Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietrzak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietrzak. Pokaż wszystkie posty

Dlaczego jestem z tobą - Jonasz Kofta


Dlaczego jestem z tobą

Jonasz Kofta

Dlaczego jestem z tobą, a nie z nim
Pytam wiosną wilgotną i tęskną
I tak bardzo to wiedzieć chciałabym
Bo na wiosnę tysiąc mam niemądrych tęsknot

Dlaczego jestem z tobą, a nie z nim
Myślę, gdy przyciskam czoło do szyby
Może to jest przypadek, obojętny jak ty
I żyjemy tak razem na niby

Jak trudno się odnaleźć, gdy domy takie same
Gdy drzewa takie małe, bo jeszcze nie urosły
Jak trudno się odnaleźć, gdy słowa takie same
Gdy świat nasz za podobny i za prosty

A potem cię rzuciłam dla niego
To tak blisko, po drodze i w maju
Bardzo proszę, nie pytaj dlaczego
Takie rzeczy się wiosną zdarzają

Dlaczego jestem z nim, a nie z tobą
Gdy jesienią wilgotno i mgliście
I tak bardzo to wiedzieć chciałabym
A wiem tylko, że już uschły drzewom liście

Dlaczego jestem z nim, a nie z tobą
Myślę, gdy przyciskam czoło do szyby
I nikogo z nas nie stać na szaleństwa i łzy
I żyjemy tak dalej na niby
Jak trudno się odnaleźć...

A potem cię rzuciłam dla nikogo
Bo tak było najdalej, najtrudniej
Bardzo proszę, nie pytaj dlaczego
To przez słońce gorące w południe

Nie jestem ani z tobą, ani z nim
Znowu wiosną wilgotną i tęskną
Na łagodnym czekaniu przemijają znów dni
Zazieleni się znów największa z tęsknot

Nie jestem ani z tobą, ani z nim
Deszcz wiosenny obmywa znów szyby
Może coś się odmieni, może coś musi przyjść
A na razie żyję dalej na niby

Z Kabaretu Hybrydy

Śpiewa Janina Ostala
z Jonaszem Koftą i Janem Pietrzakiem

Chrońcie nas poetów - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Берегите нас, поэтов
Jan Pietrzak - Chrońcie nas poetów

Agnieszka Osiecka

Chrońcie, chrońcie nas poetów, ochraniajcie nas
Chociaż minie wiek pół wieku, cóż tam dla was czas.
Dwie minuty, trzy minuty – wciąż na przekór złu.
Chrońcie, chrońcie nas poetów – za jednego stu.

Ochraniajcie nas z grzechami, w śmiechu i wśród łez,
Może gdzieś tu między nami młody Dante jest.
Nie zapomniał on minionych zbrodni ani burz
Ale nabrał wody w usta, tak to trzeba już…

Płacze żołnierz ołowiany i wspomina krew
Wiele strzelał i zabijał – zbrzydł mu śmierci śpiew
Ale tak już widać każe nasz XX wiek
I odlana już ta kula i zabity ćwiek.

Chrońcie, chrońcie nas poetów – jak się chroni las.
Tylko na śmierć się starajcie – nie zagłaskać nas.
Tylko nas inaczej chrońcie, niż zwierzynę psy,
Tylko nas inaczej brońcie, niż zamknięte drzwi.

Chrońcie, chrońcie nas poetów od nieczystych łap,
Od oszczerstwa, od obmowy i od ślepych map.
Będą dla was wiersze pieśni i nie jeden raz
My was w porę ostrzeżemy, strzec będziemy was….

Bądź wierny - Ryszard M. Groński

Jan Pietrzak
https://drive.google.com/open?id=14CRcXkmVEAjsgc_ubFV7t_WygfpBhkEi
Bądź wierny

Ryszard Marek Groński
(20.02. 1939 - 24.12. 2018)


A kiedy wraca chandra
Zapachem dawnych deszczy
Sumienie jak Kasandra
Przestrzega i złowieszczy

Bądź wierny temu, co kochałeś
Choćby to były sprawy małe
Przecinek trawy, domu sień
Błękitne niebo w letni dzień
Czyjś uśmiech, który burzy sny
Do zdarzeń klucz na nitce mgły

Nie zawsze czerń jest czarna
Nie zawsze biel jest bielą
Kiełkują kłamstwa ziarna
Gdy ludzie prawdę dzielą

Bądź wierny temu, w co wierzyłeś
Pamięć tej wiary daje siłę
Że jednak warto co dnia znów
Znajdować sens w łupinach słów
I lampę długo świecić w noc
Gdy ludzki się rozstrzyga los

A gdy gęstnieją cienie
Nad armią dni pobitą
Po komercyjnej cenie
Zwyczajna przyzwoitość

Bądź wierny temu, o czymś marzył
Zachowaj twarz w ten czas bez twarzy
Daj swemu życiu godny kształt
Choć się odciska gwałtem gwałt
Nie zginaj karku nisko zbyt
W jutrzejszy musisz wierzyć świt

Sam odpowiadasz za swą twarz
Jeśli ją jeszcze, jeszcze masz

Liście z topól opadają - Marian Ośniałowski


Jan Pietrzak
Liście z topól opadają

Marian Ośniałowski

Wiersz - Piosenka druga


Liście z topól opadają
W alejach, w ogrodach
Piękni w pięknych się kochają
Zielona woda, głęboka woda

Sina mgła, szare oddale
Czerwone owoce
Jakże się w tej mgle odnaleźć
Zielone noce, głębokie noce

Opadają liście z klonów
Jesionów, lip, topól
Już się ciemnym pąsem wina
Dom oplótł

Deszcze srebrne, deszcze siwe
Odchodzi październik
Nie spotkają się jesienią
Latem rozłączeni

Liście z topól opadają...

Konie śniade, kare konie
Nikt nie jedzie do nas
Liście z topól opadają
Piękni w pięknych się kochają
Głęboka wodo, wodo zielona...

Fot. Jean-Michel Priaux

Co ja mogę sam - Jonasz Kofta


Co ja mogę sam

Jonasz Kofta


Co ja mogę sam?
Co ja mogę sam?
Byłem tu i tam
Znam już parę bram

Co ja mogę sam?
Czy ja radę dam?
Troje dzieci mam
I po co mi ten kram?

Co my możemy obaj?
Nie słuchać cudzych zdań
Grać swoje role
Brać swoją dolę
I mówić - w to mi graj

W co ci graj?
W to
To znaczy - w to nam graj
Nam graj, tak

Co ja mogę sam?
Wypić mały tran
Co ja mogę sam?
Skonsumować chrzan

Co ja mogę sam?
Pójść odkręcić kran
Popłynie woda
Powstanie oda
Popadnę w dziwny stan

Co ja mogę sam?
Siedzę sobie, gram
Wykształcenie mam
Znam te parę gam

Maestro się odezwał, zna parę gam

Co my możemy sami
Nawet gdy kilku nas?
Wchodzić oknami
Wychodzić drzwiami
Albo powiedzieć pas

Możemy też czasami
Podskoczyć aż do chmur
Zderzyć się z murem
I w całym dziurę
Wywiercić tam i tu

Jonasz Kofta, Jan Pietrzak

Koniec ballady księżycowej - Andrzej Nowicki


Jan Pietrzak
Koniec ballady księżycowej

Andrzej Nowicki

Gdy człowiek księżyc zwycięży
Pozna go dobrze, na wylot
Poetom go zbraknie do wierszy
Kochankom się słowa pomylą
Skończy się tajemnica
Bladej twarzy księżyca
Gdy każdy już się połapie
Na księżycowej mapie

Od lat do księżyca wzdychało
Par zakochanych niemało
Co patrząc na niebieskie
Ziemskie tuliły ciało
Nie będzie do czego już wzdychać
Ni marzyć, ronić łzy
I tylko w noc do księżyca
Wyć będą, jak dawniej, psy

Na niebie smutniej się zrobi
Nam się nie zrobi weselej
Gdy o tym srebrzystym globie
Już wszystko będziemy wiedzieli
Skończy się, trudna rada
Księżycowa ballada
Zniknie liryczny lunatyzm
Kiedy będziemy z nim na ty

Od lat do księżyca...

Więc może znajdzie się sposób
I jakieś tam rozwiązanie
By mimo podboju kosmosu
Przetrwało miłosne wzdychanie
Może któraś planeta
Przejmie księżyca etat
Póki odległa, nieznana
Nada się świetnie dla nas...

Przyjdzie na pewno - Andrzej Jarecki


Jan Pietrzak
Przyjdzie na pewno

Andrzej Jarecki

Panowie rzućcie okiem wokół
Wszystko to zmieni się niebawem
Pijak co moczy pysk w rynsztoku
Trzeźwy nad cichym siądzie stawem
Dzieweczkę grzeczny sen utuli
W bielonych prześcieradłach czystych
I wszystkie tego dnia speluny
W pałace zmienią się strzeliste

To jedno wiem, wiem to jedno
Przyjdzie na pewno ten dzień
Przyjdzie na pewno…

Kobieta, która męża dłonie
Zna tylko zaciśnięte pięście
Wkrótce na jego kolan tronie
Pozna swe ciche babie szczęście
Małżonek zaś co w cichej złości
Siniaczył żony czoło blade
Odnajdzie dawnej smak miłości
Odzyska polor i ogładę

To jedno wiem…

Dzieci co krów pilnują chudych
Ledwo im minie latek parę
Z nieuctwa oraz zwyklej nudy
Zrobią się brzydkie oraz stare
Lecz to się także zmieni wkrótce
Pójdą do szkół przez park aleją
I nasza utopiona w wódce
Nadzieja stanie się nadzieją

To jedno wiem…

A jeśli nas już nie zastanie
Owego dnia promienny świt
Bośmy czekali długo zbyt
To przy kotletach na śniadanie
Niechaj wam kością w gardle stanie
Naszych ostatnich długów kwit

Ile dziewczyn się marnuje - Jan Pietrzak


Jan Pietrzak, Barbara Krafftówna
Ile dziewczyn się marnuje


Jan Pietrzak

W związku z nabytym zawodem
Jeździłem trochę po świecie
Od Tatr po Szczecin - panowie
Siedzicie tu i nic nie wiecie

Ile dziewczyn się marnuje, proszę panów
Jakie cechy charakteru są niczyje
Koafiury, makijaże i wymiary
I nie tylko, proszę panów, nie jedynie

Jakie dobra narodowe przepadają
Niewymierne areały nieużytków
Zbyt poważny to dobytek w skali kraju
By nas głowa nie bolała od przybytku

Przecież nad życiem społecznym
W naszej wspólnocie plemiennej
Ktoś czuwa, ktoś ostatecznie
Je reguluje codziennie

A tyle dziewczyn się marnuje, proszę panów
Marnotrawstwo sił i środków karygodne
Czy nie można by odgórnie objąć planem
Tę oddolnie nieobjętą ilość objęć

Takie skarby narodowe nam niszczeją
Złote serca, kryształowe charaktery
Proszę bardzo, panowie tu się śmieją
Miast postawić jakiś wniosek w tej materii

Najwyższa pora (prawda) wzmóc nacisk
I śmielej (prawda) sięgnąć do rezerw
Poważne środki (prawda) przeznaczyć
I wachlarz bodźców (nieprawdaż) rozszerzyć

Bo tyle dziewczyn się marnuje, proszę panów
Uprawnionych równo współobywatelek
Jeśli panom nie są obce ideały
Czas uświęcić stratę sił tym wdzięcznym celem

Tyle wdzięku społecznego się marnuje
Więc jeżeli sytuacja się nie zmieni
To ostrzegam, ja w tych sprawach nie żartuję
Sam się zajmę rozłożonym tym problemem

Tylko jesienią - Jonasz Kofta


Jonasz Kofta, Jan Pietrzak
Tylko jesienią


Może to jest zły objaw, może nie ta melodia
Człowiek znowu roztajał i boli
Znowu rosną rośliny, znowu drżą mi kończyny
Znowu kicham od pyłku topoli
Bo czy wiosna jest taka radosna
Tak co roku zaczynać od nowa
Znowu męczy cię Eros
Nie smakuje papieros
Nie mam siły na nowo kiełkować

Nie ten czas, nie to w nas najłaskawsze
Nie ten cud, nie ten miód - już na zawsze
Może kiedyś represje depresji się zmienią
Ale tylko jesienią, jesienią
Nie ten ton w wielki dzwond do uniesień
Ja mam czas, ja poczekam na jesień
Bo się w końcu depresje w impresje odmienią
Ale tylko jesienią, jesienią

Szumi w głowie powietrze, włos się burzy na wietrze
I zielone głupiutkie listeczki
Coś nawiedza cię we śnie, znowu pierwsze czereśnie
Beznamiętnie upychasz do teczki
Bo czy wiosna jest taka radosna
Zdjąłem czapkę, kalosze i palto
Znowu zieleń pokoleń
Budzi w nas melancholię
I w ogóle czy dalej warto

Przejdą burze wiosenne, wezmę proszki nasenne
I tak jakoś doczekam jesieni
I pogodzę się z łóżkiem, nic nie będę pić duszkiem
Bo wesołe jest życie staruszka
Jesień wleje nam olej do główki
Po co męczyć i rzucać się
Bo wiadomo, jesienią
Złe się chwile odmienia
Z drzew opadać będą stuzłotówki

Pani mnie inspiruje - Agnieszka Osiecka

Jurij Macyk

Jan Pietrzak
Pani mnie inspiruje
(Tamta pani)

Agnieszka Osiecka


Ty jesteś dobra, miła śliczna,
cała przyroda o tym wie.
Ty nawet kochasz w rękawiczkach,
i odchodzisz - taktownie, we śnie.

A tamta pani mnie inspiruje,
ja jestem potem, jak po rosie kwiat.
I byle głupstwo, byle księżyc nad Sopotem
tak mnie rozśmiesza jak najlepszy żart.

Bo tamta pani mnie inspiruje.
Ballady wlewam w mojej duszy cud.
I byle jesień gdy zawiśnie nad GS-em,
wyciska ze mnie dytyramby ód.

Ty jesteś inna niż tysiąc innych dziewczyn.
Tak by się chciało przez to życie z tobą biec.
I nie jeden ofiarować tobie wierszyk,
ale jedno z najwierniejszych męskich serc.

A tamta pani mnie inspiruje,
ja jestem potem, jak "Zielony Gil".
I wolę z panią w marnym guście tracić cnotę,
niż z tobą miła zachowywać styl.

Bo tamta pani mnie inspiruje.
W satyry wlewam swój spieniony gniew.
I ktoś tak swojski, tak tutejszy jak malina,
wykwintny bywam jak antyczny elf.

Ty jesteś inna niż ta cała miejska tłuszcza.
Ty nawet umiesz mi się śnić.
A tamta pani, tamta pani, to się puszcza,
lecz artystą, artystą lubię być.

A tamta pani mnie inspiruje.
Ja jestem potem, jak po wiośnie kot.
I byle wątek, co w malignie ma początek,
zaplatam lekko w malowniczy splot.

Bo tamta pani mnie inspiruje.
I sam już nie wiem, nie pojmuję tego sam,
że nawet we śnie z nią rymuję i rymuję,
a z tobą - co ja mam?

Przybądź i bądź - Jan Pietrzak


Jan Pietrzak
Przybądź i bądź

Bądź moją przyjemnością
Wśród nieprzyjemnych postaci
Bądź moją cierpliwością
Kiedy aż korci by skarcić
Bądź moja moralnością
Gdy chcę postąpić wątpliwie
I bądź moją wątpliwością
Kiedy mnie nic już nie dziwi

Przybądź skąd bądź...
I nie błądź a bądź
No bądź

Bądź moją majętnością
Bo w karty grywam namiętnie
Bądź moją namiętnością
W porze wieczornej najchętniej
Bądź moją lojalnością
Gdy wkoło inne panienki
I bądź moją upadłością
Najlepiej to na czymś miękkim

Przybądź skąd bądź…

Bądź moją możliwością
Kiedy już wszystko przepadnie
Bądź moją przypadłością
Jeśli już cierpieć to ładnie
Bądź moją domyślnością
Gdy cię prowadzi pan pewien
I bądź moją samotnością
Kiedy pożegnam już ciebie

Odejdź gdzie bądź...
I zabłądź i zbądź…

Czy te oczy mogą kłamać - Agnieszka Osiecka


Jan Pietrzak
Czy te oczy mogą kłamać

Agnieszka Osiecka


…a gdy się zejdą raz i drugi
kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
co zrobić, co zrobić z tą miłością...?

On już je widział,
on zna te dziewczyny
z poszarpanymi nerwami,
co wracają nad ranem nie same,
on już słyszał o życiu złamanem...

Ona już wie,
już zna te historie:
że żona go nie rozumie,
że wcale ze sobą nie śpią –
ona na pamięć to umie...
Jakże o tym zapomnieć,
jak w pamięci to zatrzeć?
Lepiej milczeć przytomnie
i patrzeć.

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie!
Czy ja mógłbym serce złamać? Itepe…
Gdy się farsa zmienia w dramat,
nie gnam w kąt.
Czy te oczy mogą kłamać? Ależ skąd!

A gdy się czasem w życiu uda
kobiecie z przeszłością, mężczyźnie po przejściach,
kąt wynajmują gdzieś u ludzi
i łapią, i łapią trochę szczęścia...

On zapomina
na rok te dziewczyny
z bardzo długimi nogami,
co wracają nad ranem nie same –
woli ciszę z radzieckim szampanem...

Ona już ma,
już ma taką pewność,
o którą wszystkim wam chodzi –
zasypia bez żadnych proszków,
wino w lodówce się chłodzi...
A gdy przyjdzie zapomnieć
i w pamięci to zatrzeć,
lepiej milczeć przytomnie
i patrzeć.

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie...
Czy ja mógłbym serce złamać? Itepe…
Kiedyś to zrozumiesz sama – to był błąd!
Czy te oczy mogą kłamać? Ależ skąd!...