Brnąłem do ciebie maju
przez mrozy i biele
przez śnieżyce i zaspy
i lute zawieje
przez bezbarwne szpitalne
korytarze stycznia
w tych korytarzach słońce
gasło ustawicznie
a teraz maj dookoła maj
wyświęca ogrody
i cały ja i cały ja
zanurzony w jordanie pogody
a teraz maj i maj i maj
dokoła się święci
od wonnych bzów szalonych bzów
wprost w głowie się kręci
i płyną przeze mnie dmuchawce
jak dzieciństwa echa
i wielka jest majowa moc
kiedy niebo się do ziemi uśmiecha
śpi w twoim wnętrzu chłopiec
w chłopcu pierwszy zachwyt poznaję
z twoich ziaren wyrosną sady
strudzonemu pielgrzymką ulżyj dodaj wiary
Stare Dobre Małżeństwo Ballada o listopadzie Józef Baran Ballada listopadowa
listopad to niekochana kobieta
co narzeka narzeka narzeka
rozpuściła włosy przed lustrem
i na nic już nie czeka
przeczytała wszystkie listy z drzew
w żadnym nie znalazła nic dla siebie
rozrzucone leżą u jej stóp
wiatr roznosi je po ziemi i po niebie
popatrzyła w gwiazdy a tam smutki
już na resztę życia jej pisane
więc zaniosła się wariackim śmiechem
żeby nikt nie wiedział co jest grane
Patrz, orzechy coraz twardsze tej jesieni
Wiewiórki ostrzą zęby na rogu księżyca
W ciemnym lesie klęczy na jedno kolano
Na obrusie przymrozku - wilczyca
Kurczą się rozmowy - od słowa do słowa
Herbata nagle zamarza przy stole
Krok do zimy prawie nie do uchwycenia
A jednak już bijemy przed nią czołem
Telewizor szronem zaszedł nie wiadomo kiedy
Szklanka ślizga się jak igła po płycie
Słuchamy Vivaldiego, „Cztery Pory Roku”
Słyszysz jak mocno bije w nas życie
Stare Dobre Małżeństwo Ach, kiedy znowu ruszą dla mnie dni Edward Stachura
Minęło wiele miesięcy
Ale mnie nic nie minęło
Czas dla mnie w miejscu przystanął
Takie jest, chłopcy, takie jest piekło
Na odgłos kroków po schodach
Serce wciąż skacze do gardła
Że może jednak to ona,
Ona, to piękna moja zagłada
Ach, kiedy znowu ruszą dla mnie dni
Noce i dni
I pory roku krążyć zaczną znów
Jak obieg krwi
Lato, jesień, zima wiosna
Do Boliwii droga prosta
Wiosna, lato, jesień, zima
Nic mi się nie przypomina
Ni żyć już można, ni umrzeć
Wypłakane łzy doszczętnie
Oddycham ledwie i z bólem
Kością mi w gardle staje powietrze
Czy tak już będzie i będzie
Boże, mój Boże, mój Boże
Zawsze i wszędzie w obłędzie
Boże mój, wbiłeś we mnie wszystkie noże
Oto wypędzam szatana
Oto wypędzam anioła
Wypędzam z serca obu ich
Ich obu, co często są jednym
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych
I wypędziłem szatana
I wypędziłem anioła
A w serce moje wstąpił wiatr
I tam on zamieszkał, i szumi
A domem moim stał się las
Nad lasem biją pioruny
A domem moim stał się las
Nad lasem biją pioruny
Ciężko jest żyć bez szatana
Ciężko jest żyć bez anioła
Banita boski to mój los
Lecz nie ja go sobie wybrałem
To ona mi wybrała go:
Dziewczyna, którą ubóstwiałem.
To ona mi wybrała go
Dziewczyna, którą ubóstwiałem