiek ziemie i plemiona, dla których słoneczniki, to były słońca. Cicho i spokojnie płynęło życie pod słońcem słonecznika. Dzień budził się i gasnął zależnie od tego, w którą stronę zwrócona była słonecznikowa twarz. Jesienią padały żyzne, życiodajne deszcze ze słonecznikowych płatków. Plemiona zamieszkujące w tamtych stronach, tak zwani słonecznikowie, utrzymywały się ze słonecznictwa. Czasem, przy wielkich wichurach, następowało zaćmienie słonecznika. A raz, na wiele, wiele słonecznikowych lat następował koniec Świata: ścięcie słonecznika. Brr... Koniec świata, to nic przyjemnego. Zuzanna się budzi.
Przyszło do nas ze stepu to słowiańskie lato
białą laską upału prowadzące w zieleń
Mrówce psu czy też wołu podziękować za to
że się toczy przez pole kołacz coraz śmielej
Z tym kołaczem pod pachą uciekamy w brzozy
skąd chłód dymi i sen się rozlewa szeroko
gdzie we wstążkach weselnych chodzą dzikie kozy
i powieka zasłania Opatrzności oko
Tam o zmierzchu z nas wszystkich kościółki wychodzą
i cmentarze od wieków noszone cierpliwie
i nasz zmarły się czerni stokrotnie jagodą
i jest z nami tak cierpko jak w ustach igliwie
I jest z nami jest z nami i w lesie i w lecie
takie są bowiem lata i lasu pożytki
zanim brzoza w twój warkocz żółty liść zaplecie
zanim pająk do babiej przywiąże się nitki
Zamieszczam tu wszystko, co utkwiło w pamięci starej dinozaurki?, dinozaurzycy? Jak zwał tak zwał. Zapamiętane z dzieciństwa piosenki, ulubione wiersze, przypomniane po latach strofy, zakurzone i odkurzone przeboje, rosyjskie „szansony”, które odkryłam w latach 90. Ot takie moje Wspomnieniowo, szczególne miejsce, gdzie Kalina Jędrusik spaceruje sobie z Leonardem Cohenem, Jesienin pogaduje z Leszkiem Długoszem, Agnieszka umawia się na kawę z Bułatem, a Wołodia popija z Wojtkiem i Goranem. Tutaj może zdarzyć się wszystko, bo tutaj ja dobieram sobie sobie towarzystwo... Nie zabraknie też nowych fascynacji - mam przynajmiej taką nadzieję!!!