Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanegiryki Hemara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanegiryki Hemara. Pokaż wszystkie posty

Gwoździk - Marian Hemar

Tadeusz Styka
Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Gwoździk

Gwoździk był sentymentalny
po końce obwisłych uszu.
Był cienką czarną struną
straszliwie napiętej miłości.
Bezładnym szaleństwem ogonka,
spojrzeniem z czarnego pluszu -
Na próżno próbował sprostać
cudownej twej obecności.

Wszystek był tylko po to,
żeby przy tobie siedzieć,
Żeby się patrzeć na ciebie,
żebyś go brała na ręce.
Gdyby umiał rozmawiać -
nic by nie mógł powiedzieć,
Tylko, że ciebie kocha.
Nic więcej, nic więcej.

Lecz ty go jakoś lubiłaś nie bardzo.
A on to rozumiał. I gryzł się -
może dlatego dziś po nim płaczesz z miłości.
Gdyby to wiedział, napisałby taki do ciebie list
(gdyby umiał):

„Jakie to szczenście, rze mnie ukradli,
Z koro hoć za to mnie kohasz -
Twuj Gwoździk."

Jacuś-Malutek - Marian Hemar

Maud Earl
Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Jacuś-Malutek

A Jacuś znowuż był hardy,
I aroganta kawał.
Nie, żeby państwa nie lubił.
Lubił.
Tylko się głaskać nie dawał.

Gdy się go chciało pogłaskać,
To za karę uciekał.
Kiedy pani wracała do domu
Trochę tam zawsze poskakał
Z radości.
Ale nie szczekał.

Czasem, gdyśmy siedzieli w kącie
I szeptali o swoich strapieniach,
Przybiegał
Niby zupełnie przypadkiem -
I kładł się u twoich nóg.
A myśmy szept przerywali
I mrugali na siebie ukradkiem,
Że tak przyszedł. Żeby nie spostrzegł.
Boby zawstydzić się mógł.

A pewnego dnia, od rana -
Jakby go odmienili!
Gramolił się sam na kolana,
Weselił się, czulił się, milił,
Pantofle żartem obgryzał,
Do lustra sztywnie się wdzięczył,
Aż się okropnie zmęczył

I nagle - pamiętasz kochana?
Po ręku cię nawet polizał!
Cóż to była za radość!
Jaka w domu pociecha!
I tego dnia, wieczorem,
Samochód go przejechał.
Pochowałeś go w nocy,
Pod krzakiem w ogródku.
Mało jest ludzi, o których myślę tak często,
Jak o Jacusiu-Malutku.

Mickey - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Mickey

Czy poznałabyś mnie jeszcze mała Miki?
Ja za wzór cię zawsze stawiam wszystkim psom!
W czarnych oczkach miałaś złote płomyki
I biegałaś, taka ruchliwa,
Zwinna, wścibska, zapobiegliwa,
Taka niezbędna, choć mała,
Jak gdybyś pracować musiała.
Tym bieganiem na cały dom!
A czasami - nieruchomy niezgrabiasz,
Śmiesznym zezem patrzałaś z ukosa,
Sztywnołapa i ostrowłosa -

Jak wyglądasz teraz? Co porabiasz?

Po śmierci Jacusia przyniosłem cię, drżącą pod połą płaszcza -
Miałaś cztery tygodnie, a może i tyle nie -
I przed drzwiami zdjęła nas trwoga oboje, a zwłaszcza
Mnie.

Jak nas przyjmą? Czy zaczną znów po Jacusiu szlochać?

Bałem się więcej niż ty, bo tak się jakoś złożyło,
Że ciebie jednak nie można było nie kochać.
A mnie można było.

Jakże ten wieczór jest wciąż niedaleki, jakże jest bliski,
Kiedy pięcioro pierwszych urodziłaś dzieci!
Piszczały cieniutko ślepe, żałosne łyski.
Chodziliśmy wszyscy wzruszeni,
Tacy dumni, tacy twoim zmęczeniem zmęczeni,
Tacy krewni wszyscy...
Ach, jak czas leci!

Pierwszy twój synek nazywał się Snobi.

Obrazy: Louise Brown, Hazel Morgan

Snobi - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Snobi

Snobik był całkiem nieznośny.
Ale każdy najbardziej go lubił.
Nie było w domu nikogo, co nie płakał głośno,
Kiedy Snobik się zgubił.

Właśnie nie wiedzieć jak - zawsze był taki niegrzeczny!
Może gdzie pognał i sam już nie umiał wrócić?
Może uciekł, bo zląkł się, że znów co przeskrobał?
Może go zabrał kto - bo wszystkim się przecie podobał...?
Dosyć, że zniknął. O mój Boże serdeczny!

Jakżeśmy go szukali!
Na Wołówce, na Kercelaku -
A nigdzie ani znaku!
Jak myśmy się nalatali,
- o rakarza, do wszystkich handlarzy psów,
Żeby znaleźć, żeby odkupić, żeby w domu był znów!

Wszyscyśmy potem po sobie patrzyli z wyrzutem,
Każdy miał żal do drugiego, że nie pilnował Snobika.
każdy siadał do stołu z sercem żałością strutem,
Ze zabrakło nieznośnego promyka.
Daliśmy kilka ogłoszeń w "Kurierze", potem coraz to jakieś
kobiety dzwoniły,
Przyprowadzano nam różne pieski zgubione,
(Smutny ruch w domu się zrobił).

Niektóre miłe... właściwie każdy piesek jest miły.
Ale co Snobi, to Snobi.

A długo potem - już nawet zaczął przycichać żal -
Znalazła Snobika jakaś dobra wróżka-staruszka.
Snobi był bardzo znędzniały. (Wałęsał się koło Hal).
Był schudły i brudny.
Ach - nikt nie zna psiego serduszka -

Kiedy pierwszy raz znowu zobaczył panią -
Pani zbladła ze wzruszenia - siedziała na brzeżku kanapy -
Piesek rzucił się ku niej, nie dał się tknąć, wtulił się w nią,
Wyprężył łapy

I tylko dygotał. I po tym poznać było, że w ogóle żyje.
I tak jakoś mówił: Już jestem! Już jestem.
Już jestem - bezpieczny.
Już nie otworzę oczu. Bo jeśli to nie jest prawda,
To chyba mnie rozpacz zabije!

Ale na drugi dzień już był znowu okropnie niegrzeczny.

John - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
John

John ma oczy brązowe,
Czyste jak ludzkie sumienie.
(W tej chwili przekrzywił głowę
I oparł o mnie spojrzenie,
Bo usłyszał, że pisząc szepnąłem: John).

Przeciągnął się, śliczny i duży,
położył się na uboczu
I ze mnie, w którym wierszami
Wieczór wiosenny się burzy,
Uważnych nie spuszcza oczu.

Kochamy się, nie inaczej,
Lecz istotą naszego stosunku
Jest ufność wzajemna raczej
I skarb wzajemnego szacunku.

Nie daj Bóg, żebym go kiedy
Uderzył niesłusznie -
Nawet nie z całej siły,
Ale gdy nie zasłużył.
Podniósłby na mnie z głębi dobroci
Czyste, zdziwione spojrzenie,
Już bym oczu tej nocy ze wstydu
Nie zmrużył.

Puma - Marian Hemar

Katya Minkina
Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Puma

Wierna starucha Puma
Chodzi po domu, duma.
Nie służy byle tam komu.
Wie, jaka ważna jest w domu.

Kto by pomyślał, że w nocy
Grzebie dziurę pod parkanem
I wybiega na pole i zajączki dusi!
Potem wraca zziajana,
Pokrwawiona, nad ranem -
Tłuką ją. (Jak tłuką!) Ale Puma musi.

Przykro świszcze rzemień ogrodnika!
Dobrzy ludzie! Przecież Puma nie psoci!
Może musi być po nocy dzika,
Żeby mogła w dzień wytrwać w dobroci?

Teraz kładzie się płasko na ziemi,
Patrzy w oczy oczami ciemnem i -
Ludzie dobrzy - powiada - na duszę!
Przecież mam już jedenaście lat,
Kopę dzieci wydałam na świat,
Harowałam, służyłam,
Swoje w życiu zrobiłam,
Już wnet posłużę Bogu,
Już mi nie brońcie nałogu -
Skoro muszę...

Voss - Marian Hemar

Marian Hemar
Kanegiryki i elegie o prawdziwych pieskach
Voss

Tak jak Voss - tak właśnie powinien się ruszać, tak właśnie wyglądać
Prawdziwy dżentelmen pies: na ulicy, w parku, w pokoju.
Nikomu nie przyszłoby na myśl, jakiej sztuczki od Vossa zażądać,
Jakiegoś tam podawania łapki, albo służenia.
Voss jest psem innego pokroju.

Pan Vossa jest zakochany w nim nieszczęśliwie,
Bo Voss nie doznaje uczuć gwałtownych - jest wierny, lecz chłodny.
A w panu miłość się pali.
Gryźć się z nim, tarzać. Chciałby przemóc chłód psa.
Właściwie są biedni. Obaj się nieodpowiednio dobrali.

Chodzą na spacer, poważni, czasem spojrzą na siebie z ukosa
I w obu ściskają się serca, i bezradnie idą na obiad.
Voss cierpi - nie może być inny. A pan ma kompleks Vossa -
Pije, zabija się pracą, szuka miłości niewiernych kobiet.

Obraz: Lee Mitchelson