Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorowska. Pokaż wszystkie posty

Śniegu cieniutki opłatek - Andrzej Sikorowski


Andrzej i Maja Sikorowscy
Śniegu cieniutki opłatek

Andrzej Sikorowski

Maku ucieranie
Barszczu doprawianie
Karpia przepraszanie
Za to co się stanie

Gwiazdy wyglądanie
Stołu nakrywanie
Drzewka migotanie
Wielkie pojednanie

Bo tylko jedna jest noc w takiej bieli
Kiedy do okien sfruwają anieli
By się nowiną radosną podzielić
Byśmy wiedzieli

Że kiedy płynie kolęda nad światem
I spada śniegu cieniutki opłatek
I dary niosą do szopy królowie
Rodzi się człowiek

W stajni osioł z wołem
Męczą się z rosołem
Rosół na jarzynie
Przyda się dziecinie

Kot psu łapę poda
Zapanuje zgoda
Będzie święty spokój
Chociaż raz do roku...

Jeszcze tyle nie wiem - Andrzej Sikorowski


Jeszcze tyle nie wiem

Andrzej Sikorowski

Wczoraj mi wręczył kolczyk złoty
I długo trzymał mnie za rękę
I pomyślałam, że zaloty
Takie niewinne są i piękne

Lecz uczyć mi się nagle nie chce
I coś w spojrzeniu się zmieniło
I jakoś dziwnie bije serce
Więc może tak wygląda miłość

W zaczarowaniu bardzo trudno dojść do siebie
Jakby przeczytał ktoś po chińsku piękny wiersz
I tylu rzeczy jeszcze nie wiem
I tylu rzeczy jeszcze nie wiem
Jeśli cię córko to pociesza, to ja też...

Wczoraj dostałam kolczyk złoty
I unikałam pocałunków
Bo pocałunek to jest motyl
Nie zna przyczyny ni kierunku

Lecz jeśli wpadnie się na amen
I człowiek gotów duszę sprzedać
To wciąż nie wiemy co jest grane
I jakże cudna ta niewiedza...

Kraków - Saloniki - Andrzej Sikorowski

Maja Sikorowska
Kraków-Saloniki

Andrzej Sikorowski

Urodzona w kraju nad Wisłą
Jak miliony innych w tym kraju
Mam przed sobą jakąś tam przyszłość
Ileś grudniów i ileś majów

Dokąd pójdę, dokąd pojadę
Jaką drogę dla mnie wybrali
Otrzymałam od losu spadek
Który trudno mierzyć zerami

Dwie ojczyzny, dwa sztandary
Dwie religie - skąd wziąć w sobie tyle wiary
I przodkowie na portretach
Podpisanych w dwóch odmiennych alfabetach

Mam dwa serca i dwie dusze
Jakoś sobie z tym nadmiarem radzić muszę
Dwie historie, dwa języki
Tu kochany Kraków, a tam Saloniki

Nie pytajcie zatem kochani
Gdzie jest lepiej, a gdzie jest gorzej
Gdzie ciemniejszy nocy aksamit
Granat nieba, cieplejsze morze

Bo ułomne oba me światy
Bo nie wszędzie może być pięknie
A mój problem polega na tym
Że za jednym i drugim tęsknię...

(muz. Seweryn Krajewski)

Głos z oddali - Andrzej Sikorowski

Maja Sikorowska - Głos z oddali

Andrzej Sikorowski

Głos, pośrodku nocy
Głos, hen gdzieś z oddali
Jakby się zbliżał, jakby kroczył
Głos, jakby się ktoś z miłości żalił

Głos, pośrodku nocy
Głos. w tysięcznym głosów tłumie
Bo lepiej słychać gdy zamknięte oczy
Teraz zaczynam go rozumieć

Śpiew, chyba od wyspy
Chór jak morska fala
Śpiew, taki srebrzysty
Że się od niego świat zapala
I na kościółku śnieżnobiałym bije dzwon
To jest melodia z mojej matki stron
To jest melodia z jej rodzinnych stron

I nagle widzę ich jak płyną przez powietrze
Kobiety w czerni niosą chleby i owoce
Młode dziewczyny pachną jaśminowym deszczem
A chłopcy modlą się o jak najdłuższe noce
Żywiczne wino nagle spada jak ulewa
I wiem , że kocham ten korowód bliskich ludzi
I język, w którym od dzieciństwa mogłam śpiewać
Więc śpiewam z nimi i własny śpiew mnie budzi

Pantelis Zografos














Zabierz mnie hen - Andrzej Sikorowski


Maja Sikorowska
Zabierz mnie hen...

Andrzej Sikorowski

Zabierz mnie stąd daleko
Jak najdalej od tych wszystkich złych wydarzeń
Usiądziemy nad zieloną rzeką
To najlepsze lustro dla zmęczonych twarzy

Zabierz mnie hen od wrzawy
Bohaterką żadnej bitwy nie zostanę
Niech kołyszą nas wysokie trawy
I niech rosą zakwitają, gdy poranek

Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Na ten luksus zawsze starczy nam pieniędzy
Tutaj żadnych nam idoli nie potrzeba
O przepraszam, mam jednego, to jest księżyc

Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Razem z nim będziemy czasem deszczem płakać
Przytulimy się do stuletniego drzewa
Pewnie z czasem pomyślimy o dzieciakach

Jakby z Louisem A. - Andrzej Sikorowski


Maja Sikorowska
Jakby z Louisem A.

Andrzej Sikorowski

Na strychu skarby, szpargały rozmaite
Wystarczy tylko starej skrzyni unieść wieko
Znalazłam wczoraj zakurzoną czarną płytę
Ojciec pokazał jak nakręca się patefon

Wolno ruszyła ta muzyczna karuzela
Chrypiała tuba, ale przecież już po chwili
W środku tygodnia pojawiła się niedziela
A ja poczułam że mi nieba ktoś uchylił

Jak oni grali, Boże mój, jak oni grali
Jakby z Louisem A. się osobiście znali
I brzmiał cudowny romans drewna oraz stali
W jedynej skali

Jak oni grali, Boże mój , jak oni grali
Jakby nutami obraz świata malowali
Jakby każdemu szczyptę szczęścia odważali
Na złotej szali

Na strychu skarby i szpargały rozmaite
Wystarczy tylko starej skrzyni unieść wieko
Zły czas odłożył do lamusa czarną płytę
I odpoczywa zapomniany już patefon

I inne hity mamy teraz na playlistach
I inne gwiazdy świecą ale przyznać muszę
Że dawna muza choć nie była taka czysta
To przecież miała w sobie pomysł oraz duszę...

Z towarzyszeniem muzyków
Krakowskiego zespołu
Jazz Band Ball Orchestra

Urodzona do bitwy - Andrzej Sikorowski


Maja Sikorowska
Urodzona do bitwy

Andrzej Sikorowski

Śni mi się czasem wielka przygoda
Jakiś w nieznane rejs
Na antypodach rewia na schodach
W sali na milion miejsc

Śnią mi się czasem takie szlagiery
Jakich nie słyszał świat
Złote ordery, dyplom z opery
Dla konkurencji mat

Urodziłam się chyba do bitwy
I północny kołysał mnie wiatr
Gdy tonący do brzytwy
Lub ostatniej modlitwy
Ja do przodu, nie bojąc się strat

Urodziłam się chyba w podróży
I o przyszłość nie martwię się, bo
Nikt nie musi mi wróżyć
Czy się niebo zachmurzy
Ja na siebie pomysłów mam sto

Śni mi się czasem wielka przygoda
Jakiś przetrwania test
Bo to nie moda ani nagroda
Że się na ziemi jest

Śni mi się także orkiestra dęta
Oraz anielski chór
I jeszcze mięta do dyrygenta
Który jest w moll i w dur

Urodziłam się…

Los mam przecież dostatnio odziany
Moja gwiazda mi mruga, że tak
Lecz w tym życiu udanym
Wciąż na ciebie, kochany
Wciąż na ciebie sposobu mi brak...

I nic i nic - Andrzej Sikorowski


Maja Sikorowska
Andrzej Sikorowski
I nic i nic

Ta dziewczyna była piękna jak zjawisko
A dokoła mało światła, dużo wina
Więc podszedłem do niej blisko, bardzo blisko
Jak na razie całkiem nieźle się zaczyna

Na początek przywitałem się niewiastą
i zagajam, że dziś moje imieniny
i że mogę jej pokazać nocą miasto
Fakt - na miasto nabierają się dziewczyny

I co, i co, i co, i co
Co się jeszcze w tej historii wydarzyło
Ile trunków się wypiło, jakie miejsca odwiedziło
Czy w pościeli kolorowej się skończyło

I nic, i nic, i nic, i nic
Nic, kochani, więcej z nas nie wyciągniecie
Dżentelmeni oraz damy, a o takich dziś śpiewamy
O szczegółach nie powiedzą za nic w świecie

Po raz pierwszy zobaczyłam tego pana
Ale wierzcie, że nie czułam wcale strachu
Gdy tańczyliśmy zawzięcie aż do rana
Pośród anten i kominów gdzieś na dachu

Potem płaszczem mnie otulił miejsce w miejsce
Tak jak matki okrywają swoje dzieci
I słyszałam, jak mu mocno bije serce
I widziałam, jak nad nami chmura leci

I co, i co, i co, i co...

A jeśli przyjdzie taki dzień
Że wam nagle w domach zrobi się za ciasno
To uchylcie okiennice i wyjrzyjcie na ulicę
By zobaczyć, jak wygląda nocą miasto

I co, i co, i co, i co
I nic, i nic, i nic, i nic...

Obrazy: Pascal Campion

Strążyska, Giewont i księżyc - Andrzej Sikorowski


Maja Sikorowska
Strążyska, Giewont i księżyc

Andrzej Sikorowski


Moje wspomnienia mgłą owiane
Lecz to z dzieciństwa pozostało
Przykryte śniegiem Zakopane
I wszędzie cicho, wszędzie biało
Wspomnienia plączą się i mylą
I trudno je ogarnąć wszystkie
Ale nie znika zachwyt chwilą
Spaceru z ojcem do Strążyskiej

Nad Giewontem chmura płynie granatowa
A ja chciałabym ten Giewont pocałować
Nad Giewontem noc zapada, a ja płaczę
Że go przez tych parę godzin nie zobaczę
Nad Giewontem księżyc wisi i się gapi
Moze by się po kielusku ze mną napił
Puszcza do mnie oko księżycowy błysk
Kiebyś nie był tak wysoko wziąłbyś w pysk

Dziś kiedy budzę się nad ranem
Mała kobieta w wielkim świecie
To wiem, że białe Zakopane
Przytuli kiedyś moje dzieci
Poznają domy i ulice
Halnego wiatru kołysanie
I zasłuchają się w muzyce
I ona z nimi już zostanie

Nad Giewontem...

Nad Giewontem księżyc wisi moi mili
Może czeka byśmy razem zanucili
O tych chłopcach, którzy kiedyś z nami byli
I jak wszystko pomalutku się mi myli

Fot. 1,3, Fot. 2

Koledzy taty - Andrzej Sikorowski


Maja Sikorowska
Koledzy taty

Andrzej Sikorowski

Przychodzili wieczorami
Rozmawiali godzinami
Wódkę pili
Przeklinali i bluźnili
O muzykę się kłócili
Dzielni byli

Wielcy, piękni i bogaci
Kopiowali ich piraci
Zero strachu
A szalone małolaty
Wyrywały autografy
Bez obciachu

Koledzy mojego taty i ja
To przecież odległe światy są dwa
Lecz wyznać muszę nieśmiało
Że chyba mi się udało
W pamięci bowiem zostało
Z tych rozmów prawdy niemało
A takiej dzisiaj, dzisiaj brak

Na mój upór nie ma rady
Idę w ich na piasku ślady
No i kropka
I nie myślę o tym prawie
Że mnie może w tej zabawie
Klapa spotkać

Dobre rady w kieszeń wzięłam
I wypływam na ocean
Małą łódką
Licząc, że sztormową nocą
Jednak przyjdą mi z pomocą
Po cichutku

Dzieciaki naszych kolegów i my
Daleko na drugim brzegu, lecz gdy
Zachodzi taka potrzeba
Że dziecko zechce zaśpiewać
To zawsze może polegać
Na starych taty kolegach
Bo idą w to jak w dym...

Koledzy taty:

Zbigniew Wodecki
Grzegorz Markowski
Grzegorz Turnau

Blues dla blondynek - Andrzej Sikorowski


Maja Sikorowska
Blues dla blondynek

Andrzej Sikorowski

Kiedy nie klei się rozmowa
Kiedy z imprezki nie wychodzi nic
Koniecznie trzeba się ratować
I opowiedzieć jakiś wic

Gdy w prawej nóż, widelec w lewej
A na talerzu smutna szynka
Zawsze pomoże ci w potrzebie
Najnowszy kawał o blondynkach

Bo to jest blues dla blondynek
Które ponoć nie czują bluesa
Rozumku przecież mają odrobinę
Nie odróżniają Eskimosa od Zulusa

Bo to jest blues dla blondynek
Które dziwnym zrządzeniem losu
Gorsze od innych są dziewczynek
Tylko przez kolor swoich włosów

Kolor to przecież tylko pozór
Jak u motyla skrzydła strojne
Nie wolno nigdy ufać morzu
Jeśli błękitne i spokojne

Podobna sprawa jest z kobietą
Więc zapamiętaj dowcipnisiu
Że to nie śniło się poetom
Chociaż bez przerwy o tym piszą

Bo to jest blues dla blondynek
Które czasem się mogą zmienić
W automatyczny karabinek
I już za późno, żebyś umiał to docenić

Bo to jest blues dla blondynek
Więcej powie o nich niźli czarna skrzynka
Jeśli nocą przejdziesz z nim przez Rynek
Wtedy szybko zmienisz zdanie o blondynkach...

Nie jestem trendy - Andrzej Sikorowski

Maja Sikorowska
Nie jestem trendy

Andrzej Sikorowski

Ja przy kawie w kafejce za rogiem
Środek lipca więc czułam się bosko
On się przyszedł oswajać z nałogiem
I udawał że czyta Masłowską

Ale w końcu odstawił kieliszek
To już było pod koniec rozmowy
I poczułam, że świat się kołysze
Gdy mnie spytał o adres mailowy

Nie jestem trendy
I nie prowadzę swego blogu
Ale do diabła wiem którędy
Pod jaką flagą, jaką drogą

Przyszłości się nie boję
Bo nie ma nic na tamtym świecie
I wiem, że trzeba robić swoje
Zanim daleko przyjdzie lecieć

Moje słowa frunęły do nieba
Było cicho jak w pustym kościele
Pomyślałam czy zawsze tak trzeba
I czy zawsze o jedno za wiele

Więc się bałam srogiego wyroku
Że ta panna to obciach i wiocha
A on spojrzał spod włosów obłoku
I powiedział, że za to mnie kocha

Że nie jestem trendy...

Uczta w poście - Andrzej Sikorowski

Maja Sikorowska
Uczta w poście

Andrzej Sikorowski

Listopadowa mglista noc
nad szarą rzeką długi most
wtulony w ciemność stoi facet
podeszłam bliżej chyba płacze
ma na policzkach krople trosk

Już mu się znudził życia kram
bo w tłumie ludzi ciągle sam
więc postanowił hen daleko
popłynąć razem z szarą rzeką
a ja do domu wracać mam

Gdy argumentów mi potrzeba
przestaję mówić wolę śpiewać
więc wyśpiewałam aż do nieba cały żal
i nagle tutaj na tym moście
łatwiej zrobiło się i prościej
jakby ktoś wydał ucztę w poście albo bal

Listopadowa mglista noc
już opustoszał długi most
i tylko w dole szara rzeka
myśli że jeszcze się doczeka
kogoś kto ma za wiele trosk

A my objęci w blasku świec
i świadkiem w kącie stary piec
jak on wpatrzony w moje oczy
wyznał że nigdy już nie skoczy
i nic lepszego nie mógł rzec...

Ciasne sukienki - Andrzej Sikorowski

Maja Sikorowska
Ciasne sukienki

Andrzej Sikorowski

Dokoła pachnie pomarańczą
I noc przeciąga się nad miastem
Wszystkie sukienki ze mną tańczą
I nagle robią się za ciasne

Dziewczyny z dworca mówią wierszem
I pod latarnią jest najciemniej
I wszystko staje się piękniejsze
Kiedy się tak wpatrujesz we mnie

Spojrzenie, spojrzenie
Ponoć umie zamieniać w kamienie
Albo skałę twardą rozkruszyć
Spojrzenie - dowód na istnienie duszy

Kiedy patrzysz tak na mnie kochany
To już wiem że się biedzie nie damy
Jesteś moją radością i siłą
Gdy masz w oczach coś więcej niż miłość

Dokoła pachnie...

Więc je zdejmuję bez pośpiechu
I leciuteńko się rumienię
I wiem ,że nawet z morza grzechów
Jednym wyłowisz mnie spojrzeniem...

Jaśminowy zawrót głowy - Andrzej Sikorowski

Maja Sikorowska
Jaśminowy zawrót głowy

Andrzej Sikorowski

W fotelu u fryzjera zasiadam jak królowa
I nagle się otwiera komnata jaśminowa
I lecę wśród zapachów, o których nikt nie słyszał
Pode mną morze dachów, nade mną wielka cisza

I nigdy tego dosyć i ciągle krzyczę jeszcze
A moje włosy spadają złotym deszczem
I niech tę burzę włosów nad miastem każdy widzi
To uśmiech losu, że można się nie wstydzić

A potem leciuteńka powracam na ulice
I ktoś przede mną klęka, bo skrywam tajemnicę
Zamkniętą w perfum flakon otworzę go w potrzebie
I spłynie na nasz balkon i pewnie też na ciebie

I nigdy tego dosyć i ciągle krzyczę jeszcze
A moje włosy spadają złotym deszczem
I jeśli w noc lipcową napotkasz tę ulewę
To daję słowo wyrośniesz nowym drzewem...

Sprawa rodzinna - Andrzej Sikorowski

Andrzej Sikorowski, Maja Sikorowska
Sprawa rodzinna

Kolejna nocka zarwana
znowu wypiłeś za wiele
oj nie ucieszy się mama
tą defiladą butelek

W jedzeniu nie znasz umiaru
oglądasz się za paniami
i ciągle idziesz na całość
z najwierniejszymi kumplami

Zbytecznie sobie zawracasz głowę
i twoje troski córko daremne
życie ogólnie jest niezdrowe
ale cholernie przyjemne

To nie jest żadne odkrycie
i za to Nobla nie dają
ale gdy kiedyś o świcie
stanę na wielkim rozstaju
to zlekceważę przestrogi
jakby ich nigdy nie było
i tam poniosą mnie nogi
gdzie jadło, trunki i miłość

A ja bez zastanowienia
ruszę za tobą po cichu
bo przecież od urodzenia
w jednym mówimy języku

Więc próżno sobie łamiemy głowę
i wszelkie troski daremne
życie ogólnie jest niezdrowe
ale cholernie przyjemne