Mój Kraków o zmroku zamienia się w baśń
Gdy księżyc na basztach zaciąga straż
Mój Kraków - latarnią, co wiecznie się tli
Jak rojno i gwarno w uliczkach z mgły
Wędrują z gitarą i rybałt, i paź
Już echo zagrało na murach baszt
Szukają dziewczyny różowej jak kwiat
W okienku zamkniętym od wielu lat
Hejnałem gra omszały dach
Już śpiewa ptak w zielonych bzach
Pomknęły w świat z mariackich wież
Marzenia me i pieśń
Mój Kraków o zmroku zamienia się w baśń
Gdy księżyc na basztach zaciąga straż
Mój Kraków to Planty, zielone jak bluszcz
Zegary z kurantem zamilkły już
Ach, otwórz okienko zamknięte od lat
Na moją gitarę niech spadnie kwiat
Piosenka żakowska tej nocy znów brzmi
I czeka dorożka u twoich drzwi
Edward Hulewicz Wracam wciąż do ciebie Krzysztof Logan Tomaszewski
💗
Wracam wciąż do ciebie pośród zwykłych zdarzeń
Wracam wciąż do ciebie, we śnie, to na jawie
Wracam wciąż do ciebie, chociaż dłoń się cofa
Wracam wciąż do ciebie, mając ciebie w oczach
💗
Odkryjmy na nowo śniadania we dwoje
I smak pocałunków dawanych nie w porę
💗
Wracam wciąż do ciebie, z jutrem pogodzony
Wracam wciąż do ciebie, tobą ukojony
Wracam wciąż do ciebie, każdą porą roku
Wracam wciąż do ciebie, by odnaleźć spokój
💗
Porzućmy kaprysy i dni bez pamięci
Jak kiedyś miłością znów bądźmy przejęci
💗
Wracam wciąż do ciebie w świetle białych nocy
Wracam wciąż do ciebie, pragnąc twej pomocy
Wracam wciąż do ciebie, gdy przez okno patrzę
Wracam wciąż do ciebie, dzisiaj już na zawsze
Gdy się już dosyć naprzerażam Gdy się już dosyć naodgrażam Gdy się już dosyć nawyrażam O świecie złym Smutek, z którego was rozgrzeszam Jak starą kieckę w szafie wieszam I tak jak umiem się pocieszam Refrenem tym Jest przecież ktoś, kto lubi mnie Choć nie znam go i nie wiem gdzie Lecz to już dość, nie trzeba łez Jest taki ktoś, na pewno jest Przypadkiem gdzieś mijając mnie Przystanie i uśmiechnie się I to już coś, i to już dość Na pewno jest, jest taki ktoś Choć ładnie się niektórzy postarali Ze zmartwień mam do woli, szczęścia mniej Lecz kiedy noc, rój okien się zapali Gapię się w nie i wtedy jest mi lżej Bo mija złość, gdy myślę. że Tam mieszka ktoś, kto lubi mnie I taki ktoś, ni swat, ni brat Odnawia mój intymny świat
Wymarzyłeś sobie dziewczę
Ułożone, pokorniutkie
Co zaśmieje się, gdy zechcesz
A gdy zechcesz, spojrzy smutnie
Takiej właśnie we mnie szukasz
I choć wszystko temu przeczy
Jak do tamtej do mnie mrugasz
I powtarzasz coś od rzeczy
Chcę być sobą, nikim innym, tylko sobą
Chcę być z tobą, ale taką, jaką jestem
Chcę być sobą, nie najlepszą, nie najgorszą
Chcę być sobą, grać nie umiem, zresztą nie chcę
I już dość mam twoich sarkań
O tym, jaka jestem zła
Dość tych głupich sprzeczek w parkach
O to, kto z nas rację ma
Chcę być sobą, nie rozumiesz, chcę być sobą
Jak kwiat kwiatem, jak ptak ptakiem
Jak dzień jasnym światłem dnia
Po swojemu zważ i oceń
Nasze zmierzchy i wieczory
Pełne gwiazd sierpniowe noce
Dnia i roku wszystkie pory
Tylko nie chciej, abym była
Inną, inną niż ja sama
Tylko nie chciej, aby o mnie
Uśmiech mój i głos mój kłamał
Znowu ten pasaż, znowu ten tryl
A ja tu czekam z herbatą
Znowu ten akord ze wszystkich sił
A serce pik-pik staccato
Nieszczęśliwa, umęczona
Żona wirtuoza
"Czy pani lubi Brahmsa?"
Paszoł won!
Ciągle na tym fortepianie
Niewygodna poza
Czy nie rąbnie grom
W ten złom?
Nieszczęśliwa, umęczona
Żona wirtuoza
Czyli koza
Którą porwał ten wir
On nie słyszy mojej skargi
Z przygryzioną wargą
I to życie? Szary żwir!
A on gra
Świat mu przysłoniły cały
Te klawisze i pedały
Te klawisze i pedały
A ja?
A ja...
Nie ma ucieczki, nawet w snach
Na klawesynie tarabani nocami kankana
Jan Sebastian Offenbach
Znowu ten pasaż, znowu ten tryl
A ja tu czekam z herbatą
Znowu ten akord ze wszystkich sił
A serce w męce rubato
Nieszczęśliwa, umęczona
Żona wirtuoza
"Czy pani lubi Brahmsa?"
Paszoł won!
Kiedy spojrzę na to pudło
Mnie ogarnia zgroza
Ten grat czy już pożarł
Miłość mą?
Ja bym grała na czarnych
On by grał na białych
Może ręce by się kiedyś spotkały?
A on gra...
Nieszczęśliwa, umęczona
Żona wirtuoza
Która sama nie umie grać
Świat mu przysłoniły cały
Te klawisze i pedały
Te klawisze i pedały
A ja?
Ja mam te rzeczy też
Te uda, bierz!
Rewolucyjna etiuda wysiada
Oglądają się za mną na ulicy
Nieszczęśliwa, umęczona
Żona wirtuoza
Czyli po prostu - modlitwa dziewicy
Wracam wciąż do ciebie pośród zwykłych zdarzeń
Wracam wciąż do ciebie, we śnie, to na jawie
Wracam wciąż do ciebie, chociaż dłoń się cofa
Wracam wciąż do ciebie, mając ciebie w oczach
Odkryjmy na nowo śniadania we dwoje
I smak pocałunków dawanych nie w porę
Wracam wciąż do ciebie, z jutrem pogodzona
Wracam wciąż do ciebie, tobą ukojona
Wracam wciąż do ciebie, każdą porą roku
Wracam wciąż do ciebie, by odnaleźć spokój
Porzućmy kaprysy i dni bez pamięci
Jak kiedyś miłością znów bądźmy przejęci
Wracam wciąż do ciebie w świetle białych nocy
Wracam wciąż do ciebie, pragnąc twej pomocy
Wracam wciąż do ciebie, gdy przez okno patrzę
Wracam wciąż do ciebie, dzisiaj już na zawsze Obraz: Loui Jover
Irena Santor Ten, o którego mi chodzi Wojciech Młynarski
Tylu panów się spotyka każdego dnia
No i właśnie stąd wynika niepewność ta
Czasem nawet mi się wyda przez parę chwil
Że się któryś dłużej przyda, że ma swój styl
I że jak z rymem z rym
Tak ze mną się zgodzi
Więc się spotykam z nim
Bo co mi to szkodzi
Ale w sercu gdzieś na dnie
Jakiś głos przestrzega mnie
Nie, nie, to nie jest ten, o którego ci chodzi
A najgorsze - jak wyjaśnić, skąd ja to wiem
Skąd ja wiem, dlaczego właśnie to nie był ten
Choć miał więcej, niż potrzeba, dodatnich stron
Choć mi chciał przychylić nieba, to nie był on
A potem czekam, aż
Kolejny nadchodzi
Uśmiechem słodzi twarz
A kawy nie słodzi
I już w sercu gdzieś na dnie
Ten sam głos pociesza mnie
Nie, nie, to nie jest ten, o którego ci chodzi
Bywa, że się budzę rano i jest mi wstyd
Może chcę od tego pana za wiele zbyt
I za łatwo decyduję, że to nie on
Szczerym słowom przypisuję fałszywy ton
Lecz przecież nie tak jest
Gdy miłość się rodzi
Bo wtedy żaden gest
I ton mi nie szkodzi
Nic nie widząc, wszystko wiem
Gdy się przy mnie zjawia ten
Kiedy się zjawia ten, o którego mi chodzi
Kiedy się zjawi ten, o którego mi chodzi
Mastroianni mojej ulicy
Nigdy nie wstaje przed dwunastą
Jak mu drobne zostały, to je liczy
A potem wychodzi "na miasto"
Pochodzi, pochodzi, usiądzie
W kawiarni na sporta czy kawę
Jak mu się wydaje, że błądzi
To życie zaczyna być ciekawe
Jaki jest, taki jest
Po trzydziestce, jeszcze szczeniak
Duży pies - smutny pies
Tak w sam raz do pocieszenia
Gdzie masz panią, kochanie?
Gdzieś się zerwał ze smyczy?
Mastroianni mojej ulicy
Mastroianni mojej ulicy
Codziennie czyści zęby pastą
Uśmiecha się do lustra, wszystkie liczy
A potem wychodzi "na miasto"
Pochodzi, pochodzi, wypije
Dwa szybkie - nie wstrząśnie się nawet
Jak mu się wydaje, że żyje
To życie zaczyna być ciekawe
Jaki jest, taki jest Po trzydziestce się nie zmienia
Duży pies, smutny pies
Tak w sam raz do pocieszenia
Jak go dobrze pocieszyć
Może stać go na wyczyn?
Mastroianni mojej ulicy
Mastroianni mojej ulicy
Miał przed sobą przyszłość jasną
Do zrobienia w tym życiu parę rzeczy
Niestety - wyszedł "na miasto"
Gdzieś odszedł, gdzieś poszedł, nie zdążył
A może się później obudził?
Coś mu się zdawało, a potem przestało
A potem stracił wiarę w ludzi
Jaki jest, taki jest
Po trzydziestce ciut wyleniał
Duży pies, smutny pies
Tak w sam raz do pocieszenia
Chodź, kochanie do pani!
Dla mnie możesz być niczym
Zagubiony, nieogolony
Mastroianni mojej ulicy
Fot. Anna Prucnal
Andrzej Rosiewicz
Blaszany charleston Andrzej Bianusz
Orkiestra tango gra Powolne tango gra Dostojne tango gra A potem walca, lalala Ja tego mam już dość Naprawdę mam już dość Slowfoxy, tanga – do znudzenia I nagle w rytmie coś się zmienia To dla mnie coś To wreszcie dla mnie coś Kto to ze mną zatańczy Kto wytrzyma ten rytm Kto z was wie, co to znaczy Co to znaczy To tempo charlestona Kto to ze mną zatańczy Tak jak ja umiałbym Aż świat z oczu nam ginąć zacznie A świat się zatrze, a my z nim Tam w górze hen, ogromne jak strachy Muzyków cienie trzy Te cienie trzy w mosiężne dmą blachy Blaszany dźwięczy rytm Kto to ze mną zatańczy Weźmie z sobą mnie stąd Tam, gdzie cały świat tyle znaczy Co ten blaszany charleston
Iwona Niedzielska
Zła opinia Agnieszka Osiecka A ja się cieszę złą opinią
Wstaję rano, potem kawa i spacer,
czasem kino, jakaś książka po pracy,
czasem randka - mój Boże, cóż z tego?
Czasem dancing, to wszystko. Nic złego.
A ludzie mówią - ty uważaj,
ludzie nudzą - ty się strzeż,
ludzie radzą - nie udawaj,
przecież sama o tym wiesz.
Wczoraj widzieli cię z Grzegotą,
dziś Linkiewicz z tobą pil,
każdy pyta - kto to? Co to?
Co za gusta, co za styl?
Ty się cieszysz złą opinią,
my widzimy to i owo,
bez powodu cię nie winią,
czasem starczy jedno słowo.
Ty się cieszysz złą opinią,
to się słyszy, tamto wie,
ty się cieszysz złą opinią,
to się może skończyć źle.
O mój Boże, co to będzie, co będzie,
co mam zrobić, co powiedzieć i komu?
Może płakać i skarżyć się wszędzie,
może lepiej nie ruszać się z domu?
A ludzie mówią - ty uważaj,
ludzie nudzą - ty się strzeż,
ludzie radzą - nie udawaj,
przecież sama o tym wiesz.
On znowu wczoraj dał ci kwiaty,
znowu pod rękę z tobą szedł,
tobie tak zależy na tym?
Nowy skandal zrobić chcesz...
A ja się cieszę złą opinią,
niechaj mówią to i owo,
ja się cieszę złą opinią,
to zabawne, daję słowo.
Ja się cieszę złą opinią,
aż mnie pusty bierze śmiech,
ja się cieszę złą opinią,
zła opinia to nie grzech.
Bogdan Czyżewski
Zginęła mi dziewczyna Jacek Korczakowski
Byłem sam przez całe życie
Wiodło mi się rozmaicie
Lecz samotnie losu ścieżką ciężko iść
Uwierzyłem w swoja gwiazdę
Gdy dziewczynę te znalazłem
Tak nam dobrze było razem, aż do dziś
Zginęła mi dziewczyna w biały dzień
Pod samym progiem kina „Znicz”
Zginęła mi dziewczyna, stało się
I szczęście prysło, uśmiech przepadł
Spokój znikł
Czytam książkę Andrzeja Kilma „Seks, sztuka i alkohol. Życie towarzyskie lat 60.”Zamiast wstępu autor zamieszcza fragmenty piosenki „Światowe życie”, która doskonale oddaje klimat tamtych lat, jak zresztą gros utworów Wojciecha Młynarskiego z tamtego okresu, na podstawie których można by stworzyć jeszcze kilka fascynujących rozdziałów.
Wojciech Młynarski Światowe życie
Jedni mają swój intymny mały świat,
drudzy mają trochę zalet, trochę wad,
albo forsę i z tą forsą wielki kram,
lub pretensje i kłopoty – a ja mam:
Światowe życie! Szum i gwar,
feerią neonów błyszczy mleczny bar,
porcję leniwych zjadam – à la fourchette –
i syty, i szczęśliwy czuję się wnet.
Właśnie wpłaciłem pierwszą z rat,
nową syreną jadę w wielki świat,
mijając setki równie wytwornych aut,
na Bal Spółdzielców czy działaczy raut!
Wszystkiego dotknąć,
wszystko prawie wolno zjeść mi,
każda kanapka
warta chyba z pięć czterdzieści!
Tu wznoszę toast,
ówdzie rzucam kilka zdań,
w krąg czeskie kolie
i kreacje pięknych pań!
Cichnie przyjęcie, czeka mnie
w nowym segmencie kolorowy sen,
zamawiam więc budzenie, wyłączam prąd,
by jutro znowu ruszyć w wielki mond!
Więc nie trzeba, proszę państwa – co tu kryć –
robić kantów ani badylarzem być,
czyś robotnik, czy literat, czy też kmieć –
jeśli spojrzysz odpowiednio – możesz mieć:
Światowe życie, przygód sto,
sweter z CDT-u, metka z PKO,
żubrówka równie dobra jak black and white
i jak z Broadwayu program – Warsaw by night!
Choć gwiazd estrady śpiewa chór,
że nie dla ciebie samochodów sznur,
ty się z pogardą krzywisz i prężysz tors,
inne ma zdanie na ten temat ORS!
W południe kawka
po niej lepiej się pracuje,
w krąg przemysławki
europejski zapach czujesz,
dyskretny kelner
na twój każdy gest się zgłasza,
wieczorem PAGART
na sto imprez cię zaprasza...
Po co ci więcej? Taką masz
geograficzną długość, słowiańską twarz,
więc się zachłyśnij aż do utraty tchu
światowym życiem ze mną – właśnie tu!... 1965
Violetta Villas Człowiek i strzelnica Bogusław Choiński
Zdejmij kapelusz, strzelbę weź i strzel
Kto szedł bez celu tu odnajdzie cel
Na całą ścianę tarcze malowane
Więc łokcie na ladę, pokuś się o czekoladę
Nie miałeś celu, proszę oto cel
Płać przyjacielu i raz jeszcze strzel
Chodzi człowiek w kapeluszu nosi głowę swą
Nie wiadomo kto, nie wiadomo co
Nie wiadomo czy go wzruszy
Jeśli spytać go - masz ty cel w życiu popróbuj go
Zdejmij kapelusz…
Na całą ścianę tarcze malowane
Więc łokcie na ladę pokuś się o czekoladę
Nie miałeś celu, proszę o to cel
Płać przyjacielu i raz jeszcze strzel