Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawlik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawlik. Pokaż wszystkie posty

Piosenka sodomitologiczna - Jeremi Przybora


Bronisław Pawlik
Piosenka sodomitologiczna

Jeremi Przybora

Jestem ci ja,
A co mi tam,
Starożytny sodomita,
Kupę takich
Jak i ja
Starożytna Grecja zna
Łabędź z Ledą
U strumyka
Pasifae
W mocy Byka
Ganimedes
Z Orłem tam
A ja sobie
Kózkę mam

Ani be, ani me
Nie potrafię ja o nie
Z żadną inną
Oprócz niej
Oprócz kózki mej. Hej!

Ni Greczynki
Ni Etruski
Dla mnie to
Nie to co kózki
Inne związki
Poszły w gruz
Serce tylko mam
Dla kóz.
Gdy dzień piękny
Śpieszę w brzózki
W towarzystwie
Mojej kózki
Ja ją szczypnę
Ona mech
Takie szczęście
To nie grzech

Ani be, ani me...

W mej Helladzie
praantycznej
Sodomitologicznej
Dość typową
Pośród grup
Jest przyjaciół
Zwierząt klub
Różnie zresztą
Bywa jeszcze
Choćby ta
Danae z deszczem
Mnie nie cieszy
Deszcz ni grad
Bom kózeczce
Mojej rad...

Medea, moja sympatia - 1974

Obrazy: Vicky Sawyer

Będzie weselej - Jeremi Przybora


Będzie weselej - Jeremi Przybora

No i jak
Nie całkiem jest jeszcze na razie
Na razie jest jeszcze nie to
Nierzadko w powszedniej kiełbasie
Pod zębem zazgrzyta mi szkło
Nie zawsze los jeszcze mnie pieści
A często ugryzie jak pies
W herbatce mi nieraz szeleści
Ten deszczyk, ten deszczyk, co z łez

Lecz będzie weselej, będzie weselej
W najbliższą sobotę, no, może w niedzielę
Zabłyśnie słoneczko, zaćwierka ptak
Będzie wesoło i jeszcze jak

Ulotnił się pan taki piękny
Niech pani nie martwi się tym
Bo w parze z tym panem następnym
To pani uleci jak dym
Że z pana ktoś zrobił balona
Rozumiem, rozumiem ten stan
Lecz we mnie nadziej nie kona
Że w konia go zrobi znów pan

I będzie weselej…

I my nieporadni naiwni
Pechowcy znoszeni przez prąd
I nam się, i nam się rozwidni
Bo o nas zatroszczy się rząd
Ustawa ma wkrótce wyjść taka
I taki ustawy tej duch
Przydziałem jednego cwaniaka
Naiwnych podciągnie się dwóch

I będzie weselej

Dzień przyjdzie, o widzu cierpliwy
Co nie raz ziewałeś do łez
Że kiwi i ciebie ożywi
Satyrą gryzącą jak giez
Już nowi humoru adepci
Podrośli i piszą co sił
By taki ci dać kabarecik
Że będziesz ze śmiechu się wił...

Śpiewają:
I. Gogolewski, K. Sienkiewicz, J. Przybora
B. Pawlik, Cz. Wołłejko, B. Wrzesińska
K. Jędrusik, B. Łazuka

Zwracam panu Klementynę - Jeremi Przybora


Kabaret Starszych Panów
Zwracam panu Klementynę


Jeremi Przybora

Niech pan bierze Klementynę
Może pan jej szczęście da
Ja sam bez niej raczej zginę
Więc niech pan ją za mnie ma
Wspominajcie odrobinę
Tego, który odszedł w cień
Żeby pan mógł Klementynę
Żeby pan mógł Klementynę
Miewać choćby i co dzień
Żebym ja mógł Klementynę
Żeby pan mógł Klementynę
Miewać choćby i co dzień

Gdym zabierał Klementynę
Pan tak tępo patrzał w dal
Tak tragiczną miał Pan minę
Że zrobiło mi się żal
Pan się może stoczyć krzynę
Zrobić manko albo schlać
Więc ja zwracam Klementynę
Zwracam panu Klementynę
Którą pan mi zechciał dać
Pan mi zwracam Klementynę
Zwracam panu Klementynę
Którą pan mi zechciał dać

Gdym zabierał Klementynę
Pan miał taki pusty wzrok
Jak jednostka, co przed kinem
Spotka pogrzeb własnych zwłok
Niech ja proszę pana zginę
Jeśli ja to mogę znieść
Zwracam panu Klementynę
Zwracam panu Klementynę
Utraconą życia treść
Pan mi zwracam Klementynę
Zwracam panu Klementynę
Utraconą życia treść

Z okna wsparta na futrynie
Wychyliła mi się i
Już po naszej Klementynie
Pustką wieje zza tych drzwi
Się zdziwicie odrobinę
Bo w dobroci swojej, ot
Pan Bóg zwraca Klementynę
Zwraca panom Klementynę
Proszę pokwitować zwrot
Pan nam zwraca Klementynę
Zwracam panom Klementynę
Proszę pokwitować zwrot

Wyk. Bronisław Pawlik
Wiesław Michnikowski
Jacek Fedorowicz

Uśmiechnij się Polaku - Jeremi Przybora


Kabaret jeszcze Starszych Panów
Uśmiechnij się Polaku


Jeremi Przybora

Uśmiechnij się kochanie
Nim powiesz pierwsze zdanie
Nim rękę mi podasz, nim ukłon mi oddasz
Uśmiechnij się, to wszystko
Za imię i nazwisko wystarczy
Wystarczy, gdy mnie muśnie twój uśmiech

Uśmiechnij się, bo ładniej
Z uśmiechem to wypadnie
Jak ja się uśmiechaj
Znajomość ta niechaj
Uśmiechem rozpoczęta
Wciąż będzie uśmiechnięta
Uśmiechnij się, uśmiechnij się
O, tak

Uśmiechnij się, nie szkodzi,
Że trochę nie wychodzi
Bo coś cię tam wgłębi
Podgryza i gnębi.
Prawdziwy uśmiech męski
To taki co zwycięski
Co choć cię bucik ciśnie
On błyśnie.

Uśmiechnij się, no brawo
Nie, tylko nie głupawo
Inaczej poproszę.
W ten uśmiech po trosze
Ty intelektu nalej
Wspaniale! O, tak dalej
Uśmiechaj się...
No, uśmiechaj się
O, tak

Ach, ten lęk - Jeremi Przybora


Barbara Krafftówna
Bronisław Pawlik - Ach, ten lęk!

Jeremi Przybora


Ach, ten lęk,
żeński lęk,
co mną władnie,
przez twój wdzięk –
męski wdzięk –
niech przepadnie!
Z twoich żył
do mych żył
przelej burzę –
nie mam sił,
nie mam sił
bać się dłużej!

Ach! Ach! Ach! Ach!
Ona nie ma sił!

Albo weź,
nieś mnie gdzieś
lub na miejscu,
uczyń to Waterloo,
mój zwycięzco!

A wy z nas –
proszę was –
się nie śmiejcie,
inny czas,
inny czas –
proszę was.
A wy z nas –
proszę was –
się nie śmiejcie,
Fernando Botero
proszę was.
Inny czas
zrozumiejcie!

W czynu stal,
w czynu stal
nim uderzę –
jakiś żal,
rzewny żal
za czymś bierze…
Może za lic twych
panieńskim pąsem,
który na
zawsze ja
z nich już strącę.

Ach! Ach! Ach! Ach!
On go strąci mi!

No i to –
właśnie to –
tak mnie cofa,
żem ja pro-
żem ja pro-
żem ja profan.

Lecz wy z nas –
proszę was –
się nie śmiejcie,
inny czas,
proszę was
inny czas.

Lecz wy z nas –
proszę was –
się nie śmiejcie,
proszę was.
Inny czas
zrozumiejcie!

Tyle trwóg –
miły Bóg –
to katorga!
Ciężki próg
to dla nóg
naszych czworga!
Lżejszym go
czyni to
minimalnie,
że przekroczy się
chociaż legalnie.

Ach! Ach! Ach! Ach!
Niebywały strach!

Lecz choć rzeczy te
nie idą prosto –
nikt nie przeczy,
że będzie potomstwo!

Więc wy z nas –
proszę was –
się nie śmiejcie,
inny czas,
proszę was –
inny czas .

Więc wy z nas –
proszę was –
się nie śmiejcie,
proszę was.
Inny czas
zrozumiejcie!

Bądź dobry i dla męża - Jeremi Przybora


Barbara Krafftówna, Bronisław Pawlik 
Bądź dobry i dla męża

Jeremi Przybora


Nim serca jej się wreszcie
Urzeczywistni mit,
Nie sposób jest niewieście
Samotny cierpieć byt.
I ja, by nie być samą,
Nim staniesz u mych drzwi,
Też nieraz wyszłam za mąż,
Więc ty przyrzeknij mi:

Bądź dobry i dla męża!
Dla męża serce miej!
Miłości nie zawężaj
Do sprawy twej i mej!
Ze szczęścia jeśli kranu
Wraz ze mną czerpać chcesz,
To męża mi uszanuj
I dbaj o niego też!

Na spacer go zaprowadź,
Wódeczkę postaw czasem.
A gdyby zachorował,
Poczytaj na głos prasę!
Egoizm przezwyciężaj!
W szlachetny uderz ton!
Bądź dobry i dla męża –
Niech ma też coś i on!

Nim w końcu mu dłoń losu
Da spełnić serca mit,
Mężczyźnie jest nie sposób
Samotny cierpieć byt.
I mnie samotność nieraz
Nie sposób było znieść,
Więc prośba ma zwiera
Mniej więcej taką treść:

Bądź dobra i dla żony,
Dla żony serce miej.
Spójrz na rzecz i z tej strony,
Nie tylko – twej i mej.
Ze szczęścia jeśli kranu
Wraz ze mną czerpać chcesz,
To żonę mi uszanuj
I o nią zadbaj też!

Pocieszną zabaw plotką,
Zaprowadź ją do wróżki,
Rozwesel anegdotką,
Pokazuj nowe ciuszki!
Egoizm poskromiony
To warta świeczki gra
Bądź dobra i dla żony –
Niech ona też coś ma!

Bądź dobry i dla męża!
Dla żony serce miej!
Miłości nie zawężaj
Do sprawy twej i mej!
Jeżeli mamy sobie
Intymny stworzyć raj,
To sprzyjaj mojej żonie,
O męża mego dbaj.

Na takie zaproś kino,
Co wzruszy ją do głębi.
Nacieraj terpentyną
Go, jeśli się przeziębi.
Bądź dobry dla małżonka,
Małżonce sprzyjaj mej,
Miłości naszej słonka
Nie będzie z tego mniej.

Obrazy: Fernando Bottero

O Kutno! - Jeremi Przybora


Bronisław Pawlik
O Kutno!

Jeremi Przybora

Jakie to smutne – jakie to smutne –
wysiadła miłość ze mnie za Kutnem!
Jeszcze w stolicy wsiadałem na Głównym
z uczuciem uczuć kolosom równym –
za Kutnem pociąg stanął i ... cześć! –
wysiadła miłość i poszła gdzieś.

O Kutno! O Kutno!
wyprałoś mnie z uczuć jak płótno.
O Kutno! Okrutne Kutenko! –
odjęłoś mi miłość jak ręką.

Próżno w Toruniu czeka dziewczyna –
zbiegłej miłości mojej przyczyna.
Co to za smutek smutek,
ach, co to za smutek,

gdy od przyczyny się urwie skutek!
Co robić, człowiek nie wie już sam –
O! – jak ja znam to, jak ja to znam!

O Kutno! O Kutno! –
wyprałoś mnie z uczuć jak płótno.
O Kutno! Okrutne Kutenko! –
odjęłoś mi miłość jak ręką.

Jak to się stało,  jak to się stało,
że serce Kutna nie przetrzymało?
Co jest w tym Kutnie, no, co jest w tym Kutnie –
że ono nieraz jak nożem utnie?
Aczkolwiek kiedyś było i tak –
z Grudziądzem miałem też taki fakt.

Grudziądzu, Grudziądzu
tyś serce mi zrobił z mosiądzu.
Grudziądzu, okrutny Grudziążku! –
Uczucie-ś ukrócił w zalążku.

Ballada z trupem - Jeremi Przybora

Bronisław Pawlik
Ballada z trupem

Jeremi Przybora


Ballada z trupem,
z trupem ballada:
otwieram szafę -
facet wypada!
Wprost z Białowieży
wracam i - łup!
Jak długi leży
trup u mych stóp!

Ach, strach!
Strach, rany boskie!
Rany boskie!

Może nie trup to,
może to kukła
Z szafy do stóp mi
jak długa gruchła?
Gdybym się uparł,
mógłbym ją tknąć,
lecz głupio trupa
tak tknąć jak bądź...

Ach, strach...

Więc zaraz wołam
żonę mą, Władkę
i pytam, czy to
nie trup przypadkiem?
Włos się jej zjeżył,
serce jej - łup!
I Władka leży
też u mych stóp!

Ach, strach...

Myślę: do trupa
za chwilę wrócę,
lecz najpierw żonę,
Władkę, ocucę.
I na kanapkę
taszczę tup, tup,
żonę mą Władkę,
z oczami w słup!

Ach, strach...

Tylko że - myślę -
gdy się ocuci,
znów trupa widok
w niebyt ją rzuci,
zaś nie ponowi
jej się ten szok,
jeśli się dowi,
że nie ma zwłok...

Ach, strach...

Reasumując:
naprawię gafę,
trupa pakując
z powrotem w szafę.
I tu enigmat,
ciemny jak grób:
trupa już ni ma
tam, gdzie był trup!...

Ach, strach...

Lecę na schody,
zbiegam w piwnicę -
Nigdzie ni śladu
trupa nie widzę!
Wracam na górę:
A niech to kat!
Po mojej żonie
też przepadł ślad!...

Ach, strach...

Trafu widocznie
takiego łupem
padłem, że żona
mi uciekła z trupem!
Trafy przeklęte,
gdy ci do stóp
z szafy wypada
przystojny trup!

Rany boskie!

A ta Tola - Jeremi Przybora

Bronisław Pawlik
Jeremi Przybora
A ta Tola


Antonina, którą w skrócie Tolą zwą,
Antonina wlała gorycz w duszę mą.
Prosiłem ją: ”Tolu, ty mi szczęście stwórz”.
Nosiłem jej róż, u drzwi jej stałem do zórz.

A ta Tola wolała Anatola,
bramkarza od futbola z Tarnopola.
Mądra Ola radziła Toli:
„Hola,to nie dla ciebie rola taka dola.
Z Anatola jest lekkomyślny Polak,
lowelas i żigolak, żuan don".
A ta Tola, a ta Tola
nie słuchała, powtarzała
„Tylko on, tylko on”...

Nim rok minął, już na Tolę cios ten spadł.
Nim rok minął, Anatolek prysnął w świat.
Nim rok minął, ja suszyłem łez jej ślad.
i ciała jej kwiat kultywowałem ja rad.

A ta Tola wspomina Anatola,
bramkarza od futbola z Tarnopola.
"Dobra wola nie starczy" - mawia Tola,
dotrzymać czynom pola Anatola.
Aureola dokoła Anatola
zaćmiła moich pieszczot skromny blask.
A ta Tola, a ta Tola
o nim śniła, mnie skąpiła
swoich łask, swoich łask...