Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandalian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandalian. Pokaż wszystkie posty

Tam gdzie nie ma nas - Andrzej Mandalian


Zofia Kucówna
Tam gdzie nie ma nas

Andrzej Mandalian

Tu nic się już nie zmienia
I dzień jak od niechcenia
I świat wciąż taki sam od tylu lat
Miasteczko gdzieś na mapie
Bez smutków, bez utrapień
Jak pośród białych plam zgubiony ślad

I gdzieś wśród śnieżnych mgieł stanął czas
Z księżycem pod śnieżycą gwiazd
Ktoś nam przychyla nieba
I tylko nas tu nie ma
A jednak dobrze tam, gdzie nie ma nas...

A co minąć miało
Zdarza się innym, zdarzyło nam
Tyle w życiu się stało
Lecz zawsze można powrócić tam
Gdzie nic się już nie zmienia
"Dzień dobry", "Do widzenia"
I świat wciąż taki sam jak w dobrym śnie

Z filmu "Osada na wybrzeżu" - 1965

Karol Darwin - Nikołaj Olejnikow

Nikołaj Olejnikow

Чарльз Дарвин
Karol Darwin

Nikołaj Olejnikow - Andrzej Mandalian

Raz Darwin - wybitny uczony -
Sikorkę w ogródku złapał,
Urodą jej urzeczony
Uważnie ptaszynę zbadał.

I w główce rys dostrzegł żmii,
I ogon - rybi, sumiasty,
Mysiego coś - w ruchach szyi,
I nóżki na kształt rozgwiazdy.

Do licha - pomyślał Darwin -
Istota to skomplikowana.
Niezdarniśmy przy niej, bezbarwni...
Sikorka, a jak zbudowana!

Więc czemuż natura wspaniała
Okpiła mnie tak fatalnie?
Dlaczego szkaradne policzki mi dała,
Pierś nagą i pięty banalne?

Zapłakał pytaniem tym starzec dręczony,
Ze wstydu się zapadł pod ziemię...
Był Darwin wybitnym uczonym,
A jednak urody nie miał.

Siostra Maria - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa
Песенка о медсестре Марии
(Медсестра Мария)
Siostra Maria


Andrzej Mandalian

Ano, powiedziałem tak siostrze Marii,
Szukając w mroku jej ust:
— Wiesz, jak to jest, oficerskie córki
Za nic wciąż mają nas?

A pole koniczyn było pod nami
Jak rwącej rzeki nurt,
I fale koniczyn, rozkołysane,
Niosły nas w górę i w dół.

I, rozpostarłszy ramiona, Maria
Płynęła przez noc, na wznak,
I z wolna ciemniał jej oczu błękit,
Czarny, całkiem bez dna.

No cóż, powiedziałem tak siostrze Marii,
Gdy jaśniał już w górze świt:
— Tak to już jest, oficerskie córki
Za nic wciąż mają nas.

Obraz: Wiktor Kudelkin

Płótno batalistyczne - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa, Andriej Makarewicz
Батальное полотно - Płótno batalistyczne

Witold Dąbrowski i Andrzej Mandalian

Szary zmierzch. Natura. Fletu ton miarowy.
Późna kawalkada.
Przodem jedzie cesarz, surdut na nim płowy,
złota przy nim szpada.
Klacz pod siodłem siwa, z kasztanowym okiem,
w pióropusze strojna.
Rząd amarantowy. I u ramion skrzydła.
Wszystko jak przed wojną.

Śladem za cesarzem — orszak generałów,
kwiat cesarskiej świty,
Kochankowie sławy, każdy żołnierz prawy,
żaden nie zabity.
Zuchy i birbanci, fligiel-adiutanci,
malowane dzieci,
Sami oczajdusze, zbawcy i geniusze,
franci i poeci.

Cichną klawesyny, echa czasów innych,
szepty, szmery, dzieje...
Koni kłus miarowy, fletu ton nerwowy,
przewrotne nadzieje.
Coraz słabszy zapach dymu i ogniska,
maślanki i chleba.
Nie masz nad głowami, nie masz pod stopami
Nic prócz ziemi, nieba...




Modlitwa - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa - Молитва - Modlitwa - Francois Villon

Andrzej Mandalian


Dopóki nam ziemia kręci się,
dopóki jest tak, czy siak,
Panie, ofiaruj każdemu z nas,
czego mu w życiu brak:
Mędrca obdaruj głową
tchórzowi dać konia chciej.
Sypnij grosza szczęściarzom
i mnie w opiece swej miej.

Dopóki Ziemia obraca się,
o Panie nasz, na Twój znak,
Tym, którzy pragną władzy,
niech władza ta pójdzie w smak.
Daj szczodrobliwym odetchnąć,
raz niech zapłacą mniej.
Daj Kainowi skruchę,
i mnie w opiece swej miej.



Ja wiem, że Ty wszystko możesz,
wierzę w Twą moc i gest,
Jak wierzy żołnierz zabity,
że w siódmym niebie jest.
Jak zmysł każdy chłonie z wiarą
Twój ledwie słyszalny głos,
Jak wszyscy wierzymy w Ciebie,
nie wiedząc, co niesie los.

Panie zielonooki,
mój Boże jedyny, spraw,
Dopóki ziemia toczy się,
zdumiona obrotem spraw,
Dopóki czasu i prochu
wciąż jeszcze wystarcza jej,
Dajże nam wszystkim po trochu,
i mnie w opiece swej miej!

Śpiewają:

Gustaw Lutkiewicz
Piotr Fronczewski
Marian Opania


👉TUTAJ w przekładzie Romana Kołakowskiego

Piosenka o żołnierskich butach - Bułat Okudżawa


Песенка о солдатских сапогах
Piosenka o żołnierskich butach

Bułat Okudżawa - Witold Dąbrowski i Andrzej Mandalian

Znów buty, buty, buty, tupot nóg
i ptaków oszalałych czarny wiatr.
Kobiety stają u rozstajnych dróg,
piechocie odchodzącej patrzą w ślad.

Czy słyszysz werbel, werbel, werbel gra:
„Żołnierzu, żegnaj ją, przeżegnaj ją!"
Odchodzi pluton — tylko mgła i mgła...
I tylko przeszłość nie zachodzi mgłą.

A męstwo nasze gdzie, na miły Bóg,
gdy przyjdzie wrócić na rodzinny próg?
Kobiety za pazuchę kładą je
jak pisklę, ukradzione nam we śnie...

A gdzie kobiety nasze, powiedz, gdzie?
Gdy już nadejdzie wytęskniony dzień,
witają w progu nas i wiodą tam,
gdzie wszystko nasze ukradziono nam.

Lecz cóż po łzach, po załamaniu rąk!
Z nadzieją patrzmy w nadchodzące dni...
A pośród pól żerują stada wron,
a pośród lat echami wojna grzmi.

I znów w zaułkach buty, tupot nóg,
i ptaków oszalałych czarny targ —
kobiety stają u rozstajnych dróg,
w żołnierski podgolony patrzą kark.



Edmund Fetting, Stanisława Celińska, Sława Przybylska
Piotr Fronczewski, Piotr Garlicki, Marian Kociniak, Józef Nowak

Fotografie

Pożegnanie podchorążych - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Проводы юнкеров
Jewgienij Malinowski - Pożegnanie podchorążych

Andrzej Mandalian

Dziś już nic nie jest grą.
Świeże szlify dziś lśnią.
Równaj krok! W prawo patrz! Pogotowie...
Wczoraj — w harce, a dziś?...
Dzisiaj w pole nam iść!
Cześć, panowie, cześć podchorążowie!...

Wczoraj w harce, a dziś?...
Dzisiaj w pole nam iść.
Amaranty, koń w konia — bułanki...
Już nie musztra, nie bal...
Czemuż wspomnień tych żal?
Gdzież te randki z ulicy Fontanki?...

Newa jeży się krą,
Huczy krok, trąby dmą,
Pożegnanie nic wartą jest chwilą.
Tam gdzie ogień i stal —
W cenie „cel" albo „pal",
Słodkie słówka zostawmy cywilom...

Dziś już nic nie jest grą.
Chłopcy, bagnet na broń!
Mróz w strzeleckim zagnieździł się rowie...
Dzisiaj w pole nam iść,
Jutro ziemię nam gryźć...
Cześć, panowie, cześć, podchorążowie!...

Проводы юнкеров

Наша жизнь - не игра, собираться пора!
Кант малинов, и лошади серы.
Господа юнкера, кем вы были вчера,
А сегодня вы все офицеры.

Господа юнкера, кем вы были вчера
Без лихой офицерской осанки?
Можно вспомнить опять. ах, зачем вспоминать?
Как ходили гулять по Фонтанке.

Над гранитной Невой гром стоит полковой,
Да прощанье недорого стоит.
На германской войне только пушки в цене,
А невесту другой успокоит.

Наша жизнь - не игра, в штыковую, ура!
Замерзают окопы пустые...
Господа юнкера, кем вы были вчера?
Да и нынче вы все холостые.

На ясный огонь - 1975

Ostatni trolejbus - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Полночный троллейбус

Piotr Machalica, Hanna Okuniewicz,
Sława Przybylska - Ostatni trolejbus

Andrzej Mandalian

A kiedy nie sposób już płynąć pod prąd,
nie sposób już wyrwać się z matni,
niebieski trolejbus zabiera mnie stąd,
trolejbus
ostatni...




Mój promie północny, żeglujesz przez noc
i nie dbasz: głęboka czy płytka,
gdy zbierasz nas wszystkich - idących na dno
z bulwarów
rozbitków...

Ach, otwórz podwoje: przechodzień czy gość.
Ja wiem, że tonącym śród nocy
ktoś z twych pasażerów, z załogi twej ktoś
udzieli
pomocy...



Jam z nimi już nieraz uchodził od klęsk
jam ramię ich czuł przy ramieniu...
A jednak naprawdę w milczeniu jest sens,
jest dobroć
w milczeniu...

Ostatni autobus przez Moskwy mknie toń,
a Moskwa jak rzeka oddycha,
i ból, co od rana się tłukł o mą skroń -
ucicha,
ucicha…



Piosenka z filmu
Цепная реакция - 1962 - Reakcja łańcuchowa

Obrazy: Dimitrij Spiros

Lońka Król - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Песенка о Леньке Королеве
Marian Kociniak i in., Wiktor Zborowski - Lońka Król

Andrzej Mandalian


Na podwórzu, gdzie co wieczór, jak zabawa, to się hula -
wszystkie pary tańczą! gapiów cały rój!
chłopaki szanowali nade wszystko Lońkę Króla
i nie wołał nań nikt: "Lońka", tylko: "Król."..

Był nasz Król jak to król - i gdy coś nie zagra komu,
coś nieklawo i w ogóle jakiś ból,
nie zdarzyło się jeszcze, żeby w biedzie nie pomógł,
żeby ręki nie podał mu Król.

Ale kiedy messerschmitty czarnym krzyżem znaczone
nadciągnęły jak te kruki, w huku dział,
włożył Król, jak to król, cyklistówkę jak koronę
i na wojnę wyruszył, jak stał...



Znów zabawa na podwórzu, znowu słońce nam świeci,
nikt po Królu łez nie leje, proszę was.
A dlatego, że sam jeden był na całym bożym świecie,
o królową nie postarał się na czas.

Ale gdzie bym się nie ruszył, jakim śladem czy tropem,
w interesach, spacerkiem przez świat -
wciąż się zdaje mi, że tuż, za najbliższym zaraz rogiem,
czeka Król, taki sam jak sprzed lat...

Bo choć kula nie wybiera, choć wojenka nie pieści,
nie dla niego grób - mogiła pośród pól!
Bo, darujcie, ale w głowie mi się Moskwa nie mieści
bez takiego króla jak Lońka Król!

Fotografie:
Okudżawa - Kociniak - Zborowski

Wańka Morozow - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Ванька Морозов - Wańka Morozow

Wojciech Młynarski


I czegóż chcieć od tego Wani,
Toć jego winy nie ma w tym.
Wszystkiemu winna tamta pani,
Że poszedł za nią tak jak w dym.

A pasowałoby mu wszystko.
Już wszystko prędzej niż ten traf,
Że z cyrku złapie go artystka
Na linie tańcząc pośród braw.

Gdy w pierwszym geście powitania
Nad głową wzniosła białą dłoń,
Wciągnęło Wanię pożądanie
Bez reszty w swą przepastną toń.

Marusię swą porzucił najpierw,
A potem co noc aż do dnia
Z artystką szalał w chińskiej knajpie
A ta Marusia z żalu schła.

A Wania tamtej na stół ciskał
Meduzy i w trzech smakach drób
Nie wiedząc nic, że ta artystka
Wciąż wodę z mózgu robi mu.

Bo nie wierzymy w czas kochania,
Że miłość biedy przyda nam.
Ech Wania, Wania, biedny Wania,
Ot spójrz, po linie idziesz sam.



Andrzej Mandalian

Nie krzywdźcie Wańki Morozowa,
On nie zawinił nic a nic.

To los mu tak się wylosował,
A on nie winien nic a nic.

I na co komu słowa przykre!
Toć on w cyrkówce kochał się! 
Byłoby lepiej w jakiej zwykłej,
A on w cyrkówce kochał się.

Na linie w tańcu mu mignęła, 
Skinęła białą dłonią swą —
I miłość Wańkę w mig ujęła,
Ujęła twardą dłonią swą.

Z „Szanghaju" krokiem się nie ruszał,
Miał wszystko za nic, cały świat.
A po nim z żalu schnie Marusia,
Bo dla niej on to cały świat.

A on meduzą się odżywiał, 
Cyrkówce żeby było w smak,
Na słodki bambus ją podrywał,
Że niby taki miała smak.

I nie pomyślał, że cygani,
Że miłość sercu zada kłam!
Ach, Wania, Wania! Już po Wani...
Na linie, Waniu, tańczysz sam!

Śpiewają: Wojciech Młynarski
Hanna Okuniewicz, Krystyna Sienkiewicz, Joanna Sobieska
Bułat Okudżawa, Borys Griebienszczikow

Obrazy: Jurij Macyk

Niesubordynacja czyli rozmowa... - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa, Borys Griebienszczikow
Дерзость или разговор перед боем
Niesubordynacja czyli rozmowa przed bitwą

Andrzej Mandalian

- Poruczniku, pal sześć, cóż to za humory?
Alboż panu nie w smak nasz żołnierski chleb?
- Jenerale, no cóż, śnią mi się amory…
Złote sny, dawne dni – wszystko wzięło w łeb!

- Poruczniku, to grzech, figle panu w głowie.
O pieszczotach pan śni, kiedy wróg u bram!
- Jenerale, to pech, sam się dziwię sobie:
W cwale szarż słodki śmiech wciąż w pamięci mam…

- Poruczniku, to wstyd, dziś potrzeba męstwa,
Dziś – zwycięstwo lub śmierć! Dziś nam w pole iść…
- Jenerale, Bóg da, nasze jest zwycięstwo!
Cóż nam po nim, gdy wnet przyjdzie ziemię gryźć?

- Poruczniku, ta krew wyda plon obfity,
Chwały ciężki jest krzyż, ale żyć z nim lżej…
- Jenerale, ten krzyż w sam raz dla zabitych,
A kto żyw, temu żyć przy bogdance swej.

- Poruczniku, na koń! Do ataku cwałem!
Gdzie przysięga, gdzie hart, gdzie szlachetna złość?
- Jenerale, pan wie, wczoraj przysięgałem,
Byłbym przysiągł i dziś, ale kłamstw mam dość!

- Poruczniku, w tył zwrot, sąd niech wyrokuje:
Kula, stryczek czy knut aresztanckich rot…
- Jenerale, tak jest, furda – obce kule,
Swój do swego, jak nic, zawsze trafi w lot!

Pesenka kavalergarda - Szwoleżerowie - Bułat Okudżawa

Gwiazda zwodniczego szczęścia - 1975

Władimir Kaczan
Piesenka kawalergarda

Bułat Okudyawa - Andrzej Mandalian
Szwoleżerowie

Szwoleżerowie, żywot krótki
I stąd ta słodycz każdej z chwil.
Otwiera namiot dźwięk pobudki
I echo surm w pamięci tkwi,
I jazdy słychać kłus walecznej,
I — szable w dłoń, i — konie w cug...
Słów czułych o miłości wiecznej
Dziewczęciu prawić nie daj Bóg!

Daremne nasze dzienne sprawy,
Daremne wino, śmiech i śpiew,
Nie będzie chwały ani sławy,
Dopóki nie przelana krew.
I nigdy dosyć krwi serdecznej,
By zbyć się trosk i nie znać trwóg...
Nie prawmy o miłości wiecznej,
Od czułych słów uchowaj Bóg!

Puchary w krąg, lśni oczu błękit
I każdy z losem za pan brat,
I wszystko jak w zasięgu ręki:
I stały ląd i trwały ład...
Drewniany krzyż po nocy wietrznej
Już czeka na rozstajach dróg...
Nie prawmy o miłości wiecznej,
Od czułych słów uchowaj Bóg!

Песенка кавалергарда

Кавалергарды, век не долог,
и потому так сладок он.
Труба трубит, откинут полог,
и где-то слышен сабель звон.

Еще рокочет голос струнный,
но командир уже в седле...
Не обещайте деве юной
любови вечной на земле!

Напрасно мирные забавы
продлить пытаетесь, смеясь.
Не раздобыть надежной славы,
покуда кровь не пролилась...

И как ни сладок мир подлунный --
лежит тревога на челе...
Не обещайте деве юной
любови вечной на земле!

Течет шампанское рекою,
и взор туманится слегка,
и все как будто под рукою,
и все как будто на века.

Крест деревянный иль чугунный
назначен нам в грядущей мгле...
Не обещайте деве юной
любови вечной на земле!

Andrzej Mandalian - Za co kochamy Bułata Okudżawę

Bułat Okudżawa - Pieśni, Ballady, Wiersze

Andrzej Mandalian

Za co kochamy Bułata Okudżawę?

Pytanie jest niewątpliwie retoryczne, gdyż zakłada, że Bułata Okudżawę przede wszystkim kochamy. Myślę jednak, że wolno mi odwoływać się do skali wzruszeń, jakie ma budzić w czytelniku imię i nazwisko uwidocznione na okładce tej książki. Wolno dlatego, że właśnie na fali odruchu emocjonalnego nawiązany został kontakt legendarnego już poety i piosenkarza z jego tak licznym audytorium, kontakt skądinąd na tyle bliski, że po dziś dzień sprawia wrażenie toczącego się wciąż dialogu.

Przed czterdziestoma bez mała laty zadzierzgnięta została ta fenomenalna wręcz więź uczuciowa między Okudżawą a zastępami jego wyznawców, fanów, wielbicieli nie tylko talentu, lecz raz po raz przez talent ten uwiarygodnianej filozofii życia, postawy, wszystkich zachowań artysty, którego już pierwsze piosenki wywołały odzew niemal lawinowy; po prostu nie sposób było pozostać wobec nich obojętnym. I to chyba właśnie intymność zarówno przekazu jak odbioru sprawiła, że o Okudżawie - rzecz w Rosji rzadka - mówi się nie inaczej, jak używając jedynie imienia: Bułat.

Po raz pierwszy usłyszałem to imię przy końcu lat pięćdziesiątych, w czasach tzw. odwilży moskiewskiej, a właściwie już nie odwilży - powodzi, wywołanej przez odbywający się właśnie w tym mieście międzynarodowy festiwal młodzieży. W jakimś zatłoczonym mieszkaniu, do którego pod wieczór zawlókł mnie początkujący poeta Jewtuszenko, kilkoro chłopców i dziewcząt niemiłosiernie dręcząc fortepian śpiewało Do widzenia, chłopcy. Za niezdarnym akompaniamentem odgadywało się przejmującą nutę goryczy, rozpaczy, żalu i całe niezwykłe ciepło bijące od tej piosenki, ale nie przyszło mi do głowy, że przez tyle następnych dziesięcioleci kolejne gromadki Rosjan, przy różnych okazjach i w różny sposób, będą powielać tę scenę, Bułat Okudżawa zaś zostanie kultowym poetą kilku kolejnych generacji.

Ku ogólnemu zdziwieniu pozostaje nim do dziś, a to dosyć znaczące w kraju, w którym poezja, przynajmniej wśród elit, nadal zwyczajowo sprawująca rząd dusz, poszczycić się może indywidualnościami tak wspaniałymi, jak Josif Brodski czy Giennadij Ajgi, nie wspominając już o liczonych na pęczki skromniejszych nazwiskach. Pozostaje nim, choć twórczość Okudżawy niewiele ma wspólnego z tym fajerwerkiem poetyckim, z jakim mamy ostatnio do czynienia w obszarze języka rosyjskiego. Z pewnością nie jest odkrywcza w warstwie języka poetyckiego, chyba nawet nigdy nie żywiła takich ambicji. Co więcej, stale towarzyszące jej tło muzyczne i hipnotyczne oddziaływanie sprawiają, że wymyka się zwyczajowym narzędziom warsztatu krytycznego, być może wcale ich nie potrzebuje. Biorąc na upartego, korzeni jej należałoby szukać w glebie jak dotąd w Rosji najżywotniejszej, w tradycji romantycznej, a także - żeby nie sięgać za daleko - w pacyfistycznym proteście żołnierskiej poezji pierwszych lat powojennych

Bo też przede wszystkim z tej ostatniej wywodzi się obsesyjnie powracający raz po raz wątek wojny, odgrywający tak wielką rolę w dorobku Okudżawy. A przecież nie zdominował go tematycznie. Tyle tylko, że przypomina, iż to właśnie jej doświadczenie ukształtowało świat wewnętrzny cudem ocalałego z pożogi światowej siedemnastolatka, narzuciło kierunek późniejszych przemyśleń i wyborów etycznych, ustaliło skalę wartości i paradoksalnie uczyniło zeń orędownika prawości, szermierza nadziei, piewcę czułości i delikatności uczuć, nadając w konsekwencji jego twórczości wymiar ogólnoludzki.Co jednak przede wszystkim cechuje jego tak tradycyjną pod względem formalnym poetykę? Wykorzystanie do maksimum pojemności emocjonalnej klasycznego wiersza, powściągliwość w symbolice i obrazowaniu, czasem patos, a najczęściej ironiczny lub autoironiczny dystans. Aforystyczność, krańcowa lakoniczność, a zarazem - przy całej dyscyplinie rytmicznej - potoczność frazy poetyckiej, wzmocnionej bezbłędną pointą. Niezwykła prostota, uwarunkowana zresztą zarówno przez klarowność impresji poetyckiej jak przez ni to roztargniony, ni to wymuszony gest artysty: sięgnięcie po gitarę. Rzecz całkiem naturalna tam, gdzie poezja aż prosi się o melodię, a druk jest albo utrudniony, albo w ogóle niemożliwy. A jednak tym właśnie gestem, jakby od niechcenia, wylansował Okudżawa - i to nie byle gdzie, w rezerwacie pieśni ludowej, królestwie romansu, ojczyźnie Wertyńskiego - nowy gatunek: piosenki poetyckiej.

W kneblowanym na wszelkie sposoby imperium, gdzie każda próba przełamania banału, każda wypowiedź, zawierająca choćby ślad sprzeciwu, przez samą swoją odmienność i żywiołowość zdawała się naruszać podstawy ładu społecznego, amatorska (jak byśmy dziś powiedzieli: piracka) fonografia zapewniła tym, skądinąd nader kunsztownym, strofom nie tylko żywot, ale też popularność, o której doprawdy mogą jedynie marzyć dzisiejsi producenci kaset zespołów rockowych.

Ale rzecz polegała nie tylko na tym. Od chwili debiutu w ścisłym gronie przyjaciół aż po triumfalne wyjście (w znaczeniu przenośnym i dosłownym) na estradę poeta podbijał serca słuchaczy już przez samo ujawnienie muzycznej struktury wiersza jako melodii założonej w nim od początku, a dodając do tego własną intonację, interpretując własnym głosem jego emocjonalne i instrumentalne bogactwo, wysunął zarazem na pierwszy plan własną osobowość. Stał się gwiazdą, narzucił słuchaczom nowego bohatera lirycznego - Bułata Okudżawę.

To nie przypadek, że nie tylko w jego praktyce, również w jego wizji świata muzyka i poezja zawsze stanowią jedność, a związek słowa z dźwiękiem i barwą jest jak najbardziej organiczny. Dla niego, jak dla dawnych Greków, muzyka jest pojęciem wszelkiej sztuki, na swój sposób organizującej i harmonizującej byt. I stale podkreślając tę jej rolę, tym większą wagę przywiązuje do słowa jako swego tworzywa podstawowego, cyzelując wiersze z precyzją jubilera.

Wspomniałem już o ich prostocie. Jakże jednak jest zwodnicza, gdy w swoich próbach zdyscyplinowania i uporządkowania rzeczywistości wydaje się Okudżawa rozkładać całą jej wielorakość i wieloznaczność na elementy pierwsze, jakby wciąż ją postrzegał oczami dziecka. Świat jest pełen kolorów, ale barw podstawowych jest siedem; pełen muzyki, ale liczba dźwięków w oktawie jest stała. To one składają się na całą złożoność naszych doznań, uczuć, zachowań i to im przede wszystkim - tym prostym tonom, takim jak granie świerszcza, głos fletu, zapach razowca czy szloch kobiety - powinniśmy dochować wierności w naszym pojmowaniu świata. Bo choć jest nad wyraz różnorodny, ilość pierwiastków jest w nim ograniczona i liczą się tylko sprawy elementarne: biel i czerń, dobro i zło, życie i śmierć; na dobrą sprawę liczą się „ЛИШЬ ЗЕМЛЯ И НЕБО".

Co zatem proponuje nam Okudżawa w nawiązanym przed laty dialogu? Rzeczy najprostsze: przyjaźń, zrozumienie, dobroć, wspaniałomyślność z jednej strony i nietolerancję wobec zła z drugiej. Takie jest w istocie przesłanie artysty, którego piosenkom, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z krótką refleksją liryczną, opisem realistycznym, przypowieścią czy bajką, zawsze patronują trzy siostrzane muzy: Miłość, Wiara, Nadzieja. I mimo że snuje się wciąż w pobliżu cień ich niezbyt dalekiej kuzynki - Śmierci, już sama ich wszechobecność w jego mitologii otacza tę poezję klimatem jakiejś oczyszczającej pogody, pozwala nawet mówić o optymistycznej koncepcji życia.

W połowie lat sześćdziesiątych, kiedy sława Okudżawy sięgała szczytów, a luki w ukazujących się z rzadka i okrojonych tomikach poety zaczęły uzupełniać wydawnictwa emigracyjne, media państwowe nadal uporczywie ignorowały jego istnienie. Jedynym jego debiutem w tych mediach było wytłoczenie w tajemnicy przed autorem płyty długogrającej z zapisem jego wieczorów autorskich na użytek wąskiego kręgu wyższych urzędników partyjnych.A przecież Okudżawa nie był dysydentem w potocznym rozumieniu tego słowa. Przynajmniej z początku. Nie mówię tu o poglądach czy postawie, charakterystycznej dla całego pokolenia chruszczowowskiej „odwilży", którego był niewątpliwym wyrazicielem, czy jak wtedy zaczęto mówić - bardem, ale jego ballady, poza nielicznymi wyjątkami pozbawione akcentów sensu stricto politycznych, zyskiwały je dopiero w trakcie tłumnych estradowych spotkań autorskich. To zmumifikowana czasoprzestrzeń ówczesnej Rosji, w której powtórzenie któregokolwiek z dziesięciorga przykazań stawało się niemal objawieniem, uczyniła zeń dysydenta. W jej pozornej rzeczywistości literackiej sama intensywność przeżycia artystycznego, osobność tonu, inny rozkład wartości etycznych wystarczyły, by ballady Okudżawy nabrały znaczenia totalnego protestu, a autor ich stał się uosobieniem zmagań, toczonych o zachowanie wolności, tożsamości i godności ludzkiej.
Ale dopiero gdy w odpowiedzi na głos poety odezwały się wreszcie zwielokrotnionym echem niezliczone protest-songi, gdy zaintonował swoje pożegnalne requiem wielogłosy chór sowieckiego undergroundu pod batutą Aleksandra Galicza, gdy dławiący się gułagową grypserą zachrypnięty bas Włodzimierza Wysockiego sięgnął rejestrów prawd metafizycznych, stało się oczywiste, że to właśnie Bułat Okudżawa ze swoją gitarą - ten klasyczny tenor liryczny! - świadomie czy nieświadomie rozpoczął w Rosji proces formowania się coraz bardziej uniezależniającej się od państwowej cenzury kultury alternatywnej.

Również w Polsce Okudżawa zyskał liczne audytorium i licznych wielbicieli. Taśmy z jego nagraniami krążą tutaj za pamięci już paru pokoleń i nie wygląda na to, by nawet fenomen Wysockiego kiedykolwiek zagrażał jego popularności. Polakom Okudżawa wydaje się szczególnie bliski ze względu na więzi, jakie łączą go z Polską. Trafił do niej wtedy, gdy wydawała się Rosjanom oknem na świat; to przez nią odkrywali Europę. Bułat dla odmiany odkrył w Polsce Polskę: jej pejzaż, jej historię, czemu - odkąd motyw polski wszedł na stałe do jego twórczości - dał niejedno świadectwo. To właśnie on przed trzydziestoma z górą laty, jako pierwszy wśród Rosjan, upominał się o Katyń w swoim wierszu o nocnej Warszawie.

Najściślej jednak związał się z ludźmi, zwłaszcza reprezentującymi to, co w Polakach cenił najbardziej - umiłowanie wolności, podczas gdy oni nie bez racji postrzegali w nim ostatniego chyba przedstawiciela romantycznej generacji Przyjaciół-Moskali. Skądinąd swoje związki z polskimi kołami dysydenckimi przypłacił kolejnymi szykanami. Polakom bliski jest Okudżawa również ze względu na swój stosunek do procesów zachodzących w Rosji współczesnej. Nie tylko w publikowanych ostatnio utworach, ale też w licznych i - w miarę eskalacji awantury czeczeńskiej - coraz bardziej zaangażowanych wypowiedziach publicystycznych, konsekwentnie walczy o własną, zakodowaną w całej jego dotychczasowej twórczości, wizję Rosji przyszłej. I choć sam stwierdza bez osłonek, że społeczeństwo rosyjskie jest tak przesiąknięte sowiecką imperialną psychiką, że dla pozbycia się jej potrzebuje zmiany co najmniej kilku pokoleń, myślę, że z tym właśnie jego odłamem, z którym związane jest nazwisko Okudżawy, łączyć należy nasze nadzieje, bo tam jest sumienie Rosji.

Kilka słów o polskich przekładach utworów poety. Tłumaczenie poezji z zasady jest przedsięwzięciem karkołomnym. W przypadku Okudżawy rzecz komplikuje się jeszcze bardziej ze względu na wymienione już cechy jego poetyki. W swoich wysiłkach przekazania przynajmniej części urody oryginału, tak by nie naruszyć delikatnej materii wiersza, tłumacz, zwłaszcza gdy zostaje zmuszony do zachowania rytmu pierwowzoru, musi niekiedy dokonywać wyborów naprawdę ryzykownych. Tym bardziej, że przy tym stopniu trudności nie zawsze udaje się zachować precyzję i bezpośredniość oryginału. Wydaje się, że większość tłumaczy usiłuje przede wszystkim odtworzyć klimat tej poezji, rezygnując z dosłowności i szukając polskich ekwiwalentów dla przenośni i obrazów, wyrastających z obcego kontekstu kulturowego…

Wołodia Wysocki - Bułat Okudżawa

Wołodia Wysocki

Andrzej Mandalian

O Wołodi Wysockim zaśpiewać czy starczy mi sił?
Jeszcze jeden z wyprawy, z wspinaczki nie wrócił do bazy,
a że był, jaki był, zdmuchnął świecę, trosk wszystkich się zbył —
wszak jak umiał, tak żył, któryż z nas jest bez winy i skazy?

Krótką chwilą — rozstanie, a tam już się pocznie nasz bieg
jego tropem gorącym, gdzie grzech przed przepaścią się wahać,
śpiew się toczy przez Moskwę, zachrypły, łamiący się śpiew,
jeszcze przyjdzie wraz z nim nam się śmiać i wraz z nim się rozpłakać.

O Wołodi Wysockim zaśpiewać nie staje mi sił,
dłoń się waha, rwą słowa i motyw do strun nie pasuje...
Biały żuraw moskiewski pod białe obłoki się wzbił,
czarny żuraw moskiewski nad czarnym bezdrożem kołuje...

О Володе Высоцком...

О Володе Высоцком я песню придумать решил:
вот еще одному не вернуться домой из похода.
Говорят, что грешил, что не к сроку свечу затушил ...
Как умел, так и жил, а безгрешных не знает природа.

Ненадолго разлука, всего лишь на миг, а потом
отправляться и нам по следам по его по горячим.
Пусть кружит над Москвою орхипший его баритон,
ну а мы вместе с ним посмеемся и вместе поплачем.

О Володе Высоцком я песню придумать хотел,
но дрожала рука и мотив со стихом не сходился...
Белый аист московский на белое небо взлетел,
черный аист московский не черную землю спустился.

Pierwszy gwóźdź - Bułat Okudżawa

Первый гвоздь - Pierwszy gwóźdź
Bułat Okudżawa - Andrzej Mandalian

Zaczynają się miasta od garści gwoździ.
Pierwszy gwóźdź — obietnicą domu...
Potem przyjdzie czas na klucze i gości,
A gość w dom — to Bóg w dom, wiadomo!

A gość w dom — to wiadomo: i brat, i swat...
Pierwszy dom oblewamy... Dnieje...
Pierwszy gwóźdź w pierwszym balu rdzewieje.
— Sto lat! —
Gwóźdź rdzewieje.
— Sto lat! —
Gwóźdź rdzewieje.

Города начинаются с фунта гвоздей.
Первый гвоздь всех собратьев дороже.
А потом уж пора новоселий, гостей...
Каждый гость дорогой — в макинтоше.

А потом первый дом обмываем — поем,
Умиляется гость, тяжелеет...
Первый гвоздь в первой свае ржавеет, мы пьем,
он ржавеет, мы пьем, он ржавеет.

Piosenka o otwartych drzwiach - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Песенка об открытой двери
Piotr Kajetan Matczuk - Piosenka o otwartych drzwiach


Когда метель кричит, как зверь,
протяжно и сердито,
не запирайте вашу дверь,
пусть будет дверь открыта.

И если ляжет долгий путь,
нелегкий путь, представьте,
дверь не забудьте распахнуть,
открытой дверь оставьте.

И уходя в ночной тиши,
без лишних слов решайте:
огонь сосны с огнем души
в печи перемешайте.

Пусть будет теплою стена
и мягкою - скамейка...
Дверям закрытым - грош цена,
замку цена - копейка!

Andrzej Mandalian

Gdy zamieć wyje niczym wilk,
gdy w nocy mróz uderza,
nie zamykajcie, proszę, drzwi,
otwórzcie je na ścieżaj...

A kiedy przyjdzie w drogę iść,
a drogi — nie przetarte,
wychodząc nie ryglujcie drzwi,
zostawcie je otwarte.

Niech inni myślą: cud się stał!
A to nie cud bynajmniej!
Od żaru serca sosny żar
niech w piecu raz się zajmie...

I niechaj ciepło w ścianach tkwi,
niech noc się wyda krótka...
Nie warte funta kłaków drzwi,
marnego grosza kłódka.

Pieśń gruzińska - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa - Грузинская песня
Andrzej Korycki i Dominika Żukowska - Pieśń gruzińska

Andrzej Mandalian

Spulchnię ziemię na zboczu i pestkę winogron w niej złożę,
a gdy winnym owocem gronowa obrodzi mi wić,
zwołam wiernych przyjaciół
i serce przed nimi otworzę...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

Cóż, czym chata bogata! Darujcie, że progi za niskie,
mówcie wprost, czy się godzi
siąść przy mnie, ucztować i pić.
Pan Bóg grzechy wybaczy
i winy odpuści mi wszystkie...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

W czerni swej i czerwieni zaśpiewa mi znów moja Dali,
runę w czerni i bieli do stóp jej,
niech przędzie swą nić!
I o wszystkim zapomnę,
i umrę z miłości i żalu...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

A gdy zmierzch się zakłębi
i cienie po kątach się splotą,
niech się cisną do oczu, niech wiecznie pozwolą mi śnić
płowy bawół
i orzeł srebrzysty,
i pstrąg szczerozłoty...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

👉TUTAJ w przekładzie Tadeusza Lubelskiego