Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bończyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bończyk. Pokaż wszystkie posty

Tango Desperado - Wojciech Młynarski

Juarez Machado

Jacek Bończyk, Piotr Machalica
Tango Desperado


Wojciech Młynarski

Mój dom to są walizki dwie
I przedział dla palących
I noc zza szyb całusa śle
Każdemu, lecz nie mnie
Mój świt, mój świt ma smutny wzrok
I podkrążone oczy
Nie czeka na mnie list na poste restante
I na mój los nie czeka żaden fant

Przepraszam, bo mam jeszcze tango to
Gdy mi zabraknie łez
Mam jeszcze tango Desperado
Mam tango to, tańczone z byle kim
W króciutkiej przerwie
Na mej drodze, którą zasnuł dym

Ten dym, ten dym to wredny dym
Ponurej codzienności
I chodzę w nim i brodzę w nim
Jak w baśni braci Grimm
I dzień do dnia wykrzywia nos
I dzień dla dnia jest lustrem
Obietnic więcej wciąż, nadziei mniej
Lecz gdy nadzieja znika śpiewam jej

Poczekaj, bo mam jeszcze tango to….

Do tego tanga nie brak chętnych
Majaczą w dymie setki i tysiące par
Zdesperowani uwielbiają rytm namiętny
Zdesperowani doceniają tanga czar

Gdy los wykopie cię na aut
W kieszeni grosz ostatni
Pamiętaj, że świat nie raz miał
Daleko gorszy kształt
Więc gdy, więc gdy to tango brzmi
Okazję wykorzystaj
Może ci tanga takt, ostatni takt
Podsunie myśl jak żyć masz dale, j jak

Nim znajdziesz dno, masz jeszcze tango to
Gdy ci zabraknie łez
Masz jeszcze tango Desperado….

Złe zioło - Georges Brassens


Georges Brassens - Le mauvaise herbe
Jacek Bończyk - Złe zioło

Jeremi Przybora

Gdy krwi i chwały nadszedł dzień
i śmierć wycięła innych w pień
ja sam bez ran i całkiem zdrów
w dzień chwały nie poległem ów.

Ja jestem ze złych ziół,
z takich ziół pół na pół -
co chwastem są w połowie,
a w połowie - byle kwiatkiem.
Śmierć wykopała dół,
innym dół,
wspólny dół,
a mnie nie dała w kość,
choć niemoralne to jest dość.

La, la...
Lecz myślę - czyżby nie chciał Bóg,
bym sobie ciut poistnieć mógł?...

Dziewczątko - co nie tanio, lecz
z talentem świadczy wkrąg tę rzecz -
mnie świadczy ją za darmo i
słodko mi z nią się nieraz... śni.

Ja jestem ze złych ziół,
z takich ziół pół na pół -
co chwastem są w połowie
a w połowie byle kwiatkiem.
Rozdaje dziewczę cud
luby trud,
cenny trud,
a gratis darzy mnie,
choć niemoralne to, oj, nie.

La, la...
Lecz myślę,czyżby nie chciał Bóg,
żeby mnie też ktoś kochać mógł?...

Jak baran każdy człek by rad!
Żyć stadnie wśród baranich stad!
Obcy mi ten gromadny trend!
Budzi mój wstręt barani pęd!

Ja jestem ze złych ziół,
z takich ziół pół na pół -
co chwastem są w połowie,
a w połowie byle kwiatkiem.
Ja jestem ze złych ziół -
polnych ziół,
wolnych ziół...
z ogrodów dzikich,co
już je odwiedza mało kto.

La, la...
A może Bóg pozwoli, że
spróbuję rosnąć tam, gdzie chcę?...

Trąbeczko... - Georges Brassens


Georgea Brassens - Les Trompettes De La Renommée
Trąbeczko, ty imię me sław

Wojciech Młynarski


Opisze piosnka ta, niech słucha - kto ciekawy,
Jak różne dźwięki ma trąbeczka ludzkiej sławy,
Na przykład - ja, gdy grad popularności spadł,
Wysłuchiwałem rad, setki rad, mądrych rad,
Że mam niewąski dług wdzięczności u Publiki,
Opisać bym więc mógł swe świńskie sekreciki,
Bo jeśli powiem „nie", zapomną wszyscy mnie
I wtedy pierwszy raz szepnąłem sobie, że

Trąbeczko!
Ty imię me sław
Rozumnie i nie krzycz jak paw...

Czy tak się właśnie mam zajmować swą reklamą,
Że, znając kilka dam, ujawniać z jaką damą,
Gdzie, ile razy, jak - gdzie, ile razy, tak,
Że w Kamasutrze scen, takich scen raczej brak!
Gdy złożyłbym choć raz podobną deklarację,
Penelop ileż by straciło reputację,
Z Odysów każdy zaś, jeżeli nie jest kiep,
Zza węgła mógłby mi dać - cel pal - kula w łeb!

Postanowiłem więc, Szanowna Publiczności,
Nie demonstrować wam publicznie mej męskości,
Postanowiłem, że zarezerwuję ją
Dla mych lekarzy i tych pań, co ze mną śpią.
Choć macie na to chęć, ja jestem czarna owca,
Wywiadów mych i zdjęć nie oddam do brukowca,
Bo werble sławy brzmią donośniej, co tu kryć,
Nie tylko, kiedy w nie genitaliami bić!



A może bym wam dał emocji więcej trochę,
Gdybym się nagle zdał tym, co inaczej kocha,
Jedwabne ciuchy, o, i miękkie ruchy, o,
Gazeli wzrok i chód. Ludzie, czy to nie to!
I byłby wielki szum i pieprznych plotek fura
I w domu gości tłum, co drugi to dwurura,
Gdy myśli ktoś, że to dowartościuje go,
To wolna droga, lecz wolę dewizę mą

I myślę sobie tak, że nad sensacji marność
Wzlatuje wolny ptak - skromniutka popularność,
Co nie narzuca się i ma problemów moc,
Gitarę chwyta i nad kartką ślęczy w noc.
Gdy nie rozumie jej dyrektor, stróż czy cieśla,
Nie przekonuję ich - ja ich po prostu skreślam,
A kto mnie słuchać chce, ten dobrze wie, że ja,
Że jeszcze lauru liść nie przyrósł mi do łba!

Wyk. Piotr Machalica, W. Młynarski, J. Bończyk

Tango Kamelon - Wojciech Młynarski


Jacek Bończyk
Tango Kameleon

Wojciech Młynarski

Świat jaki jest, to każdy wie
Wykona gest i zmiażdży cię
Więc ucz się kryć i w świecie tym
Próbuj kameleonem być

Kolory zmień
Przystosuj się
Do tego, co
Wredne i złe
Gdzie kłamstwa cień
Obmowy nić
Kolory zmień
I ucz się żyć

No, popatrz, ech
To zupełnie nie boli
Raz wolne dać
I sumieniu, i woli
Tango Kameleon brzmi
Więc tańcz do woli

Libertango - Roman Kołakowski


Jacek Bończyk - Libertango - Astor Piazzolla

Roman Kołakowski

W brudnym przejściu podziemnym
Grał na akordeonie Libertango
Marnie grał i marnie skończył
Ludzie rzucali mu do obdartego futerału drobne monety
I jakiś szczeniak z nożem postanowił mu je zabrać

Śmierć
Wyssała resztkę tchu
Śmiech
Odebrał imię mu
Kto śmie
Zagłuszyć szeptem krzyk
Że to śmieć
Po prostu nikt

Nikt
Szczególnych znaków brak
Nikt
Jedyny pewny fakt
To fart
Że akordeon miał
I od lat
W tym mieście grał

Cisza brzmi
Jak akordeon znów
Pustka drwi
Z niewyśpiewanych nut i słów
Ból
Anielskie skrzydła ma
Bóg
Libertango gra

Każdy ma swoje niebo
Gdzie Libertango grają
Każdy ma swoje Buenos
Gdzie nóż mu w krtań wbijają
Każdy ma swoje niebo
Jak pieśń niedokończona
Każdy ma swoje Buenos
Gdzie całe życie kona...

Raul Villalba




Zielona Milonga - Roman Kołakowski


Paolo Conte - Alle Prese Con Una Verde Milonga
Jacek Bończyk - Zielona Milonga

Roman Kołakowski

Poskromienie Zielonej Milongi miało być zabawą
A stało się wyczerpaniem
Więc będę twój, Verde Milonga
Choć to ty zostałaś dla mnie napisana
Dla mojej bezczelności i dla mych lśniących butów
Dla marnotrawionego czasu
Po prostu dla przyjemności
Aż po kres zmęczenia, aż do upadku
Będę twój, niespokojna Verde Milonga
Bo wydobywasz ze mnie uśmiech straceńca
Przy każdym akordzie, chociaż cierpną mi palce

Więc jestem tu
Jestem, żeby grać i kochać
I szaleńcze pisać wiersze
I tańczyć, i w ukryciu szlochać
Tak, jestem tu
Jestem, żeby grać i kochać...

Lecz przecież Zielona Milonga
To nie musi być wcale piosenka
Delikatnie więc ją obudziłem
I poprowadziłem w wolniejszym rytmie
I Verde Milonga odkryła się nagle
I oglądałem, i oglądałem ją w cudownym bezwstydzie
Jej afrykańską gibkość, płochliwość dzikiej zebry
To jest granica, zielona granica
Zielona granica między miłością a muzyką
Olśniewającym spektaklem
W którym zamyka się Kosmos
Jak ją zapamiętać, jak ją sportretować
Wśród białych, słonych jezior ciszy
Niech Atahualpa lub jakiś inny władca czy bóg
Powie - descansate niño - a zacznę od początku

Że jestem tu
Jestem, żeby grać i kochać
I szaleńcze śpiewać wiersze
I tańczyć, i z miłości szlochać
Tak, jestem tu
Jestem żeby grać i kochać...

Życie to nie teatr - Edward Stachura


Mirosław Czyżykiewicz, Jacek Bończyk
Życie to nie teatr


Edward Stachura

Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz
Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach
To jest gra

Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam
Życie to nie tylko kolorowa maskarada
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest
Wszystko przy nim blednie
Blednie nawet sama śmierć

Ty i ja - teatry to są dwa, ty i ja
Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle
Bo ty grasz

Ja - cały zbudowany jestem z ran
Duszę na ramieniu wiecznie mam
Lecz kaleką nie ja jestem, tylko ty
Bo ty grasz

Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera
Flirt i alkohole, może tańce będą też
Drzwi otwarte zamkną potem się
No i cześć

Wpadnę tam na chwilę, zanim spuchnie atmosfera
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz

Ty i ja - teatry to są dwa, ty i ja
Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech
Bo ty grasz

Ja - cały zbudowany jestem z ran
Duszę na ramieniu wiecznie mam
Lecz gdy śmieję się, to w krąg się śmieje cały świat
Cały świat...

Obrazy: Fabian Perez

Na noże - Julian Tuwim


Jacek Bończyk
Jerzy Satanowski
Na noże

Julian Tuwim

Dzika gra! Straszna gra!
Oczy płoną! Serce gorze!
Który? Dwóch nas być nie może!
Albo ty - albo ja.
Raz-dwa, raz-dwa!
Na noże!
Krwi! krwi! Tak jak zwierz,
Żarem tchnę, wzrokiem palę!
Bez litości! W męce, w szale
Wyje żądza, wyje chuć!
Celnie gódź!
Dobrze dźgniesz -
- Sam pochwalę!
Stań wprost - nie jak tchórz,
Lub ci sam pod żebro nóż
Wwalę!

Dzika gra, straszna gra:
Albo ty - albo ja!
Miękkie ciało - twarda stal,
Tu się zaczaj, tam się skryj,
Po rękojeść w serce wbij,
Po rękojeść w serce wwal,
W miękkie ciało twardą stal,
Dźgnij!
A ja też, a ja też,
Chytrze, skrycie niby zwierz,
Póki krwią się nie obroczę,
Naprzód skoczę!
Jedna chwila, jeden ruch:
Raz-dwa! Prosto w brzuch!
Wbiję nagle, szybko wtłoczę
I rozpruję i zawiercę,
I bić będzie jedno serce
Jedno z dwóch!

Dumna sprawa, ciężka sprawa,
Chuć czerwona, krwawa sława,
Harda gra! Piękna gra!
Albo ty - albo ja!
Płonę! Dwóch nas być nie może!
Raz-dwa! Raz-dwa!
Na noże!

Lecz nim błysną z nożów skry,
Poprzysięgniem, ja i ty,
Że będziemy strzec najświęciej,
My uparci, my zawzięci,
By strumienie naszej krwi,
Boże broń, nie pobluzgały
Jej - lilianej, cichej, białej,

Kiedy w strasznej naszej walce
Rękojeście ścisną palce,
Kiedy wielki gniew rozgorze,
Gdy będziemy życiu mścić,
Gdy się zaczniem strasznie bić
Na noże!

Miłość - Agnieszka Osiecka


Jacek Bończyk - Miłość

Agnieszka Osiecka

Miłość, miłość, miłość
Miłość to podły zwierz
Siłą, siłą, siłą
Męczy cię kłuje jak jeż

Natrętna jak pies
Niewierna jak kot
Namawia cię stale do grzechu

I czemuż tak jest
I dlaczegóż to
Bronić się nie chcesz człowieku

Miłość, miłość, miłość
Zalet ma mniej niż wad
Było, było, było
Było za młodych lat

I czemuż to znów ty sięgasz po nów
I z nieba go ściągasz jak rogal
I czemuż to tak znów serce jak ptak
W piersiach się tłucze na Boga

Miłość, miłość, miłość
To tylko refren ten
Śniło, śniło, śniło
Śniło się piękny sen

I nagle szach-mat
I wali się świat
Zostają ci sztuczne zwierzęta
Maskotki ze dwie i klucz itp.
Po roku się nic nie pamięta

Miłość?

Piosenka o "Hotelu pod Różą" - Agnieszka Osiecka


Lidia Stanisławska, Jacek Bończyk
Piosenka o "Hotelu pod Różą"

Agnieszka Osiecka


Smutni, zmęczeni
Z bilonem w kieszeni
Z fiołkiem w klapie
Błądzimy po mapie, i nic

Wszędzie są miasta nieduże
Gacie się suszą na sznurze
Żona wygania demona
A zupa jest przesolona

Wszędzie są miejsca niedobre
Jakże hodować tam kobrę
Jakże o czwartej z rana
Na księżyc patrzeć w piżamach

Z fiołkiem w klapie
Błądzimy po mapie
Znużeni wielką podróżą
Zaśniemy w "Hotelu Pod Różą

W podwórzu gabinet dentysty,
Dalej profesor Wieczysty
A dalej gwiazdy jak banie
A jeszcze dalej śniadanie

Cienie Balzaka i Konstantego
Po ścianach suną gęsiego
Błyszczy kanapa zielona
Nikt nie wygania demona

Znużeni wielką podróżą
Śpimy w "Hotelu Pod Różą”
Sny się zlatują i wróżą
Wrócicie do domu „Pod Różą”

Będzie Wieczysty i Korab
I będzie pogoda dobra
I przyjdą do was wspomnienia
Lecz nie będzie, nie będzie już więcej
Balzakowego cienia

Agnieszka Osiecka
Do każdej piosenki komentarzyk
"Przekrój" 25/1965

Dziewczyna się bała pogrzebów - Stanislaw Staszewski

Kult, Jacek Bończyk
Dziewczyna się bała pogrzebów

Stanisław Staszewski

Tak długo szukać i tak dziwnie nagle znaleźć się
Choć tak co wiosnę jest - to jednak cud
Noc całą biały diabeł na kieliszka tańczy dnie
W dzień czekasz u starego parku wrót
Brzeg oceanu marzeń znaczy połamany płot
Jak kipiel morskich pian - uliczka bzów
Lecz nagle pęka cisza, a kto wie, ten pozna w lot
Pogrzebny dzwon, no cóż - nie przyjdzie znów

Bo ona się bała pogrzebów
Co noc pełzły w spokój jej snów
Wóz czarny ze srebrem
I łzy niepotrzebne
Mdłe drżenie chryzantem i głów
Bo ona się bała pogrzebów
Jak pająk po twarzy pełzł strach
Gdy chude jak szczapy
Szły złe, kare szkapy
Z czarnymi kitami na łbach

Gdy przyszła brali stary wóz, co długo służył już
Lecz ciągnął jeszcze stówę stary grat
Popękał lakier, brzęczą drzwi, rwie sprzęgło - no to cóż
Pod krzywym dachem lepiej widać świat
Zjeździli mapę już - na zachód, wschód, od dołu, wzwyż
I każdy nowy szlak znajomy był
I tylko kiedy czerń chorągwi gdzieś poprzedzał krzyż
W przecznicę pierwszą z brzegu gnał co sił

Bo ona się bała pogrzebów…

To tu, spójrz bliżej, jeszcze w korze ostry został ślad
I płacze las żywicy gorzką łzą
Brzmiał opon śpiew i gadał silnik, w oknach śmiał się wiatr
Gdy na dnie nocy on całował ją
Tu kres podróży znaczy, w krwi rubinach, brudny koc
Nie skrywam, przedtem jednak wypił ćwierć
Przez chwilę widział szczęście, w światłach uciekało w noc
No powiedz, może znasz piękniejszą śmierć

A kiedyś się bała pogrzebów
I drżało jej serce gdy szły
Aż wreszcie ten pogrzeb
We dwoje - jak dobrze
W tym srebrze i czerni się lśni

Na zdjęciach:

Kazik Staszewski
Jacek Bończyk

Baranek - Stanisław Staszewski

Kult, Jacek Bończyk
Baranek

Stanisław Staszewski

Ech ci ludzie, to brudne świnie
Co napletli o mojej dziewczynie
Jakieś bzdury o jej nałogach
No to po prostu litość i trwoga
Tak to bywa gdy ktoś zazdrości
Kiedy brak mu własnej miłości
Plotki płodzi, mnie nie zaszkodzi żadne obce zło
Na mój sposób widzieć ją

Na głowie kwietny ma wianek
W ręku zielony badylek
A przed nią bieży baranek
A nad nią lata motylek

Krzywdę robią mojej panience
Opluć chcą ją podli zboczeńcy
Utopić chcą ją w morzu zawiści
Paranoicy, podli sadyści
Utaplani w brudnej rozpuście
A na gębach fałszywy uśmiech
Byle zagnać do swego bagna, ale wara wam
Ja ją przecież lepiej znam

Na głowie kwietny ma wianek….

Znów widzieli ją z jakimś chłopem
Znów pojechała do St. Tropez
Znów męczyła się, Boże drogi
Znów na jachtach myła podłogi
Tylko czemu ręce ma białe
Chciałem zapytać, zapomniałem
Ciało kłoniąc skinęła dłonią
Wsparła skroń o skroń
I znów zapadłem w nią jak w toń

Ach, dziewczyna pięknie się stara
Kosi pieniądz, ma jaguara
Trudno pracę z miłością zgodzić
Rzadziej może do mnie przychodzić
Tylko pyta kryjąc rumieniec
Czemu patrzę jak potępieniec
Czemu zgrzytam, kiedy się pyta czy ma ładny biust
Czemu toczę pianę z ust

Obrazy:

Malcolm Liepke
William Bougureau

Notoryczna narzeczona - Stanisław Staszewski

Malcolm Liepke
Kult, Jacek Bończyk - Notoryczna narzeczona

Stanisław Staszewski

Blask łun
Nad miastem lśni
Ciem cień
A za drzwiami wy
Mrok, kwiat
Wystarczy wam za ślub
Mdły gest
Zamiast przysiąg aż po grób

Notoryczna narzeczona
Gdy zaśniecie wróży z kart
Czy na życie wystarczycie
I co każdy z was jest wart
W damę kier z jej ciała spływa
Grzana w waszych betach krew
Na nic wszystko, nocą wiecznie się odkrywa
Nieśmiertelny walet trefl

Zły czas
Wśród obcych ścian
Róż już
Nie przynosi pan
Dzień w dzień
Wyłazi z niego zwierz
Ból, wstręt
I to wytrzymać trzeba też

Notoryczna narzeczona
Nie pamięta chamskich wrzaw
W całym świecie tylko ona
Wierzy w wielkość waszych spraw
I nie może choćby chciała
Nawet was po pysku zbić
Bo ją babcia kiedyś ostrzegała,
Że rozsądną trzeba być

Wciąż lęk
Bo gdzie stąd iść
Wszak człek
To nie jesienny liść
Strzeż się
Do dawnych tęsknić lśnień
Zgnił czar
Choć tropem z miasta jeszcze dzień

Do drzwi puka wieczorami
Z butelkami cały gang
I w dom zmienia się czasami
Meta w rytmie starych tang
Notoryczna narzeczona
Pijąc śmieje się do łez
Gdy wraz z nocą wasza miłość kona
Bo to przecież tak już jest
Gdy wraz z nocą wasza miłość kona
Znów samotna jest jak pies

Marianna - Stanisław Staszewski


Kult, Jacek Bończyk
Marianna

Stanisław Staszewski

U Marianny orzechy z miodem
U Marianny szampan pod lodem
U Marianny krwawa langusta
Ma Marianna ćwiczone usta
Bieliznę z polotem, na ekler majtki złote
Chłopców judzi, ale się nudzi

Lecz na szczęście w swoim zamczysku
Wśród zbrój starych, Azefa listów
W policyjnych aurze romantyk
Czuwa ciotka Idalia Antyk
Ta jej przychyli nieba, ta wie co dziecku trzeba
Wnet jej wtyka romans barykad

O jak klawo, o jaka draka
Można śmiać się, można i płakać
Wnet zapomnieć na dupie krosty
Zamiast krzywych nogi mieć proste
Przeliczne podniety i nowe wciąż gadgety
Kat, ofiara, Che Guevara

A ciotka Idalia miesza cykutę
Zdejmuje ze ściany włócznie zatrute
Czerwoną gwiazdeczkę, portrecik cara
W kuferku Mariannie wysyła zaraz
Wszak dziecko spleen dławi, niech trochę się zabawi
Niech pofika Nike barykad

Kurwy wędrowniczki - Stanisław Staszewski

Kult, Jacek Bończyk - Kurwy wędrowniczki

Stanisław Staszewski

Gdzieś nisko błyska płyta lotniska
Siadł czarterowy Jumbo Jet
Wieczór w drugstorze znajdzie się może
Znajoma dusza, właśnie wszedł
Klawo dziewczynki, to z tej rodzinki
Co jedną noc przez pięć pamięta lat
Prawdziwe państwo, wybaczy draństwo
Bo się będzie wstydził, że tak wpadł
Więc stado westchnień i do łez
Od nowa znów Alliance Francaise
Podłemu życiu plujmy w pysk
Miłości czystej, niespodzianej sławny błysk
Bo któż zabijał by i kradł
Gdy starczy uśmiech, wdzięk i szyk i trochę szmat

O kurwy wędrowniczki
O prosty, jasny, piękny świat
O kurwy wędrowniczki
O prosty, jasny świat

Znów pysk miał w pianie, stękał kochanie
A na lotnisku jak złapany stał
Niech się rozluźni, będzie na później
Szczęściem na bilet jeszcze jakoś miał
I znowu spokój, już patrzy z boku
Jakiś z cygarem, cóż, że nie ten styl
Sto adresików jest w notesiku
W kobiałce zwanej Bezan Ville
Rwie przez Atlantyk B.O.A.C.
Dywizji już się smacznie śpi
A w Iron White przy barze ruch
I zawsze będzie jakiś frajer albo dwóch
Jak ma nie pęknąć głupi grzdyl
Gdy ja do niego przez ocean tyle mil

O kurwy wędrowniczki…

O Charles Mansonie, pójdź splećmy dłonie
Z Lindą Kasabian zróbmy krąg
Wy towarzysze ze strefy ciszy
Co bagnet przymarzł wam do rąk
Czarni pancerni wodzowi wierni
Z którymi trwałem po ostatni strzał
Kochana grando, Sonderkommando
Prześmierdła dymem z bratnich ciał
Dość tej obsuwy, spluwy czyść
Wszak trzeba jeszcze dalej iść
Niech buchnie ogień, huknie grom
Niech płonie trędowatych dom
Zamglony świat niech zetnie mróz
Na niebie świecił będzie i tak Wielki Wóz

A kurwom wędrowniczkom
Popioły, zgliszcza pył i gruz
A kurwom wędrowniczkom
Popioły, zgliszcza, gruz.

Bal kreślarzy - Stanisław Staszewski


Kult, Jacek Bończyk - Bal kreślarzy

Stanisław Staszewski

Patrz płynie kolorowych świateł nad Sekwaną sznur
W dolinie grzmi Paryża nocny śpiew jak świerszczy chór
Jak noże czarne ostrza dachów kroją nieba tło
W nich okno lśni, tam jak i ty, ktoś spać nie może

Dziś w chambre de bonnie bal kreślarzy
Każdy wytworny jest jak lord
Nikt dnia tu wspomnieć się nie waży
Ni pracy, praca - chamski sport
Odbijaj flaszkę, żądz nie kiełznaj
Na orbitę wszyscy wraz
Bo gdy tak człek od rana pełza
To wieczór spędzić chce wśród gwiazd
I ty tu jesteś, ty o rękach
Co tak gotycki mają rys
I piękna jesteś jak jutrzenka
W swoich sukienkach z Marché aux Puces
Chciałbym się zbliżyć ukochana
Do uszka nucić ci mój śpiew
Cóż kiedy leżysz na dwóch panach
A między nami kran i zlew

Któż umie tak jak Polak mówiąc milczeć, milcząc pić
Tak szumieć, tak o słowo jedno zaraz w mordę bić
Ech biada, te gotyckie ręce znów nie tam gdzie trza
Darujcie mi wybite drzwi łbem żabojada

Dziś w chambre de bonnie draka w sali
Znowu z lokalem będzie źle
Cóż gdy żabojad się napali
To zawsze może nadziać się
Co mi ich franki, ich ostrygi
Wywiozłem z Polski com tam miał
I zawsze mogę bez fatygi
Przygrzmocić temu co bym chciał
Cóż z tego, że wybiegła za nim
Że mu w banioli skleją łeb
Cóż, że dla niego zdejmie stanik
Ja mam swój cios on tylko sklep
Więc wolę zrzec się mych karesów
I z wami moją whisky pić
Na całe życie bez adresu
Ale z imieniem własnym być
Cóż z tego, że wybiegła za nim
Każdy urządzić się jest rad
I bierze on ten towar tani
A mój jest przecież cały świat
Więc jeszcze seta, znakomicie
Padniemy, ale zgódźcie się
Że z tylu różnych dróg przez życie
Każdy ma prawo wybrać źle

Jeśli zechcesz odejść - odejdź - Stanisław Staszewski


Kult, Jacek Bończyk
Jeśli zechcesz odejść - odejdź

Stanisław Staszewski

Znowu dom pusty dziś nocą
Cisza aż grzmi
Świec płomienie próżno się złocą
Nie skrzypną drzwi
Milczeć będzie moja gitara
Słychać będzie bicie zegara
Ja zrozumieć wszystko się staram
Mówiłem ci

Jeśli zechcesz odejść - odejdź
Jeśli zechcesz - wróć
Nic się przecież w nas
Nie zmieni przez te dni
Wciąż tak samo serca będzie
Czas tęsknotą truć
Świat jak był zostanie zły

Choć do dziś żar rąk splecionych
Czuje każdy nerw
Choć w pamięci pięknych wspomnień moc
Nie umkniemy samotności co nas żre jak czerw
Odkąd spadła na nas w tamtą noc

Jeśli zechcesz wrócić - wracaj
Jeśli odejść - idź
To nieważne z kim
I wszystko jedno gdzie
Już na zawsze tamto będzie
W sercach nam się tlić
Jak neonowy szyld
Gdzie jesteś

Na zdjęciach:

Stanisław Staszewski
Kazik Staszewski
Jacek Bończyk