Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hemar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hemar. Pokaż wszystkie posty

Próba generalizacji - Marian Hemar

Halina Kunicka
Próba generalizacji

Marian Hemar

Ci Francuzi tacy są wyrachowani
Bez pieniędzy do Francuza ani-ani
Choć Francuzi czy Anglicy
To właściwie bez różnicy
Nawet Anglik jeszcze gorszy, proszę pani

Francuz jednak ma dla pań poszanowanie
A Anglicy wobec kobiet - zimni dranie
Ha, udali nam się nasi
Ukochani Anglosasi
Czy z Europy, czy Amerykanie

A we Włoszech Amerykan nikt nie znosi
Swoją drogą, wiadomo, co to Włosi
To to samo co Szwajcarzy
To jest naród hotelarzy
Tylko kłania się i o napiwek prosi

Każdy Włoch to urodzony pikolak
Nie, no trudno, tak jak spojrzeć na świat
To właściwie tylko jeden Polak
Jako naród prawie że nie ma wad

Mówię "prawie", bo jednak gdzieś u dna
Pewną drobną wadę ma

Gdyby Polak systematycznie
Umiał robić to, co robi spontanicznie
Jaka to głęboka myśl
To mnie jakoś tak zastanowiło dziś

Że gdyby Polak metodycznie
Umiał robić to, co robi spazmatycznie
I tak jak umie raz na rok
Gdyby robił co dzień i co krok

Gdyby stale miał ten system
Mając czasem taki zryw
Przed tym cudem oczywistym
Przecież klękałby kto żyw

Wczoraj u was w domu było bardzo miło
Ty usiadłaś na kanapce - tak to było
Mieliście rocznicę ślubu
Mąż miał właśnie iść do klubu
Ale został, a to ciebie zadziwiło

I serduszko zapłonęło jak smolak
Niespodzianka, bądź co bądź tyle lat
Więc wracając - właśnie, otóż Polak
Jako naród prawie że nie ma wad

Mówię "prawie", bo jednak właśnie dziś
Uderzyła mnie ta myśl

Że gdyby Polak systematycznie
Umiał robić to, co robi spontanicznie
Czy w polityce, czy tak
Gdyby przezwyciężył ten jedyny brak

Gdyby Polak ekonomicznie
Umiał robić to, co robi sporadycznie
To po prostu brzmi jak sen
Byłby z niego jakiś superman

Życie byłoby wieczystym
Szczęściem takim, że aż dziw
Gdyby oni mieli system
Mając czasem taki zryw, zryw, zryw

Występują:

Jean-Paul Belmondo - Wyrachowany Francuz
David Niven - Zimny Anglik
Jack Nicholson - Ukochany Anglosas z Ameryki
Marcello Mastroianni - Urodzony pikolak
Bogumił Kobiela - Byłby supermanem, gdyby...
Zbigniew Cybulski - Och, miał czasem taki zryw
Inni - Też by mogli być, ale niestety...

Nie ma mowy - Marian Hemar


Mira Zimińska, Krystyna Zachwatowicz - Nie ma mowy

Marian Hemar

Rzecz dzieje się u niego w mieszkaniu
Są sami
Ona znalazła się tam zupełnie przypadkowo
On, zdaje się, zaczął jej robić
Jakieś niecne propozycje
Na co ona z miejsca odpowiedziała ostro

Nie ma mowy
Jakżeż mógł się pan spodziewać
Kiedy słów doprawdy szkoda
Ja nie chciałabym się gniewać
Już nie mówmy o tym - zgoda
Nie, nie, nie

Nie ma mowy
Przecież nawet i zabawa
Musi mieć granice swoje
Przecież nawet nie mam prawa
Być tu z panem, tak we dwoje
Nie, nie, nie

Nie ma mowy
Panu się zdawało, pan mnie zna za mało
To nie byłam ja, to pan siostrę zna
Siostra jest podobna
Właściwie tak bardziej drobna
A więc jednak mnie
Przepraszam pana, jak pan śmie

Nie ma mowy
No to jutro się spotkajmy
Tam na Hożej w cukierence
Tylko błagam, ja już pójdę
Już jest późno, weź pan ręce
Nie, nie, nie

Nie ma mowy
Ani w buzię, ani w nózię
Ani w szyjkę, ani w plecka
I nie znoszę tego
Gdy się mówi do mnie jak do dziecka
Nie, nie, nie

Nie ma mowy
Nie, ja nie mam tych nawyczek
Boże święty, to już szósta
No to jeden raz, w policzek
Nie, nie, nie - nie w usta
Nie, nie, nie

Taka jestem mała
Bo będę krzyczała
Krzyczę, krzyczę, krzy....
Podły, podły, zły

Puść mnie, bardzo proszę
Oczko
Nie, w pończosze, poleciało mi
Ktoś idzie
Niech pan zamknie drzwi

Nie ma mowy
Jestem tak zdenerwowana
To jest takie nieuprzejme
Tylko słuchaj, błagam pana
Nie, nie, nie, ja sama zdejmę
A ty nie?

Obrazy: Andy Virgil, Joe De Mers, Jim Schaeffing

Walczyk mojej prababki - Marian Hemar


Franz von Suppé – Piękna Galatea - Uwertura
Stefan Witas, Zofia Terne i Chór Dana
Walczyk mojej prababki

Marian Hemar

Dziwna rzecz, jak w kilka lat
Zmienił się współczesny świat
Znów walca tańczy się
Znów dzieci niańczy się

Cicho puka znów do drzwi
Moda sprzed wojennych dni
Cieniem wróciła
Wspomnieniem się tli

Znów się nosi czułe serca
Czuły uśmiech, czuły wzrok
Znowu flirt, znowu mirt
Znowu szczęście we dwoje
Nie odchodź ode mnie na krok

Znów są w modzie sentymenty
Tomik wierszy, zwiędły kwiat
Stare, śliczne, romantyczne
Rekwizyty prababki sprzed lat

Znów się mówi o miłości
O wierności i o snach
Znowu flirt, znowu mirt
Znowu szczęście we dwoje
I słowik ukrywa się w bzach

Znów się nuci dawne piosnki
W starych nutach zwiędły kwiat
Jak ten znany, ukochany
Walczyk mojej prababki sprzed lat

Pensylwania - Marian Hemar


Maria Modzelewska, Sława Przybylska
Pensylwania

Marian Hemar


Zmierzch cichy co dzień przynosi mi
Echo twoich słów
Nikłą piosenkę z tych dawnych dni
Dal się skraca, młodość wraca znów

Pierwszy raz byliśmy zakochani
W ten piękny czas gdy kwitły bzy w Pensylwanii
Szumiał wieczór i w drzew gałęziach drżał
Śpiew daleki brzmiał z rzecznej przystani

A gdyśmy szli pełni łez i zakochani
Po dziś dzień kwitnie bez w Pensylwanii
Tylko przed domem tuż
Kwitnie krzak pąsowych róż
Gdzieś mi rzekł pierwszy raz
Że mnie kochasz

Ach ty dziś już nie pamiętasz sam
Wszystko poszło w dal
Ja też na próżno to w sercu mam
Myślę o tym, co mi po tym, żal

Że był czas gdy kwitły bzy w Pensylwanii
W ten piękny czas byliśmy zakochani
Szumiał wieczór i w drzew gałęziach drżał
Śpiew daleki brzmiał z rzecznej przystani

A gdyśmy szli pełni łez i zakochani
Po dziś dzień kwitnie bez w Pensylwanii
Tylko przed domem tuż
Kwitnie krzak pąsowych róż
Gdzieś mi rzekł pierwszy raz
Że mnie kochasz

Kiedy znów zakwitną białe bzy - Marian Hemar


Wenn der weiße Flieder wieder blüht

Zofia Terne, Rena Rolska
Kiedy znów zakwitną białe bzy


Marian Hemar


Wiosna, wiosna, wiosna
Wiosenny pierwszy wiew
Wiosna, wiosna, wiosna
I ciepły wiatr wśród drzew
I blade śnieżyczki wychyną na świat
Do słońca, całunków i lśnień
I w sercu tajemny rozchyli się kwiat
I po tym nadejdzie ten dzień

Kiedy znów zakwitną białe bzy
Z brylantowej rosy, z wonnej mgły
W parku pod platanem
Pani siądzie z panem
Da mu słodkie usta rozkochane

Kiedy znów zakwitną białe bzy
Bzów aleją parki będą szły
Pojmą to najprościej
Że jest czas miłości
Bo zakwitły przecież białe bzy

Wicher nocą szepce
Kroplami ciepłych dżdżów
Cudną, białą bajkę
O kiściach białych bzów

Jak trudno po nocy uwierzyć tym snom
Gdy śnieg chłodem skrzy się i lśni
Że słońce w świat wejdzie jak w jasny swój dom
Że przyjdą cudowne te dni...

Lata młode - Mordechaj Gebirtig


Edyta Geppert i Kroke - Lata młode - Kinder Jorn
Mordechaj Gebirtig

Marian Hemar

Lata moje, lata moje młode
Ech przepadły jak kamienie w wodę
Tak mi tęskno, tak mi żal
Gdy obrócę oczy w dal
W mego życia ranek i pogodę...

Jakie mi was odebrały czary
Świat zielony był a dziś jest szary
Uśmiechami witał mnie
Aż nie mogę pojąć, że
Taki był szczęśliwy, nie do wiary...

Tak niedawno było to, tak blisko
Matki twarz schylona nad kołyską
W mroku śpiewa mi do snu
Widzę ją nad sobą tu
Co się stało, gdzie to poszło wszystko...

Połóż mi na czole swoje ręce
Wróć mi moją młodość w tej piosence
Ach jak prędko minął czas
Ja już nie odszukam was
Lata młode, lata me dziecięce...


Lata dziecięce

Jacek Cygan

Lata moje, lata me dziecięce,
Wciąż żyjecie słodko w mej pamięci.
Kiedy myślę o was tak,
Czuję tylko ból i żal,
Oj, jak szybko czas pociągał lejce.

Lata moje, lata me dziecięce,
Choć trzymałem mocno was za ręce,
Choć myślałem - będą trwać!
Nagle mi zwiałyście w świat.
Uciekłyście, tracąc dni naprędce.

Jeszcze w oczach mam mój dom rodzinny,
Okno w pelargoniach, komin pilny,
I kołyska moja, patrz,
Co tłumiła dziecka płacz.
Czy to jeszcze ja, czy już ktoś inny?

Widzę moją mamę w blasku całą,
Jak mnie do chederu wyganiała.
Oj, umiała klapsa dać,
Dziś bym oddał cały świat,
Za to, by mi znów... klapsa dała.

Widzę chłopca, co w podwórka studni
Gwiżdże na dziewczynę, czeka sto dni.
Woła: Wyjdźże, Fejgele!
Nie, nie wyszła, bała się,
Że usłyszy jak jej serce dudni.

Lata moje, lata moje dziecięce,
Co się z wami stało, gdzie jesteście?
Jak pogubić mogłem was?
Stracić z oczu bliskich ślad?
Lata moje, majne Kinder-jorn.

Roman Vishniac








Bądź zdrów, mój mały gigolo - Marian Hemar


Barbara Rylska
Bądź zdrów, mój mały Gigolo


Marian Hemar

Przez całą noc tańczyłeś tylko ze mną
Przyciskał nas do siebie ludzi tłok
I gdy twój wzrok pochylał się nade mną
Widziałeś sam jak mi się myli krok
Tańczyłeś ze mną tyle ślicznych tang
Mój dobry mąż zatopił się w rozmowie
Mój dobry mąż prowadzi duży bank
Nie tańczy ze mną, ma tyle spraw na głowie

Bądź zdrów, mój mały gigolo
To może lepiej tak, a może źle
Bądź zdrów, mój mały gigolo
Myślałeś, że nie czuję jak przyciskasz mnie
Mój dobry mąż był tobą zachwycony
Chciał ci sto złotych dać, dlaczegoś nie chciał wziąć
Bądź zdrów, mój mały gigolo
To było bardzo ładnie z twojej strony

A po trzech dniach, pamiętasz w cukierence
Wyśmiałam ciebie okrutnie, tak na złość
Że to twój fach, twój zawód i nic więcej
Gdy płacą ci, to bierz i patrz czy dość
I nie wiem już, dlaczego nagle w twarz
Krzyknęłam ci, że ciebie tak nie znoszę
Że masz mnie wziąć, że mnie całować masz
Że chcę być twoja, że musisz, że cię proszę

Bądź zdrów, mój mały gigolo
To może lepiej tak, a może źle
Bądź zdrów, mój mały gigolo
Tyś wtedy zbladł i głos ci drżał, nie chciałeś mnie
Mój dobry mąż, on byłby zachwycony
Dawałam serce ci, dlaczegoś nie chciał wziąć
Bądź zdrów, mój mały gigolo
To było bardzo ładnie z twojej strony

To już dziś rok, to już jest druga zima
Znów jestem tu, już nic nie grozi nam
Poczułam, że ktoś ściga mnie oczyma
Podniosłam wzrok - to ty, ten sam, ten sam
I wiem, że krew uciekła z twoich lic
Mnie ręce drżą, obieram pomarańczę
Mój dobry mąż nie widzi nigdy nic
Nie podchodź tutaj, już z tobą nie zatańczę

Bądź zdrów, mój mały gigolo
To może lepiej tak, muzyka gra
Bądź zdrów, mój mały gigolo
Już teraz wiem, żeś wtedy lepszy był niż ja
Mój dobry mąż jest dziś tak rozbawiony
Tyś sprawił to, że dziś mi przed nim nie jest wstyd
Bądź zdrów, mój mały gigolo
To było bardzo ładnie z twojej strony

Obrazy: Vladimir Ezhakov

Bezsenna noc - Marian Hemar

Claudio Villa - Scalinatella
Mira Zimińska, Magda Umer - Bezsenna noc

Marian Hemar


Ta noc bezsenna, długa, długa...
Nieruchomo patrzy we mnie
Czeka za oknem
Stoi w żałobie

Zegar mnie do snu, tik-tak...
Tak namawia potajemnie
Wiem, że nie zasnę, co na to zrobię
Że myślę tylko o tem, co nie wróci mi
O wszystkiem, co najgorzej serce smuci mi

Która godzina
Pierwsza, druga, trzecia, czwarta
Nadaremnie, nadaremnie
Wiem, że nie zasnę
Myślę o tobie

Myślę o jakichś dawno zwiędłych kwiatach mych
O innych nocach, o minionych latach mych
O chwilach, które w szczęściu nie liczyły się
O słowach, co w melodię przemieniły się



Ta noc bezsenna, długa, długa...
W dłoniach ma różaniec żalu
Czeka za oknem
Stoi w żałobie

Zegar mi szepce, tik-tak...
Melodyjkę na rulalu
A ja nie zasnę, myślę o tobie
O innej nocy - dawno uleciała mi
Pamiętam, że ze szczęścia spać nie dała mi

Która godzina
Pierwsza, druga, trzecia, czwarta
A ja myślę, półprzytomnie
Czy ty tej nocy też myślisz o mnie...

Obrazy: Paul Hedley

Panienka na prowincji - Marian Hemar


Zofia Terne
Panienka na prowincji

Marian Hemar

Kręć się, kręć się, kręć kołowrotku
W sercu, w sercu, w sercu, we środku
Snuj cieniutką nić,
Bez tej nitki tak trudno żyć!
Dzień po dniu, jak ręczna robótka,
Nitka marzenia cieniutka, cieniutka,
Raz po raz się rwie,
Ale bez niej tak źle!

Czy to nie wszystko jedno,
Co komu się po nocy śni,
O czym marzy maleńka panienka na prowincji
Przez wszystkie dni.
A dni pod wieczór bledną,
Nie może się domyśleć świat,
Na co czeka maleńka panienka na prowincji
Przez tyle lat.

Są dwa pociągi do Warszawy:
O siódmej dwadzieścia jeden rano,
O pierwszej dwadzieścia siedem w nocy.
Aż we śnie słychać turkot,
Daleki długi świst.

Czy to nie wszystko jedno,
Co komu się po nocy śni,
Rano śpiewa maleńka panienka na prowincji
Swój slow-fox triste.

Kręć się, kręć się, kręć się wrzeciono.
Nitkę przędź jedwabną, szaloną.
Po tej nitce on
Trafi tutaj z dalekich stron.
Wejdzie, spojrzy, weźmie za rękę,
Uszyjże sobie prześliczną sukienkę,
Spróbuj jeszcze raz…
Znów do jutra masz czas…

Czy to nie wszystko jedno,
Co komu się po nocy śni,
Ale szyją sukienki panienki na prowincji
I liczą dni…
A dni pod wieczór bledną,
Jak każdy dzień od tylu lat.
I wygląda z okienka panienka na prowincji
Zza zielonych krat.

Są dwa pociągi z Warszawy:
O ósmej dwanaście rano jeden,
O wpół do dziesiątej wieczór drugi,
Codziennie słychać turkot,
Daleki długi świst...

Vladimir Volegov




George Sand - Marian Hemar


Ewa Wiśniewska - George Sand

Marian Hemar

Już druga w nocy, a ja jeszcze piszę
Ciężko się rodzi nowa powieść ma
A przy pisaniu piano forte słyszę z pokoju obok
To pan Chopin gra

To najładniejszy chyba z jego walców
Jaki w tym kolor, jaki górny lot
Hm, nutki jak perły, tylko tak
Spod palców - nutki jak perły
Bardzo zręczny zwrot

W tych jego palcach tak magiczna władza
I taka rzewność, dobry smak i moc
Aż to czasami niemal mi przeszkadza
Gdy muszę pisać, a jest późna noc, ach

Być pisarzem, nie ma sroższej kary-ż
Co rok na Gwiazdkę muszę dać im tom
Pono już o nas mówi cały Paryż
Genialny mariaż i genialny dom

I jeśli o co czasami się boję
To właśnie oto, czy to dobrze, gdy
W jednym mariażu połączy się dwoje geniuszów
Takich, właśnie tak, jak my

Myślę od dawna i nie pierwszy dzień już
To zapytanie prześladuje mnie
Czy w domu ona geniusz i on geniusz
Czy to w miłości lepiej jest, czy nie

Czasem go błagam, gdy już nie mam rady
Bębnisz po nocach, do południa śpisz
Ja muszę pisać, a on syczy – blady
No to ty we dnie swoje brednie pisz!

Brednie, to brednie
Nie chcę być nieskromną
Ale obawiam się, mon cher amant
Po wiekach tyle o Chopinie wspomną
Że był kochankiem pani Dudevant...

Jemu potrzebna kobieta-kucharka
Kochanka, praczka, jedna z dobrych żon
Ale ja jestem powieściopisarka!
I ja mam lepsze recenzje niż on!

Amantine Aurore Lucile Dupin de Francueil
Baronne Dudevant et de Nohant (1804 - 1876)
alias "George Sand".

Coquelicot - Marian Hemar

Ewa Wiśniewska - Coquelicot

Marian Hemar

Historia taka, ach mon dieu
Zdarzyć się może byle gdzie
I z byle kim, każdego dnia
I właśnie stąd ballada ta

W balladzie zaś, od setek lat
Są zawsze łzy, jest jakiś kwiat
Róża, czy mak, jaśmin, czy bez
Bo to już tak przyjęte jest
Że w każdej balladzie od lat
Obok dwóch serc jest zawsze kwiat

I w tej balladzie też
Nie będzie kwiatów brak
Bo główną rolę gra
Czerwony polny mak

A maki w całej Francji zwą
Tak pięknie – coquelicot

Historii takich pełno w krąg
W zieleni pól, w zieleni łąk
On w słońcu z nią na łące stał
Na znak miłości mak jej dał

A dając go poprzysiągł jej
Że będzie z nią od chwili tej
Że świadkiem ten czerwony mak
Że jeszcze nikt nie kochał tak
Że z nią w chwilach dobrych i złych
Ze tylko śmierć rozłączy ich

Dziewczyna wzięła kwiat
I pomyślała tak
Ze szczęście w ręku ma
Jak ten czerwony mak

A maki w całej Francji zwą
Tak pięknie – coquelicot

Historii takich pełno w krąg
A każda ma swój dalszy ciąg
Nic w tym dziwnego też, że znów
Ktoś nie dotrzymał swoich słów

W balladzie zaś, od setek lat
Są zawsze łzy, jest jakiś kwiat
Tak samo jest w balladzie tej
Nim przekwitł mak, on dość miał jej
I poszedł, odleciał jak ptak
I z oczu znikł nim przekwitł mak

Gdy gdzieś ujrzycie ją
Poznacie, że to ta
Bo zwiędły maku kwiat
Przypięty zawsze ma

A maki w całej Francji zwą
Tak pięknie – coquelicot

Rozmowa z księżycem - Marian Hemar


Włada Majewska
Rozmowa z księżycem

Marian Hemar

Księżyc w Londynie na niebie
Zagląda w okno me.
W milczeniu patrzymy na siebie
Przez chwilę, albo dwie.
I nagle dreszcz wyobraźni
Przenika mnie na wskroś —
Bo słyszę — słyszę wyraźni —
Że on do mnie szepce coś:

Ta ludzie kochane! Ta Matko Królewska
Taż oczom nie wierzę — to panna Majewska!
A pani się patrzy, jak obca na obcego,
Jakby pani nie spoznała księżyca lwowskiego!
A jak pani na Corsie chodziła szpacerem
I na ławce w Stryjskim Parku siedziała z kawalerem
I w bramie na dobranoc, jak on panią całował —
To kto wtedy w chmurach dyszkretnie się chował?
Czy ja tak się zmienił, czy tak się postarzał,
Żeby dziwczuk ze Lwowa mnie nie zauważał?
Czy ja się tak posunął, posiwiał i zbrzydł?
Ach, pani Majewska — faktyczni, że to wstyd!

Wstyd chwycił mnie niewymowny,
Połknęłam w gardle łzy.
I mówię — księżycu szanowny —
Ta joj — to pan? To ty?
Powiedz mi — niech pan mi powie,
Co słychać? Czy pan zdrów?
Pan teraz tu? Nie we Lwowie?
Pan tyż już — opuścił Lwów?

Ta co pani gada? Ta pani Majewska!
To szczęście, że ja panią znam od oseska!
Taż ja tam po Lwowie co nocy szpaceruję,
Od bramy do bramy, jak pies tak waruję,
Od Kopca do Corsa, od Corsa do Dworca,
Bez chwili urlopu, jak nocny dozorca.
Po rynnach się ślizgam, po dachach się posuwam,
I srebrzę i złocę, uważam i czuwam,
I w każdym zaułku i na każdym zakręcie
Pilnuję tego Lwowa — na wasze przyjęcie!
Ja tylko tu na chwilę — bo tam teraz świt —
A pani mnie posądza!... Faktycznie, że to wstyd!

Więc ja wyciągam ramiona —
A on na górze lśni —
I wołam jak jakaś szalona:
Księżycu! Powiedz mi!
Powiedz mi tylko dwa słowa,
Ty mi to wyjaw sam —
Kiedy ja wrócę do Lwowa?
Czy w ogóle wrócić mam?

Ta co za pytanie? Ta pani Majewska —
Ta jasne — a wtem jakaś chmurka niebieska
Zasnuła go z boku i mrokiem go zawlokła
I próżno się patrzę — wychylam się z okna —

I deszcz zaczął siąpić i błyszczy się ulica
I niebo jest czarne i nie ma księżyca
A ja myślę: Tym lepiej. A ja myślę:
Nie szkodzi On teraz we Lwowie po Łyczakowskiej chodzi
I w każdym zaułku i na każdym zakręcie
Pilnuje — sam powiedział — na moje przyjęcie
Już w oknie londyński zieleni się świt.
A ja płaczę i śmieję się. Faktycznie, aż mnie wstyd.

Obrazy: Oleg Szewczuk